Ranking

TOP5 OD REDAKCJI

Autor: REDAKCJA
opublikowano

A oto nasze redakcyjne piątki, czyli to, co było najlepsze w 2016 roku wg każdego z osobna.

Najlepsze filmy roku – TUTAJ.

Najlepsze seriale, aktorzy i kwestie techniczne – TUTAJ.

Archiwalne wyniki Złotych Krabów dostępne są TUTAJ.

Krzysztof Walecki

1. Joy

Lubię, gdy film zaskakuje mnie w sposób absolutnie niespodziewany. W przypadku Joy wiele osób było rozczarowanych nowym obrazem Davida O. Russella, wszakże to historia kobiety, która wymyśliła mopa. Jak dobre i porywające może to być? Właściwie to może i jest. Russell kreuje na ekranie prawdziwy świat z bohaterami z krwi i kości, jednocześnie tworząc atmosferą niczym z dziwnej, współczesnej bajki. Magia unosi się w powietrzu, choć zanim tytułowa bohaterka osiągnie sukces spotka ją wiele bólu i rozczarowań, które, przyznam, wprawiły mnie w niemałą frustrację podczas seansu. W Joy bowiem nie o mop chodzi, lecz o marzenia i świadomość własnej wartości gniecione przez gorzką prozę dnia powszedniego – w zderzeniu z brutalną rzeczywistością, ludzką zawiścią i chciwością tylko osoba silna przetrwa. I tylko osoba silna przebaczy. Brawa również należą się ulubienicy Russella, Jennifer Lawrence, która absolutnie rewelacyjnie ukazała Joy jako kobietę tak długo tłumiącą w sobie swą pasję i chęć do życia, że gdy w końcu postanawia podjąć walkę, ekran wręcz eksploduje od jej energii i determinacji. Wielki film, wielka rola.

2. Aż do piekła

Współczesny western o złodziejach napadających na banki oraz szeryfie ich ścigających. I choć słyszeliśmy tę historię setki razy, reżyser David Mackenzie wespół ze scenarzystą, Taylorem Sheridanem, udowadniają, że jak zwykle diabeł kryje się w szczegółach. Szalenie wciągające kino sensacyjne, ale też ballada o świecie, który ginie oraz moralizująca opowieść o konsekwencjach zabawy w policjantów i złodziei – Aż do piekła niepostrzeżenie przechodzi od schematu do przypowieści, udowadniając, że dramat i mądrość można znaleźć nawet w tak wyświechtanej historii. Plus Jeff Bridges, Ben Foster, a zwłaszcza Chris Pine, w jednych ze swoich najlepszych ról.

3. Paterson

Nie wiem, jak Jimowi Jarmuschowi udała się ta sztuka, ale nakręcił film jednocześnie pogodny i niepokojący. Oglądamy świat oczami tytułowego kierowcy autobusu (przesympatyczy Adam Driver), obserwatora codziennego życia, który przelewa swe myśli na papier, w formie bardzo prozaicznych wierszy. Każdego dnia robi to samo – wstaje, idzie do pracy, wysłuchuje coraz to nowych marzeń swojej pięknej żony, a wieczorem, wyprowadzając złośliwego psa, kieruje się do ulubionego baru na piwo. Cieszy go to życie, a nas cieszy, że go cieszy. Ale nie sposób nie zauważyć tego, że był żołnierzem (reżyser parokrotnie zwraca uwagę na jego zdjęcie w mundurze), że do roli żony Jarmusch wybrał Irankę, Golshifteh Farahani, że Paterson nie lubi nowoczesności (nie posiada komórki, ani komputera), i że całość podkreśla niezwykle ciężka jak na tak optymistyczny obrazek muzyka zespołu Sqürl. Być może to tylko ja i to, w jaki sposób XXI wiek uczulił mnie na odbieranie pewnych sygnałów. To podskórne napięcie wcale nie przeszkadza dobrze się bawić na Patersonie, który na każdym kroku skrzy się od typowo Jarmuschowskiego dowcipu i dziwności, ale równocześnie każe mieć się na baczności.

4. Bone Tomahawk

Klasyczny western oraz niesamowicie brutalny horror – Bone Tomahawk lirycznie i makabrycznie opowiada o męskim honorze, który każe ratować damę z opresji. Szlachetne to, choć w pewnym momencie zaczynamy zastanawiać się, czy to prawdziwa rycerskość, czy też doprowadzona do granic głupoty potrzeba udowodnienia swojej męskości. A może po prostu takie zachowanie było najpowszedniejszą rzeczą pod słońcem na Dzikim Zachodzie? Wątpię tylko, czy na dzikość, z jaką bohaterowie muszą się zmierzyć w ostatniej części filmu, również byli przygotowani. Pościg za kanibalami prowadzi Kurt Russell, właściwy człowiek na właściwym miejscu.

5. Ostatnia rodzina

Psychodramat o Beksińskich należy do tych filmów, po których inaczej patrzy się na otaczającą rzeczywistość. Niepozbawiony humoru, ale ostatecznie depresyjny debiut Jana P. Matuszyńskiego ukazuje trudy bycia rodziną, gdy mąż i ojciec jest kapryśnym geniuszem, utalentowany syn bombą, która wybucha raz za razem, a żona i matka jedyną osobą starającą się zespolić ich w całość, lecz mającą siły tylko na jedno życie. Ostatecznie umrze tak, jak żyła, w kuchni, a ta korelacja między życiem i śmiercią będzie również widoczna w przypadku pozostałych członków rodziny. Genialni Andrzej Seweryn i Aleksandra Konieczna, ale Dawid Ogrodnik nie do końca mnie przekonał.

 

Maciek Niedźwiedzki

1. Chłopiec i świat 

Zjawiskowa animacja z Brazylii. Z jednej strony refleksja nad procesem tworzeniem kina animowanego. Z drugiej natomiast to zaangażowane społeczne kino, mierzące się z poważną tematyką gospodarczych i ekonomicznych uwarunkowań,. W te dwie osie wplątana jest również przejmująca historia o trudnym dorastaniu, kształtowaniu się wrażliwości na otaczający świat i ludzi. Każda z tych warstw jest w wyczerpujący sposób podjęta. Finalna puenta (fabularny twist?) wzmacnia przeświadczenie, że obcowałem z dziełem absolutnie wyjątkowym i niebanalnym. Zasłużone pierwsze miejsce za świeżość filmowego języka i ogromny emocjonalny ładunek.

2. Egzamin

Kolejny triumf Cristiana Mungiu. Reżyser wciąga nas w niełatwy do rozwiązania i ocenienia rodzinny konflikt. W jego filmie każda ze stron ma swoje racje, rozsądne argumenty. Determinacja głównego bohatera (Romeo w wykonaniu Adriana Titiniego to najlepsza męska kreacja tego roku) fascynuje, ale również zastanawia pod względem etycznym. Egzamin ma misterny scenariusz i wielkie aktorskie role. Reżyser z premedytacją pozostawia w narracji pewne luki, by widz swoimi domysłami mógł samemu je wypełnić. Otwarte zakończenie krępuje, nie dostarcza uczucia ulgi.Wielki kino, do którego nieraz będę wracał.

3. Vaiana: Skarb oceanu

Dawno w kinach nie było tak dobrej animacji od Walta Disneya. Filmu zarażającego taką mocą i wypełnionego kompleksowymi bohaterami, wplątanymi historię o takiej wadze. Mityczna opowieść jest w brawurowy sposób powiązana z osobistymi motywacjami postaci. W Vaianie wszystko doskonale gra. To film na miarę najlepszych produkcji tego studia z lat dziewięćdziesiątych.

4. Syn Szawła

Do czasu premiery dzieła Laszlo Nemesa wydawało się, że temat Holocaustu został w kinie wyczerpany, że nie ma szans na inne spojrzenie, na nową filmową reprezentację tej tragedii. Węgier wprowadził perspektywę jednostki. Zrezygnował z totalnych planów, skupił się całkowicie na jednej postaci i dzięki temu wygrał. Kino tego gatunku nigdy wcześniej nie było tak bolesne i niewygodne, opresyjne i przerażające. Syna Szawła nie da się wyrzucić z pamięci. To film przełomowy, kamień milowy w historii X Muzy.

5. Mustang 

Niezwykle ważne i poruszające kino. Studium wielowymiarowego zniewolenia. Rozumianego na płaszczyźnie fizycznej, symbolicznej, kulturowej i mentalnej. Mustang ma rewelacyjnie budowaną dramaturgię i oczyszczający finał. Widz dostaje nagrodę za dwie godziny trzymania kciuków, by którejkolwiek z dziewczyn udało się spełnić marzenia o wolności.

To był doskonały rok dla kina. Wyróżnić muszę trzy bardzo dobre polskie filmy: Wołyń, Ostatnią rodzinę i Jestem mordercą. Spore wrażenie wywarł na mnie ambitny Zwierzogród, przejąłem się Pokojem, sporo frajdy dostarczył Tarantino swoją Nienawistną ósemką, świetnie bawiłem się na patetycznym Deepwater Horizon, a Ja, Daniel Blake potrafił autentycznie wzruszyć.

 

 

Jarosław Kowal

Nie będzie w tym zestawieniu „Ostatniej Rodziny”, mimo że lepszego filmu w 2016 roku nie widziałem. Nie będzie też „Zwierząt Nocy” i Marvela, i właściwie niczego z mainstreamu, bo ostatnie dwanaście miesięcy wypełniły wyjątkowo fatalne produkcje. Zamiast tego będzie pięć pozycji, które w mojej opinii nie otrzymały wystarczająco dużo uwagi.

„The Boy”

Zdecydowanie najbardziej niedoceniony horror minionego roku. Wielu zarzucało mu odtwórczość, tymczasem schematy służą tu do igraszek z widzem, a reżyser nie dopuszcza się grzechu kardynalnego współczesnych filmów grozy – jump scare’ów. Już samo to stawia „The Boy” kilka półek ponad konkurencją, ale najlepsze czeka nas w ostatnich minutach, kiedy film o duchach niespodziewanie łączy się ze slasherem. To jedno z najlepszych horrorowych zakończeń w historii.

„Shin Gojira”

Japońska Godzilla powróciła w wielkim stylu jako dramat polityczny z kaiju w tle. Król Potworów jest większy, brzydszy, bardziej przerażający niż kiedykolwiek wcześniej, a próbujący powstrzymać go ludzie to wreszcie postacie z krwi i kości, a nie zaledwie mięso armatnie. Nie zabrakło także drugiego dna – nawiązania do elektrowni jądrowej w Fukushimie, a także proekologicznego przesłania.

„Nie Oddychaj”

Nikt nie dawał szans remake’owi „Martwego Zła”, w końcu ideału nie powinno się poprawiać. Jakimś cudem Fede Alvarez stanął jednak na wysokości zadania i przygotował oryginalną, a nawet straszną wersję klasyka ery VHSów. W swoim całkowicie autorskim debiucie także nawiązuje do klimatu filmów z przełomu lat 80. i 90., a w jego brutalnej rozgrywce właściwie nie wiadomo, czy należałoby kibicować pewnym siebie włamywaczom, czy stawiającemu opór niewidomemu człowiekowi.

„Autopsja Jane Doe”
Jeden z nielicznych horrorów w 2016 roku, które naprawdę straszyły. Półtorej godziny napięcia, minimum formy (właściwie tylko jedna lokalizacja i garstka aktorów), maksimum treści, można mu nawet wybaczyć okazjonalne jump scare’y. Po przygotowanym z rozmachem „Łowcy Trolli” André Øvredal odczekał sześć lat i stworzył kameralne dzieło przywracające wiarę we współczesny film grozy.

„Z Archiwum X”

Było w tym roku mnóstwo lepszych serialów – „Westworld”, „Stranger Things”, „Młody Papież”, nawet drugie sezony „Scream Queens” i „Ash vs. Evil Dead” – ale na żaden inny nie czekałem z tak duża niecierpliwością i oglądanie żadnego innego nie sprawiło mi tak dużej frajdy. Jestem klasyczny Xfilem – Chris Carter może podsunąć mi cokolwiek, wezmę w ciemno i z entuzjazmem podziękuję. Mam świadomość, że kilka odcinków było raczej średnich i tylko dwa naprawdę dobre, niemniej atmosfera pozostała niezmienna i już sama czołówka z muzyką Marka Snowa wystarczyła, abym z miejsca pokochał nową serię.

Karol Barzowski

  1. Nowy początek

Nie spodziewałem się, że sci-fi może mnie tak bardzo wzruszyć. „Nowy początek” to bardzo intrygujący, ale też mądry i wyważony film. Wspaniale wykreowana atmosfera i duże pole do przemyśleń, nawet jeśli rację mają ci, którzy twierdzą, że cały „egzystencjalny” wątek jest w gruncie rzeczy dość banalny i ma słabsze punkty. Villeneuve jest mistrzem z opowiadaniu historii tak, aby widz czerpał z nich jak najwięcej, i po raz kolejny to udowadnia. „Nowy początek” mnie zahipnotyzował, a potem myślałem o nim jeszcze długo po wyświetleniu napisów końcowych.

  1. „Spotlight”

To właśnie tego typu filmy sprawiły, że zainteresowałem się dziennikarstwem jako drogą kariery. „Spotlight” to produkcja równie solidna, jak solidne było śledztwo przedstawionych na ekranie redaktorów „Boston Globe”. Śmiało można stawiać ten film na równi choćby z „Wszystkimi ludźmi prezydenta”. Trudny, kontrowersyjny temat został tu pokazany bez silenia się na tanią sensację i szokowanie – tym, co tworzy ten film, jest ogrom faktów, uczciwość i świetne, nieprzesadzone kreacje aktorskie. Bardzo zasłużony Oscar – cieszy mnie, że takie, wydawać by się mogło, „przestarzałe” kino, wciąż ma się nieźle.

  1. „Zwierzęta nocy”

Zarówno „Zwierzęta nocy”, jak i „Samotny mężczyzna”, wcześniejszy film Toma Forda, są dla mnie jednymi z najpiękniejszych przykładów tego, jak wiele w kinie zależy od wizualności. Ale „Zwierzęta…” to nie tylko ładny, przemyślany obrazek – to również intrygująca, skłaniająca do refleksji historia. Świetnie, że niektóre sceny dają obuchem w łeb, inne są subtelne, czasem ekran zalewa intensywność, innym razem chłód. I jak to zostało zagrane! Amy Adams jest klasą samą w sobie, Jake Gyllenhaal w wielu momentach przekracza to, co pokazał np. w „Wolnym strzelcu”. Kolejną znakomitą rolę zaliczył Michael Shannon. Prawdziwym objawieniem jest jednak Aaron Taylor-Johnson, który chyba dopiero teraz udowodnił na co go naprawdę stać. Zapamiętam ten film na długo.

  1. „Młodzi przebojowi”

Uwielbiam filmy Johna Carneya i bardzo na „Sing Street” (kto wymyślił ten durny polski tytuł?!?) czekałem. Niestety, nie pojawił się w polskich kinach. A szkoda. To wspaniały, przepełniony młodzieńczą energią i pewną nostalgią, „zwyczajny” musical – nie będzie tu tańców na ulicy wśród tłumu rozśpiewanych przechodniów, idealnych, nagranych w studiu wokali itd. Młodzi, nieopatrzeni aktorzy świetnie wpisali się w stylistykę lat osiemdziesiątych, kiedy to rozgrywa się akcja filmu – dla tych, którzy choć trochę otarli się o tę dekadę, „Sing Street” będzie nie lada gratką. Duran Duran, A-ha, pierwsze teledyski, przesadzone stylizacje. Dość trudne, ale jednak szczęśliwe, kolorowe czasy zyskały w postaci tego filmu piękny hołd. Piosenka „Drive It Like You Stole It” to mistrzostwo!

  1. „Moje córki krowy”

Dawno nie widziałem tak dobrego polskiego filmu. O ciężkich tematach mówi się tu w sposób lekki, z dystansem, nawet ironią. Kindze Dębskiej udało się opowiedzieć o śmierci bez typowego polskiego epatowania cierpieniem. Dwie siostry, w które mistrzowsko wcielają się Agata Kulesza i Gabriela Muskała, wywołują u widza raz płacz, raz śmiech. „Moje córki krowy” to właściwie kwintesencja komediodramatu – wszystko wyważone jest tu wprost idealnie. Inteligentne, zabawne, wzruszające kino. Minimalnymi środkami polscy twórcy osiągnęli coś naprawdę znakomitego. Na taką rodzimą produkcję czekaliśmy długie lata.

 

Jan Dąbrowski

1. High-Rise

Nawet jeśli pominiemy grę symbolami i nawiązania do klasyki, film Wheatleya nadal broni się na wielu płaszczyznach. Estetyczne cacko, gdzie nawet to, co zniszczone i brudne, przyciąga do ekranu. Świat ograniczający się niemal wyłącznie do jednego wieżowca jest tu zamkniętym, betonowym światem, który w przepiękny sposób niszczeje. W tle zapadająca w pamięć, chwilami niepokojąca muzyka. A aktorzy poprowadzeni tak, że nawet Luke Evans okazał się tu bardzo dobry. Błyskotliwe dialogi i odważna, retrofuturystyczna wizja, do której chce się wracać.

2. Ostatnia rodzina

Film pokazujący czasy PRL-u bez polityki? Polski artysta przedstawiony jako człowiek, a nie pomnik ze spiżu? I jeszcze do tego przez debiutującego reżysera? Niemożliwe, a jednak się stało. Intymny, odarty z patosu i hipokryzji kameralny dramat o rodzinie Beksińskich pokazuje ludzi, którzy mogliby być naszymi sąsiadami. Są przy tym nietuzinkowi i intrygujący. Pełnometrażowe podglądanie wyjątków z życia Zdzisława, Tomka i Zofii łączy w sobie bezkompromisową szczerość, łamanie tabu i pewną dozę szaleństwa. Dodane do scenariusza elementy fikcyjne sprawiają, że historia jest bardziej uniwersalna, a bohaterowie mocno ze sobą kontrastują. Renesans polskiego kina trwa.

3. Służąca

Początkowo prosta fabuła osadzona w latach trzydziestych ubiegłego wieku okazuje się skomplikowanym labiryntem intryg, gdzie motywacje bohaterów (i nasze ich postrzeganie) zmieniają się jak w kalejdoskopie. Służąca, hrabia, bogata dziedziczka i oschły wuj – nikt nie jest tym, kim się wydaje, przedmioty pozornie bez znaczenia nabierają makabrycznych znaczeń, a wszystko tonie w pięknych kształtach, kolorach i dźwiękach. Niebywałe, jak wysoki poziom można osiągnąć umiejętnym zastosowaniem prostych metod. Oldboy był zabójczy, ale Służąca jest przy tym uwodzicielska.

4. Lobster

Nietypowa, absurdalna i przygnębiająca wizja przyszłości. Albo dobierasz się z kimś w parę, albo zamienisz się w wybrane zwierzę – tak w skrócie wygląda ultimatum, które przyjmują goście filmowego ośrodka. Oparty na tak dziwacznym pomyśle scenariusz okazał się wyjątkowo dojrzały. Obsadzenie Colina Farrella w roli nieśmiałego, wąsatego okularnika z lekką nadwagą to strzał w dziesiątkę. Specyficzne kino, oby więcej było go w tym roku.

5. Ederly

Kafka, realizm magiczny i trochę ostrego jak brzytwa humoru. Dumała po kilku latach przerwy zachwyca kadrami w czerni i bieli, zabawą z czasem i przestrzenią. Warto zobaczyć, bo to ewenement w polskim kinie, które ostatnio rozkwita.

Agnieszka Front

1. Łotr 1

Tego filmu raczej przedstawiać nie trzeba. Rozpoczęta w 1977 roku historia zmagań Jasnej i Ciemnej Strony Mocy ma się świetnie również i 30 lat później. Najnowszy, pochodzący z 2016 roku obraz pod tytułem „Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie”, również. Po raz kolejny mamy możliwość przeniesienia się w świat, który urzekł nas za sprawę George’a Lucasa. I za to będziemy mu dozgonnie wdzięczni.

2. Star Trek: W nieznane

Jestem fanką „Star Trek” (mam tu na myśli zarówno seriale, jak i filmy kinowe) odkąd pamiętam Nie mogło więc zabraknąć tego obrazu w moim zestawieniu. Może znajdą się te z lepszymi efektami, lepiej poprowadzoną historią – pewnie tak. Ale w „Star Trek: W nieznane” jest coś, co powoduje drżenie serca nie tylko fanów tego uniwersum. A i sama rozrywka jest niczego sobie.

3. Psy mafii

Wysoka pozycja być może nieco mniej znanego szerszej publiczności filmu może budzić zaskoczenie. Ja jednak obejrzałam ten dosyć mroczny i brutalny film z ogromną przyjemnością. Otrzymaliśmy nie tylko doskonałą obsadę z wieloma głośnymi nazwiskami, ale również spójną i ponurą historię tego, co jest w stanie dopuścić się człowiek dla osiągnięcia własnych, często godzących w prawo, celów.

4. The Crown

Niech mi ktoś powie, że Anglicy nie potrafią „robić” filmów, albo seriali! A potem niechaj zasiądzie w fotelu i przeniesie się w czasy, gdy „wtedy jeszcze nie królowa” Elżbieta II dopiero rozpoczynała swoje panowanie. Gdy uczyła się, jak pełnić tą zaszczytną, ale zarazem bardzo trudną funkcję, jak pogodzić sprawowanie władzy i życie rodzinne, idące często ze sobą w konflikcie i to nie tylko pod kątem interesów, ale również zwyczajów panujących na dworze, czy podczas danych ceremonii. Warto, gwarantuję.

5. Zanim się pojawiłeś

Można by stwierdzić, że to film typowo kobiecy. Romans, jakich wiele i nic w nim specjalnego nie ma. Zupełnie nie zgadzam się z taką opinią. Co prawda osobiście preferuję książkę pod tym samym tytułem, ale i filmowi niczego nie brakuje. Aktorzy zagrali całkiem fajnie, mimo presji – oczekiwania, ze względu na popularność książki i dosyć…hm, niezwykłe, jak na tego rodzaju dzieła, zakończenie – były bardzo duże.

Paweł Kuraś

Ostatnia rodzina

Wyśmienicie zrealizowany film o grupie osób z niesamowicie toksyczną relacją, która mimo wszystkich przeciwwskazań próbuje tworzyć rodzinne więzi i zwać się rodziną. To wszystko okraszone idealnie dobraną muzyką, ekspresyjną kreacją Tomasza Bagińskiego w wykonaniu Dawida Ogrodnika i dopieszczoną w najdrobniejszych detalach scenografią.

Aż do piekła

Film utrzymany w konwencji braci Coen, który zadaje mnóstwo pytań do oglądającego go widza. Czy pod wielką finansową presją jesteśmy gotowi zrobić wszystko? Jaką wtedy postawimy granicę swoich działań i jakiego będziemy szukać usprawiedliwienia? Do tego okraszenie tego wzorowym warsztatem produkcyjnym, sprawia, że w moim odczuciu wejdzie on do kanonów klasyki filmowej.

Wołyń

Chwytające za serce potępienie zła, ukazujące najbardziej bestialską stronę człowieka, bez pokazywania winnych palcem, a jedynie wskazujące, że do początkowo sielankowego świata dwóch kultur, żyjących we względnym pokoju i zgodzie, można zaszczepić czyste zło, które posuwa sąsiadów do czynów niegodnych ludzi.

Nienawistna ósemka

To tarantinowski rzut oka na kolejny rozdział historii Ameryki, skupiający na ekranie bohaterów, których oprócz wzajemnej nienawiści nie łączy zasadniczo nic – może poza nienawiścią do jeszcze gorszych od siebie, co pozwala na jakiekolwiek kolektywne działanie. Do tego mistrzowskie wymieszanie chronologii, tak uwielbiane przez fanów Quentina i mamy moim zdaniem jeden z lepszych filmów tego roku.

Deadpool

Mimo iż nie jest to najwybitniejszy film w dziejach, to jednak jest to moim zdaniem obraz przełomowy – twórcom udało się zerwać z ugrzecznionymi konwencjami filmów o komiksowych herosach i pokazać to wszystko w sposób jaki wyglądałoby to w prawdziwym świecie – bo nie oszukujmy się, praca superbohatera nie należy raczej do zajęć, które uszlachetniają, a wymierzanie sprawiedliwości musi znaleźć jakieś ujście w stylu bycia.

Jacek Lubiński

Cloverfield Lane 10 – Świetne, minimalistyczne kino s-f, które pozytywnie zaskakuje i wnosi do tematu odrobinę świeżości.

Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów – Zaraz po Avengersach to chyba najlepszy marvelowski blockbuster, który w natężeniu akcji i bohaterów nie gubi emocji.

Siedem minut po północy – Piękny, emocjonujący, szczery i mądry film, który powinien stać się współczesną klasyką.

Syn Szawła – Prawdziwy dynamit, jakiego dawno w kinie nie było.

Zjawa – Zjawiskowo zrealizowana przygoda, którą ogląda się na bezdechu.

 

Radosław Pisula

1. BONE TOMAHAWK

Błyskotliwy pisarz S. Craig Zahler przekonał do swojego reżyserskiego debiutu grupę konkretnych aktorów, wziął ich na niecały miesiąc na tereny filmowego rancza Paramountu i na minimalnie minimalnym budżecie (niecałe dwa miliony dolarów) nakręcił gatunkową petardę, która świeżością zawstydza przeżarte kalkomanią Hollywood. Widz dostaje twardy jak końskie kopyto western, pożyczający trochę z Poszukiwaczy, trochę z Rio Bravo, ale uderzający w pewnym momencie cudowną woltą fabularną, która popycha seans (nieśpiesznie, ale trzymając za gardło coraz mocniej z minuty na minutę) w stronę… horroru kanibalistycznego. Wzbierająca dziwność, nawiedzająca świat męskich bohaterów, miesza się z efektownym gore i konkretnymi dialogami. Świetnie zagrane, przemyślane w każdej sekundzie kino, które udowadnia, że pomysł i konsekwencja nadal mogą walczyć z wielkimi pieniędzmi.

2. ŁOTR 1. GWIEZDNE WOJNY – HISTORIE

Lubię klasyczną trylogię, chociaż nie jestem jakimś szczególnym fanem Gwiezdnych wojen, ale odgrzewane Przebudzenie mocy zapomniałem kilka tygodni po premierze. Po Łotrze 1 też nie spodziewałem się wiele, bo Godzilla Edwardsa zdewastowała moje oczekiwania związane z jego kolejnymi filmami. Ruszyłem jednak do kina i bach! Widowisko wzięło mnie z zaskoczenia i z miejsca się zakochałem. To kapitalne kino akcji, technicznie prawie nieskazitelne (oprócz kulejącego jeszcze aktorskiego CGI), w którym na każdym kroku czuć ogrom gwiezdnowojennej mitologii. Edwards dodaje do kultowego świata sporo nowych rzeczy, stara się przeszczepić w konwencjonalne ramy świeże rozwiązania formalne, takie jak np. przemyślane starcia militarne, gra na emocjach, wyraziście zarysowując blaski oraz cienie działań Rebelii i – co najważniejsze – razem z grupą straceńców serwuje widzowi świetną zabawę. Łotr 1 nie jest filmem idealnym, ale to Gwiezdne wojny przystosowane dla mnie – już na stałe zostanie niezbywalną częścią moich maratonów z Epizodami IV-VI.

3. AŻ DO PIEKŁA

Kolejny kapitalny western i najprawdopodobniej zaginiony scenariusz Waltera Hilla, który Taylor Sheridan znalazł pod jakimś kaktusem. Zapyziałe amerykańskie mieściny wyglądają przepięknie w palącym słońcu, zdjęcia robią wrażenie, ale szkieletem filmu są starcia świetnych aktorów – w różnych kombinacjach. To surowa wariacja na temat kumpelskich filmów akcji i jednocześnie historia współczesnych kowbojów, za którą ponad pół wieku temu z chęcią wziąłby się pewnie John Ford – doprawiona celnym komentarzem społecznym. Fantastyczni Foster i Bridges.

4. LAMENT

Niby przemocny gatunkowy tygiel (horror satanistyczny, dramat, kryminał, film o zombie, a nawet slapstickowa komedia), ale wyważony idealnie, trzymany przez reżysera w ryzach w każdej sekundzie – chociaż może ciut za długi. Rzadko kiedy tajemnica aż tak intryguje, a tropy są tak przemyślanie mylone – chociaż już od początku są podane jak na tacy, jeśli znamy stojące za fabułą koreańskie wierzenia. Oscar dla zagarniętego przez naturę miejsca akcji.

5. SŁUŻĄCA

Zawsze uważałem, że ktoś powinien połączyć Emmanuelle z Ocean’s Eleven. Dzięki, Park. Widowisko błyskotliwe, zaskakujące, śliczne wizualnie, zmysłowe – Korea czasów japońskiej okupacji została stworzona do sensualnych wygibasów w stylu Waleriana Borowczyka, gdzie erotyki jest sporo, ale podana została w baśniowej konwencji, delikatnie. Mimo tego, że w fabule mamy maksymalnie sprośne opowiastki oraz śliniących się starych facetów. Prawdopodobnie najlepiej wyglądający film z zeszłego roku, gdzie każda scena to materiał na pocztówkę.

Poza listą, ale niedaleko: Nice Guys. Równi goście, Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów, Creed: Narodziny legendy, Ostatnia rodzina, Lobster


Anna Ciarkowska

W każdym (prawie) filmie interesuje mnie jedno – człowiek. Interesuje mnie to, jak człowiek przeżywa i jak jest przeżywany, jak związuje się z innym człowiekiem i jak się od niego uwalnia, jak wyzwala się z ograniczeń ciała lub się w nie wikła. Interesuje mnie wreszcie uniwersalność losu, niezależnie od czasów i szerokości geograficznej. Film traktuję jako odpowiedź na niezadane pytanie o to, kim jest człowiek, kim był i będzie. Każdy z filmów, który wybrałam do Top 5 2016 r. odpowiada na to pytanie inaczej. Nie umiem ustawić ich w kolejności, dlatego mogę je podzielić na dwie grupy – te, które stawiają człowieka w pejzażu makrohistorii i te, które zbliżają się do jego mikrohistorii.

Najjaśniej na te „ludzkie pytania” odpowiada oczywiście dokument Człowiek, wprost stawiając przed kamerą człowieka. Człowiek nie jest tu czarno-biały – jest zawsze odcieniem szarości. Ten film ten porusza we mnie pierwiastek wspólnotowy, tak zapomniany, że samo jego ujawnienie się jest dla mnie ważne. W końcu jestem w tej palecie także jakąś szarością.

O tej człowieczej szarości mówił przed laty Primo Levi o ofiarach Zagłady. W tym, co Levi nazywał „strefą cienia” mieści się Syn Szawła. Niczego nie jestem bardziej ciekawa, aniżeli tego, co powiedziałby o tym filmie Levi. Ja nie umiem powiedzieć o nim nic, bo czuję się z tym filmem źle jako człowiek. I to złe samopoczucie uważam za największą siłę tego filmu, odbierającego głos wobec historii „niewymawialnej”.

Podobnie jest zresztą w przypadku Strefy ciszy, która poruszyła ukrytą dotąd w głębinach Rzeki Węży i mrokach pamięci historię ludobójstwa w Indonezji. Odległość geograficzna stępia nasze ludzkie odruchy. Jest we mnie wielki wstyd, że nie wiedziałam nic o tych dwóch milionach ofiar. Oglądając Strefę ciszy nie opuszczała mnie myśl o „strefie ciszy” w Aleppo.

Obok tych makrohistorii, są i historie mniejsze. Do tych właśnie zaliczam Ostatnią rodzinę. To nie jest dla mnie film o Beksińskich. To dla mnie film o śmierci człowieka: czekającej jak wyrok na wykonanie, wieńczącej wegetację starości, samobójczej, wreszcie – z rąk drugiego człowieka. To jest dla mnie także film o człowieku w relacji dożywotniej: dziecko – rodzic. Rodzina Beksińskich jest tylko soczewką – wyjątkową, przyznajmy, w której jest każda rodzina.

Opowieścią o rodzinie jest i Mustang, choć tu relacje gęsto oplecione są tradycją i religią. Zwyczaj i konwenans, ustalone zasady oplatają szczególnie boleśnie ciało, regulując jego naturalny popęd, jego ciekawość i doznania. Ta historia dzieje się w Turcji, ale ja wyobrażam sobie, że mogłaby dziać się w małym polskim miasteczku, wszędzie tam, gdzie ciało zostaje zamknięte w domowym areszcie konwenansów.

Berenika Kochan

1. Spotlight

Od filmu o „pedofilii w Bostonie” (to oczywiście przytyk do państwowej telewizji) nie dało się oderwać wzroku. Podobnie jak od świetnej kreacji Marka Ruffalo, o którym od roku niewiele słychać. Bardzo dobra dynamika, realistyczny wgląd w pracę redakcji dużego dziennika – co mnie osobiście przypomniało, dlaczego kiedyś ślubowałam siebie dziennikarstwu.

2. Pokój

Na jego cześć brzmiały fanfary. Dużą robotę dla sukcesu tego filmu zrobiła historia – wiadomo, że na opowieść o uwięzionej, która w szopce tak szczelnie zabezpieczonej, że najwyżej mysz się przeciśnie, urodziła i wychowywała dziecko, każdy czekał. Potargało mną trochę („no skacz, Jack, skacz, uciekaj!”), wprowadziło w rozważania: jak wygląda świat dla kogoś, kto nigdy nie opuścił czterech ścian? Wprawia w oczekiwanie na każdą kolejną scenę.

3. Swiss Army Man

Tak arcydziwnych, kombinowanych, a jednocześnie strawnych filmów brakuje. Zapowiadany przez hejterów jako „film o pierdzeniu”, okazał się być dziełem, grzebiącym w fundamentach człowieczeństwa. Uderza na dwóch poziomach. 1. Dlaczego normy społeczne są takie (sztuczne, oparte na powstrzymywaniu się), a nie inne? 2. Dlaczego w ramach filmów dla ogółu społeczeństwa dobrych brakuje miejsca dla, ekhm, Człowieka-Scyzoryka?

4. Oddychaj

To film pomijany, a przecież jedyny w swoim rodzaju. Może nie pod względem dość oklepanej historii. Do klasy nieśmiałej Charlie dołącza „nowa”, przebojowa i atrakcyjna Sarah. Dziewczyny zostają przyjaciółkami – lecz jest to związek tak niejasny, skomplikowany i toksyczny, jak tylko może być. Film zbudowany na subtelnościach, z zapierającym dech w piersiach zakończeniem. Oddychaj.

5. Mustang

Wolność mustanga zostaje odebrana czterem wychowującym się na tureckiej prowincji siostrom, gdy tylko osiągają wiek dojrzewania. Piękny wgląd w kulturę i świetny przykład na to, jak robić przyjemne, pełne zwrotów akcji historie.

Rafał Oświeciński

Wołyń – film, który wywołał najwięcej emocji. Z kina wyszedłem zdruzgotany. Wstrząsające arcydzieło.
Black Mirror – 3 sezon to 6 doskonałych historii, z „San Junipero” na czele. Obecnie najlepsze, co mały ekran może dać.
Nowy początek – wymagające i inteligentne kino science-fiction, które zmusza do ruszenia komórkami. W samym czubie najlepszych filmów sf XXI wieku.
Nienawistna ósemka – świetny western, kapitalnie zagrany, wyśmienicie napisany. Quentin Tarantino w wybornej formie.
Syn Szawła – niesamowicie przejmujący portret osobistej, intymnej tragedii na tle przerażającej zbrodni, jaką był Holocaust.
W zapasie: Lobster, Aż do piekła, Zjawa, Spotlight, Joy

Dawid Myśliwiec

Neon Demon

Jak dla mnie film kompletny: oszałamiający wizualnie, odwołujący się do pierwotnych ludzkich instynktów, z wyrazistymi postaciami, zmysłowy i z doskonałą muzyką. Za każdym razem, gdy go oglądam (a było już tych razów trochę) nie mogę pojąć jakim cudem canneńska publiczność mogła wygwizdać dzieło Nicolasa Windinga Refna.

Zwierzęta nocy

Ci, którzy myśleli, że Samotny mężczyzna to jednorazowy sukces słynnego projektanta mody, po Zwierzętach nocy musieli uderzyć się w pierś. Tom Ford nakręcił znakomity, wielopoziomowy thriller, ze wspaniałymi rolami Amy Adam i Jake’a Gyllenhaala i niesamowitą muzyką naszego Abla Korzeniowskiego. Znowu jest zmysłowo, choć dużo bardziej mrocznie niż w debiucie Forda. Mam nadzieję, że reżyser nie każe nam czekać siedem lat na swój następny film.

Nasza młodsza siostra

Po seansie filmu Hirokazu Kore-edy podczas festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty w 2015 roku spotkałem o kilkanaście lat starszego, statecznego znajomego, który był równie zauroczony Naszą młodszą siostrą. I tak staliśmy sobie, dwaj dorośli mężczyźni ze szklaneczkami whisky w rękach, rozprawiając na temat niezwykle ciepłego, intymnego, wzruszającego i bawiącego japońskiego filmu o trzech siostrach, które dowiadują się o istnieniu wymienionej w tytule filmu osoby. Ta rozmowa jest dowodem na to, że film Kore-edy dotrze nie tylko do fanów mangi Umimachi Diary, którego jest ekranizacją.

Pokój

Film niepozornego Irlandczyka Lenny’ego Abrahamsona przeczołgał mnie emocjonalnie, pokazując, że nawet happy end nie musi być tak do końca happy. Wspaniałe role Brie Larson i Jacoba Tremblaya, a także scenariusz Emmy Donoghue, który stworzyła na podstawie własnej powieści. Trudno powiedzieć, która część filmu jest lepsza, ale – choć tak różne pod względem dynamiki i emocji – obie współgrają ze sobą perfekcyjnie.

Egzamin

Kino Rumunii bardzo często przedstawia ten kraj w mało korzystny sposób, a Egzamin Cristiana Mungiu nie jest tu wyjątkiem. Zdobywca Złotej Palmy za 4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni ponownie ukazuje panujący w Rumunii relatywizm moralny, widoczny zwłaszcza w postawie głównego bohatera Romeo, który z jednej strony stara się zapewnić córce życie lepsze od tego, które czeka ją w ojczyźnie, z drugiej strony wykorzystując w tym celu wszelkie zepsute mechanizmy rządzące tamtejszą społecznością. Gorzki, prawdziwy film o społecznym wydźwięku zrozumiałym nie tylko dla rumuńskiej publiczności.

Ostatnio dodane