Seriale TV

WIKINGOWIE. Rozdział 5A: Bitwa o Kattegat

Rosnąca popularność serialu umożliwia realizatorom zdobycie coraz większych funduszy na realizację szalonych pomysłów. Wliczone w cenę są nie tylko aspekty wizualne, od dekoracji i kostiumów po rekwizyty i okręty, ale też nowi aktorzy.

Autor: Mariusz Czernic
opublikowano

Recenzje poprzednich sezonów zostały zebrane w całość – pod tym linkiem.

Serial prawdopodobnie stracił na popularności, odkąd odeszła postać Ragnara Lodbroka, genialnie wykreowana przez aktora Travisa Fimmela i scenarzystę Michaela Hirsta. Ale Hirst pozostał na tym okręcie i wierzę, że nie doprowadzi do jego zatonięcia. Jest on autorem wszystkich odcinków bez wyjątku. Dlatego opowieść zachowuje spójność i skoro realizowana jest dalej, to znaczy, że oglądalność utrzymuje się na przyzwoitym poziomie. Sukces frekwencyjny widoczny jest w sferze wizualnej, po której widać niemały budżet. Zwiększa się liczba okrętów, statystów i lokacji (w nowym sezonie mamy nawet sceny na pustyni – prawdziwej, a nie wygenerowanej cyfrowo).

Na początku należy też podkreślić, że to serial fabularny inspirowany rzeczywistymi zdarzeniami. Wydaje się to oczywiste, ale chyba takie nie jest, skoro w sieci roi się od wytykania nieścisłości historycznych. Wszelkie próby udowodnienia, że serial nie jest zgodny z informacjami z Wikipedii, są bez sensu. Bo nie Wikipedia była źródłem, z którego czerpał autor. Właściwie to nie jest ważne, skąd czerpał, bo wiele faktów przeszło przez jego kreatywny umysł, w efekcie czego powstała ekscytująca, brutalna, pełna niespodzianek opowieść przygodowo-historyczna. Obserwujemy oblężenie Yorku, odkrycie przez Flokiego „krainy bogów”, Asgardu (czyt. Islandii), podróż Bjørna i Halfdana na Sycylię oraz ich przeprawę przez piaski północnej Afryki. Na koniec zostajemy uraczeni bitwą o Kattegat, która przypomina tu prawdziwą wojnę domową, to znaczy taką, gdzie brat staje naprzeciw bratu. I ten braterski konflikt jest znakomicie budowany od początku sezonu.

W poprzednich sezonach ważna była relacja pomiędzy braćmi, Ragnarem i Rollo, którzy potrafili się zjednoczyć w walce, ale mieli też własne ambicje. Konflikt był nieunikniony. Historia się powtarza – między synami Ragnara również dochodzi do rywalizacji. Tutaj należy się uznanie dla scenarzysty za to, że czterech braci – Bjørna, Ivara, Ubbe i Hvitserka – wykreował w taki sposób, że każdy z nich jest inny. Tym samym konflikt nabiera realnych kształtów i przekonuje widza. Na pierwszy plan wysuwa się relacja Ivar – Ubbe. Pierwszy to cyniczny intrygant, ale i genialny strateg, drugi to głos rozsądku z wyglądu i charakteru najbardziej podobny do legendarnego ojca. Wcielający się w te role aktorzy – Duńczyk Alex Høgh Andersen i Szkot Jordan Patrick Smith – znakomicie czują się w skórze wikingów. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Alex Høgh, bo miał najtrudniejszą rolę, gdyż postać Ivara jest psychologicznie skomplikowana, dwuznaczna i nieprzewidywalna. Aktor swoim spojrzeniem kapitalnie podkreśla szaleństwo postaci, lecz również ogromny ból z powodu fizycznej ułomności.

W serialu rozwija się jeszcze jeden wątek braterskiego konfliktu. Braćmi są bowiem Norwegowie Harald Pięknowłosy i Halfdan Czarny. Wizualnie są do siebie podobni, zwracają uwagę fryzurą, której zawdzięczają przydomki, ale ich drogi się rozchodzą. Stają się sobie obcy. Halfdan woli ryzykować życie dla Bjørna, z którym podróżował po Morzu Śródziemnym i po pustyni. To ich zbliżyło, właściwie stali się braćmi. Bjørn pochodzący z innej matki niż pozostali synowie Ragnara nie miał tak naprawdę brata. To właśnie Halfdan wypełnił tę pustkę, narażając się tym samym na gniew prawdziwego brata. Co ciekawe, imię Halfdan nosił między innymi jeden z synów Ragnara – tak mówią niektóre źródła historyczne, które scenarzysta pominął, albo raczej przerobił po swojemu. Nie należy go za to winić, bo i cała ta nordycka historia jest pół-legendarna. Nie ma sensu niewolniczo się jej trzymać. Moim zdaniem te zmiany wyszły z korzyścią dla serialu.

Sukces frekwencyjny widoczny jest w sferze wizualnej, po której widać niemały budżet.

Powiewem świeżości jest w tym sezonie wyprawa Bjørna na sycylijską ziemię, którą dwa stulecia później rzeczywiście podbili Normanowie. Za czasów Bjørna Jernside’a kraina znajdowała się pod panowaniem Arabów. Autorzy serialu pokrótce prezentują motyw zderzenia kultur. Najbardziej szokujący dla ludzi północy jest preferowany tu kanibalizm, najbardziej niezwykłym zjawiskiem okazuje się zaś burza piaskowa. Ta podróż miała na celu nie tylko wzmocnić relację Bjørna i Halfdana, ale też pokazać ciekawy wycinek historii (i geografii). Poznajemy nowe postacie, mające swój odpowiednik w przekazach historycznych: Eufemiusza, dowódcę floty bizantyjskiej, tajemniczą Kasję (najpewniej inspirowaną bizantyjską poetką o takim imieniu) oraz emira Ziyadata Allaha. Niestety, nie starczyło chyba czasu na ich rozwinięcie. Te postacie szybko znikają, przez co odczuwa się niedosyt i wątek wydaje się płytki, niewnoszący niczego ciekawego. Bardziej od samych bohaterów zapamiętałem wymianę zdań między emirem i Bjørnem. Pierwszy mówi, że pustynia jest jego matką i ojcem, drugi odpowiada: „Moją matką jest morze, a ojcem – Odyn”. Na tym polega mistrzostwo Michaela Hirsta – jednym zdaniem potrafi celnie scharakteryzować nie tylko konkretnego bohatera, ale i cały naród.

Rosnąca popularność serialu umożliwia realizatorom zdobycie coraz większych funduszy na realizację szalonych pomysłów. Wliczone w cenę są nie tylko aspekty wizualne, od dekoracji i kostiumów po rekwizyty i okręty, ale też nowi aktorzy, w szczególności jedna gwiazda, która znana jest z innego serialu. Dzięki temu jest szansa, że uda się przyciągnąć przed ekrany fanów innej popularnej produkcji. W piątym sezonie Wikingów jedną z ważniejszych ról odgrywa Jonathan Rhys Meyers, odtwórca roli króla Henryka VIII w serialu Dynastia Tudorów, którego scenarzystą był również Michael Hirst. Tym razem aktor wcielił się w saksońskiego biskupa-wojownika o imieniu Heahmund, którego wierność zostaje kilkakrotnie wystawiona na próbę. Jego głęboka miłość do Boga jest równa miłości do miecza, ale szacunek do ludzi jest już kwestią strategii, a nie uczuć. Ciekawa postać, którą trudno rozgryźć. Nawet szalony Ivar wydaje się bardziej przewidywalny. Porównując jednak aktorstwo obu panów – Meyersa i Høgha – niełatwo dojść do porozumienia, obaj są fenomenalni.

Ostatnio dodane