Seriale TV

24: DZIEDZICTWO. Nowy dzień, nowy bohater

Siłą tej marki jest scenariusz, a nie bohater. I zgodnie z tą regułą w tym roku liczbę 24 reprezentuje nowy gracz.

Autor: Mariusz Czernic
opublikowano

Każdy wojownik zasługuje na odpoczynek, a Jack Bauer – człowiek, który wielokrotnie ratował swój kraj przed wrogami – w szczególności na to zasłużył. Trzeba wierzyć, że wciąż żyje i jeszcze powróci, ale póki co dał błogosławieństwo Ericowi Carterowi, żołnierzowi elitarnej jednostki, równie jak on oddanemu amerykańskim władzom. Kiefer Sutherland, aktor związany z marką 24 od samego początku, przekazał pałeczkę następcy. Fanom serialu nie jest łatwo zaakceptować nowego aktora w głównej roli, ale naprawdę nie ma sensu ich porównywać. Kto naprawdę lubi serial sponsorowany przez liczbę 24, ten w nowej odsłonie odnajdzie wszystko to, czego mu brakowało od czasu 24: Live Another Day (2014).

Za nową odsłonę serialu wciąż odpowiadają ci sami ludzie. Ekipą scenarzystów znów dowodził Howard Gordon, ale pomysł wyjściowy jest dziełem Manny’ego Coto i Evana Katza, należących do czołowej ekipy w starszych sezonach. Głównymi reżyserami byli Jon Cassar i Stephen Hopkins, nad produkcją czuwał Brian Grazer, natomiast Robert Cochran i Joel Surnow (czyli ci, od których wszystko się zaczęło) pełnili funkcję konsultantów. Na liście płac znajduje się również Kiefer Sutherland (jako executive producer), który w tym roku dostał się na najwyższe szczyty władzy dzięki serialowi Designated Survivor. Jego udział w Dziedzictwie jest symboliczny – oznacza, że Jack Bauer jest obecny duchem, kontrolując swojego dziedzica.

Wiadomo, że same nazwiska nie gwarantują wysokiego poziomu, aczkolwiek w tym przypadku mowy o porażce nie ma. Chyba że frekwencyjnej, gdyż po dobrym otwarciu serial stopniowo tracił widzów. Krytyczne głosy wynikają głównie z przywiązania do starych postaci i aktorów. Pojawia się wprawdzie Tony Almeida, ale jest zupełnie inną postacią niż dawniej. Z kolei kuzynka Edgara Stilesa, którego niektórzy mogą kojarzyć z piątym sezonem, została zatrudniona w CTU w charakterze analityka. To jednak zbyt mało powiązań z oryginalną serią, by zadowolić fanatyków tej marki. Ja jednak kupuję tę formułę także w tej nowej odsłonie i nie zamierzam czepiać się drobiazgów. Podoba mi się to uniwersum wraz z jego wadami i zaletami, dlatego serię bez Bauera akceptuję, tym bardziej że rażących błędów w intrydze brakuje.

Choć nie ma starych postaci (poza jedną) wracają stare motywy, co też jest powodem spięć pomiędzy miłośnikami serii. Terroryzm i polityka były ściśle związane z tą produkcją, więc kto spodziewał się czegoś innego, to trafił pod niewłaściwy adres. Pomysł wyjściowy jest interesujący i dość kontrowersyjny, bo może zainspirować terrorystów do podobnych działań. Zresztą nie jest to pomysł nowy, bo już czterdzieści lat temu – w filmie Dona Siegela Telefon (1977) – mogliśmy oglądać podobną historię. Szaleniec (Donald Pleasence) aktywował telefonicznie uśpionych agentów, aby poprzez serię zamachów doprowadzić do wojny. Współcześnie taki scenariusz wydaje się jeszcze bardziej aktualny i łatwiejszy do zrealizowania w realu. Toteż serial nie tylko dostarcza emocji, ale daje do myślenia.

Jak informują media, terroryści poczynają sobie coraz śmielej, gotowi są oddać życie dla jakichś idei, więc łatwo sobie wyobrazić, że zaprezentowana w serialu historia jest prawdopodobna. Piętnaście zamachów jednocześnie w różnych miejscach kraju – co by było, gdyby ktoś zamierzał ten pomysł wprowadzić w życie? Strach pomyśleć! Wystarczy wysłać kody do odpowiednich ludzi, co w dobie telefonów komórkowych nie stanowi problemu. A potem czekać na efekty i obserwować w mediach narastającą panikę. Bo w takiej sytuacji terrorystą może być każdy, kto posiada własny telefon, na przykład uczeń liceum. Doświadczenie w tej robocie nie jest potrzebne, wystarczy nienawiść do rządu (o co nie jest trudno) i wiara w to, że postępuje się słusznie. Momentami zaskakuje amatorszczyzna „terrorystów” – gdy „zabijają” niewygodnego świadka, a potem „trup” im ucieka, można się uśmiechnąć, ale wbrew pozorom to doskonały pomysł. Bo terroryści to w większości desperaci i paranoicy, a nie geniusze zbrodni. Taki jest również Jadalla Bin-Khalid, pełniący rolę wroga numer jeden. Chociaż wydaje się, że działa zgodnie z genialnym planem zbrodni, to jest tylko dziedzicem pragnącym dorównać ojcu. Przypomina więc ścigającego go rangera, który pragnie dorównać Bauerowi.

Rzeczywistość jest gorsza, gdyż takich bohaterów jak Jack Bauer i Eric Carter nie jest łatwo znaleźć. Tu nie wystarczą umiejętności i doświadczenie. Potrzebne jest także wyjątkowe szczęście, odporność na ból i żelazne nerwy. Eric Carter jest niesamowicie skutecznym żołnierzem, posiadającym niezwykły dar pakowania się w kłopoty i wychodzenia z nich z hukiem, podobnie jak jego poprzednik, Jack Bauer. Scenarzyści pamiętali nie tylko o scenach akcji, ale też o charakterystyce postaci. Szczególnie wyraźna jest symetria między Carterem i jego szefową, Rebeccą Ingram (Miranda Otto). Oboje są bardzo do siebie podobni, mają w sobie coś, co Rebecca nazywa darem i przekleństwem. Cechy, przez które ich współmałżonkowie cierpią: zdolność do poświęceń oraz dość niepokojące przywiązanie do swojej pracy – niewdzięcznej i niebezpiecznej.

Słabości serialu widoczne są w szczegółach.

Emocje są mniejsze niż podczas oglądania w akcji Jacka Bauera, ale jednak odgrywany przez Coreya Hawkinsa ranger też daje radę. Aktorstwo stoi na standardowym poziomie telewizyjnym, wyróżniłbym jednak odtwórcę roli senatora – Jimmy’ego Smitsa – który ma już spore doświadczenie zarówno w kinie, jak i telewizji. Senator John Donovan jest postacią dynamiczną, która  w ciągu dwunastu epizodów przechodzi przez różne etapy. Bywa nudnym politykiem, który za dużo gada, ale jest także synem i mężem rozczarowanym postępowaniem członków własnej rodziny. Jest ideowcem z własnym kodeksem moralnym, co nieraz stawia go na rozstaju dróg, zmuszając do niełatwych wyborów.

Słabości serialu widoczne są w szczegółach i gdy zaczniemy zastanawiać się nad logiką wydarzeń, może się okazać, że nie wszystko ma sens. Ale na tym właśnie polega kino akcji. W trakcie seansu oczekujemy akcjonerskich numerów, a dopiero potem uświadamiamy sobie, że po raz kolejny daliśmy się złapać w pułapkę. Reklamowana hasłem „New Day. New Hero” produkcja zakończyła się bez finałowego twistu, więc furtka została zamknięta i twórcy nie mają w planach kontynuacji. Liczę jednak, iż powstanie seria reklamowana hasłem „New Day. Old Hero”, w której powróci Kiefer Sutherland jako Jack Bauer, gdyż jego wątek wciąż pozostaje otwarty.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane