publicystyka filmowa

SŁOMIANY WDOWIEC. Pomnik Marilyn Monroe

Autor: Karol Barzowski
opublikowano

Takich gwiazd już nie ma

Marilyn Monroe jest bodaj najpiękniejszą i najtrwalszą ikoną Hollywood. Przedwczesna śmierć aktorki sprawiła, że nie oglądaliśmy jej upadku – coraz słabszych ról, starzenia się, żałosnych prób radzenia sobie z upływającym czasem. Monroe zapisała się w naszej pamięci jako blond seksbomba, może nieco naiwna, niezbyt mądra, ale urzekająca swoim uśmiechem i aurą, jaką wokół siebie roztaczała. Myśląc o niej, widzimy konkretne obrazki – jej oblicze uwiecznione na obrazach Andy’ego Warhola czy taniec w różowej sukni i diamentach z Mężczyźni wolą blondynki. Żaden z nich nie jest jednak tak popularny jak scena podwiewania sukni w Słomianym wdowcu. Ten krótki moment z przesympatycznej komedii Billy’ego Wildera stał się najlepszym pomnikiem Marilyn.

Oryginalny tytuł filmu, The Seven Year Itch, nawiązuje do kryzysu, który ma pojawiać się w końcu w każdym małżeństwie. Po siedmiu latach zaczyna swędzieć – wprost mówią Amerykanie. Sztuka George’a Axelroda o mężczyźnie, który po tytułowym okresie wdaje się w romans z gorącą sąsiadką, była grana na Broadwayu i cieszyła się ogromną popularnością. Nie trzeba było długo czekać, aż upomniało się o nią kino. Na stołku reżyserskim usiąść miał mistrz z Suchej Beskidzkiej, Billy Wilder, a w głównej roli widziano tylko i wyłącznie Marilyn Monroe. Jeszcze na długo przed rozpoczęciem zdjęć wszyscy byli przekonani, że Słomiany wdowiec okaże się hitem. Niestety, jak to z hitami bywa, muszą zadowolić wiele różnych grup interesu.

Broniąc moralności

Problemem był przede wszystkim seksualny wydźwięk sztuki, która posłużyła za materiał do scenariusza. Lata pięćdziesiąte w USA to wciąż wielki wpływ nurtu konserwatywnego, który w kinie objawiał się przede wszystkim w postaci kodeksu Haysa. Cenzorzy kontrolowali nie tylko nagość czy wulgaryzmy, ale też „nieodpowiednie” zachowania w filmach, które mogłyby posłużyć za zły przykład dla widzów, a takim z pewnością była zdrada, jakiej dopuszczał się w Słomianym wdowcu główny bohater. Kochanką była zaś Monroe, która zaledwie rok wcześniej wystąpiła nago na okładce pierwszego numeru Playboya – taką wizję sześćdziesiąt lat temu odbierano niczym porno. Wilder był pewien, że przeniesienie sztuki w takiej formie, w jakiej przedstawiano ją na scenie, nie przejdzie. Stwierdził jednak, że potyczkę z cenzorami potraktuje jak wyzwanie.

slomianywdowiec

Słynny reżyser wiedział, że pokazanie zbliżenia głównych bohaterów nie wchodzi w grę, ale wymyślił pewne obejście problemu. Wilder często mawiał:

Granica między dobrym filmem a takim, który tylko miał dobry potencjał, bywa cienka, niczym wsuwka do włosów.

Idąc tym tokiem myślenia, chciał jedynie zasugerować widzowi, że para poszła razem do łóżka. Jak? Za pomocą… wsuwki. Pokojówka mężczyzny miała znaleźć ją na poduszce. Niestety, wtedy do gry włączył się nieformalny religijny cenzor, który w tamtych czasach torpedował realizację mnóstwa produkcji – Legion Przyzwoitości.

Założona w 1934 roku organizacja miała za zadanie walczyć z filmami uznawanymi za niemoralne. Skupiała głównie katolików, a jej członkowie musieli złożyć przyrzeczenie, w którym obiecali protestować przeciwko „brudnym filmom, grzebiącym moralność publiczną i szerzącym seksualne opętanie”. Owe protesty miały miejsce nie tylko w kościołach, w których duchowni pouczali o niemoralnych tytułach, ale też na ulicach – rozwieszano plakaty nawołujące do bojkotu danych filmów, organizowane były marsze protestacyjne, i tak dalej, i tym podobne. Każda produkcja, która wchodziła do kin, oceniana była przez Legion w trzystopniowej skali: 1) moralnie bez zastrzeżeń, 2) częściowo moralnie naganna, 3) potępiona. Gdy tylko dowiedziano się, że Słomiany wdowiec sugerować ma seks pozamałżeński, Legion postanowił nie dopuścić do premiery. Jego członkowie zdawali sobie sprawę, że w przypadku tak głośnego tytułu potępienie nie wystarczy, a konsekwencje wprowadzenia filmu na ekrany mogą być katastrofalne. Zmasowana akcja (księża wpraszali się na plan i bez ogródek pokazywali, które strony scenariusza muszą zostać zmienione) ostatecznie zmusiła Wildera do ustępstwa. W kinowym Słomianym wdowcu do zbliżenia z sąsiadką graną przez Monroe dochodzi jedynie w wyobraźni mężczyzny. Potem swoje trzy grosze dołożyli też cenzorzy, którzy skrócili scenę z podwiewaniem sukni (Marilyn mówiła w niej o „gorących majtkach”). Nie pozwolono też oczywiście, aby aktorce rzeczywiście było widać bieliznę. Takiego ujęcia użyto tylko na niektórych plakatach i zdjęciach promocyjnych. W filmie nie widać nic powyżej połowy uda.

Nowy Jork oszalał

Cała ta fabuła, która doprowadziła do tak dużych protestów, opiera się na bardzo prostej historii. Opowiada o Richardzie Shermanie, wydawcy książek około czterdziestki. Jest wierny żonie, kocha ją, ale po tych nieszczęsnych siedmiu latach rzeczywiście coś zaczyna go „swędzieć”. Kiedy małżonka wraz z dziećmi udaje się na wakacje, a on zostaje w Nowym Jorku, żeby pracować, piętro wyżej wprowadza się niezwykle atrakcyjna dziewczyna. Mężczyzna nie zna nawet jej imienia (w napisach końcowych postać Monroe figuruje jako Dziewczyna właśnie), ale jest pod tak wielkim wrażeniem jej urody, że gotów jest zapomnieć o rodzinie i dać się ponieść nowemu uczuciu. Gdyby tylko mogły go opuścić te okropne wyrzuty sumienia…

slomianywdowiec1

To by było właściwie tyle. Wyraźnie widać, że Słomiany wdowiec oparty został na spektaklu – ma bardzo teatralny charakter. Scenariusz jest wręcz banalny, dziś uchodzi za dość seksistowski, ale wiele jego scen naprawdę bawi do łez. Twórcy wykorzystali elementy klasycznej screwball comedy, a całość wykończona została przez znakomitą parę głównych aktorów.

Udział Monroe był pewny niemal od chwili, kiedy zakupiono prawa do tekstu. Z rolą Shermana był już problem. Wszyscy zgadzali się co do tego, że nie można zatrudnić klasycznego przystojniaka w stylu Cary’ego Granta, ale trudno było o innych kandydatów. Producenci w końcu postanowili, aby w filmie wystąpił Tom Ewell, który grał tę postać w wersji scenicznej. Wilder upierał się jednak, aby zatrudnić kogoś młodszego. Na oku miał przede wszystkim Waltera Matthau. Negocjacje trwały tygodniami, ale ostatecznie stanęło na decyzji przedstawicieli wytwórni – uważali oni, że Matthau, grający wtedy głównie role drugiego i trzeciego planu, nie poradzi sobie jako partner Marilyn. Nie przeszkadzało im nawet to, że Ewell był co prawda uznanym aktorem teatralnym, ale w kinie nie miał zbyt dużego doświadczenia. Słomiany wdowiec do dziś pozostaje wizytówką jego kariery (otrzymał za tę rolę m.in. Złoty Glob). Porównywalny sukces osiągnął dopiero dwadzieścia lat później, grając w serialu „Baretta”.

Kogokolwiek by nie wybrano, mężczyzna miał być jedynie dodatkiem do najseksowniejszej blondynki świata. Monroe była wtedy gwiazdą globalną, której sława znacząco przekraczała popularność filmów z jej udziałem, ale prawdopodobnie dopiero po premierze właśnie tego tytułu stała się fenomenem. Kiedy we wrześniu 1954 roku przybyła do Nowego Jorku, by rozpocząć pracę na planie, miasto oszalało. Ludzie wyczekiwali pod jej hotelem dwadzieścia cztery godziny na dobę, aby choć przez chwilę móc zobaczyć uwielbianą aktorkę. Kiedy kręcono kultową scenę, wokół ekipy również przebywały całe tłumy gapiów. Każde ujęcie, w którym suknia Monroe była podwiewana, spotykało się z oklaskami i gwizdaniem widowni. Ostatecznie Wilder i tak zmuszony był nakręcić tę scenę raz jeszcze, w studiu w Los Angeles.

Cierpienia Billy’ego Wildera

Rozpoczynając zdjęcia do Słomianego wdowca, Marilyn była świeżo po ślubie. Jej małżeństwo z baseballistą Joe DiMaggio trwało zaledwie osiem miesięcy, a już pojawiały się w nim pierwsze zgrzyty. DiMaggio wolał ponoć, aby żona spędzała więcej czasu w domu. Nie podobało mu się, że robi karierę i traktowana jest niczym dobro narodowe. Uchodzący za zazdrośnika, nie radził sobie z tym, że cały świat patrzy na jego żonę jak na symbol seksu. Jego wizyta na planie w Nowym Jorku miała być dla Monroe niespodzianką i próbą ratowania trudnej sytuacji, w jakiej się znaleźli. Podczas realizacji legendarnej sceny DiMaggio jednak nie wytrzymał. Nie mógł znieść tego, że mężczyźni wręcz ślinią się na widok jego małżonki. Obserwując, jak klaszczą i gwiżdżą, kiedy dostaną szansę zobaczenia choć kawałka jej majtek, wściekał się coraz bardziej. Czuł się upokorzony. Mówi się, że zrobił Marilyn straszną awanturę, a Wildera oskarżył o robienie cyrku wokół produkcji. Opuścił Nowy Jork dzień później, odmawiając prasie jakiegokolwiek komentarza. Po miesiącu para była już po rozwodzie.

slomianywdowiec2

Wilder instruuje Marilyn na planie

Już choćby te wydarzenia sprawiały, że nie był to łatwy czas dla aktorki. Pewne problemy na planie sprawiała już prawdopodobnie wcześniej, ale to właśnie przy pracy nad Słomianym wdowcem Marilyn zaczęła powoli tracić kontakt z rzeczywistością. Nadużywała leków, mówiło się też o narkotykach – aktorka zapominała kwestii, właściwie codziennie spóźniała się na plan lub znikała na długie godziny. Zdjęcia przeciągały się, a budżet rósł, co frustrowało producentów. Wilder też w końcu miał już dosyć. Mówił:

Bardzo się na nią złościłem. Uważała, że jej wygląd dawał jej specjalne przywileje, i tak rzeczywiście było. Ale nie ze mną. Ja patrzyłem na nią nie jako mężczyzna, ale reżyser. Przynajmniej przez większość czasu.

Praca z Monroe była mordęgą, ale na ekranie tego oczywiście nie widać. Wystarczyło, aby w jednym z czterdziestu ujęć spisała się na miarę swoich możliwości. Widza więcej nie obchodziło. Roztaczała wokół siebie specjalną aurę i miała magnetyzm, którego mogłyby jej pozazdrościć niemal wszystkie współczesne aktorki. Kiedy Marilyn pojawiała się w kadrze, publiczność była niczym zahipnotyzowana. Jak wspominał reżyser:

Nieważne, jak wiele nacierpiałem się z panią Monroe podczas zdjęć. Najważniejsze było to, że na ekranie wypadała rewelacyjnie. To właśnie się zachowało. Ona po prostu błyszczała.

Forever Marilyn

Film miał premierę 1 czerwca 1955 roku i z miejsca stał się przebojem. Pierwsze blockbustery to lata zdecydowanie późniejsze, ale Słomiany wdowiec był właśnie czymś w tym rodzaju. Ameryka nie widziała nigdy takiej promocji. Przed nowojorskim Loew’s State Theatre stanęła szesnastometrowa Marilyn z tektury w pozie nawiązującej do słynnej sceny. Ten moment stał się tak naprawdę kultowy, zanim ktokolwiek obejrzał film. Mówi się, że tekturowa seksbomba wielokrotnie sparaliżowała ruch na ulicach, a dla turystów stała się większą atrakcją niż Statua Wolności. Część spacerowiczów uznawała taką formę promocji za wulgarną, ale cel został osiągnięty – lato 1955 należało do Słomianego wdowca. O niczym innym się wtedy nie mówiło.

slomianywdowiec3

Monroe na premierze w towarzystwie byłego męża

Słomiany wdowiec spotkał się też z bardzo dobrymi opiniami krytyków. Podkreślano, że popularna sztuka została przeniesiona na ekran z szacunkiem, a Monroe z Ewellem stworzyli na ekranie świetny duet. To była właściwie niepozorna, dwuosobowa komedia, ale dzięki Wilderowi oraz aktorom zyskała wyjątkową oprawę. Narzekano jedynie na ustępstwa w scenariuszu – fakt, że mężczyzna nie przespał się z sąsiadką, odbierany był negatywnie. Cały urok scenicznego pierwowzoru opierał się na wyrzutach sumienia, jakie miał główny bohater. W filmie wydawały się zaś niezrozumiałe i naciągane. Po wielu latach reżyser przyznał zresztą, że kompromis, na jaki się zgodził, był zbyt duży. Zdawał sobie sprawę, że w tamtych czasach po prostu nie było innego wyjścia, ale i tak miał do siebie pretensje.

Jedyne, co mogę powiedzieć o Słomianym wdowcu, to że wolałbym go nigdy nie nakręcić. Nie można robić filmu pod cenzorów.

Wilder zmuszony był do ustępstw, ale mimo wszystko miał Marilyn, czyli gwiazdę pierwszego formatu. Scenariusz Słomianego wdowca idealnie się dla niej nadawał – eksponował wszystkie jej największe atuty. Po tym filmie ludzie wprost oszaleli na punkcie Monroe. Razem z nią sławne stały się nawet chrupki, które jadła w jednej ze scen. Z produktu sprzedawanego w jednym stanie zamieniły się w najpopularniejszą przekąskę w całym kraju.

slomianywdowiec4

Wielki pomnik Forever Marilyn

Scena z podwiewaniem sukni zapewniła filmowi nieśmiertelność. Była inspiracją dla wielu innych twórców. Wielokrotnie przytaczana czy parodiowana, zyskała miano pomnika Monroe. W 2011 roku powstała zresztą wysoka na dwa i pół metra statua o nazwie Forever Marilyn, przedstawiająca aktorkę właśnie w tej pozie. Monument co dwa lata zmienia miejsce pobytu, a w tej chwili znajduje się w Australii. Słynną sukienkę sprzedano zaś kilka lat temu za 4,6 miliona dolarów. Tak, ta scena to hollywoodzka ikona i nie ma co z tym dyskutować.

*

Cztery lata później Monroe wystąpiła w kolejnym filmie Wildera, Pół żartem, pół serio, i był to jeszcze większy sukces. Niestety, Marilyn stopniowo coraz bardziej zatracała się w sobie. Jej nowy związek z dramaturgiem Arthurem Millerem również nie przetrwał próby czasu, w dodatku aktorka kilka razy poroniła. Narkotyki oraz przeróżne leki stały się dla niej codziennością. Nie chciała być kojarzona wyłącznie jako symbol seksu, więc zatrudniła nauczycieli, którzy mieli z niej zrobić „prawdziwą” aktorkę. Skutek tego był taki, że reżyserzy nie chcieli już z nią pracować. Nawet Wilder, wcześniej dość wyrozumiały dla jej kaprysów, podczas realizacji Pół żartem, pół serio miał już serdecznie dosyć. Pytany, czy nakręci jeszcze jakiś obraz z Monroe, odpowiadał:

Mój lekarz i mój psychoterapeuta twierdzą,  że jestem zbyt stary i zbyt bogaty, aby musieć przechodzić to jeszcze raz.

W Hollywood mówiono, że aktorka przechodzi załamanie nerwowe. Stała się dla producentów bombą z opóźnionym zapłonem – swoimi nastrojami mogła zniszczyć każdy film. To właśnie jej stan psychiczny sprawił, że twórcy Śniadania u Tiffany’ego nie chcieli z nią pracować, mimo nalegania ze strony autora książkowego pierwowzoru, Trumana Capote’a.

Po kilku latach ogromnych problemów w życiu prywatnym, w 1962 roku Monroe postanowiła wystąpić w filmie George’a Cukora, Something’s Got to Give. Bez żadnego wytłumaczenia opuściła pierwsze dwa tygodnie zdjęć, a następnie regularnie robiła sobie niezapowiedziane przerwy. Ostatecznie wytwórnia podała aktorkę do sądu za niewywiązywanie się z umowy. Filmu nigdy nie ukończono. Pozostały po nim zaledwie pojedyncze ujęcia z Marilyn kąpiącą się w basenie. Później w niczym już nie zagrała. 5 sierpnia 1962 roku zmarła, najprawdopodobniej po przedawkowaniu środków nasennych.

Śmierć aktorki była jednocześnie narodzinami ikony Hollywood. Któż w końcu nie zna tego nazwiska, któż nie kojarzy tej twarzy. Pamiętamy ją właśnie taką jak w Słomianym wdowcu – uśmiechniętą, seksowną, wzbudzającą szybsze bicie serca samym pojawieniem się na ekranie. Takich gwiazd już nie ma.

korekta: Kornelia Farynowska

slomianywdowiec5

Ostatnio dodane