Seriale TV

THE RAIN. Wrażenia po pierwszych odcinkach duńskiego serialu SF

Wiem jedno – warto było czekać. Jest dobrze i czuje, że będzie jeszcze lepiej. Telewizyjna postapokalipsa nie musi już być nudna.

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Deszczowa katastrofa

Jeśli tak jak ja zmęczyliście się niemiłosiernie niekończącą się odyseją bohaterów z The Walkig Dead, mam dla was ciekawą alternatywę. Już 4 maja w bibliotece Netflixa dostępny będzie duński serial The Rain. Przedpremierowo zapoznałem się z trzema pierwszymi odcinkami. Wiem jedno – warto było czekać. Jest dobrze i czuję, że będzie jeszcze lepiej. Telewizyjna postapokalipsa nie musi już być nudna.

Dania nie leży daleko od Polski ani terytorialnie, ani też kinematograficznie. Za sprawą wsparcia Netflixa, udało się Skandynawom nakręcić dobry serial science fiction traktujący o świecie dotkniętym katastrofą. My, prócz tego, co w swego czasu zaprezentował nam Piotr Szulkin, kompletnie tej odmiany SF nie znamy. A szkoda, bo The Rain udowadnia, że aby stworzyć interesujący wybieg dla emocji i poruszyć wyobraźnię, odnosząc się przy tym do kruchości otaczającego nas świata, nie trzeba ani wielkich nakładów finansowych, ani głośnych nazwisk na liście płac. Wystarczą  po prostu dobre chęci.

Na ziemię spada deszcz niosący śmiertelnego wirusa, ale Simone i Rasmus uchodzą z życiem, chowając się w bunkrze.

Pierwsza w historii duńska produkcja Netflixa opowiada o rodzeństwie, które staje w obliczu globalnej katastrofy. Na ziemię spada deszcz niosący śmiertelnego wirusa, ale Simone i Rasmus uchodzą z życiem, chowając się w bunkrze. Gdy po sześciu latach wychodzą na powierzchnię, zastają świat kompletnie odmienny od tego, który pamiętają. Dołączają do grupki ocalałych, kierowanej przez byłego żołnierza, by razem z nimi odnaleźć dla siebie nowy azyl oraz zbadać przyczynę śmiercionośnej epidemii.

Jeszcze przed premierą The Rain często porównywany był w mediach do niemieckiego Dark. Zdawało mi się, że są to porównania na wyrost, gdyż w przypadku obydwu seriali mamy do czynienia z odmiennymi podgatunkami science fiction, a co za tym idzie, z zupełnie innym rodzajem tajemnicy. Teraz wiem jednak, że chodziło raczej o porównanie jakościowe. The Rain jest bowiem serialem równie skromnym w wyrazie oraz równie szorstkim stylistycznie, co jego niemiecki odpowiednik. Na pierwszym planie stawia też na równie anonimowe twarze, ale niesie przy tym analogicznie silne pokłady wrażeń.

Karty odsłaniają się powoli, acz skrupulatnie, sympatia do bohaterów także rośnie stopniowo. Jeszcze za słabo ich znam, ale już teraz wiem, że będzie mi miło odbyć w tym towarzystwie przygodę. Nad całością wisi z kolei interesująca zagadka, która frapuje od pierwszych minut serialu. Miejmy nadzieję – nawiązując do stylistyki serialu – że od pierwszej do ostatniej kropli deszczu. W tej tematyce kryje się jakaś niepokojąca przewrotność, gdyż deszcz i woda, która w kulturze jest symbolem oczyszczenia, w tym wypadku staje się nośnikiem zagłady. Wypada tylko pogratulować twórcom pomysłu. Nic tak nie przyciąga uwagi widza jak solidny paradoks.

Przyglądając się takim tworom jak Dark czy The Rain, z wielką nadzieją wyczekuję tego, co zaprezentuje Agnieszka Holland, przygotowująca pierwszy polski serial Netflixa, 1983. Jestem pełen krzepiącego optymizmu, gdyż zarówno produkcja niemiecka, jak i duńska udowadniają, że przy przemyślanym koncepcie oraz dopracowanej, realistycznej stylistyce można stworzyć interesującą opowieść, wywodzącą się z tradycji fantastyki naukowej.

W przypadku The Rain najlepszą recenzję tym trzem obejrzanym przeze mnie odcinkom wystawia uczucie, jakie tkwi we mnie od momentu ujrzenia napisów końcowych ostatniego epizodu. Wierzcie mi, wiele widziałem już światów po katastrofie, ale ten ma w sobie coś niezwykłego. Jakby tliła się w nim jeszcze ostatnia nadzieja. Jakby nie został kompletnie zniszczony, a rodzeństwo, które izolowało się od niego przez sześć lat, było parą, która została wybrana przez los do przywrócenia porządku w przyrodzie. Naprawdę chcę im kibicować.

Ostatnio dodane