Schwarzenegger w Terminatorze 5? | FILM.ORG.PL

Schwarzenegger w Terminatorze 5?

Artykuły o filmach, publicystyka filmowa / 27/04/2011








Rafał Oświeciński
27.04.2011


Na wydaniu DVD „Buntu maszyn” na seans filmu zapraszał sam Arnold Schwarzenegger, który wystąpił przed kamerą bez większego przygotowania w formie makijażu. Po pomarszczonej szyi Arniego widać było wyraźnie, że czas posuż jego. O dziwo w filmie zarówno szyja jak i pozostałe części ciała Terminatora nie zdawały się nosić znamion starości. Cóż, skoro spece od mejkapu i efixu potrafią zrobić z twarzy człowieka czaszkę Terminatora, to i z odmłodzeniem Arnolda nie mieli pewnie większych problemów.

Sześćdziesięcioczteroletni Arnold pogrążył stan Kalifornia w długach, po czym skończył nieudaną karierę polityczną i dziś z samego rana zelektryzował świat filmu decyzją o powrocie do roli Terminatora, czyli do tego, co potrafi najlepiej. Czym kończą się wielkie powroty przebojowych bohaterów kina akcji mogliśmy zobaczyć w czwartej odsłonie Indiany Jonesa, która jeszcze przed realizacją otrzymała łatkę „Indiana Jones i poszukiwacze domu starców”. Co mogło zachęcić Arnolda, z którego mięśni dawno uszło powietrze, do porwania się w wieku emerytalnym na rolę Terminatora? Może to, że jego odwieczny konkurent Sylvester Stallone będący w podobnym wieku, szaleje w „Niezniszczalnych”, a wcześniej powrócił z sukcesem jako „Rocky” i „Rambo”. Ale Stallone wciąż pakował, trzymał formę, pompował bice, trice i srice, katował grzbiet i nogi, a koksu brał podobno tyle, że zatrzymywali go na przejściach granicznych pytając co przemyca w beczkach trzymanych pod pachami. Arnold w tym czasie flaczał w fotelu Guberminatora. Panie Arnoldzie, zanim podpisze pan kontrakt na „Terminatora Pięć” niech pan popatrzy na… bokserów – Muhammad Ali nie wiedział kiedy zejść z ringu i ostatnie walki, kiedy okres świetności miał daaawno za sobą (a choroba Parkinsona robiła juz swoje), przegrywał z kretesem, podobnie jak Roy Jones Jr., który fenomenalną karierę bokserską puentuje dziś zbieraniem nokautów i przegranymi walkami. Trzeba wiedzieć kiedy z ringu zejść niepokonanym. Z planu filmowego także.


Nie mogę pojąć po co Schwarzenegger pcha się w Terminatora. Dla kasy? Przecież na kasie to on śpi. Dla kariery? Przecież już zapisał się złotymi literami w historii X muzy. No to może chce udowodnić widzom, sobie i Sylvestrowi Stallone, że on też wciąż może? Może i tak, może i może, ale czy widzowie na pewno chcą oglądać Terminatora-Nestora? Jeżeli Arnold na poważnie myśli o „Terminator Returns” będzie musiał wrócić na siłownię i brać więcej koksu niż Stallone, a nawet ukraść Stallone’emu jego koks. Patrząc na obecny wygląd Schwarzenneggera, by przygotować jego ciało do pokazania nago w prologu (bo przecież każda część serii z jego udziałem tak się zaczynała), kreatynę i inne odżywki budujące masę mięśniową będą mu dowozić wywrotkami, a na siłowni będzie zmuszony podnosić ciężary dźwigane przez Pudziana włącznie z Pudzianem. Ale jeśli nawet Arnold wróci do dawnego siebie, lub chociaż do cienia dawnego siebie, którym od dawna nie jest, wciąż pozostanie 64-latkiem, dziadkiem do cholery, który w roli cyborga-zabójcy może wyglądać nieco kuriozalnie. Może twórcy zastosują na szeroką skalę zabieg z „Terminator: Salvation”, wezmą tylko głowę Arnolda (oczywiście odmłodzoną) i przymocują ją do ciała młodego atlety Rolanda Kickingera, który już raz zagrał swoją muskulaturą nowiutkiego T-800 o twarzy Arniego.

Moim skromnym zdaniem, jedynym logicznym rozwiązaniem, które może zapewnić Arnoldowi wyjście z „Terminatora 5” z tarczą, jest rozwinięcie postaci… sierżanta Candy’ego z „Terminatora 3”. Jakiego sierżanta? – spytacie. Kto oglądał tzw. materiały dodatkowe na DVD „Buntu maszyn” z pewnością natknął się na sceny, które wyleciały w montażu i nie trafiły do gotowego filmu. Jedną z takich scen jest motyw z sierżantem Candy, granym przez Schwarzeneggera. Ów sierżant oprowadza nas w filmie promującym SkyNet po fabryce i pokazuje przygotowany do produkcji projekt głowy Terminatora, któremu sierżant Candy użycza rysów twarzy. Rozwinięcie tego wątku w „Terminatorze 5” dałoby Arnoldowi możliwość występu autoironicznego, nostalgicznego, dającego nadzieję na wyjście z roli w „Piątce” obronną ręką. Można byłoby pokusić się np. o to, że sierżant Candy pomaga powstańcom w walce z maszynami. Mógłby wespół z ludźmi uciekać przez Terminatorem o jego rysach twarzy… Mógłby też sierżant Candy, w młodszej wersji granej przez kogoś innego, okazać się… ojcem Johna Connora z normalnej wersji życia Sarah Connor (a co, niby czemu niemożliwe?), przed przybyciem Kyle’a Reesa. Wiem, że to byłoby naciągane na maksa, ale cała opowieść spod znaku Terminatora zatoczyłaby wówczas piękne koło i zamknęła się najbardziej szokującym zakończeniem w historii kina, bo oto ojcem Connora okazałby się człowiek o twarzy Terminatora, po latach polującego na Connora. Obecnie mógłby John uciekać przed Terminatorem mając podstarzałego Candy’ego za obrońcę. Obok „Luke, I Am Your Father” byłby to drugi tak piorunujący duet Son-Father w dziejach!

Twórcy raczej nie będą kombinować w tę stronę i zaprzęgną po prostu komputery, charakteryzatorów i kaskaderów, by zagrali większość materiału za Arnolda. Odmłodzą go, usprawnią i udowodnią, że Arnold potrafi wciąż jak za dawnych lat rzucać drugim Terminatorem po ścianach lub wisieć na dźwigu. Dobra, olać dywagacje, i tak pójdę do kina, bo Arnold to ulubiony aktor mojego dzieciństwa i chętnie zobaczę go znów na ekranie, choćby jego nowy Terminator miał poruszać się przy balkoniku.

A Wam jak się widzi Terminator na emeryturze?

Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński











Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Bajka o tanim chwycie

Następny tekst

Mord na żywo wg Romana P.



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE