Seriale TV

QUARRY / ZAMĘT. Przemoc, seks i narkotyki w nowym serialu. Recenzja

Przemoc, seks i narkotyki, czyli Ameryka lat 70.

Autor: Mariusz Czernic
opublikowano

The Spirit of Memphis

Amerykańska interwencja w Wietnamie to temat wałkowany przez amerykańskie kino wielokrotnie i dzisiaj nie wydaje się zbyt atrakcyjny, toteż w XXI wieku filmy o wojnie w Wietnamie są rzadkością. Tym bardziej, że obywatele Stanów, niepotrafiący żyć bez wojny, stali się bohaterami nowego konfliktu – kampanii w Iraku, o której opowiedziała m.in. Kathryn Bigelow w Zamknięciu na ból (lub jak kto woli – w filmie The Hurt Locker. W pułapce wojny). TV Cinemax, próbując walczyć z bardzo silną konkurencją na rynku, zdecydowała się powrócić do lat siedemdziesiątych – do Ameryki ogarniętej powietnamską gorączką. Szukając charyzmatycznej postaci, która mogłaby przykuć widza do ekranu na wiele sezonów, sięgnęła po serię powieściową Maxa Allana Collinsa.

Poznajemy sierżanta Maca Conwaya – weterana, który zaliczył w Wietnamie dwie zmiany. Niezwykłe – zostawił w domu piękną żonę, by wrócić do piekła, a zarazem zgotować piekło innym. Podczas jego ponownego pobytu w Indochinach doszło do masakry w Quan Thang. Co się tam konkretnie stało, dowiemy się z finałowego, ósmego epizodu, który trwa osiemdziesiąt minut, czyli dłużej niż pozostałe. Wiadomo tylko, że z tego powodu jest prześladowany – już na lotnisku czeka grupa demonstrantów, próbujących go dopaść za uczestnictwo w masakrze. Czy on zawinił? Czy był tylko obserwatorem albo narzędziem w rękach dowódców? To podstawowe pytanie, które trzyma widzów w napięciu do końca sezonu.

screenshot-2016-09-13-17-27-26

Zanim twórcy zdradzą odpowiedź, zaprezentują losy człowieka zagubionego w wielkomiejskiej dżungli, która okazuje się dla niego przedłużeniem dżungli wietnamskiej. Dobry mąż i kumpel, który potrafi zbudować basen w ogródku, stał się wrakiem człowieka. Dręczony przez koszmary szuka zapomnienia w pracy, ale jedyna dobra fucha, jaka mu się trafia, to zabijanie na zlecenie. A to jeszcze bardziej przybliża go do wojennego koszmaru. Jego relacje z żoną stopniowo się psują, choć widać, że kobieta jest wyrozumiała i mimo jego problemów z psychiką, mimo głośnych awantur, a nawet mimo poważnych „skoków w bok”, nie zostawi męża samego na pastwę losu.

To, co zwraca uwagę na pierwszy rzut oka, to świetnie odwzorowana atmosfera lat siedemdziesiątych.

Stare amerykańskie samochody, płyty winylowe, odniesienia do kina z tamtych lat – ociekającego przemocą, seksem i narkotykami – to czyni z tego serialu nostalgiczną podróż do czasów, które bezpowrotnie minęły. Z historii Maca Conwaya wyłania się przejmujący do głębi dramat żołnierza, który powrócił z wojny doszczętnie zniszczony. Ale tego na pierwszy rzut oka nie widać. Znamienna jest scena, w której żona zwraca się do odpowiedniego urzędu o pomoc dla męża – urzędnik stwierdza, że skoro facet ma obie ręce i obie nogi, to znaczy, że nie jest z nim najgorzej, są osoby bardziej potrzebujące pomocy.

Ciekawy, choć na pozór banalny, jest wątek sensacyjny – trzyma on w napięciu lepiej niż problemy psychiczne weteranów. Od początku w tym gangsterskim wątku jest jakaś tajemnica, coś, co nie daje spokoju. Człowiek, który przedstawia się jako Broker, nie może być tylko pośrednikiem pomiędzy zleceniodawcami a wykonawcami, zabójstwa na zlecenie to nie wszystko – gdyby tylko o nie chodziło, to z pewnością byłoby rozczarowanie. Sprawa jest głębsza i głębokie jest bagno, w które wdepnął Mac Conway. Jego droga na dno będzie długa, a przynajmniej mam taką nadzieję, że nie skończy się na pierwszym ani drugim sezonie. Bo jest to charyzmatyczna postać mająca spory potencjał. I zagrana jest przez aktora, który dobrze czuje się w naznaczonej bliznami skórze.

quarry-s1e1-the-broker

W obsadzie nie ma gwiazd z pierwszej hollywoodzkiej ligi, a jednak scenarzyści i realizatorzy dostają solidne wsparcie ze strony ekipy aktorskiej. Logan Marshall-Green to dla mnie, osoby nieobeznanej z kinem współczesnym, zupełnie nowa twarz. Tak samo śliczna Jodi Balfour. Sceny z udziałem tej dwójki są znakomite – wiarygodne, przejmujące, pełne emocji. Z pewnością jeszcze usłyszymy o nich wiele dobrego. Gołym okiem widać, że solidnie angażują się w ten projekt, nie unikając odgrywania trudnych, odważnych scen. Sporo suspensu wprowadzają do fabuły sceny z Brokerem, odgrywanym przez Petera Mullana, wybitnego szkockiego aktora, nagrodzonego na festiwalu w Cannes za rolę w filmie Kena Loacha Jestem Joe (1998).

Memphis to miasto muzyki, tu zaczynali swoje kariery Elvis Presley i Johnny Cash, tu narodził się rock and roll – w wytwórni płytowej Sun Records założonej przez producenta muzycznego Sama Phillipsa. Gdy więc duet scenarzystów Michael Fuller & Graham Gordy oraz reżyser Greg Yaitanes przygotowali serial rozgrywający się w Memphis lat siedemdziesiątych, musieli znaleźć miejsce dla starych płyt winylowych. Już tytuł pierwszego odcinka jest tytułem piosenki, a pomiędzy kolejnymi potyczkami, mającymi dodać nerwowości i napięcia, rozbrzmiewają zróżnicowane kawałki, dające uszom ukojenie. Rock i soul w różnych odmianach (Wilson Pickett, Harry Nilsson, Otis Redding, Al Green), klasyczny gitarowy blues (jeden z odcinków nosi tytuł Coffee Blues i zagrał w nim Chris Thomas King), charakterystyczne dla Południa gospel (The Spirit of Memphis) i sympatyczne dla ucha country (mój faworyt – zamykający jeden z odcinków utwór Why Don’t You Haul Off And Love Me? w wykonaniu Dolly Parton i Portera Wagonera).

Nie tylko jednak o muzyce pamiętano, nie tylko o sensacyjnej akcji, śledztwach, narkotykach i destrukcyjnym wpływie wojny na psychikę. Pamiętano też o tym, co w latach siedemdziesiątych budziło największe opory.

Zacofani, ksenofobiczni i mocno przywiązani do tradycji Południowcy nie akceptowali zmian, zaś w tamtym czasie najważniejsza zmiana dotyczyła zniesienia segregacji rasowej. Oburzeni ojcowie nie godzili się, by ich dzieci chodziły do jednej szkoły z przedstawicielami innej rasy. Dla nich to były małpy, a nie ludzie. Ci obskuranci może powinni pójść na wojnę, by się przekonać, że czarni i biali walczący ramię w ramię niczym się od siebie nie różnią – tak samo krwawią i tak samo umierają. Mac Conway coś o tym wie, bo w Wietnamie nie było segregacji, dlatego mimo zniszczonej psychiki nie zmieni się w rasistę.

maxresdefault

Osiem epizodów, które składa się na pierwszą serię, może nie działa tak intensywnie jak dawka silnego narkotyku, ale jest bez porównania zdrowsze, bardziej pożyteczne, stymulujące. Strona wizualna oscyluje pomiędzy surowością lat siedemdziesiątych i nowoczesną techniką. Ujęcia ze steadicamu, sceny podwodne i wojerystyczne, nade wszystko zaś kluczowa dla całości masakra w wietnamskiej wiosce, sfilmowana mastershotem – od pierwszego do ostatniego strzału żadnych cięć, jak byśmy oglądali wojnę na żywo oczami reportera… Robi wrażenie, bo widać, że twórcy przyłożyli się do każdego aspektu, by wszystko działało bez zarzutu – by ambitna treść została starannie oprawiona.

Żeby nie było tak pięknie, jest jedna rzecz, do której moim zdaniem autorzy powinni się lepiej przyłożyć. Chodzi o dialogi – momentami rażące bylejakością – teksty i pytania retoryczne w stylu: „Czy wyglądam na policjantkę?”, „Czy wyglądam na katolika?”, „Czy wyglądam na zdenerwowanego?” Również sceny między Buddym i jego matką to przykład marnowania ekranowego czasu. W trwającym osiem godzin sezonie to tylko kropla, która nie wpływa znacząco na całość, nie obniża wartości serialu. Tak jak kąpiel w basenie produkcja relaksuje, uzależnia, skłania do wyciszenia i zadumy. Porównania do pływalni nie użyłem przypadkowo – woda jest tu ważnym motywem, a finałowy odcinek nosi tytuł Kropla drążąca skałę i odnosi się do jednej z postaci. Zachęcam do oglądania – niewykluczone, że produkcja gromadzi przed ekranem zbyt mało odbiorców, by stacja Cinemax zdecydowała się zamówić drugą serię.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane