Seriale TV

INTRUZ. Nieszablonowy serial kryminalny

Opowieść o brzydszym, mniej znanym obliczu Belgii. Pełnym przemocy, perwersji i kłamstw.

Autor: Karolina Nos-Cybelius
opublikowano

Intruz (La trêve) to jeden z tych seriali, który w naszym kraju pozostał niemal niezauważony. Tymczasem belgijska produkcja w reżyserii Matthieu Doncka jest zaskakująco wciągającym, wielowątkowym kryminałem. W dziesięciu odcinkach poznajemy mieszkańców małego miasteczka Heiderfeld oraz intruza, człowieka z zewnątrz, który jednocześnie zna specyfikę tego miejsca.

Inspektor Yoann Peeters, wdowiec, funkcjonariusz po przejściach, wraz z nastoletnią córką wraca na prowincję, gdzie dorastał. Spokojne miasto miało stać się miejscem wytchnienia i nowym początkiem, jednak jeszcze zanim Peeters rozpakuje kartony po przeprowadzce, z rzeki wypływa ciało. Niedoświadczeni małomiasteczkowi śledczy chcą natychmiast zamknąć sprawę. Rozgłos nie jest Heiderfeld potrzebny. Samobójstwo. Brzmi sensownie, tym bardziej że denat zostawił coś na kształt listu pożegnalnego. Szybko jednak okazuje się, że doszło do brutalnej zbrodni, którą ktoś usiłuje upozorować na samobójstwo. Zmarły chłopak ma liczne obrażenia, które na pewno nie powstały wskutek samobójczego skoku w z mostu, poza tym nie mógł napisać listu, bo był analfabetą.

Dris (Jérémy Zagba), młody Afrykańczyk, zawodnik futbolowy marzący o wielkiej karierze. Ściągnięty do Belgii przez trzecioligową drużynę i obietnicę dobrego zarobku. Nie wiadomo, skąd dokładnie pochodzi, pewne jest tylko, że zostawił tam rodzinę, matkę i brata, którzy kibicują jego sportowym sukcesom, ale też liczą na pomoc finansową. Dris dostaje małe mieszkanko, regularnie chodzi na treningi, pieniędzy nie jest co prawda tyle, ile obiecywano, ale stara się sobie radzić. Po kilku miesiącach zostaje zamordowany. Tylko dzięki uporowi inspektora Peetersa (Yoann Blanc) mieszkańcy Heiderfeld mają szansę poznać tożsamość zabójcy i prawdę o ostatnim dniu życia Drisa. Pytanie tylko, czy tego chcą…

Brudny, szary, wyliniały z kolorów świat, w którym paradoksalnie chce się zostać. Jak najdłużej podglądać jego mieszkańców, tropić ich sekrety, dewiacje i zbrodnie.

Mała zamknięta społeczność rządzi się swoimi prawami. Układy i układziki, kłamstwa i kłamstewka, a przede wszystkim sekrety. W Heiderfeld ma je każdy. Mieszkańcy miasteczka są zepsuci, bezwzględni, skorumpowani. To Belgia, jakiej nie znamy. Zamiast zadbanych domów z cegły i przytulnych kawiarenek – obskurne osiedla z blachy falistej, popadające w ruinę stadiony i ludzie koczujący w przyczepach kempingowych. Brudny, szary, wyliniały z kolorów świat, w którym paradoksalnie chce się zostać. Jak najdłużej podglądać jego mieszkańców, tropić ich sekrety, dewiacje i zbrodnie.

Dziewięć kolejnych epizodów Intruza to pogłębiona o refleksje dwóch bohaterów retrospekcja wydarzeń, które miały miejsce kilka miesięcy wcześniej. Inspektor Peeters znajduje się na obserwacji w klinice psychiatrycznej.  Zrobił coś niezgodnego z prawem, prawdopodobnie ktoś stracił przez niego życie, ale szczegóły tych (przed)wydarzeń nie są znane. Mężczyzna cierpi na krótkotrwałe utraty przytomności i amnezję, nie może przypomnieć sobie feralnych zdarzeń. Nadużywał środków farmakologicznych, prawdopodobnie cierpi też na zespół stresu pourazowego, którego genezy należy szukać w czasach sprzed przeprowadzki do Heiderfeld. Policyjne fiasko zakończyło się wówczas śmiercią kilku funkcjonariuszy, w tym żony Peetersa, która partnerowała mu w śledztwie. Teraz inspektor uczestniczy w terapii indywidualnej. Rozmowy z psychiatrą, który jest jednocześnie kryminologiem, mają pomóc w ustaleniu przebiegu wydarzeń, których Peeters był jedynym świadkiem, oraz zdiagnozować, czy mężczyzna był poczytalny i na ile odpowiada za dramatyczne konsekwencje śledztwa z sprawie zabójstwa Drisa. Finałowy dziesiąty odcinek to wolta. Po tygodniach spędzonych w odosobnieniu Peeters opuszcza klinikę. Oddalony tymczasowo ze służby, przypadkowo odnajduje zabójcę Drisa.

Sceny osadzone w klinice zawieszają wiodącą narrację i zatrzymują tempo akcji. Twórcy Intruza doskonale zdają sobie z tego sprawę, dlatego sekwencje z kliniki są krótkie i treściwe, nie dominują fabuły, ich proporcja w stosunku do retrospektywnych wydarzeń jest raczej symboliczna.

Fabuła Intruza rozwija się niespiesznie. Pierwszy odcinek nie przynosi wielkich przełomów czy zaskoczeń, ale już  w drugim dzieją się rzeczy, których widz nawet sobie nie wyobrażał. Warto dać belgijskiej produkcji szansę, nawet jeśli pierwszy epizod wybitnie nie wciągnie. Kolejne odsłony serialu przynoszą niebanalną opowieść o antypatycznym śledczym z przerostem ambicji, który nikomu nie ufa, podejrzewa dosłownie każdego, ale jest też jedyną osobą, która z determinacją poszukuje mordercy. Widzowi udziela się sugestywna atmosfera paranoi trzymającej Peetersa w uścisku.

Fałszywe tropy rozmieszczono w Intruzie gęsto i bezbłędnie. W kulminacyjnym momencie śledztwa kolejni podejrzani są eliminowani, co chwilę pojawia się inna osoba mająca motyw do zabójstwa.

Fałszywe tropy rozmieszczono w Intruzie gęsto i bezbłędnie. W kulminacyjnym momencie śledztwa kolejni podejrzani są eliminowani, co chwilę pojawia się inna osoba mająca motyw do zabójstwa. Zakłady bukmacherskie, ustawiane mecze, pranie brudnych mafijnych pieniędzy, handel narkotykami, tajemniczy kult, być może związany z voodoo, współcześni naziści, zabójstwo z miłości, zwyczajny wypadek i ukrycie zwłok etc. Jakkolwiek niedorzecznie brzmią kolejne tropy, każdy z nich jest przez pewien czas uprawniony. Okazuje się, że wielu osobom mogło zależeć na wyeliminowaniu czarnoskórego piłkarza. Obrót spraw wskazuje na to, że za jego śmierć może odpowiadać więcej niż jedna osoba.

Jak w większości tego typu seriali kryminalnych, tak i tutaj pojawia się wątek polityczny/biznesowy. Prominentni mieszkańcy Heiderfeld, którzy walczą o zaufanie i poparcie lokalnej społeczności, wcale nie są wzorami cnót. Rzeka, w której odnaleziono ciało Drisa, jest tematem sporów i ożywionej debaty. Planowana budowa tamy i projekt stworzenia zalewu w miejscu, gdzie stoi kilka gospodarstw, nie wszystkim się podoba. Burmistrz Brigitte Fischer (Catherine Salée) prowadzi negocjacje z mieszkańcami, których domy miałyby zostać zatopione. Niektórzy jednak stanowczo odrzucają propozycję wysokiej rekompensaty finansowej, są przywiązani do miejsc, w których spędzili całe życie. Tym najbardziej zatwardziałym przytrafiają się dziwne wypadki… Ile na ten temat wiedziała ofiara morderstwa?

Ciekawym dodatkiem do w pełni realistycznego Intruza są surrealistyczne koszmary i sny na jawie nawiedzające kolejnych bohaterów.

Ciekawym dodatkiem do w pełni realistycznego Intruza są surrealistyczne koszmary i sny na jawie nawiedzające kolejnych bohaterów. Te świetnie dopracowane wizualnie swoiste didaskalia do naturalistycznej warstwy serialu są  jak symboliczny zbiorowy wyrzut sumienia. Tych, którzy przyłożyli swoją małą cegiełkę do śmierci Drisa jest wielu, i nie uda im się uciec od wspomnień i poczucia winy. Na marginesie, szczypty surrealizmu w iście magritte’owskim stylu dostarcza też rewelacyjna czołówka serialu.

Intruz to zero znanych twarzy i nazwisk, brak popularnych aktorów. Obco brzmiąca francuskojęzyczna produkcja z flamandzkimi wtrętami i jednym jedynym swojskim akcentem w postaci nieśmiertelnego, znanego na całym świecie polskiego wulgaryzmu. Serial, który nie odbił się szerokim echem, a szkoda, bo łatwo wsiąknąć w ten wynaturzony świat, zarazem tak bliski i odległy on naszego otoczenia. Dla tych, którym przejadły się wielkobudżetowe, skazane na sukces produkcje. Pozycja obowiązkowa dla miłośników Broadchurch czy The Killing. Do obejrzenia na platformie Netflix.
korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane