Serialowe uniwersum. Bates Motel | FILM.ORG.PL

Serialowe uniwersum. Bates Motel








Kornelia Farynowska
06.06.2016


Myślę, że mogę śmiało założyć, że czytelnicy filmorgu doskonale znają Psychozę Alfreda Hitchcocka. Niemniej, żeby uniknąć jakichkolwiek pretensji, informuję na wstępie: jeśli ktoś nie oglądał filmu albo nie pamięta zakończenia, niech natychmiast zamknie przeglądarkę i nie czyta tego tekstu. Ani w ogóle niczego o Psychozie czy Bates Motel. Serial jest interesujący właśnie dlatego, że bezpośrednio odnosi się do ostatnich chwil filmu, a tych nie warto sobie psuć.

20160522212930

Anthony Perkins ostrzega: nie widziałeś „Psychozy”, nie czytaj dalej

Wiemy, jak się kończy Psychoza. Wiemy zatem, że Norman jest walnięty. Wiemy, że jego mamusia raczej do najnormalniejszych osób na świecie również nie należała. Wiemy, że była nadopiekuńcza. Wiemy sporo o tym, jaki był skutek tej dziwnej relacji matki z synem, ale niezbyt dużo o jej genezie (czwarta część Psychozy trochę o tym opowiadała, ale nie zagłębiała się w szczegóły). I właśnie o tym jest Bates Motel o Normanie, kiedy był jeszcze młody, o tym, co go kształtowało, jak reagował na określone bodźce i jak rozwijała się jego psychika.

Od początku wiadomo było, że najtrudniejsze okaże się obsadzenie odpowiednich osób jako Normy i Normana. Ostatecznie zdecydowano się na Verę Farmigę oraz Freddie’ego Highmore’a… i właściwie po tym scenarzyści mogli już spokojnie pójść na urlop. Ta dwójka sprawdziła się fantastycznie. Są do siebie rzeczywiście całkiem podobni, a ich grze aktorskiej nie można nic, ale to nic zarzucić. Freddie potrafi z przerażającą dokładnością naśladować mimikę i gesty Anthony’ego Perkinsa (który grał Normana w Psychozie). Vera Farmiga również dostała niezłe pole do popisu, ponieważ Norma lubi manipulować ludźmi, często zachowuje się irracjonalnie i łatwo traci panowanie nad sobą. Do tego aktorka ma spory talent komediowy, który czasami w takich scenach wykorzystuje.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że po Verze i Freddie’em po prostu widać, że dobrze im się ze sobą gra.

Pojawia się oczywiście też parę postaci drugoplanowych. Mamy brata Normana, Dylana (Max Thieriot), który próbuje się zbliżyć do matki; mamy Emmę Decody (Olivia Cooke), która pracuje w motelu; mamy szeryfa Alexa Romero (Nestor Carbonell), który udaje, że wcale nie kręci się koło Normy; mamy Bradley Martin (Nicola Peltz), uwodzicielską koleżankę Normana ze szkoły… Sporo się tych bohaterów przewija, ale prawdę mówiąc, na tle Very i Freddie’ego jedynie Emma i szeryf są w stanie się przebić. Kilka pomysłów było rzeczywiście ciekawych (na przykład wątki związane z Dylanem), ale scenarzyści nie zawsze o nich później pamiętali.

vlcsnap-2016-06-05-17h32m50s041

Dziwne relacje na linii matka–syn

Akcję osadzono w czasach teraźniejszych – co sporo osób zresztą raziło, ale ponieważ całość utrzymano w staroświeckim klimacie, protesty szybko znikły. Wielki, stary, skrzypiący dom Batesów wznoszący się nad motelem rzeczywiście wygląda jak wyjęty z poprzedniej epoki: wysokie sufity, przestronne pokoje, długie firany, przetarte meble z ciemnego drewna, wiszący, ścienny telefon… Zadbano również o to, żeby samochód Normy nie był zbyt nowoczesny (Mercedes-Benz z 1972 roku). Wszystko jest trochę bure, raczej szare, chwilami wręcz w półmroku, bardzo hitchcockowskie w sposobie nakręcenia. A to, co nowoczesne, dla kontrastu razi kolorami i jasnością (szkoła Normana, stroje jego kolegów czy koleżanek, dyskoteki).

Największą wadą serialu według mnie jest to, że próbowano równocześnie przyciągnąć młodzież i starszych, dorosłych widzów.

W rezultacie produkcja bywa na zmianę historyjką o piszczących siedemnastolatkach i poważnym, przygnębiającym dramatem. Najboleśniej dało się to odczuć w trzecim sezonie, w którym Norman co chwila uganiał się za jakąś spódniczką, a widz, jeśli się nudził, mógł sobie jedynie fantazjować, kogo tym razem nasz ulubiony wariat zamorduje. Bo na szczęście trupów serial nam nigdy nie żałował, podobnie jak przedstawiania wydarzeń w dwuznaczny sposób, tak, żeby nikt nie był za bardzo przekonany do czyjejś winy. Włącznie z bohaterami zresztą.

vlcsnap-2016-06-05-17h33m08s655

Korytarz domu Batesów

Spora część uroku Bates Motel polega na tym, że wszyscy przynajmniej teoretycznie wiemy, jak się kończy ta historia. Teoretycznie, bo widywałam na niektórych forach komentarze typu „biedny Norman, kto go uratuje” albo „mam nadzieję, że jakiś lekarz go zbada i wszystko będzie dobrze”… W każdym razie – serial naprawdę świetnie się ogląda, wiedząc, do czego zmierzamy. Wiemy, że dni Normy są policzone, wiemy, że Norman psychicznie stopniowo coraz bardziej odlatuje i coraz bliższy jest moment, w którym założy sukienkę swojej matki. I widać też, że w czwartym, wyemitowanym niedawno sezonie scenarzyści już się nie zajmują wątkami pobocznymi. Skoncentrowali się na głównych bohaterach i wyszło im to na dobre – odcinki były naprawdę intensywne, chwilami aż mroczne. Podjęli zresztą parę kontrowersyjnych decyzji, ale mając od roku zagwarantowany piąty (i najprawdopodobniej ostatni) sezon, mogli sobie na to pozwolić – i w rezultacie człowiek wciąga się w oglądanie jak nigdy.

Bates Motel to serial, do którego trzeba mieć odrobinę cierpliwości. Bywa frustrujący, ale jeśli chodzi o mnie, wymieniam zawsze więcej zalet niż wad. Produkcja ma dużo dobrego aktorstwa, dużo skomplikowanych relacji międzyludzkich i mnóstwo klimatu. I przede wszystkim ten cudowny duet Very i Freddie’ego – duet, dzięki któremu serial wiele zyskuje. Myślę, że Alfred Hitchcock byłby zadowolony.












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Klip, który każdego pozostawi we łzach

Następny tekst

MIA WASIKOWSKA. Polska gwiazda z Canberry



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE