Rozczarowanie | FILM.ORG.PL

Rozczarowanie








Rafał Oświeciński
14.05.2012


Gdynia, Gdyni i po Gdyni. 

To był ciekawy, emocjonujący festiwal. Co prawda nie pojawiłem się w kinie ani razu, co prawda  nie widziałem żadnej z premier, a samo wydarzenie istniało dla mnie jedynie jako fakt medialny, to jednak… Było emocjonująco. I były dobre filmy. Naprawdę. Polskie kino ma się bardzo dobrze. Wbrew pozorom, obawom i powszechnym uprzedzeniom.

Szkoda tylko, że dobre wrażenia permanentnie popsuł werdykt jury. 

 

Bo wicie, rozumicie: na zawody sportowe w Pcimiu Dolnym zjeżdżają początkujący zawodnicy z całego, calusieńkiego powiatu. Trenują miesiącami, latami, zużywają podeszwy swych trampek, ciułają grosz do grosza na nową koszulkę i skarpety. Zbliża się konkurs, wszyscy podekscytowani, wszak to pierwszy start w tym roku – wygrany w każdej konkurencji może dostanie się na zawody wojewódzkie. A może nawet polskie! Wyobrażacie sobie: z Pcimia Dolnego na polskie! Nikt w to nie wierzy, ale każdy się stara: dają z siebie wszystko, co najlepsze, mięśnie z wysiłku drętwieją, pot strumieniami spływa po skroni. Zbliża się ostatni bieg finałowy. To ten moment. Sił brak, ale trzeba dać więcej niż się może. Wszyscy na start. Przemek, Marcin, Maciek, Marysia i inni. Nawet Władek się pojawił dzięki dogrywce. Pośród nich – Agnieszka. Agnieszka,  zeszłoroczny mistrz. Kurwa. Nie – tegoroczny. Ale z zeszłego roku: gwiazdor z medalami, honorami, opisany w prasie lokalnej i nielokalnej. Nawet ze srebrnym medalem mistrzostw światowych! Nie wiadomo dlaczego i po co została dopuszczona do biegu, ale wiadomo za to jak i gdzie Agnieszka dobiegła: na pierwszym miejscu, ładnie, zgrabnie, w nowych trampkach i z medalem u szyi. No bo wiadomo: w końcu Agnieszka rzeczywiście jest bardzo dobra. Nie na darmo klaskał jej cały stadion kilka miesięcy temu na mistrzostwach świata. 

Lokalna ferajna, choć  finalnie bez punktów, biegła łeb w łeb. Nawet udawało się jej biec zgrabniej, w opinii wielu – lepiej niż mistrzyni. Noty za styl nie mają, jak w skokach narciarskich, obiektywnych wskaźników, więc sędziowie, podług subiektywnych wrażeń, mogli ocenić tak jak ocenili. 

 

Wracając jednak do meritum. „W ciemności” to bardzo dobry film. Nie znam osoby, która nie doceniałaby praktycznie wszystkich elementów składających się na międzynarodowy sukces tego filmu. Pomijając tematykę wojennych relacji polsko-żydowskich i samego Holocaustu, którą można lubić lub nie, film Agnieszki Holland to kawał świetnie opowiedzianej historii z bezpretensjonalną fabułą, pierwszorzędną realizacją, wyborny aktorstwem Więckiewicza. Trzeba więc oddać cesarzowi co cesarskie: „W ciemności” mogło być naprawdę najlepsze. 

Ale niesmak jednak pozostaje. Z prostego powodu: Gdynia Film Festival, nagradzając „W ciemności” w prawie wszystkich najważniejszych kategoriach, nie wykreował w ten sposób ani siebie, jako miejsca lansowania nowego kina polskiego, ani nie ułatwił życia filmom, nieraz ocenianym znakomicie, które miały to nieszczęście startować w konkursie głównym. Dopuszczenie do konkursu filmu, który na ekrany zawitał wiele miesięcy temu, który zagospodarował wokół siebie dużą przestrzeń marketingową, który zgromadził ponad milion widzów, o którym wiele już dyskutowano i który już jesienią 2011 wybrano jako reprezentanta kina polskiego w walce o najwartościowszą z nagród (i film Holland został do niej nominowany) – jest bezsensowne. Bo umniejsza tym samym znaczenie premierowych tytułów, które musiały podjąć walkę z lokalnym mistrzem, nagrodzonym i docenionym w kraju i za granicą.

Uczestnictwo w tego typu rywalizacji z mistrzem – i sromotna przegrana peletonu – szczególnie na widzów działa demotywująco. Bo jakby nie było, to jednak Złote Lwy są nośnikiem pewnego prestiżu będącego dowodem na wysoką jakość filmu – bez dwóch zdań festiwal w Gdyni tego dowodzi od wielu lat, nawet jeśli poziom całości nie jest wysoki. Nagroda pozwala na skuteczniejsze sprzedanie filmu, bo co jak co, ale to o zwycięzcach się mówi najwięcej: to oni reprezentują kino polskie, a Złote Lwy mogą być marketingowym wabikiem. Przykładem niech będą „Mała Moskwa” i „Rewers”, które w kraju sprzedały się właśnie dlatego, że dostały ważne nagrody i w tym kontekście były  sprzedawane. Samą jakością, choćby najwyższą, film się nie obroni. 

Dlatego, mimo przedfestiwalowego kręcenia nosem, szkoda mi cholernie wysoko ocenianej „Obławy”, po której spodziewałem się wiele dobrego. Żal mi „Supermarketu”, którym zachwycił się stopklatkowy recenzent (polskie kino gatunkowe!). Szkoda Wojcieszka, który oczywiście został odebrany chłodno w jednym miejscu, a bardzo gorąco np. w Wyborczej i Rzepie. Zaskoczony byłem opiniami o „Moim rowerze” Trzaskalskiego, który uciekł od pretensjonalności i zrobił pogodny film rodzinny (dla dorosłych). „Jesteś Bogiem”, najgłośniejsza premiera w Gdyni, również spełnił pokładane w nim nadzieje, a same klipy wypuszczone ostatnio w sieć są naprawdę fajne. Plus zachwyty nad Marcinem Kowalczykiem – młody aktor, bodajże debiutant, doskonale przygotował się do roli Magika. Będzie hit. No i  „Pokłosie” Pasikowskiego, dołączone w ostatniej chwili do konkursu. I podobno znakomite (wkrótce u nas recenzja Motodufa). Ten film, z racji swojej kontrowersyjności MÓWIENIA PRAWDY PROSTO W TWARZ ma szansę na duży sukces w kinach. Kibicuję Pasikowskiemu, który przypomni niedowiarkom, jak się robi kino gatunkowe („Pokłosie” to rasowy thriller) i walnie w mordę odpowiednio mocno, niczym Smarzowski w „Róży”. 

Michał Chaciński musi się mocno zastanowić nad koncepcją przyszłorocznego konkursu głównego. Najbardziej sensowny byłby po prostu festiwal premier, które od majowego festiwalu rozpoczęłyby swoje życie. Dla tych, którzy nie zdążą, pozostaną Orły, podsumowujące rok i rozdawane w marcu. Proste rozwiązanie, no nie? 

 

Nagrodzeni

 

WIELKA NAGRODA "ZŁOTE LWY" dla najlepszego filmu "W ciemności"  w reżyserii Agnieszki Holland 
WIELKA NAGRODA "ZŁOTE LWY" dla producenta najlepszego filmu "W ciemności" – Juliusza Machulskiego 
NAGRODA "SREBRNE LWY" dla filmu "Obława"  w reżyserii Marcina Krzyształowicza 
NAGRODA "SREBRNE LWY" dla producentów dla najlepszego filmu "Obława" – Małgorzaty Jurczak  i Krzysztofa Grędzińskiego 
NAGRODA SPECJALNA JURY za odwagę formy i treści, a także za szczególne i unikatowe walory artystyczne dla filmu "Droga na drugą stronę"  w reżyserii Anci Damian 
NAGRODY INDYWIDUALNE:
– dla Agnieszki Holland za reżyserię filmu "W ciemności"
– dla Piotra Trzaskalskiego  i Wojciecha Lepianki  za scenariusz filmu "Mój rower" 
– dla Leszka Dawida  za debiut reżyserski lub drugi film: "Jesteś Bogiem" 
– dla Agnieszki Grochowskiej  za główną rolę kobiecą w filmie "W ciemności"
– dla Roberta Więckiewicza  za główną rolę męską w filmie "W ciemności"
– dla Marcina Kowalczyka  za profesjonalny debiut aktorski w filmie "Jesteś Bogiem"
– dla Jolanty Dylewskiej  za zdjęcia do filmu "W ciemności"
– dla Piotra Dziubka  za muzykę do filmu "Droga na drugą stronę"
– dla Erwina Priba , Katarzyny Sobańskiej  oraz Marcela Sławińskiego  za scenografię do filmu "W ciemności"
– dla Joanny Kulig  za drugoplanową rolę kobiecą w filmie "Sponsoring" 
– dla Dawida Ogrodnika  oraz Tomasza Schuchardta  za drugoplanową rolę męską w filmie "Jesteś Bogiem"
– dla Sebastiana Włodarczyka  i Piotra Witkowskiego  za dźwięk w filmie "Droga na drugą stronę"
– dla Wojciecha Mrówczyńskiego  za montaż filmu "Obława" oraz dla Michała Czarneckiego  za montaż filmu "W ciemności"
– dla Katarzyny Lewińskiej  za kostiumy do filmu "Sponsoring" oraz Katarzyny Lewińskiej i Jagny Janickiej  za kostiumy do filmu "W ciemności"
– dla Janusza Kaleji za charakteryzację do filmu "W ciemności"
Rafał Oświeciński

Rafał Oświeciński

REDNACZ at FILM.ORG.PL
Celuloidowy fetyszysta.
Kino istnieje nie tylko dla rozrywki. Powinno budzić emocje. Powinno szokować ibulwersować. Powinno bez skrupułów zmuszać mózg i serce do wytężonej pracy. Dlatego wolę nieudane eksperymenty od udanych średniaków tworzonych od linijki.
Rafał Oświeciński






  • Filifionek

    mam bardzo mieszane uczucia wobec „w ciemności”, ale rzeczywiście najbardziej przeszkadza to, że festiwal sezon powinien otwierać, a nie zamykać…

  • Sam plam plam plam

    Michał Chaciński nie jest zwolennikiem festiwalu premier, to ma być festiwal polskich film i tyle. Ma być za to przesunięta data festiwalu, na wrzesień, i będzie wtedy więcej nowych filmów.

    Film Wojceszka zbiera słabe recenzje nawet u swoich zwolenników. Choć jak dla mnie kina eksperymentalnego nie ocenia się w kategoriach dobry-zły. Przecież nawet sam twórca nie wie co mu wyjdzie.

    • to po co ta cała selekcja? Festiwal, taki jak gdyński, ma służyć promocji polskiego kina, a werdykt promuje niestety to, co już dawno wypromowane, widziane przez ponad milion widzów i z nominacją do Oscara  na koncie. Takie filmy powinny być puszczane nie w konkursie głównym, a gdzieś obok, nawet w postaci spektakularnego seansu specjalnego. Ale nie pośród premier. 

  • Entratmer

    Zgadzam się z całym tekstem. Tylko… Festiwal w Gdynia ma już długoletnią tradycję i  jaki by nie był, to film sygnowany hasłem: „nagrodzony w Gdyni” jest otoczony pewnego rodzaju prestiżem. I teraz tak; „W ciemności” nie potrzebowało już nagrody, bo to co miało osiągnąć to osiągnęło, ale ktoś z jury pomyślał, że należny się Holland rekompensata za brak Oscara i mniej więcej stąd się wzięła nagrody. Film swoją drogą bardzo dobry, ale jak autor tekstu wspomniał niepotrzebnie zmiażdżył początkującą „konkurencję”. Powinno się wyautować Holland, Wajdę z głównego konkursu i dawać im nagrody, które nie będą jednocześnie zabierały szansy debiutującym twórcom. Niestety żyjemy w kraju, gdzie nagradza się wszystkie filmy twórców sprzed dwóch i w górę dekad, obojętnie jakie by nie były. Ja się pytam: dlaczego mdły „Katyń” dostał nominację do Oscara? Bo poruszył drażliwy temat? Jakim cudem PISF się wykosztował na banalny i prostacki (co nie oznacza, że od razu beznadziejny, tylko bardziej przewidywalny i skrojony pod publikę) scenariusz „Bitwy warszawskiej” Hoffmana?






Poprzedni tekst

Avengers

Następny tekst

Ed Wood. Najgorszy reżyser wszech czasów?



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE