FRIENDS. Gdzie jesteście „Przyjaciele” moi | FILM.ORG.PL

FRIENDS. Gdzie jesteście „Przyjaciele” moi…








Karol Barzowski
17.05.2014


Strony: 1 2 3

 

Czas naprawdę szybko płynie… – od emisji ostatniego odcinka „Przyjaciół” minęło już 10 lat. 6 maja 2004 roku wszyscy bohaterowie położyli na blacie swoje klucze do mieszkania babci Moniki. Zamykali za sobą drzwi i rozpoczynali nowy etap życia. Wiadomo było, że nie będzie już przesiadywania w salonie z wrzosowymi ścianami. To był koniec. Rachel, Monica, Phoebe, Ross, Joey i Chandler szli jeszcze na kawę do Central Perk, ale tego już nie dane nam było zobaczyć. Musieliśmy pogodzić się z tym, że minęła pewna epoka. I choć słowa te być może brzmią patetycznie, nie można powiedzieć, by były one przesadą.

Ja „Przyjaciół” zacząłem oglądać będąc jeszcze w podstawówce, a na ostatnie odcinki finałowej serii pędziłem wracając z uczelni. O ile dobrze pamiętam, 19.40 w TVN7 – kiedy wieczorne zajęcia się przeciągały, spóźniałem się na swój pociąg, a wtedy musiałem naprawdę szybko biec do domu, aby nie przegapić sceny przed czołówką. Ale warto było. Te 20 kilka minut z „Przyjaciółmi” to najlepszy odpoczynek po ciężkim dniu, jaki można było sobie zafundować. Do dziś zresztą często oglądam przypadkowe odcinki na chybił/trafił – gdy mam zły humor, nudzi mi się, gdy jem w samotności, kiedy na coś czekam, a czasami tak po prostu… bo się stęskniłem. Robi tak zresztą wielu moich znajomych właściwie z całego świata. Trzeba przyznać, że fani serialu znają wszystkie odcinki niemal na pamięć. Ja sam każdą serię widziałem już chyba z 10 razy, większość dialogów mógłbym wypowiadać razem z bohaterami, a i tak zdarza się, że „Przyjaciele” śmieszą mnie do łez. Domyślam się, że nie jestem w tym odosobniony. Polskie stacje telewizyjne emitują tę produkcję właściwie bez przerwy, od początku do końca, a potem raz jeszcze – świadczy to o tym, że wciąż cieszy się ona dużą popularnością, a zapewne raz na jakiś czas zdobywa nowych miłośników.

BANALNY PRZEPIS NA SUKCES

Mimo że byłem dużo młodszy niż bohaterowie, w jakiś sposób dojrzewałem razem z nimi. Gdy zaś przypominam sobie poszczególne odcinki teraz, będąc w podobnym wieku, widzę jak bardzo moje życie pokrywa się z tym, co przeżywała wesoła szóstka. Jasne, nie mieszkam w Nowym Jorku, nie jestem aktorem czy kucharzem, nie gram na gitarze, moja mama nie pisze powieści erotycznych, nie interesuję się modą i nie mówię najsmutniejszego „Hej” na świecie. Ale w jakiś sposób mogę identyfikować się właściwie z każdym z bohaterów. To teoretycznie banalny przepis na sukces – kilka postaci, z których każda jest inna i daje widzowi możliwość rozpoznania w nich swoich cech. Jednak trzeba też to umieć wykonać, a różnie z tym bywa. W tym serialu jednak udało się to znakomicie.

friends-2

Bardzo duża wartość „Przyjaciół” polega na tym, że pokazuje życie w momencie, kiedy przyszłość jest wielkim znakiem zapytania. Z jednej strony niekończące się możliwości, z drugiej – na wszystko więcej pytań niż odpowiedzi. No a kto tego nie zna?

Serial opowiada o grupie dwudziesto(kilku)latków z dużego miasta, którzy są na tzw. etapie przejściowym. Wyprowadzili się z rodzinnych domów, ale wciąż nie mają nic swojego – wynajmują przecież mieszkania ze współlokatorami. Nie są już dziećmi, ale nie są też gotowi, aby wychować własne. Mają pracę, ale nie taką, o jakiej by marzyli. I tak dalej, i tym podobnie. Każde z nich jakoś wpisuje się w ten schemat, ale w zupełnie inny sposób – Ross np. miał już przecież ustatkowane życie, ale w pierwszym odcinku dowiadujemy się, że jego żona zostawiła go i odeszła do kobiety; Rachel z kolei nigdy nie powinna być na etapie przejściowym, bo z roli córki miała od razu wejść w rolę żony, ale… uciekła sprzed ołtarza. Wszystkie te postacie z pozoru sprowadzają się do tego samego, znanego nam wszystkim stanu niepewności o przyszłość. Twórcy serialu opowiadają jednak o tym w różnych stylach, barwach i odcieniach – dzięki temu każdy widz może w jakiś sposób identyfikować się z perypetiami Phoebe, Joeya czy Moniki i odnaleźć w nich chociaż małą cząstkę siebie. Niby proste, niby banalne, a jednak w tym wypadku fenomenalne.

friends-4

JEDEN ZA SZEŚCIU, SZEŚCIU ZA JEDNEGO

„To jest o seksie, miłości, związkach, karierze, o okresie życia, kiedy wszystko jest możliwe. Poza tym o przyjaźni, ponieważ kiedy jesteś singlem w wielkim mieście, twoi przyjaciele stają się twoją rodziną” – w takich słowach Marta Kauffman i David Crane opisali swój pomysł na nowy serial, prezentując go stacji NBC. Sami byli wtedy zresztą w podobnym momencie życia. Ich wspólna kariera chyliła się ku upadkowi po tym jak przygotowany przez nich sitcom „Family Album” został zdjęty z anteny po zaledwie sześciu odcinkach. Byli bez pracy i musieli zacząć wszystko od nowa. Zgłosili się wtedy do swojego znajomego producenta Kevina Brighta, z którym przygotowali zarys serialu „Insomnia Cafe” o szóstce młodych ludzi próbujących znaleźć szczęście na Manhattanie. Pomysł ewoluował, zresztą tak samo jak tytuł serialu – zanim ostatecznie zdecydowano się na prosty „Friends”, próbowano z „Friends like us” oraz „Six of one”. Stacja NBC, która zainteresowała się projektem, początkowo chciała, aby postacie serialu były nieco starsze i by bardziej skupiał się on na rozterkach tzw. „generacji X”. Zamiast kawiarni, w której stale przesiadywaliby bohaterowie, widzieli też raczej niedrogą, typowo amerykańską restaurację. Crane, Kauffman i Bright byli jednak pewni swojego pomysłu. Zdecydowali się napisać pełen scenariusz odcinka pilotażowego i zaprezentować go przedstawicielom stacji. Ci zachwycili się ich wizją i dali projektowi zielone światło. Wystarczyło tylko znaleźć dobrą obsadę.

Dobry scenariusz w przypadku sitcomu to nie wszystko. Jeszcze ważniejsi są przekonujący, wzbudzający natychmiastową sympatię aktorzy. Tacy, którzy dla widzów po prostu byliby Rachel, Chandlerem czy Moniką, a nie jedynie odtwórcami tych ról. Producenci szukali więc osób, które miałyby sporo wspólnego z wykreowanymi przez nich postaciami, ale aby jednocześnie mogły one wnieść w nie coś od siebie. Kauffman i Crane nie są bowiem stereotypowymi scenarzystami, którzy strofują aktorów za zmianę tekstu; wręcz przeciwnie – sami wielokrotnie pytali obsadę o ich opinie, porady, pomysły. Wiadomo też, że wiele z popularnych scen serialu było czystą improwizacją (szczególnie jeśli chodzi o Lisę Kudrow i jej Phoebe).

 

Karol Barzowski
Karol Barzowski

Latest posts by Karol Barzowski (see all)


Strony: 1 2 3





  • Mefisto

    Jaka miła niespodzianka :) Szczególnie, że sam myślałem niedawno, że może przydałoby się coś napisać na dziesięciolecie. W moim wypadku skończyłoby się pewnie jednak przynajmniej 10 stronami pisaniny, więc odpuściłem :)

    Z odcinkami najbardziej zgoda: Embriony to zdecydowanie Best of the Best Przyjaciół (kiedyś zresztą można było dostać osobno właśnie TOP 10 odcinków wg widzów na vhs i dvd – gdzieś tak w połowie serii i ten odcinek tam oczywiście był). Z późniejszych zdecydowanie wygrywa natomiast Late Thanksgiving – ryczałem ze śmiechu za pierwszym razem, choć historia jest w sumie prozaiczna. Z postaci natomiast brakuje mi wymienienia Mony, która przez pewien czas była naprawdę ważnym wątkiem, w dodatku dobrze zagranym i też mającym odpowiednio silną chemię. Szkoda również, że nie wspomniałeś słowem o rodzicach Monici i Rossa – Gould i Pickles są fenomenalni w swoich rolach. No i Gunther – kolejny znak rozpoznawczy serialu, o którym po prostu trzeba napisać. Także Tom Selleck to coś, co pamięta się przez lata, a i Ribisi w roli siostry Phoebe wart byłby wzmianki…

    Cóż, jak mówiłem, można by o tym pisać i pisać… – tak czy siak świetny artykuł :)

    PS. A serię odświeżam co roku regularnie, wszystkie 10 sezonów. Miewa słabe momenty (słabują szczególnie odcinki wspominkowe), ale jako całość jest nie do pobicia.

  • Obejrzałem sobie pierwszy odcinek pierwszego sezonu – jezu, jakie to jest cały czas dobre, lata świetlne przed innymi sitcomami. „Wieszak w ustach” (hanger in your mouth – masakra :)) I pomyśleć tylko, że pierwszy sezon to przystawka, a serial rozkręca się dopiero gdzieś w 3-4-5 sezonie.

    • monana

      „jezu, jakie to jest cały czas dobre, lata świetlne przed innymi sitcomami” – dokładnie tak!

  • fibi

    Genialny artykuł o genialnym serialu! Chłonie się bezboleśnie i do tego MUSZĘ obejrzeć dzisiaj kilka odcinków :)))

  • fibi

    Genialny artykuł o genialnym serialu! Chłonie się bezboleśnie i do tego MUSZĘ obejrzeć dzisiaj kilka odcinków :)))

  • almond

    Super artykuł! Wygląda na to, że ten weekend spędzam z „Przyjaciółmi” :) Dzięki!

  • gunther

    uwielbiam ten serial, ale moim zdaniem najlepsze sezony to 1-4 i 6, a szczególnie pierwsze 3 są zajebiście napisane i mają mnóstwo śmiesznych błyskotliwych wypowiedzi/słów (np. motherkisser) , kolejne sezony już trochę jakby sprawiały wrażenie, że twórcom powoli wyczerpują się pomysły i apogeum smieszności poszczególnych scen w odcinkach nie kończyły się już wcześniej wspomnianymi błyskotliwymi wypowiedziami

    A mi tam właśnie Brat Ptt kompletnie nie przypasił, ani Ryder – były tu o wiele lepsze, mimo, że czasem strasznie krótkie wystąpienia – jak np Helen Hunt i jej koleżanka, ta laska z Błękitnej Laguny, ten najarany koleś właściciel restauracji albo Robin Williams czy Reese Witherspoon ( te dwa odcinki z nią sa rewelacyjne)

    A za co najbardziej lubię Przyjaciół? za to że w tka błyskotliwy i nienachalny sposób nawiązują do pokultury, lub jakichs schematów z życia wziętych jak np: gdy Rachel się dowiaduje ze Monica poszla na zakupy z Emily – typowa sprzeczka jakiejś pary, „zrobiłyśmy to tylko raz” „cały czas myslałam o tobie”, albo gdy ross dowiaduje się że będzie mial dziecko i przybiera pozę manekina z epoki kamiennej – tkaich nawiazań jest mnóstwo w przyjaciolach

  • SilverAG

    Brawo! Bravo! Bravissimo! Artykuł i serial! Delikatnie mówiąc serial nadał kolorytu latom 90. XX wieku. Czekało się na każdy odcinek jak na lato :-) Pamiętam, gdy pierwsza seria była emitowana na Canal+ z polskim dubbingiem. Prawdę powiedziawszy dobór głosów był genialny do tego stopnia, że późniejsze emisje z lektorem wydawały mi się nieco inne :-) Chandler zawsze brzmiał mi głosem Morańskiego (wręcz się dziwiłem, że nie wygląda jak Perry :-)). A Grabarczyk grał Rossa :-) Apostolakis, nieodżałowana Wizmur i Miriam Aleksandrowicz jako reżyserka dubbingu. Dobrze to trybiło wtedy :-) Przez takie właśnie drobiazgi jak serial mogę stwierdzić, że miałem trafione w czas dzieciństwo :-)

    • o tak, to jedyny dubbing w filmie/serialu, który bardzo mi się podobał. Do tego stopnia, że nie był wcale łatwo przekonać się później do wersji oryginalnej (bo C+odpuścił sobie dubbingowanie dość szybko)

      • SilverAG

        Według cioci Wiki jakoś do 5-6 sezonu był dubbing :-) Ale ja pamiętam pierwszy sezon – ruszył jakoś tak w 1995-1996 r. (ale głowy sobie uciąć nie dam). To se ne wrati…

        • Mefisto

          Dubbing na pewno miał też 7 sezon. Co do trzech kolejnych to nie wiem.

          • można je jakoś zobaczyć w dubbingu? Nie wiesz czy polskie wydanie dvd posiada dubbing z C+?

          • Mefisto

            Nie mam bladego pojęcia, ale podejrzewam, że raczej lektora, bo ten dubbing był chyba robiony specjalnie dla C+. Na Polsacie i innych stacjach seria leciała już z lektorem.

    • Kwasibor

      Dubbing do „Przyjaciół” miał niestety kilka mankamentów. Jednym z nich był Wojciech Paszkowski, który od piątego sezonu zastąpił Grabarczyka w podkładaniu głosu pod Rossa. Aktorsko dawał radę, ale zupełnie nie pasował jako głosowy odpowiednik Davida Schwimmera. Drugim był śmiech z taśmy, który zastąpił oryginalne reakcje publiczności. Dawany był zbyt często i niekiedy w dość dziwnych momentach.

      Niemniej, jako całość, dubbing do „Przyjaciół” to jedna z lepszych tego typu lokalizacji wykonanych w Polce. Usłyszeć jak Bruce Willis mówi głosem Krzysztofa Kolbergera, zasite bezcenne.
      Jeśli chodzi o seriale lepiej wyszły chyba tylko dubbingi do „Star Trek: Voyager” i „Parkera Lewisa” (również stworzone przez Canal+) no i do „Ja Klaudiusz”.

  • canismajoris

    Najlepszy był drugi sezon. Tam każdy odcinek był rewelacyjny i taki kawalersko-panieński.
    Warto też wspomnieć o genialnym humorze sytuacyjnym typu wspólna drzemka Rossa i Joeya oraz o dialogach z aluzjami typu:
    *kłótnia kochanków [zdradzona Rejcz do Moniki: „poszłaś z nią do Bluming Days? Tak, ale zrobiłyśmy to tylko raz”] *[urażony Joey po wyprowadzce od Chandlera: „Dość tego, czyje jajka wolisz? -To bez znaczenia, twoich jajek już tu nie ma!”]
    *rozmowa Phoebe z tancerzem-mężem

    PS.Dużo odniesień do Przyjaciół jest w serialu Scrubs. Jeden z Lekarzy to Perry Cox, a w jednym z odcinków Cieć mówi do głównego bohatera:
    „-Żadni z was Ross i Rachel. -Kto? -Dr Ross i Rachel z księgowości” i kamera pokazuje parę azjatów wystylizowanych na bohaterów Friends

  • canismajoris

    a świąteczny Pancerik i tak był najlepszy

  • John Wayne

    Dzięki!!!
    Ps. Nie zapominajmy o brawurowym Giovanni Ribisi jako bracie Phoebe. Ten gość zamiatał :)

  • Przemysław Kornak

    Pytanie do fanów obu seriali – jak porównacie „Przyjaciół” do „Jak poznałem waszą matkę”? Jestem wielbicielem tego drugiego i właśnie zamierzam zabrać się za „Friends”, ciekawią mnie wszelkie porównania. Niektórzy uważają, że HIMYM jest lepszy.

    • Mefisto

      HIMYM dużo czerpie z Friends (grupka nie do końca dojrzałych przyjaciół w podobnym, jeszcze nie ustatkowanym wieku, knajpka miejscem spotkań…), więc siłą rzeczy jest gorszy.

    • Piotr Piekarski

      Każdy odcinek Friends, nawet wyrwany ze środka sezonu, bawi mnie i dostarcza rozrywki. Tego samego nie mogłem powiedzieć o HIMYM, które zalicza zauważalny spadek w kolejnych seriach i zwyczajnie nuży chowając się za wymuszonym, często abstrakcyjnym humorem. Po pewnym czasie oglądałem ten serial tylko dla postaci Barney’a i uprzadzając pytanie – tak, uważam finał serialu za potwarz i tanią zagrywkę ;)

  • Cassel

    Kto mówi to najsmutniejsze „hej” na świecie? (pytam z ciekawości, bo nie oglądałem serialu ani nie zamierzam)

    • Mefisto

      Ross

  • Mat

    Taki serial i tylko 7 lajków? Artykuł jest super i fajnie, że go przypomnieliście. Nie wiedziałem np., że Ursula była wcześniej niż Phoebe. Pora wrócić do oglądania Przyjaciół

  • Justyna

    Po prostu uwielbiam!

  • epicface

    Świetny tekst z dużą ilością ciekawostek, ale w którym odcinku Episodes wystąpiła Lisa Kudrow? Nie przypominam sobie takiego






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Grace. Księżna Monako

Następny tekst

Tokarev



Strony: 1 2 3

OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE