Serialowe uniwersum

Serialowe uniwersum. Odcinki, kontrakty i zdrowy rozsądek

Autor: Kornelia Farynowska
opublikowano

Zastanawialiście się kiedyś, jak kontrakty aktorów mogą wpływać na historie opowiadane w serialu? Wszyscy wiedzą, że podpisuje się jakieś umowy, negocjuje, przedłuża, podwyżki i inne cuda. Jeżeli nie można się z kimś dogadać, to postać mniej lub bardziej tajemniczo znika, proste.

Sytuacje związane z takim kontraktem wyglądają jednak różnie: w Wielkiej Brytanii odnawia się go co sezon, dwa (co aktorom daje większą swobodę: masz dosyć, nie podpisujesz kolejnej umowy i szukasz nowej pracy). W Ameryce jednak takie zobowiązania zaczynają się od trzech do pięciu lat, a za zerwanie kontraktu grożą oczywiście kary finansowe i często niemożliwe jest występowanie gościnnie w serialach innej stacji (czasami nawet w jakichkolwiek innych produkcjach). Ogólnie wiadomo, jakie warunki mogą się pojawić w takiej umowie, ale rzadko są publicznie ujawniane. W każdym razie – sam fakt, że aktor podpisał kontrakt na ileś lat, może wpłynąć na sposób, w jaki pisze się scenariusze.

ob-sarah

Nie chodzi mi tutaj o sytuacje typu „aktorowi kończy się umowa, negocjacje trwają albo mamy z nim jakieś wewnętrzne kłopoty, więc na koniec sezonu zostawmy go z pistoletem przy skroni”. Chodzi mi o sytuacje, kiedy odcinek kończy się tym, że bohater albo zostaje zamknięty w ciężkiej, metalowej skrzyni i wrzucony na dno oceanu, albo zakopany żywcem, albo dowiaduje się, że wkrótce zginie, albo w jego stronę leci pocisk nuklearny. Jeśli to serial brytyjski, istnieje poważne ryzyko, że aktor nie podpisał kolejnego kontraktu. Jeśli oglądasz serial amerykański, szanse na to, że skrzynia albo trumna miały z tyłu wielką dziurę, a pocisk nuklearny chybi o pięć kilometrów, są w okolicach dziewięćdziesięciu pięciu procent. Mało która produkcja lubi zabijać swoje postacie, zwłaszcza w środku trwającego właśnie sezonu.

Moje narzekanie bierze się między innymi stąd, że obejrzałam parę dni temu finał drugiej serii Dark Matter i kompletnie się nie przejęłam tym, że życie wszystkich bohaterów jest w bezpośredni sposób zagrożone. Nie widzę żadnego powodu do większego zmartwienia, zwłaszcza że serial mimo ewidentnego naśladowania Firefly ma niezłe wyniki oglądalności. Scenarzyści innej produkcji lubili kończyć niektóre odcinki uwięzieniem dwójki głównych bohaterów w lodówce albo w zablokowanym samochodzie pod wodą.

Wiadomo było, że przeżyją, więc trudno się przejąć tym, że omójbożeonimogąumrzeć.

Dodatkowo, jeżeli nadrabiam akurat serial, który zaczyna swój, powiedzmy, dziesiąty sezon, a główna postać akurat wsadziła rękę w tykającą bombę albo wpadła do lodowato zimnej wody na opustoszałym nabrzeżu, również trudno mi uwierzyć, że zginie w kolejnym odcinku.

Tylko trochę mniej drażniące są odcinki, gdy na przykład bohater dostaje ofertę pracy w innym mieście, zostaje zwolniony z miejsca, gdzie wcześniej pracował, albo popełnia jakieś przestępstwo, które normalnie skończyłoby się co najmniej wywaleniem z roboty. Rzecz w tym, że jeśli aktorowi nie kończy się akurat kontrakt, wiadomo, że wróci, bo producenci nie mogą pozwolić sobie na to, żeby prowadzić akcję w jakimś dodatkowym miejscu dłużej niż przez parę odcinków. Tak samo popełnianie przestępstw nie może się skończyć uwięzieniem postaci na dłuższą metę, bo musiałaby zniknąć z serialu, a w przypadku ról pierwszo- czy nawet drugoplanowych to nie wchodzi w grę. Takie sytuacje przynajmniej nie służą sztucznemu tworzeniu napięcia, tylko bardziej rozwinięciu psychologicznego postaci – ktoś wyjeżdża, poznaje inne realia, może coś się wydarza, bohater stwierdza, że woli wracać. Jest dobrze, jeśli nie załatwia się tego w pięć minut, tylko na przykład na przestrzeni pięciu odcinków.

62b46-freddieelparadisep5

Są oczywiście chlubne wyjątki od tej reguły, ale nie będę wchodzić w szczegóły, bo zaraz ktoś zrobi sobie ze mnie ruchomą tarczę do ćwiczeń strzelniczych za spoilery i odbieranie przyjemności z oglądania seriali. W każdym razie: najczęściej takie wyjątki są wcześniej uzgadniane z aktorami, którzy na przykład mówią „słuchajcie, ja już nie chcę grać”, a producent na to „okej, a czy możesz zostać jeszcze na cztery odcinki? Uśmiercimy twoją postać tak z zaskoczenia, żeby ludzi wkurzyć”. Zazwyczaj utrzymuje się to też w tajemnicy, ale później echa furii fanów słychać w całym internecie przez lata. Takie niespodzianki potrafią być przemyślane i zrobione dobrze, chociaż niestety równie często są przygotowano tylko z myślą o widzu, którego trzeba zszokować.

Nie ukrywam, że wolę seriale, które rozwijają postacie zamiast pędzić z akcją, i dlatego również wolę zakończenia, które stawiają pytanie „co zrobi bohater?”, a nie „czy bohater przeżyje”. W tym drugim przypadku na dziewięćdziesiąt dziewięć przecinek dziewięć procent odpowiedź brzmi „tak”. Sztuczne tworzenie napięcia pozornym zagrożeniem życia po prostu w ogóle mnie nie ekscytuje.

Na sam koniec zagadka: wszystkie opisane przeze mnie dramatyczne zakończenia odcinków/sezonów są prawdziwe (za wyjątkiem rozwiązań z akapitu trzeciego, bo wymyśliłam je sama). Niektóre pojawiły się zresztą niejednokrotnie i w produkcjach brytyjskich, i amerykańskich. Potraficie odgadnąć, o które mi chodziło?

Ostatnio dodane