Rest In Peace, BREAKING BAD | FILM.ORG.PL

Rest In Peace, BREAKING BAD








Miłosz Drewniak
02.10.2013


Odchodzi od nas kolejny wielki serial. Jednak, co najważniejsze – odchodzi w wielkim stylu. W świecie telewizji niezbyt częstą praktyką jest zarzynanie kury, która znosi złote jajka, a taką kurą niewątpliwie była dla amerykańskiej stacji AMC wyśmienita produkcja Breaking Bad, która zdobyła serca widzów na całym świecie. Ostatni odcinek – Felina – obejrzało w niedzielę ponad 10 mln Amerykanów. Po co zatem taką kurę zabijać? Ano w imię jakości i zasad…

Chyba to pierwszy raz od czasów Rodziny Soprano (no, może jeszcze Dynastii Tudorów), kiedy nie jestem świadkiem obrzydliwej praktyki chciwych twórców, polegającej na odcinaniu kuponów, jechaniu na marce serialu i bezlitosnym okaleczaniu produkcji niegdyś na poziomie poprzez bezsensowne dokręcanie kolejnych sezonów. A stało się tak niezliczoną ilość razy. Niegdyś mój ulubiony sitcom – Jak poznałem waszą matkę – musiałem odstawić w okolicach piątego sezonu, inny dobry serial komediowy – Scrubs – zniszczono ostatnim, niepotrzebnym sezonem, świetne Californication nie skończyło się tam, gdzie powinno – na ostatniej scenie trzeciego sezonu, a nieszczęsny Dexter… Chyba wiecie, co mam na myśli. Inaczej wygląda sprawa z twórcami takich perełek, jak ostatni hit stacji AMC. Vince Gilligan – dumny ojciec Breaking Bad – pokazał się widowni jako scenarzysta o doskonałym wyczuciu dramaturgii i fabuły. W idealnym momencie stwierdzono, że historia kończy się właśnie tutaj i nigdzie indziej – nie w szóstym, siódmym, ani nawet w dwudziestym pierwszym sezonie. Postawiono kropkę nad „i” we właściwym momencie, i właśnie dlatego Breaking Bad zostanie zapamiętane, ba! zapisze się w historii telewizji jako arcydzieło (właśnie tak – arcydzieło!) szklanego ekranu, które w żadnym odcinku żadnego sezonu nie obniżyło lotów.

To chyba jasne, że od mniej więcej dekady jesteśmy świadkami narodzin epoki seriali telewizyjnych. Technika idzie do przodu, wygodniej nam obejrzeć coś na wypasionym sprzęcie w domowym zaciszu, niż wychodzić do kina i słuchać wszechobecnego na sali, chrupiącego popcornem nieokrzesanego tłumu. Łatwiej też zabawić się w pirata i ściągnąć film lub serial z sieci lub włączyć telewizor, niż zostawiać w kinie swoje w pocie czoła zarobione pieniądze. Na ekranach naszych laptopów również coraz częściej gościmy bohaterów naszych ulubionych seriali, kosztem właśnie filmów, gdyż te pierwsze siłą rzeczy wymagają od nas więcej czasu i uwagi. Dlaczego tak się dzieje? Widać znudziły się ludziom niewiążące – dwugodzinne romanse z bohaterami zbyt krótkich filmów. Teraz chcemy czegoś trwalszego, co nie wygaśnie w ciągu kolejnych sezonów i mocnej więzi, którą budujemy na przestrzeni nie godzin, ale długich lat – podczas oglądania kolejnych odcinków i podczas czekania na kolejne sezony i kolejną dawkę przygód naszych ulubionych bohaterów. Wszystko to sprzyja rozwojowi stacji telewizyjnych, które z roku na rok poszerzają ofertę i upychają na siłę w ramówkach coraz to więcej seriali. Rozpoczyna się epicka bitwa o widza…

W tych wypchanych po brzegi ramówkach zawsze znajdą się prawdziwe perełki. Ale na czym polega ich artyzm, o którym wspomniałem? Otóż coraz częściej dopada mnie refleksja dotycząca postmodernizmu (jakże modne ostatnio słowo!), który z różnych dziedzin sztuki zdaje się wdzierać właśnie do telewizji! Weźmy Rodzinę Soprano, Sherlocka, czy nasze ś.p. Breaking Bad. Postmodernizm to przecież przerażająco szeroki termin, ale jego znakiem firmowym będzie łączenie kultury popularnej z wysoką i wtrącanie w narrację tzw. cytatów kulturowych – czyli szeroko pojęta gra z odbiorcą, który zajmuje tutaj pozycję uprzywilejowaną. Innymi słowy – dzieło postmodernistyczne może „naiwnie” obejrzeć zarówno kibic WKS-u, jak i uniwersytecki profesor. I będą czerpać z tego taką samą przyjemność! (choć przyjemność w każdym przypadku innego rodzaju). W Rodzinie Soprano takimi postmodernistycznymi smaczkami będą genialne nawiązania do filmów Martina Scorsese i jakże częste cytowanie Ojca chrzestnego (ujęcia niemalże wycięte z filmu Coppoli i wklejone do Rodziny Soprano, słynne jajka zamiast pomarańczy, czy Silvio Dante nieustannie parodiujący Ala Pacino). Sherlock , jak wiadomo, świadomie i bardziej chyba bez ogródek niż The Sopranos i Breaking Bad, prowadzi intertekstualny dialog z nikim innym jak z samym sir Arthurem Conan-Doylem. Natomiast Breaking Bad… Oczywiście, nic to odkrywczego – Breaking Bad puszcza do nas oko, sugerując nam związki z twórczością Quetnina Tarantino. Nie czas to i nie miejsce na szczegółową analizę tej niezgłębionej kopalni cytatów, dlatego też – by nie być gołosłownym – pozwolę sobie tylko powierzchownie zaznaczyć niektóre z nich. Przede wszystkim będzie to genialnie opracowana symbolika kolorów, która w wielu miejscach nawiązuje do postaci z Wściekłych psów. Będą to również ujęcia i całe sceny, które odsyłają nas do różnych scen z Pulp Fiction (moim faworytem jest tutaj scena, gdy po raz pierwszy w serialu pojawia się Mike Ehrmantraut, którego profesję możemy porównać do tej uprawianej przez Winstona Wolfe’a).

Oczywiście, oprócz chwytów typowo postmodernistycznych, takich jak właśnie cytaty kulturowe, częste zaburzanie chronologii narracji, mieszanie konwencji i tonacji, widzowie pokochali Breaking Bad również z innych powodów. Przede wszystkim jest to historia opowiedziana bezbłędnie, pełna napięć, nieoczekiwanych zwrotów akcji, a przy tym wszystkim realistyczna i dopracowana w najdrobniejszym szczególe. Jej bohater – Walter White – w genialnej interpretacji Bryana Cranstona (no właśnie – w ogóle aktorstwo jest żelazną stroną całego serialu), to człowiek taki jak my wszyscy. Pragnie być zauważonym – po prostu być w czymś najlepszym, prawdziwym mistrzem (nawet jeśli miałaby to być produkcja mety i zarządzanie imperium narkotykowym). Ważna jest też w Breaking Bad praca kamery, kwestia bez znaczenia i całkowicie przezroczysta w większości seriali, a także montaż i idealnie dobrana muzyka. Cały czas mam w pamięci znakomite ujęcia, stanowiące swego rodzaju symboliczną granicę – tutaj kończy się Walt, a zaczyna Heisenberg – gdy główny bohater zakłada swój kapelusz z okrągłym rondem, przy czym kamera znajduje się za nim i śledzi go, podąża za nim jak cień.

Napełnia mnie optymizmem myśl, że są gdzieś tam – daleko stąd – kreatywni scenarzyści, którzy nie lecą na kasę, a chcą tylko dać nam – odbiorcom – coś wartościowego. Coś, o czym będziemy pamiętać i coś, do czego warto wracać. Panie i panowie, czapki z głów – oto schodzi z telewizyjnej sceny dzieło sztuki.

Żegnam je owacjami na stojąco. Kurtyna opada, a ja – widz tego niesamowitego spektaklu – wciąż nie mogę otrząsnąć się z katharsis.

Miłosz Drewniak

Miłosz Drewniak

Rocznik ’91, czyli wychował się na filmach z Indianą Jonesem i chyba dlatego nie lubi w kinie smętnego bergmanowania. Skończył polonistykę we Wrocławiu, broniąc pracy na temat słowa w filmach Quentina Tarantino. Na stałe związany jest z film.org.pl, ale publikował też na łamach portalu Noir Café i rocznika naukowego „Studia Filmoznawcze”. Top (bez szczególnego porządku): "Zezowate szczęście", "Popiół i diament", "Słodkie życie", "Osiem i pół", "Do utraty tchu", "Fargo", "Big Lebowski", "Pulp Fiction", "Złap mnie, jeśli potrafisz", "Dogville".
Miłosz Drewniak






  • Anus Proximus

    Sugerując się oceną na imdb, Breaking Bad to najlepsza rzecz jaka powstała od 1888 roku.

    • Mr.Mbutu

      Sugerując się oceną na imdb, Dexter jest lepszym serialem od Twin Peaks.

  • koala

    Do postawienia na półce obok klasyków HBO, X-files, Twin Peaks. Kanon telewizyjny jak trza.

  • Mando

    W ostatnich latach, z tego co oglądałem, tylko „The Shield” skończył tak samo dobrze i był od pierwszego do ostatniego odcinka poprowadzony przemyślaną drogą.

    • koko

      to prawda, całościowo bardzo dobry serial

  • Janek Steifer

    Dobry tekst, ale nie przesadzałbym z tym cytowaniem i postmodernizmem BREAKING BAD. Nie ma wątpliwości, że są tutaj jakieś nawiązania i inspiracje, a także czuć spuściznę innych tworów (ale to głównie serialowych, które przetarły drogę, bo idzie to dość prosto: THE OZ -> THE SOPRANOS -> THE SHIELD -> BREAKING BAD), ale to nie jest serial, który pławi się w mruganiu okiem do wytrawnego kinomana, jak możnaby pomyśleć po przeczytaniu tego tekstu. Bardziej widziałbym tutaj po prostu naturalne następstwo tego, co dał serial i kino – tak merytorycznie, jak wizualnie (patrz: powyższa lista przełamujących granice seriali o amoralnych bohaterach) – i w pełni samodzielne dzieło.

    Ja, uznając siebie za dość „oczytanego” w filmie, nie czułem tego multum nawiązań czy ‚postmoderny’, jak u Tarantino. Jasne, jest „Scarface” na ekranie telewizora, ale to dlatego, że oglądamy „nasz” świat (no i Gilligan sprzedał ten serial jako „od Pana Chipsa do Scarface’a”). Nawiązań do samego Tarantino też nie widzę wiele, jeżeli w ogole jakieś. O ile fryzurę Jane mógłbym uznać za nawiązanie do Mii Wallace to już ujęcia kompletnie nie (ewentualnie poza tym bagażnikowym, choć raczej – jak pisałem – uznałbym to po prostu za spuściznę Tarantino, a nie nawiazanie per excellence). Jak powiedział niedawno Rian Johnson, reżyser odcinka „Ozymandias” (cytuję z pamięci): „Jest tylko określona ilość sposobów w jaki można kogoś sfilmować.”

    BREAKING BAD jest cholernie daleko do estetyki Tarantino, dlatego tak bardzo nie przekonują mnie te „nawiązania”.

    Nie zmienia to faktu, że symboliki (m.in. kolory – które też jako symbole nie są chyba wymysłem Tarantino) i fenomenalnej pracy kamery jest w tym serialu całe mnóstwo. Wygląda wręcz obłędnie momentami (zresztą chyba żaden film Tarantino nie podobał mi się wizualnie tak jak całość BREAKING BAD ;)).

    Tak czy siak.

    Bardzo dobry serial, a jego fanom trzeba polecić THE SHIELD szczegolnie.

    • Miłosz Drewniak

      Hej! Uwaga, bo TEN WPIS ZAWIERA SPOJLERY. No, muszę się z Tobą nie zgodzić. Cytatów z Tarantino jest od cholery. Wymienię tutaj z pamięci tylko kilka moich ulubionych, bo i tak mam w planach napisać o tym obszerny tekst:
      – Huell i Kuby nasłani przez Skyler na Teda – cytat z „Pulp Fiction” ze sceny gdy Jules i Vincent wbijają do mieszkania Breda po walizkę. Zwróć uwagę na sposób kadrowania potylic bohaterów, gdy stoją pod drzwiami i na to, co później mówi Huell: „It was an act of God” ;-)
      – Pinkman = Mr. Pink, White = Mr. White – końcówka serialu. Kto żyje i daje nogę? Pinkman = Mr. Pink. Kto ma kulkę w brzuchu/ umiera / znajduje go policja? White = Mr. White.
      – Mike = Mr. Wolfe. Kiedy po raz pierwszy się pojawia, zwróć uwagę na konstrukcję i montaż całej sceny. Jesse znajduje zwłoki i dzwoni do Walta. Ten uspokaja go i mówi, że zaraz do kogoś zadzwoni (zupełnie jakby Walles mówił: „Calm down, Jules. I’m on the motherfucker”). Następnie przyjeżdża Mike (i tutaj zwróć uwagę na sposób, w jaki skadrowany jest zderzak jego samochodu i oczywiście na sposób, w jaki Mike się zachowuje. Jest zimnym profesjonalistą i perfekcjonistą). No od razu mi się skojarzył z Wolfem!
      Na serio jest dużo nawiązań, tylko trzeba bardzo uważnie oglądać i ich szukać. Na tym przecież polega postmodernizm! Na grze i zabawie z widzem. Nawiązania nie są natrętne. Oczywiście zgadzam się z Tobą w punkcie, że „Breaking Bad” nie ma stylistyki Tarantino. Oczywiście, że nie! Stylistykę Tarantino robi tylko Tarantino. Źle mnie zrozumiałeś. Chodziło mi o to, że „Breaking Bad” cytuje poszczególne sceny i ujęcia, a nie stylistykę. A co do postmodernizmu… Ech, wiedziałem, że będą kontrowersje. Postmodernizm jest zjawiskiem świeżym. Powstaje na naszych oczach. Dlatego jest cholernie mglistym i szerokim pojęciem. Pisząc, że „Breaking Bad” jest postmodernistyczne, nie miałem na myśli, że jest postmodernistyczne w stylu Tarantino. Postmodernizm można realizować na wiele sposobów. Jest postmodernizm tarantinowski, jest postmodernizm coenowski, a jest też postmodernizm lynchowski. Jest też postmodernizm „Breaking Bad”. Bo chyba nikt nie zaprzeczy, że serial ten lubuje się w zaburzaniu chronologii narracji, miesza różne tonacje (to bardzo ważne, bo często jest wręcz groteskowe! – np. w scenie jakiejś śmierci leci wesoła muzyka), czy właśnie cytuje inne dzieła (nie tylko Tarantino, ale także np. „Ojca chrzestnego” – scena morderstw w więzieniu jest przecież mixem dwóch scen – zabójstw donów z „jedynki” poprzez montaż i zabójstwa Fredo Corleone z „dwójki”). Pozdrawiam :-)

      • Janek Steifer

        Primo: „Na serio jest dużo nawiązań, tylko trzeba bardzo uważnie
        oglądać i ich szukać.” — jeżeli ktoś chce coś znaleźć – to coś znajdzie.
        :) We WSZYSTKIM możesz doszukać się powiązań i wymyślać własne teorie.
        Upadający na kolana Walt w „Ozymandiasu”? Przecież to JASNE
        nawiązanie do „Planety Małp”, gdy Heston pada na kolana widzac Statuę
        Wolności. Cóż za postmodernizm! ;)

        Secundo:

        – Mr. Pink nie uciekł w Reservoir Dogs – został złapany przez policję (a
        możliwe nawet, że zastrzelony, ale to jest kwestią sporną). Nie mówiąc już o
        tym, że Jesse uciekał jako inny człowiek chcący zerwać z przeszłością – Pink
        wręcz przeciwnie.

        – Mr. White = Walter White? I jak to powiązanie niby się ma do siebie? Bo
        Walter w niczym Pana Białego nie przypomina. Jeden jest profesjonalistą,
        złodziejem z klasą i zasadami, który zęby zjadł na swoim fachu, a drugi to
        niemal przypadkowy kryminalista, który non-stop improwizuje (choć zdarza mu się
        planować to jego plany nie są kompletnie długodystansowe, działa emocjonalnie i
        nierzadko przez to nieporadnie. Nie są w NICZYM podobni (poza tym, że obaj są
        związani z kryminalistami). Może dodać jeszcze do tego Schwartzów? Przecież to
        jawne nawiązanie do postaci Schwartza z „A Christmas Story” Boba
        Clarka! ;)

        – Mike został pokazany jako zimny profesjonalista i perfekcjonista, bo
        nawiązuje do Mr. Wolfa? Nie, Mike został pokazany jako zimny profesjonalista i
        perfekcjonista, bo… Taka była jego postać. Czy Jean Reno w
        „Nikicie” to też nawiązanie do Mr. Wolfa? W końcu też jest zimnym
        profesjonalistą i perfekcjonistą, A DO TEGO jest przede wszystkim
        „czyścicielem”. COŚ TU JEST NA RZECZY? :) (a może to sugestia, że
        Mike i Walt to jedna i ta sama osoba? Mr. Wolfe i Mr. WHITE sa przecież grani
        przez tego samego aktora!)”

        „Bo chyba nikt nie zaprzeczy, że serial ten lubuje się w zaburzaniu

        chronologii narracji, miesza różne tonacje (to bardzo ważne, bo często

        jest wręcz groteskowe! – np. w scenie jakiejś śmierci leci wesoła

        muzyka), czy właśnie cytuje inne dzieła (nie tylko Tarantino, ale także

        np. „Ojca chrzestnego” – scena morderstw w więzieniu jest przecież
        mixem

        dwóch scen – zabójstw donów z „jedynki” poprzez montaż i zabójstwa

        Fredo Corleone z „dwójki”).”

        – Zaburzanie chronologii narracji? Jawne zapożyczenie z „The Killing”
        Kubricka. (Nota bene, zaburzenie chronologii w BREAKING BAD? Może w
        „tease’ach” przed intrem, ale to tyle). Scena śmierci i wesoła
        muzyczka? Zapożyczenie z Vaughna. Tfu, Tarantino! Tfu, Finchera! TFU! Scorsese!
        :) Naprawdę, zabójstwa w więzieniu też muszą być nawiazaniem do czegoś? :) To
        jeden z powodów, dla których nie cierpię określenia „postmodernizm”.
        Pewnie, jak pisałem WSZYSTKO jest w jakiś sposób inspirowane, ale upraszczanie
        tego do ciągu cytatów czy nawiązań strasznie spłyca dzieło, zwłaszcza, gdy te „nawiazania”
        są tak kolosalnie naciągane. Scena morderstw to scena morderstw, muzyka i
        sposób przedstawienia to zabieg artystyczny, wybór artysty (dubstep w BB to do
        czego nawiązanie?). To kura była pierwsza czy jajko? Autor czy nawiązanie? :)
        Walt chciał, żeby Jesse go zastrzelił? No przecież to nawiązanie do sceny z
        FIGHT CLUBU, gdy Tyler mówi Narratorowi, że by ten go uderzył. Dlaczego to nie
        może byc po prostu serial „modernistyczny”? ;)
        „Postmodernizm” gówno znaczy. De facto tyle, że wszystko czerpie z
        tego, co było przedtem.

        Bo słownik tłumaczy: „Postmodernizm w literaturze przejawia się w
        ujawnianiu w tekście

        umowności np. fabuły i narracji, stosowaniu rodzajowych i stylowych form

        mieszanych, częstym używaniu cytatu oraz pastiszu, parodii, persyflażu.”
        BREAKING BAD nie jest umowne, nie używa często cytatów, ani pastiszu, ani tym
        bardziej parodii czy persyflażu. Jest historią całkiem serio i nie mówi o
        gatunku, który reprezentuje (jak to mają często czołowe dzieła ogłaszane
        postmodernistycznymi w zwyczaju robić, jak na przykład THE SOPRANOS, przy
        którym mógłbym się na ten postmodernizm zgodzić, choć wciąż nienawidzę tego
        określenia :)). I o ile BB często bawi się stylem to cały czas w konwencji,
        którą przyjęło od początku – konwencji serio (wszelki humor wynika z
        realistycznych sytuacji, nie z mrugnięć do widza czy innych przypadków
        odciętych od świata przedstawionego).

        Jeżeli wspomniane przez Ciebie nawiązania niosłyby za sobą jakąś wartość czy
        dodatkową interpretację to może bym się z tobą zgodził (taką funkcję mają w THE
        SOPRANOS, gdzie serial dodatkowo jest komentarzem na temat wizerunku nie tylko
        gangstera, ale i Włocha w popkulturze i świecie ogółem). Tutaj tego nie ma.
        Takie nawiązania może czasem są, ale co najwyżej jako żarty (wspomniana scena z
        Kubym i Huellem) albo zwyczajne inspiracje mniej przypadkowe lub bardziej.
        Chodzi o to, ze nie dopatrywałbym się w tym tematu do analizy, a juz tym
        bardziej nie nazywalbym przez to serialem postmodernistycznym, czy
        „niezgłebioną kopalnią cytatów”.

        Pozdrawiam również, bo poza tym tekst jest dobry i nawet polubiłem. :)

        PS

        (SPADAJĄCY SAMOLOT TO NAWIĄZANIE DO LOST, A MIŚ BEZ POŁOWY TWARZY DO
        BATMANA!!!… Przepraszam :)).

        • Miłosz Drewniak

          Znów nie zrozumiałeś, o co mi chodzi. Mike jako postać nie jest w całości wzorowany na Wolfie, tylko ta jedna scena z Mikiem jest wzorowana na tej jednej scenie z Wolfem. Na serio, trudno nie zauważyć podobieństwa (zamierzonego), a Twoje przykłady z „Planetą Małp” etc. są – przepraszam :)) – kretyńskie. Dlaczego? Padanie na kolana to jeden element i w dodatku bardzo powszechny. Serio, ile widziałeś filmów, w których bohater pada na kolana? A ja podałem przykład z Mikiem i Wolfem i wymieniłem kilka elementów, które razem tworzą całość o małym prawdopodobieństwie powtórzenia się bez wyraźnego zamierzenia twórców: 1. Telefon od Jessiego, że ma problem z trupem, 2. White uspokaja go i mówi, że wie, do kogo ma zadzwonić, 3. Przyjeżdża Mike i – o dziwo! – zderzak jego samochodu jest skadrowany w bardzo podobny sposób, w jaki skadrowany był wóz Wolfe’a, 4. Mike sprząta ciało z pedantycznym profesjonalizmem. I podkreślam raz jeszcze – to nie Mike jako postać jest wzorowana na Wolfie, ale scena z Mikiem jest wzorowana na scenie z Wolfem. Ok, jedźmy dalej. Skąd wiesz, że Jessiemu udało się uciec? O ile dobrze pamiętam, to wsiadł do samochodu i jechał prosto na policję (a jechał bardzo szybko, więc na bank by go zatrzymali, gdyby na nich wpadł, a radiowozów było kilka, więc jeden mógł zostać z Jessim, podczas gdy reszta pojechałaby po Walta). To jest niedopowiedziane tak samo jak we „Wściekłych psach”.

          „Jeżeli wspomniane przez Ciebie nawiązania niosłyby za sobą jakąś wartość czy
          dodatkową interpretację to może bym się z tobą zgodził (taką funkcję mają w THE
          SOPRANOS, gdzie serial dodatkowo jest komentarzem na temat wizerunku nie tylko
          gangstera, ale i Włocha w popkulturze i świecie ogółem). Tutaj tego nie ma.
          Takie nawiązania może czasem są, ale co najwyżej jako żarty (wspomniana scena z
          Kubym i Huellem) albo zwyczajne inspiracje mniej przypadkowe lub bardziej”. No teraz to się sam podłożyłeś. Postmodernistyczna gra opiera się właśnie na ŻARCIE, nie na żadnych głębokich analizach stanu współczesnego społeczeństwa, Włocha, bla, bla, bla. ŻART. O to chodzi w postmodernizmie, więc sorry, ale Twój argument „przeciw” stał się argumentem „za”.

          • Miłosz Drewniak

            PS. To samo, co powiedziałem o Mike’u i Wolfie tyczy się Pinkmana i Walta. A o takich rzeczach jak zaburzona chronologia narracji i mieszanie tonacji pisałem już jako o częściach składowych postmodernizmu, a nie nawiązaniach do czegokolwiek. Musisz uważnie czytać.

            Pozdrawiam.

          • Janek Steifer

            Ucieczka Jesse’ego pozostaje otwarta (aczkolwiek wydaje się, że twórcy sugerują w całym odcinku zmianę Jesse’ego i Happy End). W Reservoir Dogs nie ma nic dwuznacznego w ucieczce Pinka – stoi twarzą w twarz z policją: mają go na muszce. W przypadku Jesse’ego nie masz pojęcia gdzie pojechał, czy spotkał policje, czy się ukrył, czy go złapali. NIC tego nie sugeruje (i jak mowilem: twórcy sugerują hejpi end tak w serialu, jak i poza nim).

            „Postmodernistyczna gra opiera się właśnie na ŻARCIE” — 1) słownik nie mowi, ze postmodernizm opiera się na żarcie, więc nie wiem czy Ci mogę zaufać w tej kwestii ;) 2) jeżeli opiera się na żarcie to tym bardziej nie podoba mi się analiza tego typu, bo sprowadza sceny z serialu do ŻARTÓW a nie do scen tworzących znakomitą historię. Coś nie może być jednocześnie dowcipem i poruszającą historią. Nie mówiąc już o tym, że – przyjmując teorię, że „postmodernistyczna gra opiera się na żarcie” – taka analiza jest nic nie warta, bo punktuje puste rzeczy, które dodatkowo psują serial sprowadzając go do cytatów.

            „A o takich rzeczach jak zaburzona chronologia narracji i mieszanie
            tonacji pisałem już jako o częściach składowych postmodernizmu, a nie
            nawiązaniach do czegokolwiek.” — Nie potrafię za bardzo czytać, ale to zrozumiałem. Po prostu nabijałem z tych cytatów i nawiązań :)

          • Miłosz Drewniak

            PRZYPOMINAM, ŻE TA ROZMOWA ROI SIĘ OD SPOJLERÓW.

            Nie nazwałbym zakończenia „Breaking Bad” happy endem. Kto tutaj będzie szczęśliwy? Marie jest wdową, Skyler straciła męża, Jr. stracił ojca (no, wiadomo, ale to napiszę – Walt ginie), Hank gryzie ziemię, państwo Schwartz będą do końca życia robić w gacie, no i Jesse… Gdzie tu happy end dla Jessego? Stracił dwie kobiety, na których mu zależało, ma doszczętnie spustoszoną psychikę przez wszystkie wydarzenia (wszystkie morderstwa, niewola u „wujków”, do tego ćpanie). Happy end. No do cholery, gdzie, ja się pytam?

            Słownik. Pisałem już, że postmodernizm sra na razie w pieluchy. Jego istoty nie da się ująć w słownikowej definicji na kilka zdań. Jeśli chcesz na serio czegoś się o tym dowiedzieć, to musisz sięgnąć po solidne opracowanie. Polecam książkę Arkadiusza Lewickiego – „Sztuczne światy. Postmodernizm w filmie fabularnym”. To najlepsze co przeczytałem na ten temat.

            „Jeżeli opiera się na żarcie to tym bardziej nie podoba mi się analiza
            tego typu, bo sprowadza sceny z serialu do ŻARTÓW a nie do scen
            tworzących znakomitą historię”. No nie do końca. Myślę, że historia sobie, a postmodernistyczne żarty sobie. Weźmy „Bartona Finka” braci Coen. Końcowa scena. Żartobliwe mrugnięcie oka w stronę Felliniego, a jakże ta scena poważna.

            I nie sprowadzam serialu tylko do cytatów. Po prostu uważam, że dzięki nim serial wpisuje się w estetykę postmodernizmu. Niemniej jednak, to tylko jeden z jego elementów. Pisałem już, że można serial obejrzeć nie zauważając tych cytatów i będzie równie ciekawy ze względu na inne swoje zalety.

          • Miłosz Drewniak

            PS. Poza tym w „Breaking Bad” powaga zawsze przeplatała się z żartem. Na przykład po bardzo poważnej i dramatycznej scenie śmierci Hanka mamy Walta, który toczy swoją beczkę w takt wesołej muzyczki. Albo Jesse ćwiczy swoją kwestię, gdy ma odbić towar i kasę z rąk ćpunów: „Where is my money, bitch?”, po czym zagaduje do niego listonoszka i życzą sobie miłego dnia. Albo Beneke, który łamie sobie kręgi szyjne (no cała scena jest groteskowa). No mnóstwo jest takich scen przecież :-) I wcale nie umniejszają one w żaden sposób powagi całej historii.

          • Janek Steifer

            „Nie nazwałbym zakończenia „Breaking Bad” happy endem.”
            — ja też nie. Gdzie tak napisałem? :) Twórcy sugerują happy end dla Jesse’ego – to, że przeżył, jest wolny i zmienił się na tyle, by móc odmienić swoje życie. Nazwałem to happy endem kontekście tego, o czym rozmawialiśmy czyli zakończenia Pinka, no i w sumie całego BREAKING BAD, gdzie coś takiego jest dużym pozytywnym osiągnięciem.

            „Pisałem już, że postmodernizm sra na razie w pieluchy. Jego istoty nie da się ująć w słownikowej definicji na kilka zdań.”
            — Czyli pozostaje to wesołym słowem-wytrychem, które można przypasować do wszystkiego? Dziękuje za tytuł ksiązki, ale raczej po nią nie sięgnę. Nie interesuje mnie postmodernizm jako określenie szczególnie, a już na pewno nie tyle, by czytać całą książkę by się o nim edukować. Ale szczerze dzięki. :)

            „I nie sprowadzam serialu tylko do cytatów. Po prostu uważam, że dzięki nim serial wpisuje się w estetykę postmodernizmu.”
            — sęk w tym, że owa „estetyka postmodernizmu” jest tak szeroko pojęta, że większość (jeżeli nie wszystkie) filmy czy twory ogólem można pod nią podciągnąć. Co dla mnie kompletnie ją skreśla jako coś wartego głębszej dyskusji. Zwłaszcza, że te cytaty poza byciem cytatami miałyby nic nie oferowąć. Więc po co? Cytat jest cytatem, nawiązanie jest nawiązaniem. Kategoryzowanie filmów powiedzmy wedle gatunków czy na przykład stylu coś mówi o filmie, a nazywanie go „postmodernistycznym” mówi dokładnie nic. Nie dodaje żadnej wartości.

            To mi zresztą przypomina casus „COMMUNITY”, które jest nazywane postmodernistycznym meta-serialem, a Dan Harmon powiedział, że po prostu chciał zrobić serial o ludziach w dzisiejszych czasach – takich, którzy widzą w swoim życiu nawiązania do filmów, cytują ulubione produkcje itp. ;)

            „PS. Poza tym w „Breaking Bad” powaga zawsze przeplatała się z żartem.”
            — Tak, tylko, że ten żart nigdy nie wychodzi poza ramy przedstawionego świata serialu. Humor sam w sobie nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie. Pod warunkiem, że jest podyktowany zasadami świata, na które się umówiliśmy ze scenarzystą. Inaczej wybija z rytmu, opowiadanej historii i ją zwyczajnie psuje. Beneke przecież MÓGŁ sobie złamać te kręgi szyjne przewracając się w takiej sytuacji (pewnie, że to jest groteskowe, podobnie jak sytuacja z wanną). Ale gdyby Aryjczycy postanowili rozwiązać swój spór z Waltem grą w kamień/papier/nożyce i robili przy tym karykaturalne miny, a potem z pozą Charliego Browna odeszliby po przegranej uczciwie zostawiając White’a ze wszystkim to byłoby nie halo.

          • Miłosz Drewniak

            Jak na kogoś, kto mało wie o postmodernizmie i nie chce się nawet o nim dowiedzieć czegokolwiek, to masz o nim zajebiście dużo do powiedzenia. Dyskutujesz ze mną o postmodernizmie na podstawie słownikowej definicji, którą przeczytałeś? Spoko, tylko dla mnie to wygląda na sytuację a la „nie znam się, to się wypowiem”.

            Czy wyobrażasz sobie Mickiewicza, który pochyla się nad pergaminem, zapala fajkę i myśli sobie: „Walnę se teraz wiersz utrzymany w romantycznej konwencji”. Po prostu wtedy się tak pisało. Większość poetów w ten sposób pisała, bo taka akurat konwencja obowiązywała i była lustrzanym odbiciem swoich czasów. Tak samo teraz. I wiersze się pisze inaczej i filmy się inaczej robi. Inaczej uznają Cię za epigona. Filmowcy coraz częściej robią filmy postmodernistyczne (a nie musi być to uświadomione), bo wyrastają ze środowisk, w których tak się właśnie kręci filmy. Pojawia się nowe pokolenie artystów z ich własnymi „manifestami” i to oni właśnie później wyznaczają wzorce, które obowiązują, bo stają się autorytetami. W ten sposób rodzą się nowe nurty i estetyki.

            Cały czas podkreślasz, że Ci się to nie podoba, że cytat jest tylko cytatem, że nic nie wnosi etc. etc. Uwierz mi, że resztę świata, Quentina, Joela, Ethana, Jima, a nawet Marka Koterskiego (genialny cytat ze „Słodkiego życia” Felliniego w scenie na plaży w „Dniu Świra” – i tu podkreślam, że jest to tylko postmodernistyczny ELEMENT w filmie Koterskiego, bo zaraz mnie zjesz, że nazywam cały ten film postmodernistycznym), ich wszystkich na serio (i bardzo Cię przepraszam za dosadność)… ich na serio gówno obchodzi co Ty myślisz o tym, bo oni robią swoje i dostają za to grubą kasę (no, może nie wszyscy). Możesz mi wmawiać, że się doszukuję nawiązań tam, gdzie ich nie ma. Ale uwierz mi, ja nie analizuję z dwoma lap-topami na biurku klatka po klatce „Pulp Fiction” i „Breaking Bad”. Po prostu je dostrzegam w serialu i innych filmach, w których faktycznie się znajdują. Także one tam będą niezależnie od tego, czy je popierasz czy nie, czy Ci się podoba postmodernizm czy nie. Postmodernizm jest już w kulturze pewnym faktem (znowu – czy Ci się to podoba, czy nie), tak samo jak faktem w historii literatury jest pozytywizm, którego osobiście nie lubię (no ale już niech będzie! – akceptuję to, że on istnieje). Także o ile nie złapiesz za kamerę i nie nakręcisz czegoś zaaaaaaajebiście nowatorskiego (czego życzę Ci z całego serca), to tkwimy po uszy w tym „pieluchowym” gównie postmodernizmu, który będzie dojrzewał i starzał się, aż w końcu umrze albo śmiercią naturalną, albo zostanie zadźgany w ciemnym zaułku przez takich nowatorów jak Ty.

            No i na miłość boską, czepiłeś się tych cytatów i nawiązań, ale uwierz mi, że postmodernizm to coś więcej. Oczywiście byłby „słowem-wytrychem”, jak to nazwałeś, gdyby sprowadzał się do cytowania. A to, że raczkuje nie znaczy, że nie istnieje, jak to sugerujesz. No ale przecież nie będę Cię na siłę „edukował”, nie?

          • Janek Steifer

            „Jak na kogoś, kto mało wie o postmodernizmie i nie chce się nawet o nim
            dowiedzieć czegokolwiek, to masz o nim zajebiście dużo do powiedzenia.
            Dyskutujesz ze mną o postmodernizmie na podstawie słownikowej definicji,
            którą przeczytałeś? Spoko, tylko dla mnie to wygląda na sytuację a la
            „nie znam się, to się wypowiem”.”

            — Jak na kogoś, kto nie jest w stanie jednoznacznie zdefiniować czy scharakteryzować postmodernizmu strasznie się czepiasz mojej kompletnej ignorancji względem definicji postmodernizmu i tego, że opieram się na słowniku. ;)

            ” Także o ile nie złapiesz za kamerę i nie nakręcisz czegoś
            zaaaaaaajebiście nowatorskiego (czego życzę Ci z całego serca), to
            tkwimy po uszy w tym „pieluchowym” gównie postmodernizmu, który będzie
            dojrzewał i starzał się, aż w końcu umrze albo śmiercią naturalną, albo
            zostanie zadźgany w ciemnym zaułku przez takich nowatorów jak Ty.”

            — No właśnie sęk w tym, że czego bym nie nakręcił pewnie byłoby „postmodernistyczne”. :))

            „Filmowcy coraz częściej robią filmy postmodernistyczne (a nie musi być
            to uświadomione), bo wyrastają ze środowisk, w których tak się właśnie
            kręci filmy.”

            — No i bardzo ładnie. Właśnie o to chodzi. Filmowcy robią filmy, a krytycy filmowy/filmoznawcy/analitycy/chujwiekto dodaje im niepotrzebne łatki. (Bo nawet określenie „pozytywizm” czy „romantyzm” COŚ za sobą niesie. A „postmodernizm”? Dotychczas myslalem, że coś jednak mowi, ale po tej dyskusji szczerze zrobiles mi sieczkę w mózgu jeżeli chodzi o te określenie. :)) O to chodziło mi w całej dyskusji. Ja nie kłocę się czy coś takiego istnieje, bo wszystkie elementy postmodernizmu jakie wymieniłeś dotychczas istniały w sztuce dosłownie od setek lat, a wszystko jest remiksem historii i kultury. Sęk w tym, że nazwanie BREAKING BAD postmodernistycznym niczego nie wnosi do analizy czy odbioru serialu. Wyszliśmy od dwóch rożnych spojrzeń i definicji postmodernizmu, ale wyszło ostatecznie na to, że to tak jakby powiedzieć, że BREAKING BAD było kręcone kamerą. No rzeczywiście – było. I co to znaczy?

            Ja z mojej strony już raczej kończę tę rozmowę. Powiedziałem chyba wszystko, co miałem do powiedzenia, może z punktu widzenia artystycznego ignoranta. Nic nowego chyba tu już nie do powiem, a szkoda, żebyśmy się zapętlili. :) Tak czy siak, pozdrawiam i tak jak mowilem, poza lekkim zwarciem zwieraczy przy słowie „postmodernizm” tekst mi się podoba.

          • Miłosz Drewniak

            „Jak na kogoś, kto nie jest w stanie jednoznacznie zdefiniować czy
            scharakteryzować postmodernizmu strasznie się czepiasz mojej kompletnej
            ignorancji względem definicji postmodernizmu i tego, że opieram się na
            słowniku”.

            Napisałem (o, mój Boże, musisz ćwiczyć czytanie), że nie ma czegoś takiego jak definicja postmodernizmu. Nie czepiam się Twojej ignorancji względem definicji, bo takowa nie istnieje. Czepiam się Twojej ignorancji względem tego zjawiska, które jest szeroko opisane (ale nie w słowniku). Chcesz definicji postmodernizmu? Sięgnij po jakąś książkę. To taka 200-stronicowa definicja tego pojęcia. Nie chcesz? Ok. To nie dyskutuj na tematy, o których nic nie wiesz :-)

            „No właśnie sęk w tym, że czego bym nie nakręcił pewnie byłoby postmodernistyczne”

            Znów nie czytałeś uważnie moich wpisów. Nie chce mi się powtarzać, więc przeczytaj sobie ze zrozumieniem i daj znać.

      • Jakub

        Ja wtrącę tutaj jeszcze jeden motyw. Chyba Jesse, szukał jakieś broni, czy czegoś dużego do rozwalenia drzwi. To było oczywiste nawiązanie do Pulp Fiction, gdyż on w tej scenie po kolei znajdował coraz bardziej pasującą rzecz i uważnie oglądał i kątem oka zauważał lepszą itd. A scena z PF, do której to nawiązuje, to Bruce Willis szukający czegoś na Zed’a w jego sklepie :)

  • Andriej

    Czy tylko ja zwyczajnie nie oglądałem ANI JEDNEGO odcinka?
    Cóż, przynajmniej teraz będę mógł obejrzeć wszystko w jednym ciągu, LoL

  • koko

    Breaking Bad wskoczyło do mojego top 3 najlepszych seriali (a widziałem ich naprawde sporo)
    1. THE WIRE
    2. THE SOPRANOS
    3. BREAKING BAD

    • Słidżin

      no to jeszcze:
      4. DEADWOOD
      5. SIX FEET UNDER
      i mamy 5 najlepszych seriali jakie powstały na tej planecie.

      • zajk

        plus X-Files, Twin Peaks, MASH i Band of Brothers.

        • Guest

          plus Klan, M jak Miłość, Na dobre i na złe

          • gfd

            gratuluje światopoglądu i nieumiejętności używania ironii

  • Pingback: UTOPIA, czyli komiks na małym ekranie | Film.org.pl()

  • Przemysław Baran

    Breaking Bad i długo dłuuuuuugo nic

  • Pingback: Profity bycia złym | FILM.ORG.PL()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Najśmieszniejsze 40 minut w internecie

Następny tekst

Hobbit - Pustkowie Smauga



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE