Szybka piątka #6 - Filmy, które wszyscy wokół uwielbiają, a ty nie rozumiesz ich fenomenu | FILM.ORG.PL

Szybka piątka #6 – Filmy, które wszyscy wokół uwielbiają, a ty nie rozumiesz ich fenomenu








06.07.2013


Szybka piątka to najnowsze przedsięwzięcie KMF-u, rodzaj bezpretensjonalnej zabawy w osobiste rankingi / zestawienia filmowe bez związku z niczym szczególnym, raczej z przymrużeniem oka niż poważnie i na baczność. Ot, redakcja wspomina i przypomina – najzupełniej subiektywnie o tym, co było, co jest i co będzie w świecie filmu. Każdy ma swoich pięć typów pasujących do z góry określonego tematu, a owych tematów jest niezliczona liczba. 

Fenomenu niektórych filmów po prostu nie czujemy. Mają wysokie oceny, ludzi piszczą na samo wspomnienie o nich, a po nas po prostu spływają lub zwyczajnie irytują. Każdy ma takie filmy, których nie pokochał i większymi uczuciami już nigdy nie obdarzy, ale zawsze będzie się zastanawiał dlaczego inni tak uwielbiają obrazy, które nas uwierają jak ciasne spodnie.

W komentarzach wpisujcie swoje typy ;)

Radosław Pisula

1. Wszystko za życie – Afirmacja wolności? Wolne żarty. To film o przeraźliwym bucu – socjopacie, który nie miał zielonego pojęcia o tym, co chce tak naprawdę robić i ostatecznie skończył źle, bo nie potrafił przeczytać książki przed zjedzeniem trujących chwastów. Boleśnie nieprzyjemna postać, która zamiast nastawiać pozytywnie do życia i przyrody, zwyczajnie odrzuca swoim przerysowanym zachowaniem w stylu „na złość matce zajdę w ciążę”. Zabrakło w tym jakiejś subtelności (to jak przedstawianie przez amerykanów zespołu Aspargera – vide telewizyjny „Hannibal”).  Za to dostaliśmy ładne zdjęcia niczym z National Geographic i dobrą muzykę.

2. Mroczny rycerz – Solidne technicznie widowisko. Ale żeby określać je mianem nowej „Gorączki”, ciężkiego dramatu sensacyjnego i płakać, że nie dostało nominacji Oscarowych za najlepszy film, reżyserię i (o zgrozo) scenariusz? Does not compute.

3. A.I. Sztuczna inteligencja – Wielkie marzenie Kubricka zrealizowane przez Spielberga. Ostatecznie jest w tym za mało tego pierwszego (chociaż twórca „Szczęk” całkiem nieźle stara się imitować klasyczne zabiegi wizualne swojego przyjaciela),a za dużo drugiego, jak na taką historię. Obaj bez wątpienia byli wielkimi wizjonerami, ale to powinien być film wyłącznie reżysera „Mechanicznej pomarańczy”. W ostatecznej formie wygląda jak gałgan pozszywany z różnych materiałów, który nie satysfakcjonuje na żadnym poziomie. I kończy się przynajmniej o jeden raz za dużo.

4. Siedem dusz – Prościutka produkcja, która została napompowana do rozmiaru traktatu moralnego. Najsztywniejsza rola w karierze Willa Smitha, ogólne przekombinowanie i pewna teatralność, która rozmienia na drobne czynnik ludzki. Z cyklu „Okruchy życia”.

5. Slumdog. Milioner z ulicy – Miał tu być „Avatar”, ale skręćmy na chwilę w stronę Bombaju. Ludzie tak się śmieją z Bollywood, a film, który kumuluje sporo elementów typowych dla hinduskich produkcji zdobył Oscara i wszyscy nagle pokochali pląsanie w rytm „Jai Ho”. I dzisiaj mało kto już o nim pamięta. Przyjemny obraz do niedzielnego obiadu, który jednak nie zasłużył na taki wielki hype. Hollywood nie pachnie dzisiaj curry, czego część krytyków się obwiała.

Piotr Han

1. Mroczny rycerz – Nie lubię filmów opartych na podstawie komiksów, dlatego też staram się ich unikać. Jednak o „Mrocznym Rycerzu” naczytałem się tak dużo pochlebnych opinii, że postanowiłem przemóc opor i dać mu szansę. Po wcześniejszym zapoznaniu się z pierwszą częścią nolanowskiego cyklu obejrzałem „Mrocznego Rycerza”. Do tej pory tego żałuję.

2. Podziemny Krąg – Dobrze zrealizowany film z efekciarskim zakończeniem. Tylko tyle. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak tak dużo osób może doszukiwać się tutaj filozoficznej głębi. A jeszcze bardziej dziwi mnie, że niektórzy ją znajdują.

3. Miłość – Żeby nie było wątpliwości: uważam, że jest to całkiem dobry film. Jednak w żadnym wypadku nie jest to epokowe arcydzieło. A takim właśnie mianem okrzyczany został najnowszy film Michaela Haneke. Po nakręceniu kilku ważnych i dobrych filmów zapanowała po prostu moda na tego reżysera. W towarzystwie wypada o nim dyskutować – a raczej się zachwycać intelektualną głębią. Zwłaszcza, kiedy podejmuje się tak ważkiego tematu, jak uczucie łączące ludzi w podeszłym wieku. „Miłość” to owszem film ważny, ale dzieła podobnego kalibru pojawiają się  w kinach praktycznie każdego roku.

4. Bękarty Wojny – Nie znam nikogo, komu ten film by się nie podobał. Jestem chyba jednym członkiem elitarnego klubu osób nie ekscytujących się rolą Christopha Waltza itp. W czasie seansu kilka razy nawet spoglądałem na zegarek. Możliwe jednak, że na mój odbiór „Bękartów Wojny” wpłynęło to, że spodziewałem się zupełnie czegoś innego. Chciałem zobaczyć historię o bezwzględnych gościach, którzy bestialsko mordują tabuny Niemców. Kiedy okazało się, że ten wątek nie jest najważniejszy, to poczułem się oszukany i zdradzony. Może przy drugim seansie, kiedy będę już psychicznie przygotowany na to, co ma nadejść to „Bękarty” bardziej mi podejdą. Jakiś niesmak jednak na pewno pozostanie.

5. Gran Torino – Zgoda, postać Walta Kowalskiego wymiata. Jednak, pozostałe elementy tego filmu są słabe. Bardzo słabe. A postać chłopca, który zaprzyjaźnia się z głównym bohaterem jest największym nieporozumieniem od czasów otrucia Sokratesa.

Fidel

1. Efekt motyla – Ashton Kutcher ocierający się o śmieszność, infantylny scenariusz i, ogólnie rzecz biorąc, popłuczyny po doskonałym „Donniem Darko”. Ilekroć słyszę, że ktoś komuś poleca tę marnotę, nóż mi się w kieszeni otwiera.

2. Nietykalni – Prościutka historyjka jakich było miliony – jak najbardziej do obejrzenia przy niedzielnym obiedzie, ale nie do zachwycania się i okrzykiwania wiekopomnym arcydziełem. Reakcja publiki przerasta wartość tego filmu tysiąckrotnie.

3. Szósty zmysł – Przewidziałem twist Shyamalana po jakichś kilkunastu minutach, dlatego pozostała część filmu była dla mnie męczarnią i nagromadzeniem niezamierzonych śmieszności. Inni się zachwycają, no cóż – ich prawo.

4. Radio – Cuba Gooding Jr. jako upośledzony chłopiec i Ed Harris jako Pan trener, który odkrywa przed społeczeństwem jego piękną duszę. Wychodzi banalna historyjka z cyklu „wymiotuję tęczą”. A, bym zapomniał, Gooding Jr. w roli chłopaka to aktorska katastrofa. Na filmwebie ocena 8/10 przy niemal piętnastu tysiącach głosów – narodzie, naprawdę?

5. Zapach kobiety – Pacino robi co może, ale scenariusz tego filmu jest tak zły, że nawet jemu nie udaje się „Zapachu kobiety” uratować. Wyświetlania sądowego finału filmu Bresta powinni zabronić ustawowo. Dodatkowy minus za zmarnowanie intrygującego tytułu.

Piwon

1. Święci z Bostonu – Nie potrafiłem i wciąż nie potrafię ulec kultowi tego filmu. Przeszkadza mi jego główna idea, według której można zabijać w imię Boga, czując do tego wewnętrzne powołanie. Jest to idea nie tylko obca nowotestamentowym przesłaniom, ale i dalece niebezpieczna, bo rodząca skojarzenia z religijnym fundamentalizmem. Ja za taki kult podziękuje.

2. Dogma – Cenię sobie scenariuszową błyskotliwość Kevina Smitha. Nie jednak w wypadku tego filmu. I nie chodzi tu o sam fakt prowokacyjnego uderzania w dogmaty katolicyzmu, ale o to, w jak tani i bezmyślny sposób jest to robione. „Dogma” to taki sklep z ateistycznymi dewocjonaliami- kolorowo, bogato ale bez głębszej idei.

3. To właśnie miłość – Ten film to dla mnie (i chyba tylko dla mnie) jedna z wielu komromowych wydmuszek utrwalających wyidealizowane i spłaszczone pojęcie miłości. Gdy wy się śmiejecie i wzruszacie, ja najzwyczajniej ziewam.

4. Duch – Zawsze powtarzam, że horror nie musi mieć ciekawej fabuły, by porządnie widzem wstrząsnąć. Niestety, według mnie, słynny film Hoopera nie dość, że nie angażuje fabularnie, to jeszcze jego przekaz jest tak wygładzony, że nie potrafi wywołać ani krzty napięcia.

5. Chłopaki nie płaczą – Zawsze gdy koledzy ze śmiechem wspominają ten film, ja niestety śmiechu szczerego wykrzesać z siebie nie potrafię. Choć kiedyś, przyznaje, nawet mi się to udawało. To jednak nie film stał się głupszy, a ja zmądrzałem.

Motoduf

1. Pasja – Ponad 600 milionów dolarów zysku w światowym box offisie, zachwyt krytyków i widzów, i oficjalne błogosławieństwo Kościoła. Tymczasem „Pasja” to nic więcej jak przeciętny „torture porn”, uświęcony przez taką a nie inną tematykę. Jeżeli nie zgadzacie się z powyższym, zróbcie prosty test: spróbujcie, oglądając film Gibsona, wyłączyć na chwilę uczucia religijne i spojrzeć na „Pasję” jak na zwykły film – bez zastanawiania się nad tym, kto jest głównym bohaterem. Przy tego typu podejściu, przy spojrzeniu na chłodno, „Pasja” nie różni się niczym od kolejnych „Pił” czy „Hosteli” – to po prostu ekstremalnie brutalna wydmuszka, która nie mówi nic nowego, nic nie odkrywa, pokazuje widzowi jedynie to, co każdy z odpowiednio rozwiniętą fantazją i tak potrafi sobie wyobrazić. Film Gibsona to chyba jeden z największych reżyserskich szwindli w całej historii kina – przeciętne widowisko gore, które udało się sprzedać jako misterium religijne.

2. 300 – Nigdy nie rozumiałem fenomenu „300”, choć w dniu jego premiery miałem jakieś 15 lat, byłem więc w grupie docelowej filmu Zacka Snydera. Tymczasem całe to wrzeszczenie, prężenie klat, robienie poważnych min i sadzenie sucharów o bohaterstwie zawsze wydawało mi się niezamierzenie komiczne. Do tego dochodzi najgorsza scena seksu w historii kina, którą Snyder – jak to ma w zwyczaju – musiał oczywiście nakręcić w slow-motion.

3. Prestiż – Mam z tym filmem ten sam problem, co z większością produkcji Nolana. Na pozór to mądre, zawikłane, emocjonujące widowisko, nakręcone z myślą o inteligentnym widzu. W praktyce roi się tu jednak od błędów logicznych i dziwnych, nieuzasadnionych nijak działań bohaterów. [SPOILER!] I o ile do pewnego momentu można naprawdę zawiesić niewiarę i z przyjemnością oglądać rozwój wydarzeń, o tyle od sceny, w której Nolan wprowadza do historii maszynę klonującą, trudno patrzeć na „Prestiż” poważnie. I nie chodzi mi o to, że reżyser wykorzystuje wątek pożyczony z kina sciencie-fiction, ale o to, w jaki sposób ten wątek rozwija – nie przejmując się zupełnie logiką działań bohaterów, spójnością fabularną czy sensem całości. [KONIEC SPOILERA]

4. Piraci z Karaibów 2 i 3 – O ile pierwsza część jest udanym powrotem do stylistyki pirackiego kina przygodowego, o tyle dwie następne są kuriozalnie rozwleczone i pozbawione jednolitego klimatu. Do tego Johnny Depp, który w części pierwszej mógł jeszcze bawić, w każdej kolejnej męczy coraz bardziej.

5. Skóra, w której żyję – Pozbawiony sensu i ohydny moralnie mariaż taniego horroru z almodramą. Bezmyślny i niepotrzebny, uświęcony jednak przez nazwisko reżysera.

Aaron

1. Avatar – Swego czasu jeśli ktoś negatywnie wypowiadał się na temat tego filmu zaraz był publicznie linczowany i oskarżano go o ignoranctwo. Ignorantem nie jestem, za niektóre rzeczy potrafię docenić „Avatara”, ale na litość boską, nie mogę zgodzić, że  to najlepszy film jaki powstał od czasu zastosowania dźwięku w kinie, jak krzyczą niektórzy fanatycy!

W dodatku zastanawiam się czy przez cały okres powstawania „Avatara” Cameron siedział zamknięty w piwnicy odcięty od świata, a już na pewno od kina. Nie zauważył, że inteligentną fabułę można połączyć z widowiskowymi efektami specjalnymi. Gdzie był kiedy bracia Wachowscy stworzyli swojego „Matrixa”? Oglądając „Avatara” można zapomnieć, że istnieje jakaś fabuła. Pod tymi 60% efektów CGI dominujących w całym filmie, kryje się historia, którą najprościej można porównać do tego co zaproponowała wytwórnia Disney’a w swojej „Pocahontas”

2. Casablanca – Nie kupuję tej miłosnej historii, a już na pewno nie wydaje mi się na miejscu zalewać  łzami przy jej oglądaniu. Wiem, że nie mam może kobiecej wrażliwości, ale jest w kinie kilka naprawdę ciekawszych i lepiej sportretowanych związków niż ten między Bogartem i Bergman.

3. Ojciec chrzestny II – To nie jest tak, że nie lubię tego filmu. Lubię go, a nawet cenię go wysoko, ale ewidentnie odstaje od części pierwszej. No i jakoś ciężko mi się przekonać, że Robert De Niro to młodsza wersja Marlona Brando.

4. Król lew – Dla jednych to najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa i jedyna słuszna animacja Disneya. Ja napiszę tylko, że nie płakałem przy scenie śmierci Mufasy.

5. 21 gramów – Fabuła w filmie Iñárritu owszem jest naprawdę poruszająca, podobnie zresztą jak i aktorstwo, ale sposób w jaki została przedstawiona widzowi jest nie do przyjęcia. Uwielbiam kino mozaikowe, ale nie lubię kiedy jest tak niepotrzebnie przekombinowane.

Crash

1. Django – Pewnie narażę się 99% populacji Ziemi, ale ani to śmieszne, ani zajmujące, ani odkrywcze. Już z „Bękartami wojny” miałem problem, lecz tam Quentin w piękny sposób udowodnił, że tylko kino może rozprawić się z Hitlerem. W „Django” nawet myśli nie ma. Jest za to rozwleczona do granic możliwości wizja Dzikiego Zachodu by QT. Dziękuję, postoję.

2. Na fali – Doceniam Patricka Swayze i sceny akcji, do realizacji których Katherine Bigelow ma talent, ale cała reszta nigdy mnie nie przekonywała. Filozofia Bodhiego, wątek romansowy, sceny na plaży – to nie dla mnie.

3. Łowca androidów – Nuda. Piękny to film, mądry, ze wspaniałą wizją świata przyszłości oraz mistyczną wręcz muzyką Vangelis, ale tempo klasyka Scotta jest dla mnie zabójcze. Nie ważne, którą wersję oglądam.

4. Mission Impossible: Ghost Protocol – Ogromny zawód, bo granica między pastiszem, a wręcz parodią cyklu jest w tym przypadku niezwykle cieńka. Dużo dobrego można powiedzieć o filmie Brada Birda, ale konwencją dzielą go mile świetlne od poprzednich trzech części. Nie na taką misję czekałem.

5. Golfiarze – Naprawdę nie cierpię słyszeć, jaki ten film jest śmieszny i kultowy. Pomimo udziału Chevy’ego Chase’a i Billa Murraya niewiele żartów w tej komedii potrafi mnie rozbawić. Fajna atmosfera, muzyka i świstak, ale nic poza tym.

 

desjudi

1. Fight Club – będąc w wieku nastoletnim, tuż po wyjściu z kina, jedyne co mogłem krzyknąć, to było głośne „wow!”. Z wiekiem przychodzi jednak otrzeźwienie, a głębia dzieła Finchera okazuje się być naiwną, pretensjonalną bajeczką o buncie – kapitalnie zrealizowaną, ale to ideologiczne przedszkole. Bo meble z Ikei są złe. Bo kariera jest zła. Bo konformizm jest be. Ot, nauka życia przez tych, którzy życia nie dotknęli.

2. Kick Ass – jedno z największych nieporozumień wśród ekranizacji komiksowych. Niby zgrywa pełna ironii oraz naigrywanie się z konwencji komiksowej, ale również klasyczny poważny akcyjniak, który cierpi tym samym na rozdwojenie jaźni: chce być luźny i kolorowy, ale zarazem bardzo serio. Nie kupiłem tej płytkiej, przegiętej namiastki kina dla dorosłych z dzieciakiem rzucającym „kurwami” na ustach.

3. Aliens – może nie tyle nie cierpię, co nie doceniam tak, jakby status tego dzieła wskazywał. Po filmie Scotta, genialnym paranoidalnym thrillerze, Cameron zaproponował kino akcji z polowaniem na potwora (i polowaniem potwora na polujących). Wyśmienicie zrealizowane, ale… miałkie. Tak po prostu. Nie umywa się do niesamowitej wizji Scotta i… Finchera (tak, tak).

4. Iron Man – fabularna tandeta, głośna i wybuchowa, przewidywalna i w tym irytująca, z ubercool bohaterem, którego gra Robert Downey Jr powoli stający się własną autoparodią. Nie wiem, czy to najgorsza seria Marvela, bo – prócz „The Avengers” – nigdy nie lubiłem i nie ceniłem tego uniwersum. To typ blockbustera, który po mnie spływa całkowicie. Jak zresztą wszystkie dotychczasowe Marvele (oprócz wspomnianego filmu Whedona).

5. Artysta – fajny film, ale bez przesady. Jedno z większych nieporozumień oscarowych, choć jednocześnie obraz, którego nie lubić nie sposób. Wystarczy jednak tylko zerknąć na dzieła Chaplina (szczególnie na mój ulubiony „Modern Times”), żeby tym samym umniejszyć znaczenie „Artysty”.

 







  • Zakrza

    Wszystkie Harry Pottery, Avengers, TDKR, Podejrzani, Hobbit, Gladiator, Iron Man 3.

  • Andrzej

    Typowo Polskie pierdzielenie że wszystko jest do dupy, zróbcie odwrotny ranking pod tytułem: „Filmy, które wszyscy wokół nienawidzą, a ty uważasz je za fenomen”

    • Gamart

      Będzie w swoim czasie, na pewno :) I czemu pierdzielenie? Gdyby wszystko się wszystkim podobało, to świat byłby tak nudny jak filmy Zanussiego.

      • Zakrza

        Pralki facet produkuje, a filmy to taka działalność na boku to i nudne są.

  • Artur Gralla

    ja bym zrobil szybka piatke ludzi ktorzy pisza tutaj artykuly a nie umia odroznic dobrych filmow od zlych.

    • samwise

      a ja bym chetnie widzial komentarze ludzi, którzy choć odrobine myślą i nie spinają pośladków. Wyluzuj.

      • Artur Gralla

        badzmy krytyczni tez wobec siebie i swoich wyborow no i spinajmy posladki bo tak zaczyna sie poczatek konca.

        • samwise

          tak sie zaczynają hemoroidy.

          • Artur Gralla

            raczej od seidzenia a nie spinania,napisalem taki komentarz dlatego ze widze ze ciemna strona mocy przejela wladze nad portalem,moze dopusci swieza krew oczywiscie nie mowie o sobie bo kompletnie nie umiem pisac o filmach,mowic tak ale nie pisac.

          • samwise

            widać że pisac nie umiesz, bo zrozumieć ciebie nie sposób, a jednak komentujesz. ciemna strona mocy, ja pierdole…

          • Artur Gralla

            No chyba gwiezdne wojny widziales,tak samo Regan wykorzystal to mowiac o imperium zla ;).

    • Newfolder

      A jakie to są te dobre i złe filmy? Ktoś to ustanawia? Twoje ocena jest tak samo subiektywna jak innych widzów, więc po co się tak spinać :P.

      • Artur Gralla

        Nie powiesz mi ze wszystkie filmy sa dobre albo zle,chodzi o to ze chyba mozna stwierdzic ktory film jest dobry a ktory nie,nie powiesz mi plan 9 z kosmosu to dobry film ale tez nie wmowisz mi ze pamiec absolutna z arnodlem jest zlym filmem bo tak nie jest.sa pewne kryteria i pewne instrumenty ktorych uzywaja krytycy do pracy na filmem,internet sprawil to ze kazdy moze pisac co mi na klawiaturze przyjdzie i tak naprawde to ciezko jest powiedziec jesli chodzi o obecne kino czy film jest dobry czy zly,tylko chialbym zauwazyc ze lata 70 80 90,nie mialy tego problemu tak wiec wiadomo jest jakie filmy sa dobre a jakie zle i dlaczego.

        • Newfolder

          Jakby te kryteria były obiektywne to oczywiście dałoby się stwierdzić czy film jest dobry czy zły. Ale niestety nie są. Jakby film był dziedziną naukową, która jest wymierna, obiektywna, normatywna itd. to można by stwierdzić, że coś jest niepodważalnie nudne, ciekawe, zapadające w pamięć itp. Film jest jednak dziedziną artystyczną, więc jest to niestety niemożliwe… poza niektórymi aspektami sztuki filmowej :), bo błędy scenariuszowe często da się stwierdzić, ale w zależności od upodobań nie muszą one rzutować na całość…………. Oczywiście zawsze można odnieść się do jakiegoś „dobrego gustu” czy czegoś takiego, ale dla niektórych dobry gust muzyczny zatrzymał się na Szopenie, więc wydaje mi się, że to też jest sprawa indywidualna. Ale no cóż, jak kto woli.

        • Jokullus

          Filmy z lat 70, 80 oraz 90 miały różne recenzje i zbierały różnorakie oceny, czasami nawet skrajne. Jednak czas działa na ich korzyść – nikt nie pamięta już sporów o walory czy wady produkcji z tamtych lat, pamięta się po prostu dobre filmy, które wciąż zaskakują, wzbudzają emocje, czy były przełomowe. Myślę, że za 10 lat tak samo będzie z filmami teraz przez nas dyskutowanymi – niektóre po prostu znikną w mrokach historii ;P

          • Artur Gralla

            Tak i wiemy albo wiekszosc wie ktore filmy sa dobre a ktore zle,wiec szlag mnie trafia jak ktos chce mi wmowic ze dobry film to zly a zly dobry bo akurat teraz taka jest moda zeby wszystko co bylo kiedys krytykowac.

          • Jokullus

            Nie napisałbym od razu, że to jest moda – raczej po prostu silny głos ludzi, którzy skupiają się na jakości klisz, a nie na przekazie.
            Jednak nawet i takie głosy są potrzebne, bo wywołują debatę na argumenty, na jak sam pisałeś (parafrazując) „kryteria i instrumenty oceny”, a to działa ożywczo na klasykę, która ponownie jest oglądana. Ja właśnie jestem po filmie „Hoffa” z 1992 roku i jestem mile zaskoczony – bardzo dobry film! Szkoda, że już tak się nie kręci biografii.

    • Grzegorz G

      Czy kiedykolwiek słyszałeś o czymś takim jak własna opinia?

      • Artur Gralla

        Oczywiscie kazdy ma prawo do swojej opini,ale wydaje mi sie ze ludzie ktorzy tutaj pisza,w teori powinni znac sie na tym co robia i odroznic dobry film od zlego,a nie za przeproszeniem pierdzielic jakie to filmy sa zle i niedobre.A po 2 to ja wlasnie tez mam swoja opinie na ten temat wiec powinnienes to zrozumiec ;).

        • Grzegorz G

          To czy dany film jest dobry czy nie, nie może być uznane jako fakt. Wszelkie oceny są wystawiane subiektywnie. Dobrym przykładem jest Avatar. Mnóstwo ludzi mówi, że jest to ponadczasowe filmowe dzieło, podczas gdy inni uważają ten film za zwykłą bajeczkę z mnóstwem CGI. No i kto ma rację? oczywiście ci po których stronie stoimy :)

          • Artur Gralla

            Moim zdaniem z filmem jest jak z muzyka dobry film rozni sie od zlego tym ze tego pierwszego mozna ogladac bezkonca,ja mam tak z queeanami moge ich sluchac bez konca.

          • Grzegorz G

            No nie zawsze, bo może być dobry kryminał z zaskakującym zakończeniem i taki film jest raczej na raz, bo jak znasz zakończenie to nic cie nie zaskoczy i sporo traci, ale to nie znaczy, że film zły.

  • Jaro

    Moje typy:

    1. Terminator 2 – plujcie i przekleństwa miotajcie: dla mnie to i tak będzie najwyżej poprawny film. Nie dorasta do pięt pierwowzorowi, nie ma najmniejszego dreszczyku emocji. Robert Patrick jako villain nie roztacza wokół siebie nawet ułamka złowrogiej aury Arnolda z pierwszego filmu. Do tego miałka historyjka przyjaźni dzieciaka z robotem, która nawet w latach 90. nie była już niczym świeżym (mówię ogólnie o motywie dzieciak + przybysz z czegośtam). Zupełnie niewiarygodna przemiana Lindy Hamilton ze zwyczajnej, szarej osoby niepotrafiącej ogarnąć całego tego Skynetowego stuffu w zapiekłą bojowniczkę, która nie widzi świata poza Sprawą. Mógłbym wymieniać długo.

    2. Lśnienie – film, który w kilku zaledwie scenach straszy. Fatalna gra żony Jacka Nicholsona. Słynna scena z drzwiami i „Here’s Johnny” w akompaniamencie mojego donośnego śmiechu. Zupełnie aklimatyczne i niepotrzebne wątki paranormalne, głównie z Lloydem.

    3. Sie7em – zwyczajny thriller i nic poza tym. Zmarnowany potencjał.

    4. Łowca androidów – nie ma w tym filmie nic tak naprawdę złego. Ani nic, co usprawiedliwiałoby jego cult status.

    5. Świt żywych trupów (oryginał) – nachalne przesłanie, niewiele strachu wskutek zdegradowania zombie do roli niezdarnych kretynów mających symbolizować tą brzydką konsumpcyjną ludzkość. Fatalne pomysły pokroju ataku harleyowców.

  • Jokullus

    Tajemnice Los Angeles (świetne aktorstwo, ciekawa historia, ale bez przesady)
    Sherlock Holmes 1&2 (nie kupuje tej wersji przygód słynnego detektywa)
    Moonrise Kingdom (według mnie jeden ze słabszych filmów Wesa Andersona, ludzie za to chcą mnie linczować)
    Święci z Bostonu (nie rozumiem fenomenu, mam ten sam problem co Piwon)
    Blow (widziałem kilkukrotnie, wciąż nie widzę w tym filmie nic nadzwyczajnego, przyzwoity i tylko tyle)

    • Równiez myślałem o Sherlocku, szczególnie dwójce – efekciarska, pozbawiona uroku kryminalnego historyjka, a przez to szalenie irytująca. Fenomen niezrozumiały.

      • Jokullus

        Na szczęście ani słychu ani widu o kolejnej części

  • Krytyk

    Dobrze, że teksty takie jak te znikają szybko ze strony głównej i odchodzą w zapomnienie, bo inaczej doborem niektórych filmów odstraszylibyście i tak malejące grono czytelników.

    • Po pierwsze, więcej luzu.
      Po drugie, to subiektywny wybór każdego z osobna. Ty nie masz swoich typów, idziesz zawsze zgodnie z prądem?

      • Andriej

        Auć, ojć, nie każdy ma dziwną wewnętrzną potrzebę pokazywania swego snobizmu, niezależnie od jego śmieszności. Cały artykuł śmierdzi z daleka desperackim hipsterstwem w takim natężeniu, że najwięksi malkontenci z RT mogą się schować. Niebezpiecznie zbliżacie się do filozofii „skrytykuję, pokażę jak bardzo się ZNAM”, którą wyznają „profesjonalni” recenzenci z takiego np. „Dziennika Łódzkiego”. Więcej luzu, święte słowa…

        • Nie każdy ma takie potrzeby, jakie ma Andriej, więc znaczy to, że te potrzeby są dowodem snobizmu?

          Ty serio myślisz, że my tutaj jakieś prawdy objawione ukazujemy? Że to są wiążące opinie? I że mówiąc o nich (bo dlaczego nie?) snobujemy sie, hipserke uprawiamy, desperacką?
          Więcej luzu, dokładnie, uśmiech, przymknięcie oka. Bez spiny takiej.

        • Jokullus

          Ale tutaj nie chodzi o pokazanie czy wysyłanie w świat swojego snobistycznego poglądu na kino, tylko o rozpoczęcie dyskusji na temat filmów: w tym przypadku popularnych produkcji, które jakoś trudno nam zakwalifikować do dzieł dobrych/wybitnych etc.

          Dyskusja zawsze prowokuje do wymiany poglądów, poznania ocen czy opinii innych osób, jeszcze nie słyszałem o przypadku dyskusji która miała odwrotny skutek O.o Stąd takie cykle jak „Szybka piątka” zawsze będą na plus, bo będą wywoływać rozmowę. A o filmach warto rozmawiać :P

  • Piotr Kocięcki

    1. Lśnienie – Ile się nasłuchałem o tym, jak niesamowicie głęboki i straszny jest film Kubricka, a dostałem nudnawy, niestraszny horror ze świetnym Nicholsonem. Za cholerę nie rozumiem „geniuszu” tego filmu.

    2. 300 – Premierę filmu poprzedzały niesamowite zwiastuny prezentujące świetną stronę wizualną filmu Snydera. Niestety w gotowym dziele nie ma absolutnie żadnej wartości ponad to, co pokazano w trailerach.

    3. Trylogia „Iron Man” – Uwielbiam postać Tony’ego Starka w wykonaniu Roberta Downeya Jr, ale historia, przeciwnicy i dramaturgia we wszystkich trzech filmach leży i kwiczy. Dodatkowo wykastrowano Mandarina i bezsensownie zakończono trylogię.

    4. Nolanowska trylogia Batmana – Lubię pierwsze dwa filmy o Batmanie, ale są to po prostu zręczne filmy superbohaterskie i tyle. Jedyne, co może świadczyć o wyjątkowości Nolanowskiej Trylogii to Joker w wykonaniu Ledgera. Trzeci film to denerwujący, za długi, pełen błędów, nieznośnie patetyczny obraz, który sprawia wrażenie, jakby reżyser wziął sobie urlop na czas zdjęć i montażu i poprosił Michaela Baya o zastępstwo.

    5. Pasja – Doceniam starania Gibsona w odtwarzaniu historycznych realiów. Nie doceniam natomiast atakowania widza patosem, który zionie niemal z każdej klatki tego filmu. Brakuje tylko katechetki w kinie, która stałaby obok ekranu i karciła niegrzecznych widzów za niepłakanie i nie bycie wzruszonym.

  • Alamilk

    „…, że nie płakałem przy scenie śmierci Mufasy.”- watch out we have a badass over here

    • Piotr Kocięcki

      Ja też nie :D

    • Bartosz Zaborski

      Nie płakał, urodził sie pewnie w 92 roku, więc ogladał film na dvd 7 miesięcy temu :)

    • A słyszeliście tę historię, jak w autobusie do wymoczka w koszulce „nie płakałem po Mufasie” podchodzi wypakowany mięchem po brzegi Dres i mówi wymoczkowi „… a ja płakałem, i co k.?!” :)

  • Ojciec Fernando

    Dziwne, że zabrakło Drive.

  • Kamil

    1. Avatar
    2. Siedem dusz
    3. W pogoni za szczęściem
    4. Pasja
    5. Poradnik pozytywnego myślenia

  • asior

    fajne zestawienie, jak tylko zaczynałem czytać to wiedziałem, że zaraz Was będą hejtować, za „nie poprawność polityczną ” :) pozdro dla film.org.pl za odwagę ! PS. Zróbcie ranking: Teoretycznie dobre filmy których nigdy nie chciało mi się oglądać z niewiadomego powodu” – ja nie oglądałem Godfather, Lśnienia i Space Oddysey które brat mi każe za kązdym razem oglądać – nie wiem czemu po prostu mnie odpychają

    Moja 5:

    1. Lejdis – przecież to jest smutny fil o ludzkich dramatach, na prawdę się starałem ale nie miałem okazji się śmiac z tych przeklinających kobiet…Kolega mi opowiadał ze jak byl w kinie to cała sala śmiała sie od początku do końca filmu.

    2. Dr. Hause – moga być seriale?, oglądam wszystkie wszystkie a tego nie trawię

    3. Stare serie Star Trek – nuda, i te głupie stwory

    4. Łowca Jeleni – nie wiem , po prostu nie

    5. Gorączka – bez szału, nuda

  • @Piwon

    Przeszkadza mi jego główna idea, według której można zabijać w imię Boga, czując do tego wewnętrzne powołanie. Jest to idea nie tylko obca nowotestamentowym przesłaniom, ale i dalece niebezpieczna, bo rodząca skojarzenia z religijnym fundamentalizmem.

    Właśnie fakt, że Duffy się takiej problematyki podjął i skłonił widza do myślenia nie przytłaczając go przy tym wielkimi hasłami sprawił, że „Święci” są kultowi. Głównych bohaterów nie da się nie polubić i chce się im kibicować – ba, są momenty, w których spokojnie można kibicować – ale w szerszej perspektywie… popierać samosąd? Nope. Zostawia to widza w jakimś tam moralnym dyskomforcie. Mnie ten właśnie aspekt ujął i sprawił, że do filmu lubię wracać :)

  • Magdalena Ithilnar Idziak

    W większości przypadków zgadzam się z autorami, chociaż jako wielbicielka ekranizacji komiksowych nie zgadzam się z TDK, Iron Manem czy 300. No ale o gustach się nie dyskutuje.
    Moja piątka? Proszę bardzo:
    1. Chłopaki nie płaczą (nie rozumiem tego poczucia humoru)
    2. filmy Almodvara (próbowałam oglądać – zwyczajnie się nie da)
    3. Fight Club (fajny do obejrzenia, ale bez większej głębi)
    4. Bękarty wojny (jak wyżej)
    5. Avatar (fajny do obejrzenia, ale fabuła woła o pomstę do nieba)

  • Jake

    To tak: 1. filmy Tarantino 2. American Beauty 3. Trylogia Władcy Pierścieni 4. Avengers 5. Sherlock Holmes z Downey jr.

  • Klub Filmowy Obraz i Dźwięk

    Świetny pomysł na ranking. Czekam na kolejne odsłony!

  • Moni Ka

    Avatar przede wszystkim, 5razy do niego podchodziłam i zawsze wyłączałam po paru minutach koeljne to wszystkie Iron Man, Pulp Fiction- lubię Tarantino ale tej ‚kultowej’ produkcji nie lubię zbytnio, Avengers, Mroczny rycerz powstaje…..jest tego oczywiscię więcej niż tylko pięć pozycji, ale może za jakiś czas u siebie na blogu zrobię takie zestawienie :) pozdro

  • Phaedra

    1.Władca Pierścieni 1,2,3 – ckliwy,nadęty,banalny.
    2.Martwica Mózgu – ale o co chodzi?
    3.Donnie Darko – jedna z wielu pseudo zakręconych historyjek jakie powstawały na fali spiętrzonej przez
    Matrixa. Do obejrzenia, ale próbować w recenzji użyć słowa „wartościowy”.
    4.Incepcja – j.w. wydmuszka do kwadratu, typowy hoolywood’cki bełkot. Nawet dało by się to obejrzeć po raz
    drugi, ale ten wątek z dramatem małżeńskim w tle….
    5. Drive – miało być super,hiper,ekstra a wyszło ledwie przeciętnie, ale tak to jest jak sie słucha kobiet, tylko One potrafią z pasją opowiadać o tym filmie ale wiadomo dla czego.

    • Tomek

      Wątek z dramatem małżeńskim w tle to główny wątek :D

  • ash9to0

    Piotr Han: Naprawdę żałujesz tego że miałeś okazję w DK zobaczyć jedną z najlepszych kreacji aktorskich ?? To ciężko mi pojąć czego recenzent filmowy może szukać w filmach :)

    Samemu uważam DK za koniec końców film mocno przeciętny, jednak jeśli w jakimkolwiek filmie jest choć jakaś cząstka, jakaś scena, która jest naprawdę świetna, a w tym przypadku HL jest genialny, to trudno mi pojąć pisanie przez redaktora filmowego że żałował że to widział.

  • kartofelek007

    Brakuje w tym tekście zwrotów takich jak „uważam, że”. „myślę, że”, „to moje zdanie”.
    „Do tego Johnny Depp, który w części pierwszej mógł jeszcze bawić, w każdej kolejnej męczy coraz bardziej.”
    Mnie nie męczył. CIEBIE męczył. To jest pierdoła ale nie dbając o takie szczegóły wychodzi kolejny tekst przesiąknięty narzekaniem na filmy.

    Moim zdaniem lepiej było by zrobić ranking w drugą stronę. 5 filmów które lubię i dlaczego. Bardziej pozytywnie :)
    Ps. Z większością się zgadzam, co nie zmienia faktu że i większość tych filmów bardzo lubię.

  • Z kilkoma pozycjami zgadzam się całkowicie, z innymi w ogóle. :D

    Duża spina tutaj, bo część osób (która lubi niektóre z powyższych dzieł) poczuła się dotknięta poszczególnymi sformułowaniami. ;)

  • Tomasz Kocot

    Incepcja – dziurawy scenariusz razi
    Bękarty Wojny – nuda do kwadratu
    Czas Apokalipsy – nie cierpię Brando
    Avatar – prościutka historia

    http://www.youtube.com/user/CinemaSins – polecam

    • Artur Gralla

      No nie Marlon to bog aktorstwa ;),tak jak morrison to krol jaszczurow a elivis krol rocka.

  • mg

    tytuł powinien brzmieć: Filmy, które wszyscy wokół uwielbiają, a ja jestem zbyt głupi, żeby je zrozumieć

  • Qba_23

    Wiem, że dostanie mi się za pozycję nr 1 ale cóż, raz się żyje.

    1. Ojciec chrzestny 1-2: doceniam wybitne kreacje aktorskie (z przegenialnym Brando na czele), muzykę Nino Roty i całą stronę techniczną. Niemniej arcydziełem tych dwóch filmów nie mogę nazwać. Dzieło Coppoli to dla mnie po prostu sprawnie zrealizowany dramat, który dłuży się czasem i nudzi niemiłosiernie. Ulubiony i jedyny kontrragument miłośników tej serii brzmi : „dorośnij, to zrozumiesz”.

    2. Nietykalni-nic dodać, nic ująć z wpisu Fidela.

    3. Mroczny rycerz- „kultowość” zawdzięcza chyba nie tyle fabule pełnej tzw. plot holes, wybitnie wyszczególnionych przez autora 50 prawd, co rewelacyjnej kreacji Legera, wywyższonej do legendy przez tragiczną śmierć tego aktora na parę miesięcy przed premierą filmu Nolana.

    4. Poradnik pozytywnego myślenia-tych 8 nominacji do Oscara plus statuetka dla Lawreance (powinna wygrać Chastain) to dla mnie spora przesada i zasługa braci Weinstein.

    5. Iron Man 3- scenariusz z zapożyczeniami z „Iniemamocnych”, „Spider-manów” Raimiego, czy „TDKR”. Pomysły i twisty fabularne, zwłaszcza ten z Madarynem, po prostu popsuły mi całą przyjemność oglądania filmu Blacka.

  • Bradesinarus

    Moja piątka to chyba w większości filmy, które się jeszcze nie pojawiły w tym zestawieniu

    1. „Igrzyska Śmierci” czyli nieudany i wykastrowany z wszelkich emocji amerykański „remake” genialnego „Battle Royale”

    2. „Oldboy” czyli jak dziwacznym zakończeniem zepsuć dobry film

    3. „Sala Samobójców” czyli beznadziejny bohater

    4.”Paranormal Activity” czyli nuda, która usypia zamiast intrygować

    5. „Avatar” czyli wydmuszka i film dla tych, którzy nie mają pojęcia o kinie

    • simek

      Bo w zestawieniu chodzi o filmy podpadające pod kategorię „wszyscy wokół uwielbiają”, a nie pierwsze lepsze w miarę popularne filmy.

      • Bradesinarus

        Wydaje mi się, że chociażby nad „Oldboyem” czy „Igrzyskami Śmierci” wszyscy się wręcz rozpływają w zachwytach

        • simek

          Z Oldboyem bym się jeszcze zgodził, ale Igrzyska Śmierci to udany chyba tylko z finansowego punktu widzenia blockbuster jakich co roku powstaje kilka.

    • Jaro

      no, o filmie Igrzyska śmierci można mieć zdanie jakie się ma, ale książka, nawet jeśli jest podróbką BR, to i tak jest od niego IMO znacznie lepsza. BR jest tak kiczowate (film nawet bardziej) że ledwie mogłem dotrwać do końca

  • Mefisto

    Spoko zestawienie, niemniej uzasadnienia niektórych typów są lekko śmieszne lub pozbawione zwykłego obycia.
    – Avatara nie okrzyknięto, drogi Aaronie, „najlepszym filmem jaki powstał od czasu zastosowania dźwięku w kinie”, tylko wskazano, iż technologia 3D, na której cała idea jego powstania się opiera, jest najważniejszym „wynalazkiem” od czasu dźwięku w kinie – a to różnica. Poza tym nikt, łącznie z samym Cameronem, nie ukrywał niejakiej banalności samej historii – miało być jedynie fajnie i widowiskowo. I jest. Śmieszą mnie także pytania, co porabiał Cameron w tym czasie, ale tu odpowiedź znajdziesz chociażby w Wikipedii. Ergo, można lubić lub nie, ale choćby podstawowa wiedza by się przydała w ganieniu jakiegoś filmu.
    – Casablanca – naprawdę trzeba się było uciekać do kobiecej wrażliwości przy filmie, który zrobiony został z perspektywy faceta? Cóż, do niektórych filmów trzeba najwyraźniej dojrzeć.
    – Des, naprawdę sądzisz, że Fight Club wyśmiewa konformizm i meble? Tylko tyle w tym filmie dostrzegasz? Szkoda. Może warto obejrzeć jeszcze raz.
    – Święci z Bostonu – nigdy nie lubiłem nadawania temu filmowi ideologii i niestety Piwon się tego nie ustrzegł. Kultowy ten tytuł co prawda nie jest, ale jest po prostu luzacką historyjką, którą fajnie się ogląda, stąd jego popularność. Drugie dno? Serio? SERIO? 90% kina akcji tak przecież wygląda…

  • Skowron

    Bardzo mnie to zestawienie podniosło na duchu. Głównie z dwóch powodów:
    1. Nie jestem ostatnim człowiekiem na świecie, który nie bije pokłonów najnowszym filmom pana Tarantina
    2. Jednak nie cały KMF ukochał filmy Snydera i jego „czystą zajebistość”. To mnie zawsze na tych stronach uwierało.

    Pozdr

  • dayday

    Ja pier… jak czytam te wypociny to mi się śmiać chce. Idzcie oglądac Kieslowskiego i przestańcie pisać recki tutaj do filmów bo oprocz recenzji pana Bucho to reszty nie idzie na spokojnie poczytać. Znawcy filmowi od siedmiu bolesci.

  • Tomasz Kocot

    Czy ludzie w III RP całkowicie stracili zdolność czytania ze zrozumieniem? Ta szybka piątka to SUBIEKTYWNA opinia każdego autora, a tu zaraz wyskakują ludzie, że MUSZĄ, po prostu MUSZĄ obejrzeć dany film jeszcze raz i MUSZĄ uznać jego kultowość/ponadczasowość, bo jak nie to znaczy, że niepełnosprawni umysłowo i w ogóle nie powinni się na portalach filmowych udzielać…

    • samwise

      cała prawda w dwóch zdaniach, brawo!

  • Mike

    „Nie lubię filmów opartych na podstawie komiksów”. Film moze być albo na postawie komiksu albo oparty na komiksie ;)

    • PH

      Widziałem na wielu imprezach osoby opierające się o podstawę:)

  • Tomek

    NIe trawię wszelkich hipsterskich, alternatywnych, sundance’owych, wychwalanych przez krytyków nudnych jak flaki z olejem dramatów obyczajowych :)

  • spooky

    1. Vicky Cristina Barcelona

    2. Mechaniczna Pomarańcza

    3. Urodzeni Mordercy

    4. American Psycho

    5. Dzikość Serca

  • Leszy

    1. 2001 Odyseja Kosmiczna

    2. Casablanca

    3. Slumdog. milioner z ulicy

    4. Drive

    5. Dzień świra

  • Katka

    Aż dziwne, że w tym zestawieniu nie pojawiło się Requiem dla snu. Mam wrażenie, że to jeden z tych filmów, które zachwycają Cię, gdy idziesz do kina jako nastolatek. A potem po latach, po kolejnym obejrzeniu, okazuje się, że film, mimo swojej audiowizualnej perfekcyjności, opowiada miałką i oklepaną historię…

    Desjudi: Wreszcie! Wreszcie mnie ktoś rozumie w kwestii Aliens. Będąc fanką całej tej serii, lubię ten film także, ale cenię go znacznie niżej niż jedynkę i trójkę, za co byłam już wielokrotnie przez znajomych odsądzana od czci i wiary. Ale dla mnie strzelankowa dwójka nie może się równać z eschatologiczną częscią Finchera. Tak, wiem, komputerowo zrobiony Obcy jeszcze się nie broni tak, jak ten z pierwszych dwóch części, ale to przecież tylko szczegół.

  • Katka

    A do listy dołożyłabym ze swojej strony:

    Jedz, módl się i kochaj – zupełnie nie rozumiem fenomenu tego filmu, infantylny, nudny i przefilozofowany gorzej niż książka Coelho
    Transformers – może dlatego, że nigdy nie byłam małym chłopcem

    Mamma Mia – wszystkie moje koleżanki zachwycone, a ja zupełnie nie rozumiem fenomenu. Coś tam śpiewają, a raczej fałszują, mało śmieszne, niezbyt interesujące.

    Kod nieznany – lubię filmy Hanekego, ale ten do mnie zupełnie nie trafia. Ile można patrzeć na te przedłużające się sceny o niczym. Film o kobiecie pracującej koszule.

    Wrong Turn (wszystkie części) – wiem, że slashery rządzą się swoimi prawami, ale ten ani mnie nie straszy, ani nie śmieszy, ani nie wciąga. Jakieś leśne gnomy ścigają durne dzieciaki, bitch please…

    Numer 23 – Film próbuje być thrillerem psychologicznym, a Carrey próbuje grać „na poważnie”. Końcowy twist przewidywalny, a scenariusz ledwo trzyma się kupy.

    Harry Potter (wszystko) – nie rozumem fenomenu…

  • chiefer

    No to dostało się paru klasykom, wręcz genialnym klasykom. To tylko pokazuje że nie każdy film jest dla każdego, a nawet arcydzieła potrafią dla kogoś być gniotem.
    Najbardziej zdziwiła mnie natomiast ocena „Pasji” Mela Gibsona. To mi mówi że ciężko jest zrozumieć tą historię z pozycji Popcornu. Tak się składa że temat zgłębiam od -nastu lat poprzez niezliczone publikacje nie rzadko naukowe i akurat „Pasja” jest dziełem które ugryzło ten temat wręcz doskonale. Mamy tu w końcu raw meat historii sprzed 2000 lat, a nie te współczesne, słodkie, niebieskookie holiłudzkie Jezuski. W tym filmie wręcz czuło się smród, bo przecież śmierdzieć na tych ulicach musiało.
    To tyle, ale rozumiem że każdy ma prawo na swój punkt patrzenia, siedzenia… przed ekranem.
    Pozdrawiam

  • me

    „Czlowie z blizną” ponad 2 godziny nud gdzie tylko koncowka coś wnosi reszta to krzyki Pacino az do oplucia, w połowie usnąłem

  • eveververv

    jak ogladacie z rodzina na kanapie w niedziele i jeszcze wychodzicie w trakcie na papieroska to sie nie dziwie ze nie rozumiecie tych filmow

  • Becia

    Jak dla mnie wielkie propsy dla „300” i „Siódmego zmysłu” ;).

  • Becia

    Moje typy:
    Lśnienie – szkoda, że tak wiele osób uważa go za horror, to zwyczajny thriller… Spodziewałam się jakiegoś wątku z tymi duchami dziewczynek, a pojawiają się w dwóch scenach. Nie wiem, czemu się wszyscy tak nim zachwycają…
    Zielona Mila – na filmwebie dałam 9, bo… wypadało. Scena, w której pali się żywcem więzień właściwie uratowała ten film, ale całość zbyt magiczna, zbyt cukierkowa, mało realistyczna… zresztą, co się dziwić, skoro opowiadana jest przez starego człowieka, któremu mogły się pomieszać klepki?
    Źródło – ile ja się nasłuchałam, że to taki arcy ambitny film, że to artyzm w czystej postaci… Wow, serio? Większy artyzm dostrzegłam w „American Pie” xD.
    Ted – to miała być śmieszna kobieta, w końcu wszyscy się nim zachwycają… oczywiście, oprócz mnie. Mam wrażenie, że reżyser chce na siłę zszokować widza, te dialogi rodem z burdelu… nie, nie dla mnie.
    Piękne istoty – ten film wywołał istny orgazm wśród fanek Zmierzchu i nie tylko, które bardzo oburzają się na jakiekolwiek porównania tego filmu do w/w Zmierzchu. Przykro mi, to nieuniknione, ale jeśli mam wybierać, Zmierzch jest już trochę lepszy. Piękne istoty to oszukańsze fantasy – bo tyle w tym fantasy, ile wody w kałuży.

  • Czyta się ze smakiem. Nic tak dobrze nie brzmi, jak cudze rozczarowania :)

  • Adam

    Ojciec Chrzestny

    Django

    Pasja

    Skazani na ShawnShank

  • kamechas

    w paru miejscach się nie zgadzam. skandal!






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Niezniszczalni - starzy bohaterowie, nowy świat

Następny tekst

#30 Monachium



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE