Seriale TV

TAJEMNICE LAKETOP (TOP OF THE LAKE). Wiele hałasu o nic

Tajemnice Laketop to po prostu średni melodramat ze wstawkami kryminalnymi, zdecydowanie niegodny tak wysokich ocen i pochwalnych recenzji.

Autor: Kornelia Farynowska
opublikowano

Za oglądanie Tajemnic Laketop zabierałam się z nadzieją, że obejrzę dobry serial. Takie cudowne recenzje bowiem czytałam w Internecie – gdzie bym nie spojrzała, same pochwały i najwyższe noty. Że ciekawa intryga, że interesujący bohaterowie, że świetnie nakręcony, że niesamowity klimat, że znakomite aktorstwo. Sprawdziły się tylko dwie z tych pochwał, a i to niestety tylko częściowo. Skąd u licha zachwyty nad tą produkcją, prezentującą poziom zdecydowanie jednak średni?

Fabułę pierwszego sezonu można zamknąć w jednym zdaniu. Detektyw Robin Griffin próbuje odnaleźć Tui, dwunastoletnią dziewczynkę w ciąży. To idealnie oddaje akcję, nic dodać, nic ująć. Mało napięcia, mało kryminału… i mało zagadek, bo są tylko dwie – kto zgwałcił Tui i dlaczego znikła? – a odpowiedzi na te pytania można bez większego trudu udzielić w połowie drugiego odcinka (a jest ich łącznie sześć!). Powiem więcej, równie prędko udziela ich sama pani detektyw. Tak więc z listy zalet serialu możemy skreślić ciekawą intrygę.

Interesujący bohaterowie? Niewykluczone, że takowi byli, ale chyba w scenach wyciętych. Robin Griffin jest policjantką z przeszłością – nieszczególnie pomysłowe, realizacja toporna, bo podobieństwa między Robin a Tui są wałkowane do znudzenia na wypadek, gdyby ktoś cierpiał na zaniki pamięci krótkotrwałej. Ojciec Tui, Matt Mitcham, to jedyna osoba, która przejawia coś na kształt charakteru – jest despotą, furiatem i nieoficjalnym burmistrzem miasteczka. I żeby nie było, sporo postaci miało potencjał, jak choćby tajemnicza G.J., natchniona guru. Ale ona, zamiast rzeczywiście być intrygującą bohaterką, po prostu powiewała swoimi długimi białymi włosami, patrzyła w niebo i co jakiś czas udzielała potrzebującym audiencji, wygłaszając wówczas mądrości w stylu „Słuchaj ciała, bo ciało samo najlepiej wie, co zrobić”. A widzowi ręce opadają, zwłaszcza kiedy G.J. mówi to pytającej ją o radę ciężarnej dwunastolatce, która na pewno jest gotowa na to, żeby samodzielnie, bez niczyjej pomocy, urodzić dziecko. Zgaduję, że G.J. nie słyszała nigdy o pokwitaniu.

Kretynizmy fabuły przestałam liczyć po trzecim odcinku.

Okej, zdjęcia rzeczywiście są świetne. Widać rozmach, jest mnóstwo ujęć pokazujących miasteczko z lotu ptaka – a w okolicy pełno gór, dolin, jezior, lasów. Detektyw Griffin otaczają często kolory ziemi: zieleń, brąz, czerń, także błękit. Ale to nie buduje jakoś szczególnie tego rzekomego niesamowitego klimatu. Po prostu dużo drzew, wody i przestrzeni – działa to przede wszystkim wtedy, kiedy trwają poszukiwania Tui – widz uświadamia sobie, ile jest kilometrów do przeszukania. Punktów za klimat nie przyznaję.

Zostaje znakomite aktorstwo. O ile sama postać detektyw Griffin nie jest zbytnio intrygująca – ot, po prostu kobieta z przeszłością, bo trudno za wyjątkowe cechy uznać na przykład jej empatię – o tyle Elisabeth Moss istotnie daje popis swoich możliwości. Peter Mullan grający Matta Mitchama również dwoi się i troi, by jako dość groteskowo niedobry ojciec Tui stworzyć postać, którą można się zainteresować. Jedynie ta dwójka wyróżnia się na tle reszty obsady, bo przynajmniej widać po aktorach talent i większe zaangażowanie w rolę; pozostali aktorzy zagrali dobrze, ale po prostu dobrze, rzemieślniczo, bez polotu.

Jane Campion, jedna z twórców serialu (drugim jest Gerard Lee), planowała tylko jeden sezon Tajemnic Laketop. Prawdę mówiąc, gdybym tego nie wyczytała w Internecie, w życiu bym nie zgadła. Sezon zakończył się mało efektownie, bezbarwnie, do tego wiele rzeczy budziło wątpliwości, nie zostało wyjaśnionych albo było wprost głupich. Kretynizmy fabuły przestałam zresztą liczyć po trzecim odcinku, wpiszcie sobie w Google „Top of the Lake plotholes” i macie wieczór z głowy. W każdym razie – postanowiono jednak nakręcić drugi sezon. Ukazał się miesiąc temu, akcję przeniesiono do Sydney, a obsadę niemal całkowicie wymieniono, ostała się tylko Elisabeth Moss. Dołączyła za to, uwaga, uwaga, Nicole Kidman.

I okazuje się, że mogło być jeszcze gorzej. Pierwszy sezon mógł wyglądać tak jak drugi.

Ostatnio dodane