publicystyka filmowa

Renée Fleming o pracy nad muzyką elfów we Władcy Pierścieni

Autor: REDAKCJA
opublikowano

renee-fleming-glos-wewnetrzny-autobiografia-b-iext30377764Poniżej publikujemy bardzo ciekawy fragment z autobiografii Renée Fleming, słynnej sopranistki. Dlaczego publikujemy go u nas, na film.org.pl? Ponieważ Renée Fleming zaśpiewała na ścieżce dźwiękowej do Władcy Pierścieni: Powrotu Króla. Jej przepiękny głos mogliśmy usłyszeć w momencie „wizji” Arweny – Fleming zaśpiewała dwa elfickie wiersze, w języku Sindarin:

Ngîl cennin eriel vi
Menel aduial,
Glingant sui vîr
Síliel mae.

Ngîl cennin firiel vi
Menel aduial,
Dúr, dúr i fuin
Naenol mae.

Autobiografię Renée  Fleming „Głos wewnętrzny” wydaje Polskie Wydawnictwo Muzyczne SA. Możecie to potraktować jako reklamę albo, po prostu, jako ciekawostkę, o której nigdzie nie mówiono (nawet w tych wielogodzinnych materiałach z planu LOTRa).

*

Na wszystkich frontach nastąpiły zmiany naszych gustów muzycznych, włącznie z nową popularnością kompozytorów muzyki filmowej, rodzaju, z którym mam doświadczenia z pierwszej ręki od chwili, gdy Howard Shore zaproponował mi, abym zaśpiewała na ścieżce dźwiękowej filmu Władca Pierścieni: Powrót króla – trzeciej części trylogii. Gdy po raz pierwszy spotkałam Howarda, powiedział: „Chciałbym, abyś się tego podjęła, ale muszę ci wyjaśnić, jaki mamy koncept wokalny i jaki koncept muzyczny, któremu może nie zechcesz się podporządkować”. Wytłumaczył, że szukają dźwięku średniowiecznego i że mój śpiew musi być bardzo czysty, jak z chóru gregoriańskiego (słowa, których oczekiwałabym od Williama Christie!). Wysłuchałam podkładu muzycznego do poprzednich filmów, zrozumiałam dokładnie, czego sobie życzył, i powiedziałam, że z chęcią spróbuję. Pięć sesji nagraniowych trwało od trzech do pięciu godzin, co w rezultacie dało dziesięć minut muzyki w filmie.

Byłam zdumiona, jak różne są techniki nagrywania na potrzeby filmu i, powiedzmy, zbioru scen z dzieł Straussa. Gdy nagrywamy muzykę klasyczną w studio, proces niewiele się różni od wykonania na żywo. Mamy tylko tyle czasu z orkiestrą, aby przegrać utwór dwa lub trzy razy, a następnie zrobić możliwie jak najmniej poprawek. W wyniku trzygodzinnej sesji nagrywania z orkiestrą oczekuje się mniej więcej piętnastu minut muzyki, która będzie na płycie. Nie ma co liczyć na perfekcyjny rezultat, gdyż wynajęcie orkiestry jest tak drogie, że studio nagraniowe nie może sobie pozwolić na wielokrotne powtórki. Okazało się, że ludzie, którzy kręcili filmy według powieści J.R.R. Tolkiena, mieli nieograniczony czas, aby osiągnąć doskonały efekt, i mogli wynająć orkiestrę London Symphony na kilka miesięcy, na trzydzieści lub czterdzieści sesji nagraniowych do jednego filmu. To niewyobrażalny luksus w świecie muzyki klasycznej. Jeśli dodać do tego dyskusje o poprawnej wymowie języka elfickiego, to mogę zdecydowanie stwierdzić, że to było wyjątkowe doświadczenie.

Aby osiągnąć stopień doskonałości, o który im chodziło, musiałam sobie wyobrazić, jak śpiewałby chłopiec sopranista. Producent prosił mnie, abym pozbyła się całej charakterystyki mojego głosu, czyniąc mój śpiew tak czystym, jak to tylko możliwe: „Pamiętaj, żadnego wibrato, bez łączenia nut, bez dynamiki”. Potem powiedział: „Dobrze, a teraz mogłabyś dodać odrobinę emocji?”. Zabił mi ćwieka. Aby osiągnąć dźwięk, którego oczekiwał, wyeliminowałam wszystkie standardowe mechanizmy wyrażenia emocji: wibrato, portamento, legato i dynamikę. Bez tych narzędzi nie miałam zielonego pojęcia, jak mogłabym stworzyć coś poza tonem.

Zdziwiło mnie, że ostateczny rezultat brzmiał o wiele bardziej bogato i ciepło, niż mi wydawało w czasie nagrywania, a fragmenty mojego śpiewu były gładko i pięknie wplecione w akcję filmu. Po tym doświadczeniu nabrałam ogromnego szacunku do ludzi pracujących przy produkcji filmów. Cechuje ich nadzwyczajna cierpliwość i wytrzymałość, zważywszy, że poświęcają niezliczone godziny albo – jak w tym przypadku – lata na stworzenie ścieżki dźwiękowej. Zaledwie miesiąc później nagrałam arie Händla i ku mojej uciesze stwierdziłam, że doświadczenie z „dostrajaniem” uszu, aby usłyszeć najmniejsze wibrato i dynamikę, nadawało się znakomicie do stylu barokowego. Oto przypadkowa korzyść z nauczenia się muzyki Elfów!

Ostatnio dodane