Room 237 - dokumentowanie nonsensu | FILM.ORG.PL

Room 237 – dokumentowanie nonsensu








Tekst gościnny
03.04.2013


Autorem wpisu jest Tomasz „Bekon” Mielcarzewicz.

Obejrzałem „Room 237” już 3 tygodnie temu jednak dopiero teraz jestem w stanie o tym mówić. Straszne. I żenujące, nawet jeśli autorzy na samym wstępie mówią o pełnej subiektywności ich przedsięwzięcia. A podjarany byłem bardzo, bo parę miesięcy temu widziałem do tego trailery i zajawki w londyńskim BFI, a nawet przy okazji „festiwalu Kubricka” w tym samym mieście. Na IMDb 6,8/10, na Zgniłych Pomidorach 94% świeżości. 

„Room 237” był w 2012 roku wyświetlany m.in. na festiwalach filmowych w Sundance, Cannes i Toronto i właśnie wchodzi lub wszedł już do kin.
Akapity poniżej to moja subiektywna opinia, wedle której przytoczę parę przykładów (oczywiste SPOJLERY) na poparcie tezy gniota.

Tu jest twarz Kubricka! Niestety autorzy nie zadają sobie trudu by jakkolwiek nam ten obraz zasugerować, choćby strzałkami…

 

1. Twarz Kubricka jest ukryta w chmurach! I to już podczas lotu helikopterem (tytuł i napisy). A rozmawia sobie o tym paru zwykłych panów z mikrofonem przy kompach, którzy widzą tam gdzieś tę twarz… W pewnym momencie, w tle, z podwórka słychać jakieś dziecko i, o zgrozo, interakcję z nim naszego narratora, który zaraz powraca do monologu filmowego, jak gdyby nigdy nic. Co za realizacyjna wiocha!

Lektura tego magazynu (widoczny na fotelu) oznaką traumatycznej przeszłości Jacka.

 

2. Jack, czekając na interview w recepcji, czyta magazyn Playgirl – według autorów dokumentu, znak to, że był wykorzystywany seksualnie!

Tych panów nie znosił Kubrick czego upust daje m.in. w Lśnieniu.

 

3. Że za dużo bagaży przywieźli do hotelu. Potem te bagaże przenikają w kolejnej scenie w grupkę ludzi i to jest niby właśnie te „słynne nawiązanie” do Holocaustu. Bo Stanley Kubrick rozliczał się z niemieckim najeźdźcą w swojej ekranizacji powieści Stephena Kinga, ni mniej, ni więcej. Idiotyczne. Kwestia przenikania scen w ogóle, jakkolwiek niedorzecznie na taką skalę to wygląda, jest poruszana dość często.

Niedorzeczna trasa jaką pokonuje Danny (tutaj, tuż po skręcie w lewo)…

Jeden z wielu przedstawionych planów hotelu.

4. Danny swoim autkiem jeździ po nieistniejących trasach, bo hotel ma przecież inny układ architektoniczny… I oni, narratorzy dokumentu, mają to wszystko rozrysowane, a trasa się logicznie nie zgadza… Oczywiście, że nie! To był plan zdjęciowy, hotel, budynek, po prostu, coś, na co najzwyczajniej nie zwracamy uwagi w kinie, bo nie wypada.

Niesamowita wpadka montażowa!

5. Zmierzając do połowy, czyli momentu, gdzie zazwyczaj się wzdycha lub odpala papierosa, na chwilę odwrócę bieguny i oddam im honory (użycie stylistycznie beznadziejnej formy bezosobowej jest celowe). Przyznam zatem, że pokazali też parę prawdziwych, solidnych wpadek. Dodam też istotny fakt, jestem wielkim fanem „Lśnienia”, a tych wpadek nie znałem i za to szacun. Być może też nigdy ich nie szukałem, będąc przekonany, że w „The Shining” nie należy dopatrywać się fizyki niedoskonałości i można je ignorować tak, jak się to robi zazwyczaj, tym bardziej, że najczęściej to klasyczne wtopy montażowe – element X w tle na ścianie jest, cięcie, sylwetka 1, sylwetka 2, znów ściana, a elementu X już na niej nie ma. Nic więc zdrożnego, a w filmie Kubricka są może jeszcze ze 2-3 podobne sceny. Generalnie, wywołują one pozytywne wibracje, choć szkoda, że to jakieś dwie ze stu dwóch minut seansu. I to były, podkreślę, niewinne wpadki, a nie – jak sugeruje tytuł i ta misterna promocja filmu – zagadki i ukryte znaczenia, które zwabiły mnie do kina.

Po lewej: Odyseja, po prawej: lądowanie w 1969, nakręcone według autorów przez Kubricka w studio.

 

6. Film zawiera otwartą sugestię, że program Apollo to mistyfikacja Kubricka (odważny, popularny temat krążący w necie), co potwierdza teorię, jakoby autor „2001 Odysei Kosmicznej” nakręcił lądowanie na Księżycu w 1969 roku – Danny nosi bowiem sweterek z logo misji Apollo 11, jakże popularny wzór wśród amerykańskich dzieci Ery Kosmosu! Myślę, owszem, spoko, miły akcent ze strony Kubricka. Ale czy można wnioskować z tego faktu coś więcej? Być może jednak sweterek ów poczynił był za ogień zapalny dla samej teorii księżycowej?

7. Numer pokoju 237 w hotelu Overlook został zmieniony z 217, bo prawdziwy hotel też miał pokój z numerem 217… Oczywiście, że miał, dlaczego miałby nie mieć? Halo? Innymi słowy, na grzyba w ogóle o tak bezsensownej rzeczy autorzy dokumentu wspominają? Nie dość ukrytych teorii pozbawionych sensu – 237 to również nic innego jak numer studia, w którym Kubrick kręcił pierwsze lądowanie na Księżycu! Co, gdzie, jak, z czego?

Zbliżenie na fotografię, kiedy podczas przenikania skąpa grzywka Jacka staje się wąsami Hitlera!

 

8.Rozmowa panów o Hitlerze. Ujęcie końcowe, zbliżenie na fotografię z 1921 z Jackiem – jego grzywka kształtem pasuje do wąsów Führera! I rozkmina. Wcześniej padły nawiązania do  do Holocaustu w najróżniejszych filmach Kubricka, teraz przywódca III Rzeszy. No naprawdę ciężka rzecz…

9. Przy okazji widzom należy się małe ostrzeżenie. Karygodne, że na stronie IMDb, widnieją w obsadzie nazwiska Kubricka, Kidman, Cruise’a, Kinga itp. Podobne imienne „tagi” pojawią się na innych stronach. Takie nazwiska przy profilu czegokolwiek dodają prestiżu, slash renomy i są po prostu lepem na klienta (czytaj: reklama). Tymczasem dokument „Room 237” – nie wiem za jak duże pieniądze – postacie te wyłącznie cytuje, wspomina! Żenujące. Tym bardziej, że nie doświadczysz tu jakichkolwiek wywiadów czy twórczego wykorzystania kamery. Tylko sceny ze znanych filmów i spowolnione trzysta razy ujęcia, abyś zdołał ujrzeć wreszcie tego Hitlera!

Zdjęcia i plakaty? Ależ skąd, to ukryte symbole! Jakie?

 

Najwyraźniej za projektem stoi profesjonalny element promujący, a oprócz wielkich, w zasadzie największych nazwisk, mamy też zwiastun, który jest co najmniej obiecujący. Jest również obecność na festiwalach, a to przecież klucz do przebicia. Szok w odbiorze tego dokumentu staje się tym bardziej dotkliwy, że czytam właśnie o dwóch nagrodach festiwalowych i o nominacjach w Cannes i Chicago za najlepszy dokument. Tłumaczę sobie, że to pewnie ze względu na szacunek do dzieł Kubricka, że jurorzy w ogóle go nie obejrzeli i że wystarczył im zwiastun i ciach do nominacji… Wierzę, mimo rozsądkowi, że nie jestem w swych poglądach wyobcowany. Widz z łatwością dostrzeże kłócącą się z logiką prawdę, którą przykrywa skuteczna machina promocji.

Dokument ten to potwarz dla „Lśnienia” i poważny cios dla twórczości Stanleya Kubricka. Mimo wszystko, polecę klikać i pomagać w zarabianiu dolarów z kin i netu – niech mają, sporo w to przecież włożyli. Warto bowiem na żywo obserwować, jak coś tak słabego i intelektualnie wątłego, może zajść tak wysoko.

Tekst gościnny

Tekst gościnny

Jeśli potrafisz pisać recenzje lub artykuły filmowe (które zazwyczaj lądują w Twojej szufladzie), a chciałbyś zaprezentować się przed tysiącami czytelników, możesz gościnnie publikować na naszej stronie! Przy większej i regularnej liczbie tekstów, takie osoby takie dopisujemy do stałej współpracy.
Napisz do nas: wspolpraca@film.org.pl
Tekst gościnny






  • Dawid Jankowski

    Ostatnio na YT zacząłem oglądać to http://www.youtube.com/watch?v=b0hOiasRsrA ale po 10 minutach zrezygnowałem ;)

    • Guest

      Łojezu, czemu z takim kijem w tyłku o czymś tak mało
      poważnym. Fakt, że autor dokumentu nie kpi jawnie z autorów interpretacyjnych analiz
      czy też nie komentuje ich wypowiedzi, nie świadczy bynajmniej o traktowaniu przez
      niego ich wynurzeń jako prawd objawionych. Jeżeli już o czymś to świadczy, to o
      zaufaniu w zdrowy rozsądek widza i zawierzeniu jego osądowi. Zresztą, jak niby
      mógłby traktować poważnie wzajemnie się wykluczające teorie?

      Śmieszy bulwersowanie się gwiazdkami na plakacie. Tak, to
      doprawy szokujące, że dystrybutor próbuje przyciągnąć więcej widzów do kin na
      dokument, czyli produkt, który z reguły ma cięższy żywot od filmu fabularnego.

      O tym, że to fajny film, który dokumentuje pasję do filmu
      przeradzającą się w obsesję, prezentując przy tym na jak wiele sposobów można interpretować
      ten sam tekst kultury, już nawet nie wspominam. Zrobiłem to kilka miesięcy temu
      w recenzji, którą polecam jako alternatywę dla tej powyższej:

      http://www.ofilmie.pl/recenzje/room237/

  • KetRaab

    Ehh, a tak się na to napaliłem….

  • kelley

    ciekawe. filmu nie widzialem, choc mam nadzieje, ze trafi (trafil?) do kin w polsce, natomiast zapoznalem sie z rozleglym artykulem na jego temat w empire i musze powiedziec, ze odnioslem wrazenie, ze tworcy mieli wziac wszystkie swoje rozwazania w pewien nawias umownosci, konwencji po prostu. troche na zasadzie nie do konca powaznych spekulacji – raczej inspiracji niz realnych cytatow/ nawiazan. nie potraktowales tego zbyt powaznie?

    • Guest

      Ja oglądałem i mogę ci potwierdzić twoje przypuszczania, tym powyższym „tekstem” nie radze się sugerować.

      • asior

        nie no spokojnie nie popadajmy w skrajności, bo tu zaraz wyjdzie, że panowie tak chcieli sobie tylko pogadać nad luźnymi przemyśleniami. Ktoś się pod tym podpisał i na filmie mówi co myśli, a ktoś następny się tym potem jarał : „mind blowing – must see !” – tja….

        Może autor trochę przesadza, ale trzeba przyznać że przytoczone „rewelacje” są po prostu z dupy, także chyba autorzy chcieli się nimi podzielić z widownią a nie tak się nagrać na taśmę dla potomnych.

        Inna sprawa że nic mnie tak nie odrzuca od jakiegoś tytułu jak takie gwiazdki i cytaty że jakie to cudo, :)

    • Be

      Potraktował. Po prostu… facepalm. Autor artykułu naprawdę uważa, że autorzy biorą te wszystkie teorie na poważnie? Groza…

  • trochę recenzent przegapia przesłanie tego dokumentu – po ponad trzydziestu latach ludzie cały czas analizują dzieło Kubricka. drobiazgowo, klatka po klatce. potwarz dla Kubricka? jak dla mnie wielki komplement. i to że nie stworzyli kolejnego dokumentu z gadającymi głowami a utkali go z naprawdę trafnie dobranych fragmentów innych filmów uważam za wielki plus i naprawdę oryginalną formę dla filmu o miłości do filmu. fanatycznej, ale miłości. a że nie podobają Ci się ich wnioski… no cóż. to tak jakbyś powiedział że Jackson chyba ocipiał kręcąc film o przemijaniu i śmierci z tymi śmiesznymi hobbitami.

    • etam

      rozumiem, że to subiektywna opinia, ale gdzie jest napisane lub powiedziane iż ten dokument jest na poważnie? Według mnie to świetna sprawa, ze ludzie cały czas analizują ten film, że jest oglądany przez kolejne pokolenia widzów i u wielu nadal wywołuje emocje. Nie wiem co by zadowoliło autora tekstu – chyba tylko wypowiedź Kubricka na temat wszystkich ukrytych, bądź nie znaczeń. Tego się nie dowiemy, ale możemy gdybać – to jest kropla w morzu teorii na temat „Lśnienia”. Ja uważam, że to bardzo ciekawy film i nawet teorie, które wydają się niewiarygodne – są interesujące, ponieważ ja na wszystko nie zwróciłbym uwagi – to po pierwsze. Po drugie jeśli nie jest się znawcą kultury amerykańskiej – łatwo przegapić niektóre drobiazgi, które są w tym filmie, ale dla np Europejczyków nic nie znaczą.

      Myślę, że ten bądź co bądź zwariowany i niewiarygodny momentami dokument jest hołdem właśnie dla Kubricka, jego niesamowitej erudycji i wieloznaczności, którą naznaczał każdy swój obraz. Gniotem można nazywać kolejne amerykańskie produkcje, które są np odcinaniem kuponów, a nic nowego nie wnoszą. Niech autor recenzji mi powie, o ilu filmach możemy teraz dyskutować i kłócić się jak właśnie o „Lśnieniu”? To jest geniusz Kubricka, a my możemy się tylko domyślać pewnych rzeczy i snuć teorię. Reżyser nie żyje wiec nie poznasz już tych odpowiedzi – zresztą za życia pewnie też by Ci ich nie udzielił. A „Room 237” nigdzie nie jest reklamowany jako ostateczne rozwiązanie, które Cię przekona – tak samo jak żaden przyszły film o Smoleńsku nie udzieli nam wszystkich odpowiedzi co wydarzyło się naprawdę. Wiem, że długa zima negatywnie na nas wpływa, ale trochę luzu…

  • od autora
    Wielu z Was mówi (strona i fejkbuk) o umowności Room 237, o wzięciu dokumentu w nawias tolerancji, o tym, że nie należy traktować go aż tak poważnie, że pisze o tym nawet Empire itd. Wydawać by się mogło, że wszyscy wokół traktują temat z przymróżeniem oka, wszyscy za wyjątkiem producentów i reżysera, którzy niewątpliwie podeszli do projektu poważnie: 21 gwiazdek na plakacie, ‚mind blowing’ i ‚absolute must-see’, obecność na najważniejszych (!) festiwalach, największe nazwiska w rubryce ‚credits’ i szeroko zakrojona kapmania reklamowa m.in. w Londynie… Jest to zdecydowanie projekt ukierunkowany na sukces komercyjny a nie skromny żart czy luźne z miłości do kina przedstawione opinie.

    Mówicie, że przesadzam, owszem i był to zabieg celowy, stąd też czasem kolokwialny język i byle jaka forma literacka. Celowy bo według mnie film nie zasługuje na wysokich lotów, ‚ą’ i ‚ę’ recenzję a jedynie mierną formą literacką.

    Ja, jako maluczki będę swej opinii bronił bo to jest gniot. To już nie jest kwestia de gustibus non est disputandum bo gdyby nie szeroka kampania reklamowa, gdyby nie fakt, że dokument pretenduje do najwyższych laurów to pewnie bym się tak nie czepiał, ba, napisałbym coś pochlebnego, coś nawet o godnej podziwu fascynacji twórczością Kubricka. Tymczasem ktoś próbuje mi sprzedać owiniętego w pazłotku kartofla mówiąc, że to kinder bueno!

    • W istocie – równie dobrze możnaby wziąć jakiś jeden z tysiąca „risercz-dokument” z Jutjuba o zfejkowanym locie na Księżyc,
      podpisać „most stunning” „fenomenal…” – no i starring: Neil
      Armstrong, Dr Edgar Mitchell, itd. itd. – jedziemy na jakiś festiwal na wioskę na początek, coby zdobyć pierwszy laur, a potem już jakoś pójdzie ;) – do dzieła zatem!

    • Negrin

      Szalona idea: a może zamiast plakatem i kampanią kierować się treścią filmu? No bo sorry, ale chyba nie ma głupszego pomysłu niż rozkmina wyjętych z kontekstu promocyjnych cytatów. Względnie możesz sobie wyszukać w internecie cytowane recenzje i sprawdzić, dlaczego recenzenci wystawili filmowi takie oceny. Podpowiedź: nie dlatego, że kupują wszystkie teorie z „Room 237”.

      Film jest o tym, o czym napisali tutejsi komcionauci: o fascynowaniu się Kubrickiem i wypatrywaniu najbzdurniejszych pomysłów. To jest jasne jak słońce choćby dlatego, że jest tu ileś tam absolutnie sprzecznych teorii („Lśnienie” nie ma szans być jednocześnie filmem o rzezi Indian, holocauście, locie na Księżyc i nie pamiętam już czym tam jeszcze), więc nie da się uznać, że autorzy „Room 237” prezentują te teorie na poważnie. To znaczy: wait, da się, Ty to zrobiłeś. Więc jednak trochę wstyd.

      W „Rooom 237” fajne jest to, że zmusza do innego myślenia o filmach w ogóle, a w szczególności o filmach wybitnych, nakręconych przez chorobliwie dokładnych twórców. „Wiemy”, że teorie przedstawiane przez zdokumentowanych tu świrów to bzdury… ale czy wszystkie? Czy gdzieś wśród tego szaleństwa nie kryje się ziarno prawdy? A jeśli tak, to gdzie? Cholera wie, może gdzieś, może nigdzie. I czy to ważne, czy Kubrick faktycznie cokolwiek z tego wymyślił? „Room 237” miesza w głowie i przypomina o barthesowskiej „śmierci autora”.

  • Li

    Autorze! Przecież ten film to mockument! Przeczytaj sobie definicję tego.

  • Krzysztof Bogumilski

    Łojezu, czemu z takim kijem w tyłku o czymś tak mało poważnym. Fakt, że autor dokumentu nie kpi jawnie z autorów interpretacyjnych analiz czy też nie komentuje ich wypowiedzi, nie świadczy bynajmniej o traktowaniu przez niego ich wynurzeń jako prawd objawionych. Jeżeli już o czymś to świadczy, to o zaufaniu w zdrowy rozsądek widza i zawierzeniu jego osądowi. Zresztą, jak niby mógłby traktować poważnie wzajemnie się wykluczające teorie?

    Śmieszy bulwersowanie się gwiazdkami na plakacie. Tak, to doprawdy szokujące, że dystrybutor próbuje przyciągnąć więcej widzów do kin na dokument, czyli produkt, który z reguły ma cięższy żywot od filmu fabularnego.

    O tym, że to fajny film, który dokumentuje pasję przeradzającą się w obsesję, prezentując przy tym na jak wiele sposobów można interpretować ten sam tekst kultury, już nawet nie wspominam. Zrobiłem to kilka miesięcy temu
    w recenzji, którą polecam jako alternatywę dla tej powyższej:

    http://www.ofilmie.pl/recenzje/room237/

  • Ta sama pani

    Autor tego tekstu chyba nie zdaje sobie sprawy jak bardzo udało się na nim zrobić efekt mockumentu. To jak o tych fanach zespołu, którego nie było.

    Nie ma takich teorii na temat „Lśnienia”! To wszystko udawane w sosie podania dokumentalnego.

  • Tre

    Środkowy plakat tyczy sie Monarch Project – http://www.paranormalium.pl/teorie-konspiracyjne/project-monarch-ultra-t8004.html. Kubrick bardzo czesto w swojej tworczosci nawiazywal do pojecia kontoli umyslow.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

ID4-Ever

Następny tekst

Lata 70., czyli nowy cykl KMF



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE