Serialowe uniwersum. Koniec i bomba – kto oglądał, ten trąba… | FILM.ORG.PL

Serialowe uniwersum. Koniec i bomba – kto oglądał, ten trąba…








Kornelia Farynowska
04.07.2016


Jeśli kiedykolwiek zdarzyło się wam oglądać ostatni odcinek jakiegoś serialu – nawet niekoniecznie ukochanego, może po prostu lubianego – i zgrzytać zębami, ten tekst jest dla was.

Zainspirował mnie do niego piąty sezon Wybranych/Impersonalnych. Twórcy wiedzieli, że to koniec, widać, że starali się niektóre wątki domknąć, ale w rezultacie całość wypadła naprawdę słabo. Nie jest to może najgorszy finał, jaki widziałam, ale mocno mnie zirytował. Do tego jeszcze wrócę – szykuję zresztą mocno spoilerowy artykuł – ale zorientowałam się, że większość amerykańskich seriali, które oglądałam, już się pokończyła (pisałam zresztą trochę o tym w jednym felietonie), a ja nie pamiętam, kiedy widziałam jakiś dobry ostatni odcinek. Zaczęłam się nad tym zastanawiać i wyszło mi, że właściwie najlepiej wypadają produkcje, których scenarzyści najwyraźniej do samego końca nie wiedzą, czy dostaną kolejny sezon. A scenarzyści, którzy wiedzą, że serial nie będzie kontynuowany, potrafią zrobić ze swoim dziełem naprawdę dziwne rzeczy.

Siłą rzeczy nie jestem w stanie omówić ani każdego serialu, ani nawet każdego, który widziałam. Wybrałam parę, które z jakiegoś powodu – czy to złego, czy dobrego – zapamiętałam. Tekst jest mocno ogólnikowy, ponieważ bardzo starałam się uniknąć spoilerów, ale omawiam te produkcje znane, popularne i chętnie oglądane.

20160704003940

Stana Katic jako Kate Beckett, „Castle”, 08×22, „Crossfire”

Weźmy na tapetę takiego Castle’a. Producenci szumieli, że nie wiedzą, czy będą kolejne odcinki i że na wszelki wypadek przygotowali dwa zakończenia. Potem ogłoszono, że jeśli dziewiąty sezon dojdzie do skutku, nie pojawi się w nim Stana Katic, występująca jako jedna z dwóch głównych postaci. Zaraz potem pojawiła się informacja, że Fillion, grający w parze z Katic, przedłużył kontrakt, podobnie jak parę osób z drugoplanowej obsady. Nic, tylko czekać na zamówienie kolejnego sezonu. A tymczasem serial nieoczekiwanie skasowano. Dowcip polega na tym, że choć na początku Fillion przyciągnął większość widzów, to Stana Katic ich zatrzymała przy serialu. Gdy fani dowiedzieli się, że ją zwolniono – „z powodów finansowych” – w sieci wybuchła wielka awantura i wszyscy wyjątkowo jednogłośnie zapowiedzieli, że następnego sezonu nie będą oglądać. Afera była wyjątkowo burzliwa, stacja się ugięła i zrezygnowała z zamawiania kolejnych odcinków. I z tego powodu finał Castle’a jest dosyć zabawnym przypadkiem – widać, że wbrew zapewnieniom producentów przygotowywano się do dziewiątego sezonu i trzeba było improwizować. I w ten sposób przez cały odcinek dzieją się różne rzeczy, na sam koniec scenarzyści serwują coś bardziej dramatycznego, ekran robi się czarny… po czym pojawia się dwudziestosekundowy montaż pod tytułem „siedem lat później”. Jest boleśnie oczywiste, że doklejono go pospiesznie, w ostatniej chwili, żeby nie zostawiać serialu z otwartym zakończeniem. Rzekłabym, że aż człowieka rozpacz bierze.

Wybrałam na początek Castle’a, ponieważ to stosunkowo świeży przykład, a wyżej opisane szum i zamieszanie mocno mnie ubawiły. Ale niech będzie, że poszłam na łatwiznę, bo Castle nie był nigdy szczególnie wymagający i trudno się dziwić, że końcówka również się nie udała. Weźmy serial ambitniejszy. Omówmy takiego Dextera.

Michael C. Hallo jako Dexter Morgan, „Dexter”, 8x12, „Remember the Monsters”

Michael C. Hall jako Dexter Morgan, „Dexter”, 8×12, „Remember the Monsters”

Ratunku.

Producenci naprawdę nie wiedzieli, kiedy przestać. Stracili też chyba z oczu przesłanie swojego dzieła. Umówmy się – gdyby skończyli na czwartym sezonie, Dexter przeszedłby do historii amerykańskiej telewizji jako jeden z najlepszych seriali. Tymczasem finał ósmej serii sprawił, że sporo osób chciało wydłubać sobie oczy. To zakończenie było tak absurdalne, tak oderwane od czegokolwiek, że naprawdę nie wiedziałam, gdzie oczy podziać. Od szóstego sezonu scenarzyści zbłądzili tak straszliwie, jak to tylko możliwe, a ostatni odcinek tylko to udowodnił – był kompletnie niewiarygodny i nieprawdopodobny. Nawet jak na serial o seryjnym mordercy na co dzień pracującym z policją… Złośliwości na bok, chodzi mi o to, że postępowanie bohaterów było kompletnie nielogiczne. A problem w tym, że producenci na pewno wiedzieli wcześniej, że na tym sezonie kończą przygodę z Dexterem; stacja podała to do ogólnej wiadomości w kwietniu, dwa miesiące przed premierą, a twórcy na pewno zostali poinformowani wcześniej.

Kolejny popularny tytuł – Doktor House. Nigdy nie byłam wielką fanką, uważam, że tylko Hugh Laurie ciągnął całość swoją osobowością i charyzmą, ale zawsze bardzo lubiłam ten pokręcony związek House–Wilson. Pewnie dlatego, że jestem fanką powieści Conan Doyle’a, a Holmes i Watson stanowili inspirację dla doktorka i jego przyjaciela. Niemniej, poza nielicznymi przypadkami House raczej mnie nudził, a zakończenie również było mocno chybione. Zresztą chyba wszyscy spisali serial na straty po finale siódmego sezonu. Kasację ogłoszono jednak na tyle wcześnie, żeby scenarzyści zdążyli stworzyć coś sensownego… i znów się nie udało, mimo tego, że skoncentrowano się właśnie na relacji House’a z Wilsonem. Podobnie jak w przypadku Dextera, wyszło po prostu mało wiarygodnie.

Emily VanCamp jako Emily Thorne w „Revenge”, 01×01, „Pilot”. W tle Ashley Madekwe jako Ashley Davenport

Emily VanCamp jako Emily Thorne w „Revenge”, 01×01, „Pilot”. W tle Ashley Madekwe jako Ashley Davenport

O tym, że zbliża się koniec, wiedzieli również scenarzyści Zemsty. To o tyle bolesny przypadek, że starali się pogodzić motto serii – cytat Konfucjusza, pokazany na samym początku pilota: „zanim wyruszysz na zemstę, wykop dwa groby” – z lekkim, niezobowiązującym tonem całej produkcji. Bo choć serial starał się być poważny i miewał przygnębiające momenty, ogólnie rzecz biorąc był jednak rozrywką, typowym guilty pleasure. Dramatyczne zakończenie mogłoby nie wypaść najlepiej, podobnie jak bardzo wesołe, ale niestety połączenie jednego z drugim także się nie sprawdziło. Z dwojga złego chyba jednak wolę takie niż doklejanie na siłę kilkusekundowych scen…

Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy producenci mogą sobie pozwolić na taki luksus, jak wcześniejsza wiedza o losach ich serialu. W doskonałej sytuacji są twórcy akurat mniej znanego Bates Motel, który podobno został zaplanowany na pięć sezonów i dokładnie tyle producenci dostaną. Trzecia seria była może trochę chwiejna, ale po czwartej widać już, że wiedzą, w którym kierunku idą. Jestem bardzo ciekawa, jak skończy się – kiedyśtam, nie mówię, że teraz – Dawno, dawno temu, które również jakiś czas temu mocno pobłądziło.

Kwestia ostatnich odcinków, okoliczności zamawiania nowych sezonów i tym podobne problemy amerykańskiej telewizji to materiał na porządny artykuł, a nie luźny i skrajnie subiektywny felieton. Długo mogłabym pisać i przywoływać przykłady, zwłaszcza gdybym postanowiła rzucać spoilerami na prawo i na lewo. Nie da się jednak ukryć, że zazwyczaj problemem jest to, że seriale ciągną się i ciągną w nieskończoność. Dopóki liczba widzów jest wystarczająca, dopóki zyski przewyższają straty, dopóty serial jest emitowany. Niestety – w chwili, kiedy jakość zaczyna wyraźnie spadać, ważniejsze powinno być to, żeby wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym.







  • Robert Siwczyk Możeniemorze

    paradoksalnie najlepiej jest kiedy kasują nagle serial, tak jak w przypadku Crime Story, Pushing Daisies czy The Life (Powrót do życia). Nie ukrywam że chciałbym zobaczyć dalsze lody bohaterów, ale z drugiej strony los sprawił że te serie dostały perfekcyjny, zawieszony, choć niezamierzony finał.

    • Zaglądałeś mi może przez ramię, jak pisałam tekst? Bo niemal identyczne zdanie napisałam – z dokładnie tym samym przykładem – Pushing Daisies. Jest jeszcze parę takich seriali, które dzięki nieoczekiwanej kasacji zakończyły się bardzo dobrze – nie pamiętam w tej chwili tytułów, ale kiedy przygotowywałam listę do opisania i wycinałam z niej poszczególne produkcje, to całkiem sporo tego było :)

      • Pyrovatis

        Deadwood , chociaż kilka wątków nie zostało zamkniętych to 3 sezon zakończył serial bardzo fajnie. Heroes też się fajnie zakończyło i w sumie wyszło z tego takie otwarte zakończenie. Więcej przerwanych seriali nie kojarzę (oprócz Survivors, ale on został dosłownie przerwany przez co koniec sezonu to jakby wyłączenie filmu w połowie ).

        • Tych akurat nie oglądałam, choć z tego, co słyszałam, „Heroes” nie cieszy się szczególnie dobrą opinią ;)

      • Robert Siwczyk Możeniemorze

        miło być niedoszłym-nieświadomym współtwórcą :D a mogłabyś podać jeszcze kilka innych tytułów seriali skasowanych przez brak budżetu, czy ilość widzów? Z doświadczenia w większości przypadków okazuje się, że te seriale mają dla mnie największą wartość :)

        • Owszem, często się tak zdarza, ale z drugiej strony w tej chwili trwa wyścig szczurów i stacje są mniej skłonne dać serialowi szansę na przetrwanie, jeśli oglądalność jest słaba, więc produkcji prędko skasowanych jest całe mnóstwo, ale też zazwyczaj okazuje się, że na to zasługiwały. Ale, wracając do Twojego pytania, w zasadzie którykolwiek serial Bryana Fullera – oprócz Pushing Daisies, które właściwie załatwił strajk scenarzystów, Dead Like Me i Wonderfalls również nie przetrwały. Hannibalowi poszło trochę lepiej, ale mało osób to oglądało, a w dodatku zdaje się, że niemało kosztował. Takie Mockingbird Lane w ogóle nie wyszło poza pilot. Dollhouse Jossa Whedona to też bardzo dobry serial, ale skończyło się na dwóch seriach; nie mówię o Firefly, bo to chyba zbyt oczywiste, żeby o tym wspominać? Tyle że to wszystko to science fiction albo fantasy. Ameryka nie przepada za takimi produkcjami, właśnie dlatego, że są kosztowne (CGI, wybuchy plus te wszystkie inne obowiązkowe zagrywki gatunku). Bo gdyby wyjść poza ten sci-fi/fantasy, to też by się znalazło mnóstwo przykładów (Swingtown, Fairly Legal, Go On, Miami Medical, Selfie, Better Off Ted). Jest też parę seriali, które mają słabą oglądalność, ale stacje dają im kolejne sezony, bo krytycy chwalą i są dobre wyniki na DVR, jak Agents of SHIELD chociażby. A nie zajrzałam jeszcze nawet do brytyjskich produkcji (The Hour, In The Flesh, Ripper Street to też ciekawy przypadek). Częściowo pewnie dlatego, że Brytyjczycy nie lubią przeciągać strony i często planują konkretną liczbę sezonów i potem koniec absolutny :)
          Dziękuję za pytanie, mnie w ogóle takie rzeczy interesują, lubię wiedzieć, co sprawia, że stacje postrzegają jakiś serial za nieprzynoszący zysków (jakichkolwiek, nawet nie materialnych) – korciło mnie nawet, żeby o tym napisać, ale wydawało mi się zawsze, że to oczywiste i ludzie, którzy zajrzą do moich tekstów, już będą to wiedzieć :)

          • Robert Siwczyk Możeniemorze

            woow, ale mam listę :D oczywiście mając taką listę konieczna jest selekcja, jest spora szansa, że trafi się jakiś skasowany słusznie :) co do Firefly, o serialu oczywiście słyszałem, ale póki co w kolejce do nadrobienia :) dzięki za przypomnienie. Nie wiedziałem że strajk scenarzystów zbiegł się z emisją „Pushing Daisies”… . Dzięki Ci za te tytuły :)

          • Owszem, takie Selfie, Miami Medical, Fairly Legal i Go On raczej słusznie zostały zlikwidowane. Wymieniłam je z biegu, prawdę mówiąc, żeby nie było, że proponuję tylko fantasy i science fiction. Z Firefly miałam akurat kłopoty, wynudziło mnie śmiertelnie pierwsze piętnaście minut pilota, bo było ciemno, strzelanina i zero fabuły. Ale jak przewinęłam te fragmenty, to wchłonęłam cały sezon błyskawicznie. I nie ma sprawy, polecam się na przyszłość ;)

  • Jeśli prezesi kanału tv nie starają się zapełniać sztucznie ramówki popularnym rodzajem serialu; jeśli ci sami prezesi chcą produkcji ambitniejszej, do której zatrudniają twórców wiedzących co chcą opowiedzieć; jeśli ci twórcy wiedzą z góry jak chcą skończyć swoje dzieło; jeśli ci twórcy nie wiedzą, jak skończyć, ale mają odpowiednią twórczą swobodę – wtedy jest ok :) I takich seriali rzeczywiście jest niewiele, a te, które spełniają te warunki, są jednocześnie tymi najwybitniejszymi. Six Feet Under, Breaking Bad, The wire, pewnie jeszcze kilka, z czego ten pierwszy wymieniony ma koniec najlepszy z możliwych, prawdopodobnie najwybitniejszy finał w historii tv.
    Oczywiście ważną kwestią jest rodzaj narracji w serialu. Jeśli to serial, w którym każdy odcinek to mniej lub bardziej niezależna historia (Castle i wszystkie dochodzeniówki CSI, NCIS), a nie linearnie poprowadzona jedna długa opowieść (Soprano, SFU, The Wire), to szansa na „przeskoczenie rekina” jest znaczna :)

    • Takie „Person of Interest” – swoją drogą również CBS, jak „The Good Wife” – też łączyło pojedyncze historie z główną, ale finał pozostawia sporo do życzenia, mimo że twórcy wyraźnie mieli konkretną wizję tego, co chcą widzom opowiedzieć. Dlatego w zestawieniu znalazł się na przykład „Dexter” – Showtime to kablówka, a jednak serial zbłądził straszliwie w tym ostatnim odcinku. Każdy z seriali, które omówiłam, ma inny kąt – bo „House” był okropnie nudnym proceduralem, a taka „Zemsta” była planowana jako trzynastoodcinkowa seria i biedni twórcy musieli potem improwizować. Rezultaty są zabawne czasami, jak się na to patrzy już z pewnej perspektywy :)

      • Słabo pamiętam POI, skończyłem lata temu chyba na połowie drugiego sezonu, ale nie wydawał mi się tak kompleksowo poprowadzony jak Żona Idealna. Tzn. wątek spiskowy był obecny stale, ale bohaterowie napisani grubą kreską, drugi plan ubogi, a wątki poboczne (nie spiskowe) nie rozwijały się w jakimś ciekawym kierunku. Ale to jak mówię, liznąłem fragment całości. TGW jest doskonała w wielu aspektach: drugi i trzeci plan znakomicie się rozwija (i kończy), konstrukcja psychologiczna głównej bohaterki jest niebanalna (i zaskakująca), a wątki polityczne również odgrywają ważną rolę od pierwszego do ostatniego odcinka. Nawet jeśli całość mocno polukrowano, to jednak po ostatnim odcinku odniosłem wrażenie, że doskonale zamknięto tę opowieść, jakby scenarzyści wiedzieli, jak się powinno skończyć (nawet jeśli środek chwilami na siłę przeciągali).

        • Jeśli skończyłeś przygodę z POI w połowie drugiego sezonu, to pewnie
          dlatego słabo pamiętasz – wątki wprowadzone na przykład w pierwszym
          sezonie zaczynają się pojawiać właśnie w w połowie drugiego sezonu.
          Mogłeś akurat się z czymś minąć :) Akurat The Good Wife jeszcze nie oglądałam (obejrzałam parę pierwszych odcinków i odłożyłam na później z braku czasu i natchnienia), ale rzeczywiście słyszałam dobre opinie i ciągłe zachwyty (pomijając może wyraźne konflikty na linii Margulies-Panjabi, które chyba sporą część fanów zniechęciły, zwłaszcza słynną sceną z barze z ostatniego bodajże sezonu). Kiedyś pewnie nadrobię, może nawet niebawem, bo już od jakiegoś czasu za mną chodzi :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Filmowy profiler #9. West Memphis 3 i szatańska histeria

Następny tekst

Jak spędziłem koniec lata [kino rosyjskie]



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE