Shia na zakręcie | FILM.ORG.PL

Shia na zakręcie








Rafał Oświeciński
20.08.2012


Koleś mnie zadziwia ostatnio. To ciekawe widzieć popularnego aktora, nadzieję jankeskiego kina, na rozdrożu artystycznym i życiowym, z którego może wyjść albo zwycięsko, albo przegrywając sromotnie. 

Shia to gwiazda „Transformers”, świecąca równie jasno jak sexy Megan Fox i pikselowe roboty. Przyznam, że w pierwszym momencie, gdy chłopaka zobaczyłem i czytałem o nim w różnych mediach, kojarzył się dość negatywnie. Gdyby był produktem powiedziałbym, że producent obrał target w postaci nastoletnich siks i pozycjonuje swój towar w segmencie premium. 

Siła nabywcza konsumentów Shii zdawała się być duża, wszak zapotrzebowanie na tego typu pięknolicy produkt jest spore, patrz: szaleństwo wokół Pattisona i zachwyt nad klatą Lautnera. Jednak Shia z czasem zdawał się dystansować od wizerunku narzuconego mu siłą przez sukces „Transformersów”, który był gigantycznym hitem u publiczności nastoletniej właśnie i przede wszystkim. Gdy powoli opadał pył po walce robotów z kosmosu przez ekrany kin i torrenty przemknął znakomity film pt „Wszyscy twoi święci”, w którym luz i nonszalancja Shii grały główną rolę – kto nie widział, niech zobaczy na własne oczy. „A Guide to Recognizing Your Saints” to świetny dramat z Nowym Jorkiem lat 80. w tle. 

Ostatnio – po serii średnich produktów, z globalnym sukcesem sequeli Transformersów na koncie i niezłym remakiem filmu Hitchcocka – Shia zaczął się psuć. Zaczęło się od wypadku po pijaku parę lat temu. Była też bijatyka w barze. W 2010 udzielił wywiadu, w którym przyznał, że czwarty Indy i drugie Transformers były porażkami. Szczególnie oberwało się Spielbergowi, którego Shia obarczył winą za kiepską jakość „Królestwa Kryształowej Czaszki”. 

"I think the audience is pretty intelligent…. You get to monkey-swinging and things like that and you can blame it on the writer and you can blame it on Steven [Spielberg]. But the actor's job is to make it come alive and make it work, and I couldn't do it. So that's my fault. Simple….

"I'll probably get a call. But (Steven) needs to hear this. I love him. I love Steven. I have a relationship with Steven that supersedes our business work. And believe me, I talk to him often enough to know that I'm not out of line. And I would never disrespect the man. I think he's a genius, and he's given me my whole life. He's done so much great work that there's no need for him to feel vulnerable about one film. But when you drop the ball you drop the ball."

Harrison Ford, gdy usłyszał te słowa przytoczone przez jakiegoś dziennikarza, powiedział jedynie : “I think he was a fucking idiot.”

Co sądzi Spielberg, to nie wiadomo. W kolejnych częściach Transformersów nie uświadczymy Shii na pewno (Spielberg jest producentem filmów Baya), ale chyba nie z powodu niesnasek między nimi, a rebootu serii. Być może jest w Hollywood spalony, być może nie. Za pierwszą opcją świadczy fakt, że nadchodzące we wrześniu „Lawless”, gangsterski dramat, jest niskobudżetowym, niezależnym obrazem (choć z imponującą obsadą). Podobno Shia, który promował „Lawless” na tegorocznym Cannes, stawiał siebie w roli młodego gniewnego, który ucieka od hollywoodzkiego establishmentu. Co więcej, Lars von Trier zaprosił go do nowego projektu, czyli pornograficznego „Nymphomaniac”, w którym będzie dużo seksu, prawdziwego i nie udawanego, co trochę Szuję stresuje. Zresztą, zobaczcie, jak sam mówi o udziale (reakcja Jessiki Chastain – bezcenna). 

 

Ponadto Shia kręci eksperymentalne krótkie metraże, wystąpił w teledysku Sigur Ros i właśnie kręci video z Marilyn Mansonem. Jest tego trochę. 

Do czego doprowadzi artystyczna wolta LeBeoufa tego nie wie nikt, a na pewno on sam. Na pierwszy rzut oka słusznie wymierza środkowy palec w stronę gwiazdorskiego systemu, z drugiej powinien pamiętać, że jest jego częścią i nie powinno palić się za sobą mostów, a już na pewno nie te, które są zbudowane przez Spielberga. Wyobrażacie sobie: mieć na pieńku ze SPIELBERGIEM?! Popatrzcie na takiego Josepha Gordona-Levitta. Koleś gra u Nolana, czyli wielkich hiciorach, a jednocześnie nie jest mu obce kino niezależne, sundance’owe, w których aktorsko się spełnia, jest oklaskiwany i doceniany („500 dni miłości”!). Czyli się da. 

Bunt Shii jest więc nieco gówniarski: zbyt rewolucyjny, by uwierzyć w zasadność  działania i kompletnie nieprzemyślany pod względem strategii produktu. Z Kubusia nie tak łatwo zrobić Red Bulla. 

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński






  • Mefisto

    Wszystko fajnie, tylko, że Gordon-Levitt, jest:
    a) sympatyczniejszy
    b) odbył drogę od kina niezależnego do blockbusterów (w tym Nolana), a nie odwrotnie (pomijając rzecz jasna fakt, że był ‚gwiazdą’ od lat szczenięcych)

  • w 2011 Gordon-Levitt zagrał w „50/50” i „Hesher”, filmach istniejących na obrzeżach jankeskiego kina. Niedługo „Looper”, najnowszy film Johsona (od „Cegły”), też jednak na uboczu, choć z większym budżetem, i debiut reżyserski, również finansowany przez niezależne studio.
    Shia idzie odwrotnie i właśnie mam z nim kłopot, bo decyzja o wystepie w porno od Larsa mnie nie przekonuje. Zbyt radykalne.

  • Piotr Sapek

    „nadzieję jankeskiego kina”

    Des, srsly?

  • Be

    Wedlug slow samego Shai (Shaia?), po wypowiedzi n.t. IJ4 Spielberg oswiadczyl mu, ze w Hollywood jest „skonczony”. Biorac pod uwage, ze od czasu trzecich Transformersow nic tam nie zrobil – brzmi to prawdopodobnie ;).

  • neo

    Przecież ma racje IJ4 to jeden z najgorszych filmów Spielberga.

  • Semi

    Niemożność skrytykowania ewidentnych wpadek filmowych wybitnych twórców też powinna dać do myślenia. Ciekawie było zobaczyć jak aktor mówi szczerze co myśli o filmie w którym brał udział, nie czekając 10 lat aż kontrakt na promocję i inne projekty z tym samym twórcą się skończy. Choć oczywiście rozumiem, że krytykując kogoś takiego jak Spielberga, trzeba mieć mocne zaplecze i ugruntowaną pozycję na lata w tym środowisku (ciekawe kto taką tam ma). Można też przytoczyć historię Megan Fox, która paplając o despotyzmie niewybitnego ale wpływowego Baya, też straciła pracę. A potem człowiek się dziwi czemu wszystkie wywiady z gwiazdami są do siebie bliźniaczo podobne, niczym wycięte z tego samego szablonu („We had such fun working together. He’s a great artist! Very talented!”).






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Lunopolis

Następny tekst

Faza 7



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE