Ranking

UPIERDLIWI KLIENCI, czyli koszmar kasjera

Autor: Jan Dąbrowski
opublikowano

Żadna praca nie hańbi – są po prostu mniej lub bardziej irytujący klienci. Często sami nie zdają sobie z tego sprawy, po prostu są zajęci swoimi sprawami, zamyśleni i się spieszą. I to wszystko jest zrozumiałe, ALE żadna z tych rzeczy nie zwalnia ich z elementarnych zasad kultury. Nie wiem jak wam, ale mnie mama zawsze mówiła, że jak się gdzieś wchodzi, to wypada powiedzieć „Dzień dobry”, a dopiero potem można o coś zapytać lub załatwić sprawunki. Niby oczywistość, a jednak każdego dnia trafiają się klienci przekonani, że są jedyni na świecie i cały personel czeka tylko na nich. Ponieważ – co dla niektórych może być szokujące – tak nie jest, czasami dochodzi do napiętych sytuacji i wymiany opinii nie zawsze najwyższej jakości. Ponieważ życie pisze najlepsze scenariusze, niektóre sytuacje z tak zwanym trudnym klientem trafiają czasem do filmów.

1. Zapaśnik – typ upierdliwego klienta

To wprawdzie tylko kilka minut, ale kolorytu ma więcej niż ośmiogodzinna zmiana w spożywczaku. Oto podstarzały zapaśnik Randy (Mickey Rourke) musiał znaleźć sobie etat i trafił do supermarketu na dział serów i mięs. Obsłużył kilkadziesiąt osób i – choć dobrze sobie radził – zakończył zmianę, wkładając rękę do krajalnicy. Wszystko przez jednego klienta, który nie umiał odpuścić i z uporem maniaka zaczął wypytywać Randy’ego, czy jest tym słynnym zapaśnikiem z lat 80. Bohater najpierw zaprzecza i stara się nie ciągnąć rozmowy, ale namolny mężczyzna nie przestaje drążyć tematu. Mówi w lekceważący sposób, nie myśląc, jak Randy może odebrać takie zachowanie. Na szczęście dla klienta Randy wolał skaleczyć siebie zamiast niego.

2. Wściekłe psy – typ zarozumiałego buca

Podczas integracyjnej kawy ekipa pana Cabota prowadzi luźną dyskusję o znaczeniu piosenki Madonny. Kiedy spotkanie się kończy, szef zarządza zrzutkę na napiwek dla obsługi. Nikt się nie spiera, wszyscy grzecznie się składają. Poza panem Różowym (Steve Buscemi), który oznajmia, że on nic nie doda, bo nie wierzy w dawanie napiwków. Zamiast solidarnie zostawić dolara (zwłaszcza że Cabot za wszystko płaci), wdaje się w jałową dyskusję z kolegami przy stole. Bo przecież jeśli kelnerki źle zarabiają, to zawsze mogą się zwolnić. Nikt im nie każe pracować w gastronomii, a napiwki powinny być za coś ekstra, nie z automatu. Na dodatek uważa, że terminu „zbyt zajęta” w ogóle nie powinno być w słowniku obsługi lokalu. Nie interesuje go, że praca z klientami jest trudna, a same pensje nie są zbyt wysokie. Dokłada się dopiero po zruganiu przez szefa, a i wtedy nie jest zachwycony.

3. American Psycho – typ histerycznego dupka

Patrick Bateman (Christian Bale) to arogancki, egoistyczny palant, któremu wydaje się, że może nim być, bo zwyczajnie go stać. Ale w drogim garniturze i z nienaganną fryzurą nie wypada lepiej, jeśli w każdym lokalu, a nawet w pralni chemicznej zachowuje się jak dupek. Pokrzykuje, wydaje polecenia, machając rękami, i nie daje nikomu dojść do słowa. Szykowny wygląd mocno gryzie się z prostackim zachowaniem, ale Patrick pewnie nie słyszał powiedzenia, że liczy się wnętrze.

4. Dzień świra – typ złośliwy

Do kompletu nerwic podstarzałego nauczyciela (Marek Kondrat) dochodzi jeszcze użeranie się z nierozgarniętymi klientami w sklepach. A to ktoś uderza go koszykiem, a to popycha ręką, a to krzyczy mu nad uchem. Sfrustrowany bohater nie może normalnie zrobić zakupów, bo wszędzie są inni ludzie, którzy zachowują się, jakby byli najważniejsi. W rzeczywistości są absorbujący i niegrzeczni, a swoim nierozgarnięciem zajmują czas i miejsce zarówno pracownikom, jak i innym, normalnym klientom.

5. Clerks – Sprzedawcy – typ… każdy

Bezmyślnych klientów nie da się pozbyć, bo zawsze się jacyś znajdą.

Film Kevina Smitha to katalog najgorszych zachowań klientów w pigułce. Dante (Brian O’Halloran) pracuje w sklepie wielobranżowym, a Randal (Jeff Anderson) w wypożyczalni kaset wideo za ścianą. W ciągu dnia odwiedza ich prawdziwa galeria dziwadeł. Jedni wybierają jajka z opakowań, by zebrać idealny tuzin, inni przegrzebują lodówki w poszukiwaniu butelki mleka z najdłuższym terminem. Są i tacy, którzy kupując gazetę, zaczynają ją wertować przy kasie i komentować głupawe nagłówki. Do tego dochodzą głupie pytania typu „Ile to kosztuje?”, bo klientowi łatwiej zapytać, niż użyć oczu i samemu sprawdzić cenę. To samo w przypadku bywalców wypożyczalni: „Jak nazywał się ten film z tym aktorem, co grał w tym filmie?” albo „Co poleciłby pan dziecku, które się moczy?”.

Podobne do tych albo jeszcze głupsze pytania słyszy zapewne większość sprzedawców każdego dnia swojej pracy. Bezmyślnych klientów nie da się pozbyć, bo zawsze się jacyś znajdą. Grunt to nie być jednym z nich. Wystarczy witać się i żegnać, a z kasjerem rozmawiać krótko i rzeczowo. Nigdy nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie blatu, więc zawsze lepiej zostawić po sobie dobre wrażenie.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane