GRA O TRON - Wielkie dzieło na małym ekranie | FILM.ORG.PL

GRA O TRON (Grudzień z fantasy)








Marcin Cedro
22.12.2013


 

game-of-thrones-season-4

W tekście znajduje się kilka spojlerów – trudno ich uniknąć pisząc o „Grze o tron”.

Kochamy seriale polityczne. Wzbudzają w nas emocje, doszukujemy się alegorii i pragniemy, by to była tylko fikcja. Gdy jeszcze dołożymy do tego wyimaginowany świat, pełen prawdziwej magii i brutalnej historii wojennej może nam wyjść coś genialnego. Tak właśnie zrobił jeden z amerykańskich pisarzy w latach 90. tworząc „Pieśń lodu i ognia”. Musiało minąć 15 lat, by HBO pokazało szerszej publiczności to – w opinii milionów czytelników – arcydzieło pod postacią przebojowego serialu – „Gra o tron”.

„Rodzina Soprano w tolkienowskim Śródziemiu”

Coś jest w tym przydomku. Z jednej strony „Gra o tron” to, jak wspomniałem, serial polityczny ukazujący bezwzględny świat dworskich intryg i „międzynarodowych” konfliktów, w którym nie ma miejsca dla słabych graczy (pierwszy sezon pokazał to dobitnie). W Westeros łatwo jest stracić głowę, ręce, czy inne części ciała. Rycerze, gdy przychodzi do walki na polu, tracą całą swą szlachetność – rabują, gwałcą i to wszystko oczywiście w służbie swojego króla i bogów. Z drugiej strony George R.R. Martin ozdobił cały ten brutalny świat klasycznym sztafażem fantasy. Choć na początku smoki, Inni za Murem, mamuty, wargi, olbrzymy i czarownice istnieją głównie w opowieściach Starej Niani, opiekunki rodu Starków, to z czasem zdajemy sobie sprawę, że będą oni realnymi uczestnikami „Gry o tron”.

george-rr-martin

Powieści Martina daleko jest do tolkienowskiego „Władcy Pierścienia”. W bardzo jednoznaczny sposób różnicę między tymi dziełami wyraził współtwórca scenariusza do serialu, Dan Weiss – Przeszkadzało mi u Tolkiena, że hobbit Bilbo Baggins nigdy nie ma wzwodu. Z tego powodu nie był dla mnie całkowicie wiarygodny, trudno mi było się z nim utożsamić. „Hobbit” czy nawet „Władca…” to w większym stopniu bajki, które może oglądać widz w każdym wieku, natomiast „Gra…” z pewnością nie jest przeznaczona dla osób poniżej 18 roku życia. Też trzeba zdawać sobie sprawę, że czasy, w których przyszło pisać Tolkienowi, były zupełnie inne od obecnych. Obyczaje i mentalność społeczeństwa w latach 30., 40. i 50. nie pozwalały na twórczość pełną seksu, krwi i śmierci.

Geneza serialu, czyli jak uczniowie przychodzą do mistrza.

Najpierw David Benioff („Bracia”, „ X-men Geneza: Wolverine”) przeczytał pierwszy tom „Pieśni lodu i ognia”. Był to rok 2006 i już wtedy wiedział, że musi powstać adaptacja tej książki. Swoim optymizmem zaraził Dana Weissa, który od razu zabrał się za czytanie „Gry o tron” i po 36 godzinach był tego samego zdania, co jego przyjaciel. Po skończeniu wszystkich tomów pozostała jedna sprawa – trzeba było teraz przekonać Georga R.R. Martina, aby pozwolił rozpocząć pracę nad scenariuszem. Po pięciu godzinach konwersacji na temat treści powieści, ostatecznie udało się przekonać amerykańskiego pisarza by dał im zielone światło. Podobno kluczowym pytaniem okazało sie: „Kto jest matką Johna Snow?”(ci co czytali książkę wiedzą, że nie jest to takie oczywiste), na które obaj panowie odpowiedzieli poprawnie.

W styczniu 2007 rozpoczęły się pracę nad skryptem, który powstawał do 2008 roku, ale wtedy musiała nastąpić przerwa w przygotowaniach do produkcji ze względu na słynny strajk scenarzystów. Gdy już wszystko wróciło do normy, budżet pilotażowego odcinka ustalono na 5-10 mln dolarów, a całego pierwszego sezonu na 60 mln. Główny plan zdjęciowy znalazł się w Belfaście, gdzie w starych stoczniach wybudowano główną siedzibę króla, wraz z salą tronową i sypialniami. Ale wielokrotnie aktorzy i cała obsada byli zmuszeni podróżować, a to na Maltę, czy do Dubrovnika w Chorwacji, ponieważ Westeros jest bardzo zróżnicowane klimatycznie, a twórcy chcieli uzyskać jak najlepszy efekt wizualny.

game-of-thrones-full

Nie przywiązuj  się zbytnio do bohaterów

To podstawowa zasady powieści Martina, która jest również skutecznie wykorzystywana w serialu. W pierwszym sezonie wszyscy pokochaliśmy Neda, widzieliśmy w nim człowieka prawego, postępującego zgodnie z wszelkimi zasadami. Każdy, kto nie czytał książki, spodziewał się, że to właśnie on w końcu odniesie zwycięstwo. Przyzwyczailiśmy się tak bardzo do utartego wcześniej schematu, że nie wyobrażaliśmy sobie, że główny bohater, na którym zresztą była skupiona cała reklama serialu, może nagle stracić głowę. Tak się jednak stało ale my ciągle wierzyliśmy, że tę grę musi wygrać ktoś prawy, dlatego w kolejnych sezonach twórcy udowadniali nam jak bardzo jesteśmy w błędzie, a zwieńczeniem tego były Krwawe Gody.

Główny bohater jest otoczony przez dwunastu ludzi, a ty ciągle myślisz, że on z tego wyjdzie, bo przecież to bohater. Przez to nie czujesz strachu, a ja lubię gdy moi czytelnicy się boją – w ten o to sposób Martin wytłumaczył dlaczego z taką łatwością przychodzi mu zabijanie kolejnych postaci. W tym samym programie przytoczył również śmieszną anegdotkę z planu – Rozmawiałem z trzema aktorami i w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że oni są już martwi, ale tylko jeden o tym wiedział. Można mieć do niego o to pretensji, zastanawiać się czy jest to słuszne ale jedno jest pewne – efekt, który sobie zamierzył działa w każdym calu.

map-full-view

Moja przygoda z Westeros

Przyznam się szczerze, że nie czytałem „Pieśni lodu i ognia” przed wyjściem serialu. Powiem więcej, nawet o niej nie słyszałem, choć przecież zdobyła wiele nagród. Lecz jakimś sposobem nigdy nie wpadła w moje ręce. Do pierwszego odcinka „Gry o tron” podszedłem jak do każdego innego nowopowstałego serialu. Przeczytałem opis fabuły, zobaczyłem obsadę, obejrzałem zwiastun. Z całą pewnością nie czułem żadnego większego podniecenia – po prostu kolejny pilot, który chciałem obejrzeć tamtego roku. Na początku bardzo spodobało mi się intro – z ciekawą sekwencją, sympatyczną muzyką Ramina Djawadi. Jedna z pierwszych scen, które zapamiętałem, to wykonanie wyroku przez Neda, przy swoich dzieciach, wspaniale wykutym mieczem. Do tego stroje, charakterystyczny styl dla ludzi północy i zgoła odmienny (nie tylko przez klimat) wśród gości ze stolicy Westeros na dworze Winterfell. Następne odcinki oglądałem już  dużo większym napięciem. Zachwycało mnie niemalże wszystko. Począwszy od ciekawej fabuły, opiewające w intrygujące zwroty akcji, inteligentne dialogi, przepiękne zdjęcia. Spodobał mi się ten okrutny świat bezlitosnych mężczyzn i kobiet.

Każdy odcinek to artystyczna pigułka, która sprawia, że nie możemy oderwać oczu od ekranu. Od zawsze marzyłem o serialu, w którym główny bohater może stracić życie w każdym momencie, a my sami żyjemy wszystkim co się dzieje na ekranie, choć z cała pewność nikt z nas nie chciałby trafić w sam środek gry o tron. Duża krytyka spadła na HBO za ilość scen erotycznych i wulgarny język, który wręcz czasami dominuje w niektórych odcinkach. Według mnie, jeśli to czemuś służy, to jak najbardziej mają moje zezwolenie. Tu widzimy pewien schemat myślenia typowo ludzkiego, gdzie instynkt przetrwania, zaspokojenia własnych potrzeb często dominuje nad moralnymi zasadami. W „Grze o tron” nie ma dobrych ludzi, jeśli tak owi są to giną szybko lub zmieniają się by przetrwać.

Petyr-Baelish-lord-petyr-baelish-31372819-1219-686

Po drugim sezonie postanowiłem zasiąść do lektury i sprawdzić, jak to wszystko udało się zekranizować. Okazało się, że nie jest tak najgorzej. Rozumiem twórców i ich intencje, gdy muszą zrezygnować z jakiejś postaci – w 10 odcinkach jednego sezonu nie da się zmieścić tylu wątków oraz bohaterów, jacy pojawiają się na 700-800 stronach jednego tomu powieści Martina. Widzowie i tak maja dużo do „ogarnięcia”. Kiedyś rozmawiałem z kolegą i zdaliśmy sobie sprawę, że ci, którzy nie czytali powieści, nie zdają sobie sprawy np. kto to był Brandon Budowniczy, albo o co chodziło w Wojnie Dziewięciogroszowych Królów, choć w serialu jest o tym wzmianka. Skupiamy się na głównej fabule, podczas gdy czytając książkę przesiąkamy całym tym światem. Słyszałem, że niektórzy czytają jeden rozdział tygodniami, analizując zdanie po zdaniu. Wystarczy wejść na fora prowadzone przez fanów powieści, by się przekonać, ile jest idei i pomysłów na to, co się później wydarzy. Dla mnie osobiście najmocniejszym punktem są dialogi. Czasami słyszę od znajomych „tam ciągle gadają i nic nie robią”. Burzę się wtedy, bo jak można się nie zachwycać barwnym językiem Tyriona, intrygami Viserysa, czy inteligencją Littlefingera . Z trzeciego sezonu chyba wszyscy pamiętają wymianę słów pomiędzy dwoma ostatnimi w sali tronowej, zakończona świetnym monologiem Baelisha – Chaos to nie otchłań. To drabina…

„Gra o tron” opanowała cały świat

Z całą pewnością to najpopularniejszy serial na świecie. Nadawany do 81 krajów, oglądany przez milionów widzów, ściągany miliony razy nielegalnymi sposobami (premiera trzeciego sezonu pobiła rekord BitTorrenta w liczbie ściągnięć). Co ciekawe, sami twórcy i producenci wcale nie krytykują tych, którzy pobierają ich produkcję np. z torrentów. Twierdzą nawet, że to jeszcze bardziej wzmaga popularność serialu, co przekłada się na zainteresowanie gadżetami, wydaniami DVD itp. „Gra o tron” również w liczbie widzów imponuje. Premierę pierwszego sezonu obejrzało 2,22 mln widzów, drugiego – 3,86 mln, a trzeciego – 4,37 mln. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że HBO jest płatną stacją, to wynik ten jest więcej niż bardzo dobry.

game-of-thrones-houses

Słów uznania nie szczędzą również krytycy, którzy co roku nominują serial Dana Weissa i Davida Benioffa do wielu nagród. W sumie mają na koncie 85 nominacji i 24 wygrane statuetki. Amerykańska Gildia Scenarzystów umieściła „Grę o tron” na 40. miejscu na liście 101 najlepiej napisanych seriali wszech czasów.

Jak już wcześniej napisałem, George R.R. Martin przyznał, że lubi, kiedy widzowie boją się podczas czytania jego książek. Obecnie wszyscy jednak boją się o pisarza i tempo, w którym pisze kolejny tom swojej powieści. Sam zresztą wyznał, że może nie zdążyć na czas, by serial zachował ciągłość. Biorąc po uwagę, że jest zajęty masą pobocznych rzeczy, jak tworzenie atlasów czy gier, możemy mieć krótką przerwę między sezonem ósmym, a dziewiątym. Jeśli jednak Martin utrzyma swój poziom, to mogę czekać i dziesięć lat, byle tylko przez kolejne lata rozkoszować jej zawartością.







  • Tomasz Kocot

    3 tomy czytałem, na resztę poczekam, serial jak na razie nietknięty… Korci mnie, ale czekać potem na kolejne sezony? Chyba zobaczę całość jak już zrobią.

  • vendigo

    bardzo fajny artykul czekam teraz na podobny o „Boardwalk Empire” bo moim zdanie pod względem intryg i nieprzewidywalnosci PRAWIE dorownuje grze o tron

  • rob

    od początku twierdzę że przy charakterze martina ani jedna postać z pierwszego sezonu nie dożyje końca serialu i książki stawiam funty przeciw orzechom że tak będzie ;)

  • GROSZ-ek

    Będę w poprzek i powiem, że serial skończyłem po pierwszym sezonie. Książki są super i przeczytałem je kilka razy, serial natomiast nie porywa, jak jak to zrobił LOTR. Mimo wszystko, było widać ubóstwo środków wydanych na serial.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

#102 The Walking Dead

Następny tekst

Historia Polski od Tomasza Bagińskiego



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE