Scena na dziś #4 | FILM.ORG.PL

Scena na dziś #4

Artykuły o filmach, publicystyka filmowa / 28/05/2011








Rafał Oświeciński
28.05.2011


Desjudi wspominał przy okazji gestiwalu w Cannes o nagrodzonym za najlepszą rolę męską niemym filmie „The Artist” (który zapowiada się kapitalnie), a wspomnienie to odświeżyło mi pamięć i kazało powtórzyć seans „The Call of Cthulhu”. W przeciwieństwie do „Artysty”, „Zew Cthulhu” jest filmem (bardzo) niskobudżetowym i niemal w połowie amatorskim. Mimo to posiada jednak coś niepodrabialnego – duszę, którą tchnęli w niego podczas produkcji jego twórcy-pasjonaci.

„The Call of Cthulhu” miał swoją premierę w 2005 roku. Powstał na podstawie najsłynniejszego opowiadania H.P. Lovecrafta pod tym samym tytułem, poruszając charakterystyczne dla twórczości tego pisarza motywy i wątki: spotkanie człowieka z nieznanym, rzeczywistość przerastającą bohaterów i szaleństwo, będące następstwem poznania Prawdy. Opowiadanie pochodzi z 1926 roku, a twórcy postawili sobie zadanie nakręcić ekranizację w taki sposób, aby wyglądała jak z tamtego okresu. Zamiast mówionych dialogów mamy więc plansze z napisami, a w tle prawie cały czas przygrywa ilustrująca emocje postaci muzyka. Postarano się nawet o efekty zużytej taśmy filmowej.
W otwierającej scenie główny bohater trzyma w dłoni ostatni element układanki przedstawiającej „Gwieździstą noc” Van Gogha. Wydaje się, że za moment skończy, ale tuż przed umieszczeniem na swoim miejscu ostatniego fragmentu nagle cofa rękę. Okazuje się, że człowiek ten zamknięty jest w szpitalu psychiatrycznym, a jedyne czego teraz pragnie to zniszczenie wszystkich dzienników i notatek nad którymi on i jego wuj spędzili kawał życia. W ten sposób staje się on narratorem historii, której oprócz widza przysłuchuje się wezwany w tym celu mężczyzna. W ostatniej scenie, która jest tytułową „sceną na dziś”, główny bohater ponownie siada przed niedokończoną układanką i po chwili namysłu rozbija ją jednym ruchem dłoni. W ten jakże prosty i obrazowy sposób reżyser idealnie uchwycił sens cytatu zamykającego film:
„Ze wszystkich rzeczy na świecie najbardziej miłosierna jest niezdolność ludzkiego umysłu do skorelowania swojej zawartości. Pewnego dnia zgromadzenie razem całej rozproszonej wiedzy odsłoni tak straszliwe horyzonty rzeczywistości, że albo zwariujemy od tych rewelacji, albo uciekniemy od śmiertelnie groźnego świata w spokój i bezpieczeństwo nowych mrocznych wieków.”
Chylę czoła. A na dystrybucję czeka już kolejna ekranizacja prozy Samotnika z Providence od tej samej ekipy – „The Whisperer in Darkness”. Nadal na monochromatycznej taśmie, ale tym razem już z dźwiękiem.
Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński






  • jmnemmonic

    Miało być "They Live".. Bollox..

  • Craven

    Najlepsze w tej scence (i chyba w ogóle w całym filmie) jest to jak pielęgniarka wycofuje się z wózkiem w zupełną ciemność. Perełka.

  • Karol

    Po obejrzeniu tej sceny (ze specjalnym uwzględnieniem bohatera pogrążającego się w ciemności z ustami krzyczącymi "Burn it all!"), natychmiast sięgnąłem po film i co tu dużo mówić – film jest kapitalny, mimo mikrobudżetu udaje się twórcom wykrzesać niezwykłe emocje, klimat paranoi i powolnego zapadania się w obsesje robi wielkie wrażenie, a wykonanie zadziwiająco dobrze współgra z treścią. Świetna rzecz, z niecierpliwością czekam na "The Whisperer in Darkness".






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

P.T. Anderson o scjentologii

Następny tekst

Wspomnień czar



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE