Seriale TV

DROGI PAMIĘTNIKU… Perełka od Netfliksa

Autor: Szymon Pewiński
opublikowano

Jakie uczucie wam towarzyszy, gdy oglądacie swoje zdjęcia sprzed kilkunastu-, kilkudziesięciu lat, gdy znów widzicie siebie z żenującą fryzurą, w ciuchach z Pewexu po starszym rodzeństwie lub – nie daj Boże – kuzynie? Mielibyście odwagę publicznie opowiedzieć o uczuciach, jakie towarzyszyły wam w tym czasie? Uczestnicy The Mortified Guide robią coś znacznie więcej.

Jacy byliście, mając kilkanaście lat? Co myśleliście o świecie i otaczających was osobach? Właśnie o tym opowiadają bohaterowie The Mortified Guide, którzy czytają obszerne fragmenty swoich pamiętników. I powiem wam, że to jedna z najlepszych rzeczy, jakie w ostatnim czasie dał nam Netflix.

Nie chcę opowiadać o genezie samego zjawiska i społeczności wokół Mortified, bo znacznie lepiej zrobi to film dokumentalny Mortified Nation. Nie jest to wybitne dzieło, ale jeśli kogoś zainteresuje temat i zdecyduje się po niego sięgnąć, z pewnością nie zmarnuje 90 minut, tym bardziej że również i tu wysłucha historii najważniejszych „osób dramatu”. Żeby jednak dokument nie zaburzył wam niczym nieskalanej i idealnej przyjemności oglądania i słuchania uczestników tego niecodziennego show, polecam wam zacząć od sześcioodcinkowej serii The Mortified Guide.

Trafiłem na tę netfliksową produkcję, błędnie uważając, że to kolejny – może tym razem ciekawy – rodzaj stand-upu. I bardzo pozytywnie się rozczarowałem.

Dla części bohaterów występ na scenie stanowi to rodzaj terapii, choć to słowo w ogóle tu nie pasuje.

Ludzie, którzy wychodzą na sceny klubów w kilku amerykańskich miastach, mają do siebie ogromny dystans – bez tego trudno wyobrazić sobie, by publicznie opowiadali o swoich „pamiętnikowych sekretach”. Ale są też przerażeni. W końcu chyba nikt nie lubi być oceniany, zwłaszcza mając świadomość, że widownia będzie pękała ze śmiechu słuchając tych wszystkich żenujących historii.

Zaczynamy od pierwszej części opowieści o „miłości i seksie”. Nie dziwię się, że ten temat poszedł na pierwszy ogień, bo to idealny wabik na widzów. I może byłbym rozczarowany, gdybym mógł opanować śmiech. Genialna jest choćby opowieści Mandy czytającej fragmenty pamiętników, traktujących o jej fantazji o seksie z Jonem Bon Jovim, którego późnym popołudniem „spotkała” na szkolnym korytarzu. Jon pomagał jej otworzyć szafkę, w końcu znał jej kod…  Nie trzeba dodawać, że mając 13 lat, Mandy miała na ścianie jego dwumetrowy plakat?

Takich historii w The Mortified Guide znajdziecie mnóstwo. Na początku to tylko rewelacyjna rozrywka, ale im dalej w las, tym robi się ciekawiej. Odcinki poświęcone rodzinie, potrzebie akceptacji przez grupę rówieśników, dziecięco-nastoletnim zamiłowaniu do popkultury i jej bohaterów czy odkrywaniu swojej seksualności składają się na zgrabną i szczerą opowieść o dojrzewaniu.

Jedną z moich ulubionych jest ta, której Johanna nauczyła się grać na gitarze Stairway to Heaven, by zaimponować chłopakowi, młodemu rockmanowi. Sęk w tym, że utwór wykonała na lekcji historii (lub geografii – wybaczcie, nie pamiętam) i napisała do niego nowy tekst opisujący początki osadnictwa w kanadyjskim Winnipeg. Trudno się nie uśmiechnąć na samą myśl, bo przecież brzmi niedorzecznie. Trzeba być jednak genialną trzynastolatką, żeby wpaść na taki pomysł. Jak łatwo się domyślić, przed klasą najadła się wstydu, ale „mortified-owa” publiczność zgotowała jej burzę oklasków.

Urok tej serii (mam nadzieję, że Netflix dorzuci kolejne odcinki) polega na bardzo prostym zabiegu, który poznacie, oglądając czołówkę. Wielu z nas zna uczucie odrzucenia, wielu powierzało swoje sekrety wyłącznie karkom w pamiętnikach. Zaglądając do nich po latach, odkrywamy, nie tylko jak bardzo się zmieniliśmy, ale też jak te marzenia, fantazje czy doświadczenia nas ukształtowały. To nie-my i my jednocześnie.

Dla części bohaterów The Mortified Guide występ na scenie stanowi to rodzaj terapii, choć to słowo w ogóle tu nie pasuje. Warto przyjrzeć się reakcjom publiczności, która co chwilę wybucha gromkim śmiechem, by pół sekundy później spoglądać porozumiewawczo na swojego sąsiada/sąsiadkę. W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy tacy sami, choć w świecie stawiającym na oryginalność boimy się do tego przyznać.

Ostatnio dodane