publicystyka filmowa

SKAZANI NA SHAWSHANK. Niezłomność ludzkiego ducha

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Każdy z nas ma swoje filmy – takie, do których wraca wielokrotnie, a gdy ogląda je z bliskimi, raz po raz dzieli się z nimi komentarzami w stylu „O, teraz będzie świetna scena!”. Możemy oglądać je do znudzenia, ale z każdą projekcją odkrywają przed nami nowe szczegóły, drobne niuanse, których nie zauważyliśmy podczas poprzednich seansów. Dla mnie i – jak dowodzi portal IMDb.com – setek tysięcy widzów na całym świecie takim właśnie filmem są Skazani na Shawshank Franka Darabonta.

Kinowa adaptacja opowiadania Stephena Kinga Rita Hayworth and the Shawshank Redemption zadebiutowała w kinach 23 września 1994 roku, lecz ówczesny odbiór filmu nie zapowiadał tego, że ponad dwie dekady później dzieło Darabonta będzie miało iście kultowy status. Choć Skazani na Shawshank byli nominowani do Oscarów w aż siedmiu kategoriach, w żadnej z nich nie udało im się zdobyć nagrody, a poza nielicznymi wyróżnieniami dla zdjęć Rogera Deakinsa (m.in. Brązowa Żaba na festiwalu Camerimage), jednemu z najlepiej współcześnie ocenianych filmów w historii kina nie udało się zdobyć żadnych istotnych laurów. Dużo ważniejsze od statuetek i medali wydają się jednak emocje i lojalność widzów, a niewiele jest dzieł, które mogłyby na tym polu konkurować ze Skazanymi.

redemption-1

Jedną z największych zalet obrazu Darabonta jest jego literackość. Rzadko mamy do czynienia z produkcjami filmowymi, które wspaniale się ogląda, ale jeszcze lepiej… czyta. Kilkudziesięciostronicowe opowiadanie Kinga zostało zamienione w blisko dwuipółgodzinny dramat więzienny, w którym akcja rozwija się niespiesznie, ale każda scena i każdy jej element wydają się niezbędne i znaczące. Historia przyjaźni dwóch osadzonych w więzieniu stanowym Shawshank czarnoskórego Ellisa Boyda „Reda” Reddinga (Morgan Freeman) i białego bankiera Andy’ego Dufresne’a (Tim Robbins) – nadaje Skazanym… charakter przypowieści o nadziei i ufności w dobro drugiego człowieka.

Paradoksalnie miejsce, w którym spotykają się najróżniejsi skazańcy mordercy, gwałciciele, złodzieje i oszuści – staje się areną nieustannego testowania człowieczeństwa bohaterów. Bo Andy, zesłany do Shawshank za zabójstwo, którego nie popełnił, ani przez chwilę nie daje strażnikom i współwięźniom złudzeń to facet, którego nie da się złamać. W myśl słynnego cytatu z Ernesta Hemingwaya – człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać – Dufresne od pierwszych chwil w zamknięciu jest niezwykle zdeterminowany i skoncentrowany. Na czym? Tego dowiadujemy się dopiero w finałowej części filmu, ale Darabont skutecznie przykrywa główny cel bohatera arcyciekawymi epizodami, dzięki którym postać kreowana przez Tima Robbinsa staje się coraz bardziej intrygująca.

redemption-2

Andy bowiem wzbudza zainteresowanie towarzyszy niedoli kolejnymi nieszablonowymi zagraniami: a to zorganizuje kumplom skrzynkę piwa podczas naprawy dachu jednego z więziennych budynków, a to – ryzykując pobyt w izolatce – zamyka się sam w gabinecie naczelnika i puszcza przez radiowęzeł fragment Wesela Figara Mozarta. Będąc skrytym i tajemniczym mężczyzną, Dufresne staje się cichym bohaterem wszystkich osadzonych w Shawshank, którzy doceniają jego determinację i liczne talenty. Jako były bankier potrafi nie tylko rozliczyć podatki strażnikom i ukryć finansowe malwersacje naczelnika, ale także wykazuje się ogromnym uporem, dzięki któremu udaje mu się m.in. uzupełnić więzienną bibliotekę nowymi publikacjami czy też przygotować do egzaminu młodego współwięźnia.

Darabont nie ukazuje jednak życia za kratami w sielankowy sposób – przeciwnie, w Skazanych na Shawshank mamy przecież sceny wykorzystania seksualnego, bicia i mordowania więźniów przez strażników, a także niezwykle wzruszającą sekwencję, w której wiekowy już Brooks (zmarły w 2009 roku James Whitmore) opuszcza Shawshank po wielu dziesięcioleciach w zamknięciu, lecz, wobec nieumiejętności przystosowania się rzeczywistości diametralnie różniącej się od więziennej rutyny, ostatecznie popełnia samobójstwo. Po wielu latach w odizolowaniu od świata więźniowie potrafią już żyć wyłącznie w społeczności skazańców, która zastępuje im właściwe społeczeństwo.

redemption-3

Film Darabonta jest stylistycznie daleki od naturalistycznego sposobu przedstawiania warunków osadzenia, znanych choćby z Symetrii Konrada Niewolskiego czy Proroka Jacques’a Audiarda. W Skazanych na Shawshank nie chodzi o przygnębienie publiczności poprzez ukazanie zezwierzęcenia bohaterów wywołanego odizolowaniem, lecz o coś zupełnie przeciwnego – podarowanie widzom nadziei, opartej na przekonaniu, że człowiek w nawet najgorszych warunkach może pozostać człowiekiem. To reżyserowi udaje się znakomicie, zaś nośnikiem owej nadziei staje się przyjaźń, jaka tworzy się pomiędzy Andym i Redem. Dzięki niej ukrywany latami plan Dufresne’a ma szansę powodzenia, dzięki niej dwaj przyjaciele mogą mieć jakąkolwiek – a, jak pokazuje ostatnia scena, nawet całkiem niezłą – przyszłość. Bohaterowie znajdują oparcie nie w religii, nie w ukochanych kobietach, lecz w innym, podobnie doświadczonym przez życie mężczyźnie, bo traumę człowieka osadzonego w więzieniu może zrozumieć jedynie inny więzień.

Darabont nie tylko wyreżyserował Skazanych na Shawshank, ale także napisał scenariusz filmu po tym, jak rzekomo odkupił prawa do adaptacji od Stephena Kinga za symbolicznego dolara. Za swój scenopisarski wysiłek był kilkukrotnie nominowany do ważnych nagród i mimo że żadnej z nich nie zdobył, Skazani… pozostają jednym z najlepiej opowiedzianych filmów ostatniej dekady XX wieku. To nie jest film, który wywołuje okrzyki zachwytu i niedowierzania, lecz wspaniała opowieść w duchu złotej ery Hollywood – układanka, której każdy element ma swoją niepowtarzalną wartość i wzbogaca końcowe dzieło. Do Skazanych na Shawshank można wracać w nieskończoność, za każdym razem odnajdując w seansie inny rodzaj przyjemności i podziwiając uosobioną przez bohaterów niezłomność ludzkiego ducha.

korekta: Kornelia Farynowska

qnq7miofggc76

Ostatnio dodane