MAD MEN. Prawda jest dziwniejsza niż fikcja | FILM.ORG.PL

MAD MEN. Prawda jest dziwniejsza niż fikcja








Kaja Kryda
12.05.2014


Strony: 1 2

mad-men-5

„Mad Men”, obsypana nagrodami produkcja AMC o nowojorskiej agencji reklamowej, powoli zbliża się do końca; wyświetlany w dwóch częściach siódmy sezon będzie ostatnim. To, co od prawie ośmiu lat zapewnia temu serialowi licznych fanów, to przede wszystkim wzbudzająca nostalgię estetyka lat 60., w których osadzona jest jego akcja. Jednak prócz tego mamy inteligentny scenariusz, wyborne aktorstwo i świetnie odtworzone realia historyczne. „Mad Men” może z początku otumanić nas tytoniowym dymem i oparami whisky, ale szybko zauważamy, że w tej przebogatej retro-formie czai się wnikliwa diagnoza nowoczesnego społeczeństwa.

American dream dla wybranych

Pierwsze odcinki „Mad Men” są jak spełnienie mrocznych, hedonistyczno-reakcjonistycznych fantazji. Mówią nam: możesz palić dwie paczki papierosów dziennie, bez przerwy raczyć się mocnymi alkoholami, jeść steki, zdradzać żonę i wcale nie musisz liczyć się z konsekwencjami. Mało tego, możesz ignorować prawa kobiet, czarnych, homoseksualistów, bo nikogo one tak naprawdę nie obchodzą. Pod warunkiem, że jesteś białym mężczyzną, możesz właściwie wszystko – nawet wymazać swoją przeszłość i przybrać sztuczną tożsamość (czego przykładem jest Don Draper, główny bohater produkcji). Jednak podobnie jak kampanie reklamowe serialowej agencji Sterling Cooper, także życie bohaterów „Mad Men” to słodkie kłamstwo. Matthew Weiner, twórca serii, nie daje nam się w nim zanurzyć na długo. Z kolejnymi odcinkami obserwujemy coraz więcej rys na tym pięknym obrazku i przypominamy sobie, że, żyjąc pół wieku później, od początku znamy największy „spoiler” serialu: ta iluzja nie będzie trwała wiecznie.

Don Draper

Man with a plan

Don Draper (Jon Hamm), choć przez niektórych uznawany za typowego antybohatera, jest w zamyśle twórcy serialu everymanem, reprezentującym amerykańskie społeczeństwo. Zdaje się on dowodzić popularnej w Stanach idei, że każdy może stworzyć siebie od nowa; że ważne jest nie pochodzenie, a determinacja we wspinaniu się po drabinie społecznej. Jest on swego rodzaju uosobieniem USA, młodego kraju, niemalże zupełnie pozbawionego własnych tradycji, który nieobarczony ciężarem historii wyrósł na światową potęgę. Don osiągnął swój sukces w podobny sposób, jednak odrzucając swoje korzenie stał się on jednocześnie ich więźniem; duchy przeszłości nie przestają go nawiedzać, sprawiając, że nigdy nie może on osiągnąć wewnętrznego spokoju. Analogicznie, w Ameryce coraz bardziej widoczny jest spowodowany brakiem silnych fundamentów kryzys tożsamości, a ignorowane od lat problemy wypływają na powierzchnię i stają się coraz bardziej palące. Weiner nawiązuje do tego w swoim serialu i komentuje: “Rockefeller, Bill Clinton, Sam Walton czy Lee Iacocca, ludzie, którzy weszli na szczyt amerykańskiego społeczeństwa, wywodzili się z biednych środowisk i każdy z nich milczał na temat swojego dzieciństwa, albo nie mówił o nim prawdy. Oni stworzyli siebie na nowo. A to wiąże się z pewnym psychicznym kosztem”. I właśnie ten dotkliwy koszt ponosi na naszych oczach główny bohater „Mad Men”.

Don osiągnął sukces finansowy, ma wysoką pozycję w świecie reklamy, przyciąga piękne kobiety. Jest utalentowany i inteligentny, przystojny, wzbudza szacunek. Z łatwością osiąga to, czego chce i ma obsesję na punkcie swojej niezależności; będąc w związku, nie może powstrzymać się od licznych zdrad, a w pracy działa na własnych warunkach, często zupełnie lekceważąc resztę zespołu. Wszystko to uchodzi mu na sucho (przynajmniej do czasu). Szybko jednak staje się jasne, że na pozór bezwstydny Don ciągle boryka się z poczuciem winy. Zamiast przepracować traumy ze swojej przeszłości, zdecydował się zupełnie wymazać je ze swojego życiorysu. W głębi duszy jest przez to ogromnie samotny, niezdolny do stworzenia zdrowych relacji, przekonany, że nie jest wart miłości. Gdy jakikolwiek z jego związków zaczyna się robić poważniejszy, ucina go, w obawie przed demaskacją. Najbardziej otwiera się za to w przypadkowych momentach, przed obcymi ludźmi. „Miłość to najgorszy sposób, by do ciebie dotrzeć” mówi mu w szóstym sezonie Betty i właśnie ta przenikliwa myśl idealnie opisuje pełną paradoksów naturę Dona.

mad

Ciekawą opozycję dla Drapera stanowi Ted Chaough, poboczny bohater, który dowodzi, że nawet w bezkompromisowym środowisku nowojorskiej branży reklamowej można zachować pewne zasady i przyzwoitość. Zwykle obojętny wobec innych Don nie może znieść tej bezinteresownej wielkoduszności, która boleśnie kontrastuje z jego własną wątpliwą moralnością, i w odpowiedzi robi wszystko, by zniszczyć Teda. „A kto robi coś takiego, jak nie ktoś, kto nienawidzi samego siebie?” – pyta retorycznie Weiner w jednym z wywiadów.

Zdaje się, że przelotnymi romansami i alkoholem Don stara się zagłuszyć swój lęk przed śmiercią. Perspektywa umierania jest znacznie mniej niepokojąca, gdy wiemy, że nasze życie miało rzeczywisty cel; że coś po sobie zostawiamy. Tymczasem Draper nie ma tego psychicznego komfortu; podświadomie zdaje on sobie sprawę z faktu, że wszystko, co osiągnął, zbudowane jest na kłamstwie. I choć zawodowo analizuje pragnienia innych, nie potrafi określić ani zaspokoić własnych. W pewnym momencie uświadamia sobie jednak, że jedną z nielicznych prawdziwych wartości w jego życiu jest relacja z córką, Sally (Kiernan Shipka). Gdy w finale szóstego sezonu pokazuje jej i Bobby’emu swój rodzinny dom i wymienia z nią spojrzenia jasne jest, że między tą dwójką istnieje niewypowiedziana więź. Postać Sally, dziecka (niezdeklarowanego) alkoholika i ograniczonej gospodyni domowej, w miarę dorastania interesująco ewoluuje. Zapytany o psychiczne konsekwencje jej wychowania Weiner stwierdza: „wydaje mi się, że ludzie oczekują, że Sally się zbuntuje i zrobi coś szalonego. Nie powiem, co dokładnie się stanie, ale najstarsze dzieci, szczególnie córki, z rodzicami takimi jak Don i Betty (a właściwie szczególnie z alkoholikami takimi jak Don), to perfekcjoniści. To nie jest najlepszy materiał na przestępcę. To materiał na senatora”.

224165-mad-men-mad-men

Ku chwale materializmu

Mikrokosmos branży reklamowej sportretowany w „Mad Men” stanowi świetną reprezentację specyficznych problemów kapitalistycznego amerykańskiego społeczeństwa. Biznes ten cynicznie wykorzystuje ludzki talent i kreatywny potencjał dla celów czysto komercyjnych, tworząc kampanie, które manipulują umysłami mas. By coś w tym świecie osiągnąć, trzeba absolutnie się mu oddać, co jest dosyć znamienne – pokazuje rozpropagowany przez USA trend, na mocy którego kariera stoi w społecznej hierarchii znacznie wyżej niż życie prywatne, a tożsamość człowieka definiuje jego zawód. Reklamy agencji Sterling Cooper stanowią swego rodzaju socjologiczny barometr. Odzwierciedlają codzienne życie, ludzkie pragnienia oraz aspiracje i niewątpliwie mówią więcej o naszej historii, niż wielostronicowa pisana kronika. Kulisy powstawania kampanii pokazują nam też, jak wiele szkód wyrządza zbiorowej świadomości ta wyrachowana branża, utrwalając stereotypy i pielęgnując iluzje. Trudno o bardziej symptomatyczny przykład, niż ten z pilotowego odcinka, w którym serialowa agencja zajmuje się stworzeniem kampanii dla Lucky Strike, mającej na celu odwrócenie uwagi konsumentów od doniesień o szkodliwości palenia papierosów.

W biurach agencji Sterling Cooper już od rana pije się whisky, a wszystkie pomieszczenia wypełnione są tytoniowym dymem. W tym świecie kobiety to sekretarki i telefonistki, a w najlepszym wypadku copywriterki, które otrzymują niższe wynagrodzenie niż mężczyźni na tych samych stanowiskach i często nie mogą oficjalnie podpisać się pod własnymi pomysłami, by nie zniechęcić do nich klientów. Ze strony mężczyzn muszą znosić protekcjonalne traktowanie, niewybredne żarty, różne formy molestowania seksualnego – i w większości przypadków godzą się na to z uśmiechem. Lata 60. to jednak okres przełomu i jednym z najważniejszych motywów serialu jest pokazanie jak z czasem sytuacja kobiet stopniowo ulega zmianie. Na przestrzeni lat odrobinę mniej odizolowani stają się również Afroamerykanie czy Żydzi, a do głosu dochodzą ruchy sprzeciwiające się dyskryminacji. Do tego w tle zaczyna się seksualna rewolucja, a coraz więcej ludzi decyduje się na odrzucenie establishmentu. Chociaż te wydarzenia zwykle nie dotykają bezpośrednio głównych bohaterów, ciekawie funkcjonuje w tym kontekście postać dowcipnego Rogera Sterlinga (John Slattery), który zawodowo jest częścią wielkiego reklamowego biznesu, ale w życiu prywatnym wykazuje libertyńskie podejście do seksu i narkotyków charakterystyczne dla ruchu hipisowskiego.

224166-mad-men-mad-men

„You’ve come a long way, baby”

„Mad Men” prezentuje nam silne i niebanalne żeńskie postacie. Możliwie najciekawszą z nich jest Peggy Olson (Elisabeth Moss), której przemiana na przestrzeni kolejnych sezonów to niewątpliwie jeden z najbardziej zajmujących elementów serialu. Peggy ma potencjał, jest ambitna i pomysłowa. Potrafi zawalczyć o swoje i efektywnie, choć nie zawsze zgrabnie, wciąż pnie się do góry. To właśnie jej wizji Don ufa najbardziej, traktuje ją jednak surowo, co prowadzi między nimi do napięć.

Kolejną bohaterką, która wywalczyła sobie w firmie wysoką pozycję, jest Joan (Christina Hendricks). Pewna siebie, opanowana, ultrakobieca, swoją pozycję buduje w zupełnie odmienny sposób niż Peggy – znacznie wolniej, chociaż z większym wdziękiem i subtelnością. Joan świadomie wykorzystuje swoją atrakcyjność, jednak w pewnym stopniu jest też jej ofiarą. To właśnie jej seksualność, a nie ciężka praca i talent do zarządzania, zostaje doceniona i w piątym sezonie zapewnia jej największy skok w karierze.

Betty-DraperNajmniej lubiana przez widzów kobieca postać to prawdopodobnie Betty – nawet odtwórczyni tej roli, January Jones, przyznała, że nie darzy swojej bohaterki szczególną sympatią. Jednak budzi ona też współczucie. Jest trochę jak zwierzę urodzone w niewoli, nieświadome istnienia świata poza klatką. Jej jedyną ambicją jest bycie matką i żoną, ale nie wynika to z potrzeby serca. Betty została wtłoczona w tę rolę przez tradycyjne wychowanie i mimo że szybko okazuje się, iż nie potrafi czerpać radości z macierzyństwa i prowadzenia domu, nie wyobraża sobie innego życia. Przekleństwem dla niej jest również jej uroda, która na pozór wiele jej ułatwiła, jednak tak naprawdę uczyniła jej życie miałkim a jej relacje z mężczyznami płytkimi. Betty z jej nieokreśloną melancholią zdaje się być żywą ilustracją dla tez zaprezentowanych w „The Feminine Mystique” z 1963 roku – jednak znając jej bohaterkę, gdyby przeczytała tę książkę w roku jej wydania, zapewne uznałaby ją za bzdurny nowoczesny wymysł.

Science fiction przeszłości

„Mad Men” to nic innego jak wielowarstwowa przypowieść o tożsamości. Mimo że to serial dziejowy, jego autor świadomie ilustruje wydarzenia z przeszłości w taki sposób, że korespondują one ze współczesnymi problemami. W „Mad Men” ważniejsze od spektakularnych zwrotów akcji i satysfakcjonujących narracyjnych konkluzji jest pokazanie prawdy – tej historycznej, ale też emocjonalnej. Osią fabularną są poczynania agencji Sterling Cooper, ale to niedopowiedzenia, dialogowe pauzy i intymne momenty w życiu bohaterów stanowią istotę tego serialu i podpowiadają, jak interpretować jego treść. Matthew Weiner, przez niektórych zwany „architektem ciszy”, pokazuje nam, że gdy jesteśmy świadkami historycznych zmian, często nie czujemy ich ogromu – dopiero po latach zauważamy, jak wielkie znaczenie miały niektóre wydarzenia. Przykładem tego są chociażby zamieszki w Watts z 1965 roku, które w serialu przechodzą bez większego echa, a współcześnie są uważane za symboliczny początek społecznego przełomu. Czy podobne wrażenie odniesiemy patrząc za parę lat wstecz na obecne, pełne przemian czasy?

„Mad Men” to unikalne „historyczne science fiction” – opowieść, w której wydarzenia z przeszłości stanowią komentarz do naszych aktualnych problemów. Mimo że Weiner pochyla się nad swoimi poszczególnymi bohaterami z empatią, jego tezy na temat zbiorowości są bezlitosne: filarem amerykańskiego społeczeństwa są „ludzie znikąd” naznaczeni wypartymi psychologicznymi traumami, a kraj ten zbudował swoją potęgę na nieograniczonej chciwości. „Mad Men” szokuje, bo pokazuje Amerykę w czasach, gdy była jeszcze otwarcie bezwstydna i zadufana w sobie; zupełnie inna od swojej współczesnej, dyplomatycznie ukorzonej wersji. Każe nam to zadać sobie pytanie: czy to możliwe żeby zaledwie przez parę dekad nastąpiły tak diametralne zmiany?

A może częścią sukcesu tego serialu jest właśnie to, że pod płaszczykiem politycznej poprawności duża część społeczeństwa po cichu fantazjuje o powrocie do starych, „prostszych” czasów? Tak, niewątpliwie. I, jak na ironię, właśnie w ten sposób „Mad Men” uświadamia nam, jak daleka droga jest jeszcze przed nami.

mad_men_bar_wallpaper-1024x768

 


Strony: 1 2





  • Donkey

    Świetny tekst. Mam wrażenie, że w świecie podniecającym się Grami o tron, Breaking Bad i innymi produkcjami Mad Meni są trochę w cieniu, a będą nie mniejszym klasykiem jak powyższe.

  • Mefisto

    Bardzo dobry tekst. Kolejny. Kaja powoli staje się moją ulubioną autorką tutaj :)

    • Kaja Kryda

      Dzięki, bardzo mi miło :)

  • Mefisto

    Bardzo dobry tekst. Kolejny. Kaja powoli staje się moją ulubioną autorką tutaj :)

  • julita

    „…..odrzucając swoje korzenie stał się on jednocześnie ich więźniem” – wow, dojrzale powiedziane, dobry i ważny tekst






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

CONSTANTINE - był film, będzie serial od NBC

Następny tekst

PLAKAT - Transformers: Wiek zagłady



Strony: 1 2

OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE