ZŁOTE KRABY 2014 – część 4/4 – najlepsze filmy anglojęzyczne | FILM.ORG.PL

ZŁOTE KRABY 2014 – część 4/4 – najlepsze filmy anglojęzyczne








11.01.2015


Najlepszy film anglojęzyczny

 

10. Strażnicy galaktyki / Guardians of the Galaxy

XXX GUARDIANS-GALAXY-MOV-JY-0704.JPG A ENT

Ten film ma gadającego szopa. Czy naprawdę muszę dodawać coś więcej? Kosmiczna jazda bez trzymanki na obrzeżach uniwersum Marvela, pomysł, który nie miał prawa wypalić, a jednak dzięki lekkości, humorowi i aktorom sprawił, że niektórzy obwołali go nowymi Gwiezdnymi Wojnami. Sam nie zapędzałbym się tak bardzo, nie mniej „Strażnicy” kupili mnie totalnie i jeżeli chodzi o MCU to na sequel własnie tej produkcji czekam najbardziej. [Szymon Pajdak]

Guardians of the Galaxy to nie tylko porywczy szop, kosmiczny ent, zielona Neytiri, napakowany bandyta i Star-Lord. Jasne, bohaterowie są kluczem do sukcesu tego filmu, niemniej nie tylko oni odpowiadają za to, że Strażnicy stają się doskonałą kinową zabawą. Film Jamesa Gunna to świetna gra ze space operą, gatunkiem, który w czasach poważnego podejścia do bohaterów popkultury został zepchnięty na boczny tor. Cała scenografia, gagi, walkmeny z hitami z lat osiemdziesiątych i masa innych smaczków wywołujących uśmiech na twarzy widzów sprawia, że Guardians of the Galaxy  bezapelacyjnie znajduje się w czubie kina rozrywkowego roku 2014. [Filip Jalowski]

9. Dallas Buyers Club / Witaj w klubie

dallas

Pamiętam odcinek South Parku, w którym Cartman został zdiagnozowany jako HIV-pozytywny. Egoistyczny bohater jak zawsze usiłował wykorzystać całą sytuację do natłuczenia jak największej ilości zielonych banknotów, niemniej szybko okazało się, że HIV i AIDS są dziś passe. Dla mediów liczą się jedynie dzieci z rakiem. Wiadomo, podejście nieco przerysowane, ale i w swej diagnozie zadziwiająco prawdziwe. Chociażby dlatego doceniam Dallas Buyers Clubm który w solidny, klasyczny, hollywoodzki sposób przypomina o chorobie, która była niegdyś w Ameryce tematem numer jeden. Do tego Jarde Leto i Matthew McConaughey, czyli duet, który prawdopodobnie znajdzie swój mały kącik na kartach amerykańskiej historii filmu. [Filip Jalowski]

Dwie świetnie napisane postacie, interesujące społeczne tło i polityczna doniosłość sprawiają, że „Witaj w klubie” momentami osiąga wielkość. Matthew McConaughey definitywnie uwalnia się od wizerunku amanta – przystojniaka z amerykańskich komedii romantycznych. „Dallas Buyers Club” to kino niebanalne, pełne wybornych dialogów i zagranych z pasją konfrontacji. Ten film w zeszłym roku dostarczył nam również wspaniały aktorski pojedynek między Leto i McConaughey’em. Oboje skończyli z Oscarem, ale dalej nie wiadomo, który był lepszy. Obraz Jean-Marc Vallee’ego zaludniają ekscentrycy, dziwacy i indywidualności. Każda z tych postaci jest wielowymiarowa i ludzka. „Witaj w klubie” to pełne energii, obyczajowo odważne kino. Stawiające aktualne pytania i, mimo delikatnej tematyki, formalnie bardzo atrakcyjne i przystępne. Nie może dziwić potop nagród jaki spłynął na film Vallee’ego. [Maciej Niedźwiedzki]

8. The Guest / Gość

guest

Dan Stevens w roli enigmatycznego „perfekcyjnego przyjaciela” zaklina ekran, a Adam Wingard z konwencjonalnych puzzli kina lat 80. w zuchwały sposób tworzy nową jakość . Dostajemy świetną muzykę, bardzo dobre zdjęcia i eskalację staroszkolnej akcji. Całość mogliby wydać na świat John Carpenter albo Walter Hill (w swoich najpłodniejszych latach). Kino gatunkowe w najlepszym wydaniu [Radosław Pisula]

Maika Monroe zaczyna swoją karierę od niezwykle ciekawych filmów. Zarówno Gość, jak i Coś za mną chodzi to produkcje, które dosłownie oddychają latami osiemdziesiątymi. W drugim z wymienionych tytułów mamy do czynienia z bardzo porządnym, niezwykle klimatycznym horrorem, Gość jest natomiast zabawą w nieco przerysowany kryminał/thriller. Atmosfera w filmie Adama Wingarda jest tak gęsta, że dosłownie można kroić ją nożem. Świetnie zaaranżowane sceny (finałowa gonitwa po obleczonej w halloweenowe dekoracje szkole to mistrzostwo świata), wyraziści bohaterowie, doskonale dobrana obsada i intrygujące tło muzyczne sprawiają, że czujemy się tak, jakbyśmy skorzystali z wehikułu czasu. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie w polskich kinach pojawi się również Coś za mną chodzi, a w dalszej przyszłości liczę na to, że filmów tego typu będzie powstawać zdecydowanie więcej. [Filip Jalowski]

7. Blue Ruin

blue-ruin

Znakomite kino zemsty, które dopuszcza się odważnej wolty gatunkowej, zaczynając historię w miejscu, gdzie powinna się kończyć. Minimalistyczne, brudne, naturalistyczne i nieśpieszne kino, gdzie każde ujęcie jest pieczołowicie przemyślane. Głównemu bohaterowi daleko jest do ikonicznego blasku Charlesa Bronsona, ale właśnie z tego powodu jego nieporadność oraz hermetyczna egzystencja tak przyciągają. [Radosław Pisula]

W filmie Saulniera nóż wbija się w głowę tak głęboko, że białka oczu ofiary aż krew zalewa. Innym razem strzał z karabinu pozbawia człowieka pół twarzy. Reżyser nie stara się łagodzić tych scen czarnym humorem, choć „Blue Ruin” nie jest go pozbawiony, zwłaszcza gdy Dwight zachowuje się na opak do przyjętych schematów.  Podobnie jak w najlepszych filmach braci Coen to głupota i brak wyobraźni decydują o śmieszności historii i postaci, lecz sam świat u Saulniera nie jest w jakikolwiek sposób przerysowany. Realizm świetnie kontrastuje z innością głównego bohatera, ale i istotą zemsty, zwłaszcza takiej, która wynika z wielopokoleniowego konfliktu. [Krzysztof Walecki]

6. Locke

locke

„Locke” to po pierwsze wspaniały popis Toma Hardy’ego. Jeśli ktoś wciąż miał wątpliwości odnośnie aktorskiego warsztatu Anglika, to ta rola musi je wszystkie rozwiać. Hardy wyraża ogromne spektrum emocji i tworzy wyczerpujący portret psychologiczny bohatera. Ta kreacja była wyzwaniem: mocno ograniczona przestrzeń, bohater jest przez półtorej godziny unieruchomiony. Istnieje tylko on i głosy z telefonu. Wszystko wygrywa mimiką, ruchem oczu i tempem oddechu czy mówienia. Tę role się smakuje, wychwytuje niuanse i drobne gesty. Szkoda, że Ivan nie miał przed sobą czterogodzinnej trasy.  Po drugie „Locke” jest również wyjątkowym osiągnięciem reżyserskim i scenopisarskim. Myślę, że każdy czuje dlaczego. [Maciej Niedźwiedzki]

 

5. Her / Ona

her

Opowieść o Theodorze Twomblym poraża swoją wrażliwością i intymnością. Spike Jonze przyzwyczaił nas do tego, że w jego filmach uczucie nigdy nie jest traktowane z topornością będącą znakiem rozpoznawczym tanich wyciskaczy łez. Her jedynie ten fakt potwierdza. Nawet wtedy, gdy obiektem adoracji staje się komputerowy program, Jonze wciąż potrafi mówić o miłości szczerze i oryginalnie, bez nadęcia i oceniania swoich bohaterów. To niezwykle trudna sztuka. Phoenix po raz kolejny udowadnia swój aktorski kunszt, prawdziwą gwiazdą jest tu jednak dla mnie Scarlett Johansson, która za pomocą głosu potrafi uwieść nie tylko głównego bohatera, ale i widza. Mimo tego, że na niemal wszystkich plakatach i materiałach promocyjnych do filmu widzimy twarz Twombly’ego, na myśl o Her w mojej głowie pojawia się roześmiany, ciepły głos Johansson, która uzmysławia, że pomysł na związek z komputerem przestaje być mocno abstrakcyjny. To po części poruszające, po części przerażające. I właśnie takie jest całe Her. Doskonałe kino. [Filip Jalowski]

 

4. Boyhood

boyhood

Prawdopodobnie najważniejsza premiera 2014 roku. Richard Linklater nieśpiesznie przeprowadza nas przez kolejne błahe sceny, chwyta kamerą zwyczajność i rutynę dnia, tak że w jego filmie stają się one fascynujące.  „Boyhood” to kino bezpretensjonalne, nie żądające niczego od swoich widzów i pozbawione sztucznego dramatyzmu. To film  o nieśpiesznej, swobodnej narracji potwierdzającej ogromne wyczucie reżysera. Dodatkowo doskonałe kreacje aktorskie Patricii Arquette i Ethana Hawke’a. Ten film będzie przedmiotem dyskusji przez najbliższą dekadę. Przynajmniej. [Maciej Niedźwiedzki]

„Boyhood” jest jednym z największych zawodowych dokonań Linklatera. Niesamowite podsumowanie jego twórczości, tak często skupionej na obserwowaniu „zwykłych” relacji między ludźmi, codziennych rozmów, które zazwyczaj służyły reżyserowi do wyrażenia swoich niebanalnych życiowych poglądów, ale tak jak treść i sposób przekazu ewoluowały w kolejnych jego filmach, wraz z nabierającym życiowego doświadczenia artystą, tak zmieniał się przez te 12 lat „Boyhood”. A jednak, pozostał przy tym dziełem spójnym, bardziej ciekawym merytorycznie pod koniec historii, ale nie znowu jakoś znacząco odległym od filozoficznych przekonań z początkowego materiału. Zwłaszcza, że obserwowaliśmy kilkunastoletni proces formowania tych myśli i ich finałowy kształt nie wziął się znikąd. Czyż nie można tego powiedzieć o całej twórczości Linklatera? [Krzysztof Bogumilski, fragment recenzji]

3. Zaginiona dziewczyna / Gone Girl

gone_girl_review_1-0

Fincher w charakterystycznym dla siebie stylu, czyli chłodnymi kadrami i spokojną narracją serwuje nam gatunkowy misz-masz, który mimo powolnego tempa trzyma w napięciu od początku do końca. Przy okazji dowiadujemy się trochę o relacjach damsko-męskich oraz o tym, że Rosamund Pike pod okiem dobrego reżysera potrafi grac. I to jak potrafi! Do tego całkiem niezły Affleck, Neil „Barney” Patrick Harris i uczucie ogromnej złości po zakończeniu seansu. Bynajmniej nie z powodu poziomu filmu.  [Szymon Pajdak]

„Zaginiona dziewczyna” to film pełen niespodzianek, zwłaszcza tych fabularnych, lecz na mnie największe wrażenie zrobiło to, z jaką łatwością twórca „Gry” bawi się gatunkowością swojego dzieła. Dreszczowiec nie tylko zmienia się w satyrę na media i ich oddziaływanie, ale i w najczarniejszą z czarnych komedii. Od pewnego momentu tragedie i nowe rewelacje budzą mniej niepokój, a bardziej zdrowy śmiech, sugerując ambicje wykraczające ponad standardowy thriller. Ton filmu nadal pozostaje wyjątkowo siermiężny, typowo fincherowski, ale nie przeszkadza to reżyserowi, a zwłaszcza samej Flynn, w tworzeniu sytuacji – w innym filmie, z góry skazanych na porażkę – tutaj zaś dopełniających obraz małżeńskiego szaleństwa i koszmaru. [Krzysztof Walecki]

2. Grand Budapest Hotel

grand

Film Andersona opowiada o momencie przełomowym. Czasie, w którym świat ustrojonych w paryskie suknie hrabin, dżentelmenów perfumujących się obficiej od dam, arystokracji rezydującej w pełnych przepychu, alepejskich rezydencjach został rzucony na kolana uderzeniem kolby nazistowskiego karabinu. Ci, którzy czytali Czarodziejską górę Manna, odnajdą w murach hotelu Grand Budapest nastrój wypełniający sanatorium w Davos. To wszystko nie jest jednak podane jak na tacy, przekazane nazbyt dosłownie. Anderson prowadzi z widzem wspaniałą grę, w trakcie której co i rusz otwierane są kolejne szuflady i szufladki skrzętnie przygotowanej opowieści szkatułkowej. Dzięki temu kolejna wizyta w niezwykłym świecie reżysera jest nie tylko poruszająca, ale i uroczo zabawna. [Filip Jalowski]

1. Wolf of Wall Street / Wilk z Wall Street

wolf

Marty, Marty, Marty jak to dobrze, że mimo tylu lat na karku pokazujesz soczystego fucka całej zgrai reżyserów, którzy nie dorastają Ci do pięt. Tempo, narracja, zdjęcia, humor, poszczególne sceny. To wszystko sprawia, że „Wilk z Wall Street” to hedonistyczna filmowa uczta, którą mimo prawie trzech go pochłania się bez chwili znużenia. Do tego dochodzi cały zespół aktorski z wyśmienitym DiCaprio i równie dobrym Hillem. 5 seansów za mną i nie czuję znużenia, mam ochotę na więcej i więcej. Zupełnie jak Jordan Belfort.[Szymon Pajdak]

Ciężko napisać o Wilku coś nowego, ponieważ początek ubiegłego roku stał pod znakiem zaciekłych batalii pomiędzy jego zwolennikami i przeciwnikami. W bitwie na argumenty powiedziano właściwie wszystko, co powiedziane być powinno, dlatego moje krótkie podsumowanie będzie w zasadzie przyznaniem się do sympatyzowania z obozem pro-belfortowskim. Uważam, że Wilk z Wall Street to najlepszy film Scorsese od czasów Kasyna. Intensywność, z jaką zademonstrowano w nim kolejne stadia życia bohatera to prawdziwy majstersztyk sztuki filmowej. Niezapomniana rola DiCaprio, doskonała kreacja Hilla, świetny zespół szarżujący za ich plecami i Martin Scorsese, jakiego znamy z dawnych lat – precyzyjny, doskonale wyczuwający rytm opowieści, świetnie rozumiejący swoich bohaterów. Chcę więcej. [Filip Jalowski]







  • eraserhead

    „The Locke” jest przykładem tego jak można film wychwalić z jakiegoś powodu (aktorstwo), a o reszcie wspomnieć tak zdawkowo, że też jest dobra, choć nie wiadomo dlaczego. Może to przykład braku własnego zdania i kierowania się jakimś owczym pędem w poszukiwaniu oryginalności tam gdzie jej nie ma? Film to całość i ten konkretny jako całość nie zasługuje nawet na splunięcie. Połączenie dobrej gry aktorskiej Hardy’ego z zamkniętą scenerią auta, nie wystarczyło, żeby ten film był czymś więcej niż pretensjonalnym gniotem. Brakuje przede wszystkim scenariusza, reżyser na spółkę z Hardym dwoi i się troi, żeby wyciągnąć z tego jak najwięcej, ale im dalej tym całość brnie w żenadę, której nie da się obronić. Końcówka (jak to końcówki) dostarcza jakiejś klamry, ale tonie ona w żenadzie poprzednich 90 minut. Pozornie środki są oszczędne, ale jednak wszystko zagrane jest na najwyższych nutach, totalny maksymalizm, z racji że facet twardy i prosty to również totalna łopatologia w scenariuszu. Przez chwilę jest tajemniczo, bo nie znamy powodów bohatera, a potem zaczyna się festiwal natrętnej prostackiej dosłowności, wszystko musi być wypowiedziane na głos, żeby widz się nie nudził. Dosłownie i w przenośni emocjonalne lanie betonu. Scena, w której ów twardziel próbując wytłumaczyć widzom swoją zawziętość rozmawia z widmem przeszłości ojca na tylnej kanapie to największa żenada jaką w życiu widziałem. Ten film patrząc po ocenach jakie zbiera na rotten czy imdb to światowy fenomen, pewna wskazówka dokąd zmierza współczesna bezrefleksyjność widzów i recenzentów wobec filmów, które na starcie oferują widzowi coś nietypowego, ładnie opakowanego i na tym kończą.

    • frost

      Oceny na RT, IMDB, czy ta na KMF po prostu nie mogą znaczyć wiele, skoro jedyną i nieomylną prawdę na temat tego filmu znasz tylko ty… Bądz nam latarnią w czasach bezrefleksyjności wobec filmów.

      • eraserhead

        Sarkazm zamiast kontrargumentów? Typowe dla ich braku.

        • frost

          No masz! Przez ciebie musiałem przerwać tapetowanie ściany twoim tekstem. Sarkazm to reakcja obronna, sorry, już tak mam przy opiniach, w których autor liże się po jajach, uznając za jedyne tylko to, co swoje.
          p.s A ja się zgadzam z RT, IMDB oraz KMF i co mi zrobisz? :)

          • eraserhead

            Nic dla Ciebie istotnego Ci nie zrobię. Nazwę Cię tylko po imieniu – tani prowokator i ignorant, który nie lubi myśleć samodzielnie, wysługując się najprostszymi rozwiązaniami (jałowy sarkazm, obraźliwe sformułowania, szczeniackie odzywki i cudze opinie „bo tak”).

          • frost
          • eraserhead

            jw.

    • no stary, pojechałeś po bandzie. Rozumiem, że się nie podobało, żeś zniesmaczony i zawiedziony, ale oskarżać tych, którzy doceniają (w olbrzymiej większości) o bezrefleksyjność? Ty myślisz, inni nie myślą – taka konkluzja wyłania się z twojej opinii. Dość żałosne, bo wykluczające zdanie innych osób. Choć poprawnie napisane, chwali się.
      Jutro pojawi się Top5 każdego z redakcji. Będziesz miał okazję wygarnąć ad personam.

      • frost

        eraserhead- powyżej specjalnie dla ciebie wersja bez sarkazmu, tak na wszelki wypadek raz jeszcze, już łopatologicznie.

        • eraserhead

          Niepotrzebnie się do mnie zwracasz, już się przedstawiłeś.

      • eraserhead

        Nie wykluczam zdania innych osób, a jedynie z nim polemizuję przy użyciu uprawnionych dość jaskrawych środków, adekwatnych (moim zdaniem) do umieszczenia tego filmu w takim rankingu. Zadaję pytanie odnośnie podejrzanie zdawkowego potraktowania innych niż aktorstwo zalet tego filmu. Zastanawiam się nad niezrozumiałym dla mnie fenomenem „Locke” i spekuluję na ten temat w kontekście ludzkiej bezrefleksyjności połączonej z zafiksowaniem się nad tym, żeby mieć jakiekolwiek zdanie, myśleć cokolwiek lub nie myśleć w ogóle gdy ładne i proste obrazki przemykają przed oczkami (szczeniaczek frost).
        Próbuję rozwikłać jak można kupić tę przygodę fachowca betoniarza, jak można uwierzyć w te emocje tak łopatologicznie wyciągane na wierzch. Skąd się to bierze, że jeden z najgorszych (tak moim zdaniem) filmów nie tylko ubiegłego roku trafia na jakikolwiek piedestał? Próbuję zrozumieć, bo znacznie ciekawsze od tego filmu jest dla mnie to co zobaczyli w nim inni, a czego ja nie dojrzałem. Mam wrażenie, że zrozumienie tego dostarczy mi cennych informacji zarówno o sobie jak i innych. Nikt jednak polemizować nie chce, tak jakby temat był niewygodny, a przekonania nie dość utwierdzone betonem ;)

        • frost

          „[…] bo znacznie ciekawsze od tego filmu jest dla mnie to co zobaczyli w nim inni, a czego ja nie dojrzałem. Mam wrażenie, że zrozumienie tego dostarczy mi cennych informacji zarówno o sobie jak i innych”. buahahahaha, koleś bo pęknę, bujaj las a nie nas. Czy ty siebie przeczytałes? Zestawienie tego taniego bajeru z twoją pierwszą opinią brzmi jak słaby żart, nie odwracaj kota ogonem. Serio, po czymś takim ciężko cie brać na poważnie.

          • eraserhead

            Synku to przeczytaj jeszcze raz, a potem wróć do pozycji numer 6. rankingu i tam masz fragment autora M. Niedźwiedzkiego „[…]Po drugie „Locke” jest również wyjątkowym osiągnięciem reżyserskim i scenopisarskim. Myślę, że każdy czuje dlaczego”.
            Teraz rozumiesz?

          • frost

            „Synku”? serio…? :) nie tłumacz się, trochę za późno się obudziłeś. Proponuję zmienić nick, bo to się będzie za tobą ciągnęło, ewentualnie spuścić dumę w toalecie, nabrać pokory i przeprosić użytkowników KMF za nieznośnie protekcjonalny ton wysmażonego tekstu, z czasem pewnie zapomnimy. Mimo wszystko spróbuj dziś zasnąć. Wszystko będzie dobrze:)

          • eraserhead

            Z tego co piszesz bije Twoja kompletna bezradność, aż czuć jak Cię zabolał ton mojego merytorycznego podejścia. Nie potrafisz uzasadnić swojego zdania, pewnie nawet nie jesteś pewien czy jakieś masz czy to tylko ból dupy, i bijesz ogonkiem o ziemię, żeby za wszelką cenę pogryźć mnie po kostkach, żeby Twoje było na wierzchu.
            Bezradne głupiutkie obrazki, zaimki osobowe, szczenięce odzywki i brak elementarnej logiki – po raz ostatni się nad Tobą schylam piesku. EOT

    • Tajestichooy

      Ty masz pewnie masę lepszych pomysłów na film z jednym aktorem, nie? Ale te wszystkie przemyślenia nasuwają się PO OBEJRZENIU tego rzekomo słabego filmu.

  • steppenwolf1982

    jeśli przyjąć za zasadę datę premiery filmów w Polsce, to zdecydowanie brakuje mi na tej liście „Inside Llewyn Davis” Coenów

    • Tuż za 10. Każdy głosował na 5 tytułów i jednak często nie było miejsca na Coenów. Tak to już bywa.

  • martylek

    „Blue Ruin” to ciekawy film, któremu ze spokojnym sumieniem można wystawić 7/10, ale pierwsza dziesiątka najlepszych filmów 2014 roku? Gruba przesada jak na coś, co wymyka się schematom (zemsta jest początkiem, nie zwieńczeniem historii, a główny bohater w trakcie nie przemienia się w Rambo), ale nie oferuje nic ponadto.

  • frost

    ok, widzę, że ktoś musi zrzucić napalm… więc ja się pytam gdzie jest Interstellar??? :D

    • Na listach:
      – Największe rozczarowania
      – Największe marnotrawstwo potencjału
      – Najbardziej przereklamowane filmy
      – Najbardziej przeceniane filmy

      • frost

        aha. Dziękuję za wyczerpującą odpowiedz :)

  • Andriej

    Gone Girl trochę za wysoko, zamieniłbym to miejscami z Locke, poza tym nie mam uwag. Nawet ścierpię GotG, w końcu lepsze to niż Godzilla czy Edge of Tomorrow…
    TO MOŻEMY W KOŃCU DOSTAĆ TE HEZEKARY?

  • Marek85

    A ja chciałbym podziękować szanownej redakcji. Uwielbiam Kraby, Hezekary i wasze plebiscyty. Dzięki nim wiem co obejrzeć, czego unikać i właśnie kolejny raz obejrzałem wyśmienity film, o którym wcześniej nie wiedziałem. Mówię o Locke, rewelka! Dzisiaj obejrzę Strażników. Robicie dobrą robotę!

  • Szamian

    I oto mi chodziło :)

  • Khaosth

    Szczerze powiedziawszy najbardziej ciekawił mnie werdykt w nieobecnej w tej edycji kategorii „NAJLEPSZY REKWIZYT”. Miałem swojego cichego faworyta (czerwony kostium Waltza do przeglądania strony seksownej pielęgniarki z „Teorii Wszystkiego” Gilliama) i byłem ciekawy, czy załapie się do finałowej piątki.

    Teraz pozostaje czekać na HEZEKARY! :)

  • q

    bosze wilk przed her. Koniec świata. Wilk jeden ze słabszych filmów reżysera na pierwszym miejscu. Juzu Połowa tych filmów na tej liście jest słaba i płytka.

  • Ziomaletto .

    Czy wy jesteście naprawdę upośledzeni, że takie gówno jak Wilk z Wall Street uznajecie za arcydzieło? :>

  • Pingback: GREEN ROOM – Skinheadzi vs punkowcy w Cannes | FILM.ORG.PL()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Exodus: Bogowie i królowie

Następny tekst

Redakcyjny TOP5



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE