Seriale TV

KARIERA NIKODEMA DYZMY. Jest coś we mnie

Buractwo i elita Polski sanacyjnej. Jeden z najlepszych polskich seriali.

Autor: Mariusz Czernic
opublikowano

Polskie kino w PRL-u trzymało się nieźle, ale telewizja też nie pozostawała w tyle. Oferowała znakomite seriale, które ze względu na uniwersalną problematykę zwycięsko przeszły próbę czasu i dziś oglądane są chętniej niż seriale współczesne. Kariera Nikodema Dyzmy jest lekceważona przez ogólnodostępną telewizję i nie tak bardzo hołubiona jak przeboje związane z drugą wojną światową (Stawka większa niż życie, Czterej pancerni i pies). Warto jednak pamiętać o produkcji retro Jana Rybkowskiego i Marka Nowickiego. Piękny to serial, staroświecki i elegancki, mądry i żartobliwy, nastrojowy i refleksyjny. Osadzony w realiach międzywojennych, gdy Warszawa wyglądała zupełnie inaczej niż teraz. To były burzliwe i niespokojne lata dwudzieste – zarówno Ameryka, gdzie ogłoszono prohibicję, jak i Polska, niedługo po odzyskaniu niepodległości, pogrążone były w gospodarczym kryzysie. Narodziły się wówczas jednostki hochsztaplerskie, takie jak Nikodem Dyzma.

Kim właściwie jest ten Dyzma? Gburem i chamem czy wrażliwym samotnikiem? Perfidnym oszustem czy sprytnym karierowiczem? Pozbawionym ogłady ignorantem czy wybitnym ekonomistą? Poznajemy go w momencie, gdy zanudza klientów baru swoim śpiewem i grą na mandolinie. Widać, że do tego się nie nadaje, i wkrótce musi sobie szukać innej posady. Jako fordanser również zostaje odrzucony. Ludzie tłumaczą mu, że tu jest Warszawa i jego prowincjonalne przyzwyczajenia są nie do zaakceptowania. Dyzma istotnie pochodzi z prowincji, gdzie był urzędnikiem pocztowym. Przeniósł się do stolicy, licząc na dobrze płatną pracę. Szybko przekona się, że czasem wystarczy szczęśliwy traf, by marzenia stały się rzeczywistością. Wystarczy pojawić się na odpowiednim przyjęciu i wpaść w oko wysoko postawionym ludziom: politykom i biznesmenom. Tak zdobywa się koneksje, które mogą się bardzo przydać w budowaniu kariery nie tylko politycznej i medialnej, ale też towarzyskiej.

Dziś już nie żyje większość osób, które mogłyby pamiętać lata dwudzieste ubiegłego stulecia. Filmy rozgrywające się w tej dekadzie to duże wyzwanie dla scenografów i kostiumologów. Ekipa Andrzeja Halińskiego, odpowiedzialna za scenografię, rekwizyty i dekoracje wnętrz, zadbała o to, by sanacyjna Warszawa oraz wnętrza domów należących do arystokracji wyglądały przekonująco, a po ulicach jeździły wyłącznie przedwojenne samochody. Z kolei pani od kostiumów Marta Kobierska musiała za pomocą strojów ukazać nie tylko osobowość bohaterów, ale też kontrast między wysoką i niską klasą społeczną. Być może najważniejszym twórcą tego przedsięwzięcia był Marek Nowicki – autor zdjęć, który przejął po Witoldzie Orzechowskim pracę nad scenariuszem, a podczas choroby Jana Rybkowskiego pełnił funkcję reżysera. Przede wszystkim to jego zasługą są imponujące fotografie w różnej tonacji prezentujące wielkomiejskie ulice i eleganckie posiadłości.

W 1932 Tadeusz Dołęga-Mostowicz napisał polityczno-satyryczną powieść, która wzbudziła kontrowersje ze względu na ostrą krytykę rządów piłsudczyków i dopiero wiele lat po śmierci pisarza doczekała się pierwszej ekranizacji. W 1956 Jan Rybkowski zrealizował Nikodema Dyzmę z Adolfem Dymszą w tytułowej roli. Scenariusz napisał Ludwik Starski. Podstawową słabością filmu było podporządkowanie scenariusza komicznym zdolnościom gwiazdora, przez co nie zostało już miejsca na rozbudowanie drugoplanowych postaci. I ciekawa na papierze opowieść o elitach politycznych wyraźnie się rozmyła, stając się nieangażującą ramotą. Możliwe jest także, że format kinowej pełnometrażówki był po prostu niewystarczający. Co innego formuła serialowa, która pozwala na więcej.

Scenariusz został dopracowany do perfekcji, każdy odcinek odkrywa nowe karty, nowe aspekty historii i niuanse postaci. Każda postać to odrębny charakter i aby zrozumieć, co danym bohaterem kieruje, jakie ma zalety i słabości, konieczny był dobry aktor potrafiący nie tylko właściwie przekazać emocje, ale mający osobowość pasującą do roli. Roman Wilhelmi to idealny Nikodem Dyzma. Z początku to żałosny nieudacznik i plebejusz, niezbyt pewny siebie, ale nietracący nadziei. Powoli zmienia się jego stosunek do ludzi, staje się personą, człowiekiem wpływowym. Uważa innych za głupców i zaczyna wierzyć, że jest geniuszem. I chyba naprawdę nim jest, bo aby oszukać tak wielu szanowanych prominentów, trzeba mieć głowę na karku, samo szczęście nie wystarczy. W pewnym momencie jego duma i arogancja sięgają szczytów, a Wilhelmi wraz ze swoim bohaterem wspina się na wyżyny swoich możliwości.

Casting został przeprowadzony drobiazgowo i bezbłędnie. Tu nie ma słabych ani przeciętnych ról. Są jednak tacy, którzy nie mogli rozwinąć skrzydeł (jak Barbara Brylska, Mariusz Dmochowski, Witold Pyrkosz). Z aktorów drugoplanowych wyróżniają się Wojciech Pokora w roli sfiksowanego arystokraty, Bronisław Pawlik jako łatwowierny finansista i zarazem kombinator oraz Jerzy Bończak odgrywający z błyskiem w oku człowieka o wielkiej przenikliwości i inteligencji. Wspaniałe są aktorki zaangażowane do produkcji: wrażliwa i subtelna Grażyna Barszczewska, intrygująca i bezpośrednia Izabela Trojanowska, wynędzniała i wzruszająca Halina Golanko. Kobiety różne, ale każda na swój sposób piękna. Wymarzona obsada i wymarzony scenariusz. Niewielu aktorom udało się potem zagrać coś lepszego, jak Leonardowi Pietraszakowi, który ze znakomitym rezultatem powrócił do klimatów retro w dwóch częściach Vabanku (1981–84) Juliusza Machulskiego.

Znalazło się miejsce na gorzki komediodramat, sensację typu political fiction i romans brukowy.

Serial nie został na szczęście pocięty przez cenzurę. Polityczne władze i obrońcy moralności pozostawali w uśpieniu albo po prostu niczego skandalicznego się nie dopatrzyli. Jednak telewizyjni notable przyczynili się do okrojenia jednego epizodu… już po rozpoczęciu emisji. Była w nim scena, w której miała miejsce orgia w rezydencji pod Warszawą. Podczas emisji tego odcinka wpadł do studia jeden z przedstawicieli kierownictwa i zdjął z maszyny rolkę z całym dziesięciominutowym fragmentem zawierającym tę kontrowersyjną scenę. Ponoć Maciej Szczepański, prezes Komitetu ds. Radia i Telewizji, urządzał podobne spotkania w podwarszawskiej willi, więc aby nie budzić skojarzeń, dwuznaczny fragment usunięto. Zaginiona rolka została w końcu odnaleziona, w wyniku czego wspomniany odcinek pokazywany jest w dwóch wersjach – jedna trwa pięćdziesiąt, druga sześćdziesiąt minut.

Kariera Nikodema Dyzmy to jeden z najlepszych polskich seriali. Każda z siedmiu części zawiera masę wyśmienitych scen – ironicznych i dosadnych, które trafiają celnie w samo sedno i błyskotliwie charakteryzują bohaterów. Świetny jest soundtrack i mam tu na myśli nie tylko muzykę i dobór piosenek, ale też udźwiękowienie scen dialogowych (słychać każde słowo, co w polskiej produkcji jest ewenementem). To serial obyczajowy, lecz nie brakuje scen gangsterskich (epizod z Boczkiem) i dość dziwacznych (wspomniana orgia). Podjęto tematy wielkiej wagi, aktualne do dziś (kryzys i bezrobocie). Bardzo dobrze, że nie zrobiono z tego głupawej farsy (jak wersja z Dymszą). Znalazło się jednak miejsce na gorzki komediodramat, sensację typu political fiction i romans brukowy. Nie wchodzą one jednak w konflikt, ale świetnie uzupełniają krytyczny obraz polskiej finansjery. Historia Nikosia Dyzmy została zrealizowana ponownie w 2001 przez Jacka Bromskiego, ale mimo kilku dobrych momentów film nie zbliżył się do poziomu telewizyjnej produkcji z Wilhelmim.

korekta: Kornelia  Farynowska

Ostatnio dodane