Seriale TV

BATTLESTAR GALACTICA (2004-2009). Recenzja serialu

"Battlestar Galactica" jest, co raczej nieczęste, nie tylko doskonałym remakiem. Co więcej – nowa wersja okazuje się być zdecydowanie lepsza od oryginału!

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Co ludzi czyni ludźmi

Autorem tekstu jest Marcin Tadera.

Do niedawna tytuł Battlestar Galactica wywoływał na twarzach fanów SF uśmiech; serial z lat 70. miał kilka grzechów: słabe efekty specjalne, zabawną scenografię i kostiumy, a także mało interesujący scenariusz. Teraz jednak to się zmieni. Oto bowiem dwa lata temu powstał pilot serialu, który już wywołał małą rewolucję w świecie science fiction. Można bowiem śmiało stwierdzić, iż jest to jedna z najlepszych produkcji gatunku ostatnich lat!

Oryginalna Gwiazda Bojowa Galaktyka powstała na fali bijących wówczas rekordy popularności Gwiezdnych wojen. Emisję serialu rozpoczęła w roku 1978 stacja ABC. Przetrwał on co prawda jedynie jeden sezon, jednak za oceanem zyskał rzesze zwolenników. Później także podejmowano próby wskrzeszenia go, jednak o Galactica: 1980 fani wolą raczej zapomnieć. Gwiazda Bojowa Galaktyka, mimo wszystkich swoich wad, była pewnym przełomem, przynajmniej jeśli chodzi o produkcje telewizyjne. Był to zupełnie inny serial, niż pamiętny Star Trek; bardziej poważny, z ciekawym pomysłem i stosunkowo mrocznym klimatem. Producenci niestety przeliczyli się w szacunkach – każdy odcinek kosztował około miliona dolarów, tak więc to brutalne prawa ekonomii przesądziły o losie Galaktyki.

Moore stworzył dzieło niemal genialne właśnie dlatego, iż z pierwowzoru zachował te elementy, które pasowały do jego własnej koncepcji, resztę zaś zmienił, albo pominął kompletnie.

Dopiero pod koniec 2001 roku na poważnie wrócono do tematu. Próby przywrócenia tytułowi należnego mu miejsca podjęła się stacja SciFi Channel. Do prac nad projektem zaproszono Ronalda D. Moore’a – uznanego już scenarzystę i producenta. Był on znany wcześniej z prac nad serią Star Trek, gdzie m. in. napisał scenariusz do rewelacyjnego, ostatniego odcinka kultowego już „The Next Generations” czy filmowego „First Contact”. Maczał także palce przy produkcji popularnego serialu Roswell czy ostatnio Carnivale, zrealizowanego dla HBO. Wraz z producentem wykonawczym Davidem Eickiem (seria Hercules) przygotowali projekt mini-serii, która wkrótce miała podbić serca widzów. Wojna z Cylonami skończyła się 40 lat wcześniej. Wówczas to owe stworzone przez człowieka maszyny odleciały w poszukiwaniu własnego świata i słuch o nich zaginął. Mieszkańcom dwunastu kolonii wydawało się, iż mroczne czasy należą do przeszłości. Jednakże Cyloni nie odeszli na zawsze. Czekali. Przygotowywali się. Aby ostatecznie jednym, błyskawicznym atakiem unicestwić całą ludzkość… Nieliczni, którzy przetrwali atak uciekając przed bezlitosnymi maszynami, wyruszają w poszukiwaniu mitycznego świata, zaginionej, trzynastej kolonii… Ziemi. Ostatnią nadzieją ludzi okazuje się ostatni statek z serii olbrzymich, gwiezdnych krążowników, BATTLESTAR GALACTICA.

Battlestar Galactica jest, co raczej nieczęste, nie tylko doskonałym remakiem. Co więcej – nowa wersja okazuje się być zdecydowanie lepsza od oryginału! Moore stworzył dzieło niemal genialne właśnie dlatego, iż z pierwowzoru zachował te elementy, które pasowały do jego własnej koncepcji, resztę zaś zmienił, albo pominął kompletnie.

Oczywiście, stało się to źródłem ataków ze strony zagorzałych fanów oryginału, którzy niejednokrotnie wytykali, iż zmiany te poszły za daleko. Przy tej okazji najczęściej przytacza się przykład jednej z głównych postaci, porucznik Sturbuck. W serialu z lat 70. w tę rolę wcielił się Dirk Benedikt (lepiej w Polsce znany jako Templeton ‚Buźka’ Peck z Drużyny A). W nowej wersji Sturbuck… jest kobietą! Pomijając jednak to, trzeba przyznać, iż wszelkie zmiany jakich dokonał Moore są tyleż przemyślane, co potrzebne. I zdecydowanie wychodzą serii na dobre.

Jednak co czyni Battlestar Galactica pozycją z jednej strony wyjątkową, z drugiej zaś obowiązkową nie tylko dla fanów SF? Przyczyn jest wiele. Najważniejszą jednak z nich jest prosty fakt – praktycznie od pierwszej minuty widz zostaje niemalże zahipnotyzowany… Serial urzeka klimatem, historią, sposobem realizacji. Przez cały czas ma się wrażenie, iż obcuje się z dziełem niezwykłym, nietuzinkowym. I to chyba klimat właśnie decyduje o sposobie odbioru tej produkcji. Jest on niesamowity – mroczny… bardzo mroczny, apokaliptyczny. Oto bowiem niedobitki rasy ludzkiej bezustannie muszą uciekać przed demonicznymi maszynami. Czuje się ich strach, podniecenie, a jednocześnie determinację.

Ostatnio dodane