Seriale TV

BLOOD DRIVE. Tomasz Knapik i samochody-wampiry

Kanibale, "Mad Max", Tarantino, "Death Race 2000", gore, cyborgi i seks - po dwóch odcinkach "Blood Drive" ma szansę stać się sentymentalną podróżą na miarę "Stranger Things", ale dla widzów gustujących w bardziej ekstremalnych rozrywkach.

Autor: Jarosław Kowal
opublikowano

Bak pełen krwi

Odkąd dzisiejsi trzydziestolatkowie zaczęli kształtować wizerunek współczesnej popkultury, doświadczamy powrotu do przeszłości na niespotykaną dotąd skalę. Kung Fury, oszałamiające ceny kaset VHS na internetowych aukcjach czy drugie, tym razem muzyczne życie Johna Carpentera to tylko kilka przykładów. Nowy serial kanału SyFy jest kolejnym, ponownie bardzo udanym.

Blood Drive możecie obejrzeć w internecie – jak zresztą wszystko – ale zapewniam was, że nie chcecie go oglądać w wersji oryginalnej czy w wersji z napisami. Prawdziwą rozrywkę zapewnia wyłącznie wersja z polskim lektorem, a to dlatego, że tłumaczenie czyta maestro Tomasz Knapik. Trzeba przyznać, że Showmax Polska wykazało się doskonałym wyczuciem – Knapik niedawno czytał na żywo Gliniarza samuraja podczas Festiwalu Filmów Kultowych i właśnie z tego typu produkcjami najczęściej jest kojarzony. Właściwie żadnej innej reklamy polskiemu fanowi grindhouse’u – czy „złych” filmów w ogóle – nie trzeba.

Obecność najbardziej charakterystycznego z polskich głosów na lektorskim rynku nie jest jedynie wartością dodatkową, to tak ogromny walor, że aż współczuję widzom z innych krajów. Nie oznacza to jednak, że serial stworzony przez Jamesa Rolanda nie ma do zaoferowania niczego więcej. Pomysł na wulgarny świat gliniarzy i organizatorów nielegalnych wyścigów wciąga błyskawicznie. Samochody karmiące się ludzką krwią, ludzie walczący o wodę, cyborg przyćmiewający rolę Scarlett Johansson w Ghost in the Shell i potężne pokłady absurdu skutecznie utrzymują uwagę przez całe czterdzieści pięć minut. Nieco irytujący może być główny męski bohater – prawy, umięśniony harcerz w policyjnym mundurze. Arthur to stereotypowa postać z sensacyjnych filmów masowo produkowanych w latach osiemdziesiątych, ale zdaje się, że właśnie tym miał być i z tego powodu często staje się obiektem drwin (zmuszona do utworzenia z nim drużyny Grace nieustannie zwraca się do niego per Barbie).

Obecność najbardziej charakterystycznego z polskich głosów na lektorskim rynku nie jest jedynie wartością dodatkową, to tak ogromny walor, że aż współczuję widzom z innych krajów.

Grace D’Argento (czyżby hołd dla Dario Argento?) to postać znacznie ciekawsza. Jest ekstremalną wersją Wonder Woman (w wersji Gal Gadot oczywiście) i bynajmniej nie mam na myśli supermocy, lecz odnalezienie świetnych proporcji między delikatnością a siłą. Kobiece postacie w tego typu produkcjach często są albo przedmiotami męskich uciech, albo dokładnym odwzorowaniem testosteronowych herosów w ciałach płci przeciwnej. W przypadku Blood Drive mamy do czynienia z zupełnie innym podejściem. W drugim odcinku Grace jednym ciosem w krocze powala przygrubego „Elvisa”, po czym zmysłowym głosem wyznaje, że musi wziąć prysznic. Świetnie wypada także sierżant Gower (niestety zakontraktowano ją tylko na jeden odcinek) czy cyborg Aki, która bardziej przypomina kobietę ze świata rzeczywistego niż Tessa z Transformers: Wieku zagłady albo April O’Neil w wykonaniu Megan Fox.

Dzisiejsze reprodukcje śmieciowej kultury lat osiemdziesiątych niejednokrotnie przewyższają ją nie ze względu na rozwój technologii czy większe budżety, ale ze względu na świadomość swojego miejsca w historii. Nie ma wątpliwości, że Blood Drive zostało stworzone przez fanów, którzy doskonale czują klimat kina eksploatacji. W pierwszym odcinku nieco przeszkadza tandetna rockowa muzyka pokroju Skillet kojarząca się z horrorami z końca XX wieku (na przykład fatalny Dracula 2000 i jego nu metalowa ścieżka dźwiękowa), ale na szczęście w drugim odcinku ślad po niej zaginął. Nie zaszkodziłaby także nieco większa liczba scen gore, bo choć tytułowej krwi faktycznie jest na ekranie dużo, to często jej rozlew dokonywany jest poza kadrem. Poza tym nie mam absolutnie żadnych zarzutów. Fabuła jest dobrze rozłożona na wątek główny (wyścig i walka ze złą korporacją) oraz wątki dodatkowe, napędzające akcję poszczególnych odcinków (w drugim jest to konfrontacja z kanibalami zarządzającymi obskurną knajpą). Fani gatunku powinni być zachwyceni, a dla tych, którzy żywią się wyłącznie sentymentem i sięgają tylko po te „złe” filmy, które ukazały się jeszcze na taśmach VHS, niech za rekomendacje wystarczą ostatnie słowa, jakie padają podczas napisów końcowych w polskiej wersji językowej: „Czytał Tomasz Knapik”.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane