Ranking

TO WŁAŚNIE MIŁOŚĆ. Ranking ulubionych par

Autor: REDAKCJA
opublikowano

To właśnie miłość to jeden z tych filmów, które można oglądać wiele, wiele razy. Tak jest przynajmniej w naszej redakcji, ale wierzymy, że nie tylko! O obrazie Richarda Curtisa napisano już bardzo dużo, również tutaj. Tym razem chcemy spojrzeć na ten film inaczej. Przedstawiamy zestawienie ulubionych par w oczach żeńskiej części redakcji.

Anna Niziurska – Judy & John

Mimo że Judy i John pojawiają się tylko kilka razy, już podczas pierwszego seansu wzbudzili moją największą sympatię!

Poznają się na planie filmowym. Oboje są dublerami scen erotycznych, choć on zastępował wcześniej Brada Pitta w Siedmiu latach w Tybecie. Przedstawia się jako John, na którego mówią Jack, a ona jako „tylko Judy”. Mimo specyfiki ich relacji w pracy, znajomość Judy i Johna rodzi się powoli, normalnie, jak każda inna znajomość dwojga ludzi. Od kilku wymienionych zdań na temat korków na drodze i nowego premiera, przez stwierdzenie, że jest naprawdę „miło i fajnie wreszcie z kimś pogadać”, aż po zaproszenie na świątecznego drinka (z zaznaczeniem, że to propozycja bez żadnych podtekstów). Ta para prawdziwie mnie urzekła. Ich niewinność i wstydliwość w połączeniu z pracą dublera właśnie TAKICH, a nie innych scen, to swoista mieszanka wybuchowa. Z tej relacji po prostu musi wyniknąć coś więcej!

Agnieszka Stasiowska – Karen i Harry

To najbardziej typowa historia ze wszystkich – może dlatego najbardziej do mnie przemawia.

Nie przepadam za komediami romantycznymi, z tymi ich ckliwymi scenariuszami i nierealnymi scenami zbiorowymi na końcu (ciągle czekam na film, w którym główny bohater odstawia szopkę z publicznym wyznaniem uczuć, a heroina wybucha szczerym śmiechem i odchodzi). To właśnie miłość jest wyjątkiem, pomimo słabszych momentów oglądam go zawsze z tą samą przyjemnością. Moją ulubioną parą są Harry i Karen, chyba najmniej przerysowany wątek filmu. Para z wieloletnim stażem, której związek narażony jest na szwank przez typowy kryzys wieku średniego – Harry (w tej roli nieodżałowany Alan Rickman) ulega urokowi młodej podwładnej, jego żona (Emma Thompson) się o tym dowiaduje… Scena, w której Karen w sypialni przesłuchuje otrzymaną od męża w prezencie płytę Joni Mitchell, porusza mnie za każdym razem – im jestem starsza, tym jej upokorzenie, ciche cierpienie i siła, żeby z godnością wyjść z pokoju i udźwignąć to, co czeka za drzwiami, budzą we mnie więcej emocji. Wiem, że ona uratuje to małżeństwo, i zastanawiam się, za jaką cenę…

Karolina Nos-Cybelius – Jamie & Aurelia

Wątek Jamiego i Aurelii to przypowieść o (nie)porozumieniach. On nie zna portugalskiego, a ona angielskiego, pozornie zupełnie się nie dogadują, ale czytają sobie w myślach, jest między nimi prawdziwy magnetyzm i porozumienie dusz.

Czwarta minuta To właśnie miłość – Jamie (Colin Firth) jest szczęśliwym człowiekiem. Ma piękną, choć nieco zakatarzoną, narzeczoną. Czułe pożegnanie i eteryczna blondynka zostaje w łóżku sama. Dwunasta minuta Love Actually  świat Jamiego się rozpada. Zastaje w mieszkaniu swojego brata, chwilę później słyszy krzyk ukochanej: „Wracaj tu. Jestem golusieńka. Zróbmy to przynajmniej dwa razy, zanim wróci Jamie”… Załamany mężczyzna odchodzi. Wyjeżdża do Francji, zaszywa się w domku nad małym jeziorem, próbuje pisać. Jego gosposią zostaje Aurelia (Lucia Moniz). Wątek Jamiego i Aurelii to przypowieść o (nie)porozumieniach. On nie zna portugalskiego, a ona angielskiego, pozornie zupełnie się nie dogadują, ale czytają sobie w myślach, jest między nimi prawdziwy magnetyzm i porozumienie dusz. Prowadzą absurdalny dialog w dwóch językach, nie widząc, że mówią i myślą dokładnie o tym samym. On: „Jedną z bohaterek nazwę twoim imieniem”. Ona: „Mógłbyś nazwać jedną z bohaterek moim imieniem”. I tak dalej. Historia tych dwojga jest zabawna i rozczulająca zarazem. Patrząc na nich, nie można nie uwierzyć w przeznaczenie.

Do tego komiczny wątek z oświadczynami i rodziną Portugalki i bardzo romantyczne oświadczyny w klasycznym stylu. Zaskoczona Aurelia, jak współczesna Julia, stoi na balkonie, a nieco speszony Jamie tworzy zaimprowizowany miłosny poemat… I jak tu nie kochać Colina Firtha?

Karolina Chymkowska – Billy Mack i Joe

O tym przede wszystkim jest Love Actually – o najrozmaitszych odcieniach miłości. Nie musi być zmysłowa, nie musi być romantyczna, nie musi być zwycięska i spektakularna. Para idących wspólnie przez życie sprawdzonych przyjaciół, którzy z niejednego pieca jedli już chleb i znają na wylot wszystkie swoje śmiesznostki i słabostki, są sobie oddani, lojalni i patrząc wstecz, wiedzą, że mają co wspominać, bo wiedli dobre i owocne życie, w którym ich przyjaźń pozostawała zawsze stałym elementem i punktem odwołania. Wzruszający jest moment, kiedy Joe – w chwili ogłoszenia zwycięstwa Billy’ego – cichutko i z odrobinę melancholijnym uśmiechem wycofuje się nawet nie na drugi, ale na trzeci plan, jak czynił to wiele razy. Podobnie jak wzruszająca jest niezręczność dwóch mężczyzn nienawykłych do wielkich słów, przełamana radosnym planem świątecznym: upijmy się i pooglądajmy porno! Może i dziwny to sposób na spędzenie Wigilii, ale czy nie chodzi raczej o to, w czyim towarzystwie ją spędzamy…?

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane