Serialowe uniwersum

Serialowe uniwersum. Wybrani / Impersonalni

Autor: Kornelia Farynowska
opublikowano

Zgodnie ze złożoną obietnicą zaczynam od smrodku filologicznego.

Elementy utopii w utworach można znaleźć już w starożytnych tekstach (na przykład w Państwie Platona), ale samym pojęciem posługujemy się gdzieś od szesnastego wieku. Tomasz Morus napisał wówczas esej o tym tytule i przedstawił w nim fikcyjną wyspę, na której panują harmonia, ład i porządek. Niedługo potem rozwinęły się dwa kolejne – przeciwstawiane utopii – gatunki, do dzisiaj zresztą mylone. Mowa o antyutopii i dystopii. Stosuje się je wymiennie, mimo że oznaczają różne rzeczy. Pierwsze z nich – w dużym uproszczeniu – straszy czasami, w których społeczeństwo jest absolutnie podporządkowane władzy, a drugie – to „tylko” ponura wizja przyszłości, niekoniecznie związanej w jakiś sposób z ustrojem. Zazwyczaj od razu wymienia się Rok 1984 George’a Orwella i Nowy wspaniały świat Aldousa Huxleya jako przedstawicieli nurtu.

Jak można było się spodziewać, wspominam o tym, bo te gatunki od zawsze mnie fascynowały. Przeczytałam sporo klasyków i nieklasyków, te drugie zniosłam zdecydowanie gorzej (ktoś jeszcze przebrnął przez Delirium Lauren Oliver?), ale mój entuzjazm nie słabnie i przekłada się także na filmy oraz seriale. A produkcja, o której chcę napisać, stanowi dość specyficzną mieszankę antyutopii, utopii i dystopii.

poi5

Sześcioro najważniejszych postaci. Cały wachlarz osobowości, postaw i temperamentu.

Serial Wybrani/Impersonalni (ang. Person of Interest) ma kilku głównych bohaterów, ale zaryzykuję tezę, że najważniejsi są Harold Finch i John Reese. Zdaje się, że to dosyć kontrowersyjny pogląd, bo przecież są jeszcze inne ważne postacie pokroju Root, Shaw czy Carter, ale uważam, że tamtej dwójki nie można nikim zastąpić. W tej historii to oni grają główne skrzypce. Harold Finch (Michael Emerson) jest odpowiedzialny za stworzenie wszechwidzącej maszyny, która śledzi wszystkich ludzi (nagrywa rozmowy telefoniczne, przechwytuje zapisy z monitoringu i kamer w laptopach czy telefonach), aby umożliwić agencjom wytropienie terrorystów jeszcze zanim dojdzie do jakiegokolwiek zamachu. Ignoruje jednak przy tym wszystkie drobne przestępstwa – typu zazdrosny mąż strzelający do żony lub gang wysadzający kawiarnię. Takimi przypadkami, w ścisłej tajemnicy przed rządem, zajmuje się właśnie Finch. Z przyczyn chyba oczywistych potrzebuje pomocnika – i tu wkracza John Reese (Jim Caviezel). To były agent sił specjalnych i CIA, wówczas uważany za zmarłego. Finch rekrutuje go, nie bez trudności zresztą, i razem dzielnie zwalczają przestępczość w Nowym Jorku.

Jestem zdania, że amerykańskie seriale proceduralne często zaniedbują reżyserię. Kadry „Wybranych”/„Impersonalnych” są wyjątkowo udane.

Uprościłam fabułę do granic możliwości, a to z kilku przyczyn. Po pierwsze, spojlery. Nie chcę nikomu psuć zabawy, zwłaszcza że byłoby co popsuć. Po drugie, ta historia nie jest tak prosta i banalna, jak mogłoby się wydawać. Jeśli podejrzewacie – dosyć słusznie, nie winię was – że nie jestem obiektywna, bo jestem fanką, zerknijcie na nazwisko twórcy serialu. Jest nim Jonathan Nolan, czyli jeden z tych braci Nolanów od trylogii Mrocznego Rycerza i paru innych rzeczy. Po trzecie, jeśli zacznę tłumaczyć zawiłości fabuły, to może za długo potrwać, a ja nie dotrę do sedna sprawy, czyli dlaczego akurat ten serial i dlaczego utopia/antyutopia/dystopia.

Odpowiedź na to pierwsze pytanie jest prosta – bo jest naprawdę świetny. Stopniowo nabiera rozpędu i na początku wymaga odrobiny cierpliwości, ale później akcja rusza pełną parą. Scenarzyści nie szanują w ogóle tego zwyczaju amerykańskiej telewizji prowadzenia fabuły w ten sposób, żeby na sezon przypadała jedna większa, kilkuodcinkowa historia. Niektóre wydarzenia kończące jakiś wątek wypadają w środku, niektóre rzeczy zapowiadające inną historię pojawiają się dwa sezony wcześniej, niektóre nazwiska czy postacie nieoczekiwanie wracają i w rezultacie wychodzi z tego taka mieszanka wątków fabularnych, że głowa może rozboleć.

v5hu9nsextr9dtzn9d16

A dlaczego utopia, dystopia i antyutopia? No cóż, przede wszystkim dlatego, że wprawdzie zaczyna się w miarę realistycznie, ale później twórcy, chcąc zbadać możliwości prawdziwej inteligencji sztucznej inteligencji, skręcili w kierunku łagodnego science fiction.

Samo założenie jest od podstaw utopijne (w powszechnie przyjętym tego słowa znaczeniu). Byłoby cudownie, gdyby dało się monitorować wszystkich, nieinwazyjnie i dyskretnie odsiać praworządnych ludzi i na czas dopaść terrorystów. Wiadomo jednak, że tak się nie da – abstrahując już od faktu, że całodobowa inwigilacja jest niemożliwa i sprzeczna z podstawowymi prawami człowieka – to nie ma szans, że zawsze wszystko się uda. Prędzej czy później nawali maszyna albo człowiek, który przy niej pracuje. Serial zresztą wielokrotnie stara się pokazać, że nie wolno ufać sztucznej inteligencji – jestem tego samego zdania i uwielbiam sceny, w których Finch – mimo że sam stworzył potężny system inwigilacji – argumentuje, że konieczny jest nadzór, zdrowy rozsądek i ostrożność.

Oczywiste są chyba inspiracje Orwellowskie. Antyutopia zakładałaby jednak, że rząd wykorzystuje inwigilację, aby kontrolować społeczeństwo i ograniczyć jego wolność. Taka nieustanna obserwacja narusza podstawowe prawa człowieka, ale w świecie serialu władze zajmują się terrorystami i poważnymi zagrożeniami, ignorując te pomniejsze – zwykły szary człowiek właściwie może spać spokojnie.

Jeśli chodzi o dystopię, to chyba gatunek, do którego tutaj najbliżej. Nie jest to wprawdzie wizja przyszłości, bo akcja dzieje się w czasie teraźniejszym – to znaczy teraźniejszym dla emisji odcinka wtedy, kiedy był nadawany – i porusza wiele kwestii ważnych dla naszych czasów. Jeden prosty, acz głośny przykład: 10 maja 2012 roku wyemitowano odcinek No Good Deed, w którym sygnalista (ang. whistle-blower) odkrywa, że jego agencja nielegalnie obserwuje ludzi, a gdy do rządu dociera informacja o jego planowanym spotkaniu z dziennikarzem, zaczynają się kłopoty. Kilkanaście miesięcy później na jaw wyszła sprawa Edwarda Snowdena, a odcinki, które emitowano w tym czasie, sprawiały wrażenie, jakby któryś ze scenarzystów wiedział, co się święci.

person-of-interest-fusco-is-out-to-watch-reeses-ba_bebv.1920

Kolejną zaletą serialu są postacie drugoplanowe. Ot, taki niepozorny Lionel Fusco, everyman, który stanowi ostoję normalności, przy każdej okazji pyskuje i potrafi skraść każdą scenę.

To łagodne science fiction, o którym wspominałam, dotyczy natomiast przede wszystkim maszyny stworzonej przez Fincha. Jedna z postaci w serialu traktuje ją jako żywy, myślący organizm, który zachowuje się czasami jak kapryśne dziecko. Scenarzyści postanowili rozwinąć ten wątek i trwa to do dzisiaj maszyna potrafi samodzielnie myśleć, rozwija się i uczy na własnych błędach. Bywa marudna, stronnicza i opiekuńcza. Obserwowanie jej relacji z bohaterami to naprawdę ciekawe przeżycie, zwłaszcza że często odmawia udzielania informacji lub tłumaczenia swoich żądań, twierdząc, że nie są one jeszcze im potrzebne.

Wyjątkowo zależy mi na tym, żeby nie zdradzić zbyt wielu szczegółów fabuły, więc starannie posługuję się ogólnikami. Mogłabym podeprzeć niektóre argumenty konkretami, podać dokładne tytuły odcinków, ale mam nadzieję, że fani domyślą się, co dokładnie mam na myśli, a nie-fani będą na tyle zaintrygowani, żeby obejrzeć serial. Który, swoją drogą, oferuje więcej niż tylko komentarz społeczno-polityczny. Jeśli przyjrzeć się uważnie, można tam dostrzec historię przyjaźni, sporadycznie także miłości – choć serial bardzo rzadko staje się melodramatem; niezwykle go za to zresztą cenię. Są pytania o wartość ludzkiego życia, o podejmowanie trudnych decyzji, o to, jak ocenić człowieka, jak poradzić sobie z odpowiedzialnością. Nie brakuje wątpliwości, szarych stref moralnych i rozważań nad naszym losem… i dystansu wobec tego wszystkiego. Jest tutaj również dużo dowcipu, często opierającego się na stałych, powtarzalnych zachowaniach bohaterów lub na przyzwyczajeniach widza do skrótowych, telewizyjnych rozwiązań. Żarty w tym serialu są bardzo specyficzne i nie każdemu muszą odpowiadać, ale nie można scenarzystom odmówić poczucia humoru.

person

Na zakończenie ciekawostka. Określenie person of interest nie funkcjonuje w Polsce. W Ameryce oznacza ono kogoś, kogo władze poszukują, ale nie wiedzą, w jaki sposób jest zamieszany w rozwiązywaną sprawę. Może być winny przestępstwa, a może być świadkiem – jeszcze nie wiadomo. Dlatego się go szuka. I dla serialu, w którym bohaterowie dostają numer ubezpieczenia, nie wiedząc, czy dana osoba jest sprawcą, czy ofiarą, to idealny tytuł. W Polsce oczywiście taka dwuznaczność sprawiła, że nie ma dobrego tłumaczenia. Jedna stacja zaproponowała Wybranych, druga Impersonalnych. Żaden przekład nie jest zbyt adekwatny…

Stacja CBS – gustująca zazwyczaj w produkcjach szablonowych i powtarzalnych typu CSI lub NCIS – przypadkiem trafiła na perełkę. Serial nie był reklamowany tak, jak na to zasługiwał, obchodzono się z nim nie najlepiej, oglądalność spadała i skutek jest taki, że ogłoszony piąty sezon będzie najprawdopodobniej ostatnim. Jasne, na przestrzeni lat nie obyło się bez wpadek, problemów, sporadycznych głupot scenariuszowych czy złego aktorstwa, niemniej pomysłowość twórców, odwaga w wybieraniu pewnych rozwiązań, traktowanie widza jak człowieka potrafiącego zrobić użytek ze swoich szarych komórek, ale też przede wszystkim ich niesamowita wizja sprawiają, że z żalem myślę o pożegnaniu z bohaterami. Każdego, kto jeszcze nie miał z styczności z Haroldem Finchem, Johnem Reese’em i spółką, serdecznie zachęcam do oglądania.

Ostatnio dodane