Ranking

SZYBKA PIĄTKA #50. Najlepsze filmy wybranych dekad

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Jubileuszowa Szybka piątka musiała zostać należycie uczczona. A cóż może być lepszego niż wybór najlepszych filmów? I to wybór nie byle jaki, bo rozstrzelany po całej historii kina. Wzięliśmy pod lupę X muzę na przestrzeni dekad i postanowiliśmy powybierać z nich te NAJ tytuły. Kolejność i chronologia dowolna – w imię zasady: jeden film na dekadę. Liczymy, że sami również pobawicie się w to w komentarzach. I oby do setki!

Jarosław Kowal

Do wybrania najlepszego filmu dekady trzeba przyjąć klucz, bo jak zadecydować, czy w latach 70. lepsza była Suspiria, Wejście smoka, Mad Max, Annie Hall czy Lot nad kukułczym gniazdem? O obiektywizmie nie ma mowy, więc sięgnąłem po to, co jest mi najbliższe, czyli film grozy i początki jego istnienia.

Lata 10. Golem

Pierwszy „monster movie” i jeden z pierwszych horrorów w ogóle. Historia zaczerpnięta z żydowskiej legendy, której adaptacja straszy dzisiaj przede wszystkim warunkami, w jakich została stworzona, czyli czernią i bielą, niską jakością obrazu oraz brakiem udźwiękowienia.

Lata 20. Nosferatu – symfonia grozy

Jeżeli myślicie, że problemy z prawami autorskimi to znak dzisiejszych czasów, przypadek tego filmu zmieni wasze spojrzenie. Nietrudno się domyślić, że hrabia Orlok to tak naprawdę hrabia Dracula, co było jasne także dla Florence Stoker, wdowy po autorze powieści Drakula. Sąd przyznał jej odszkodowanie, które doprowadziło do bankructwa Prana Film, a wszystkie istniejące kopie miały zostać zniszczone. Przetrwała jedna, już wysłana za granicę i tylko dzięki temu wciąż możemy oglądać tę kultową pozycję.

Lata 30. Dracula

W odróżnieniu od wielu innych niskobudżetowych filmów grozy, Dracula nie został ostro skrytykowany tuż po premierze i nie musiał stopniowo pracować na późniejszą popularność. Krytycy od razu zachwycili się filmem z Belą Lugosim w roli głównej, ale nie obyło się bez kontrowersji. Ostatnia scena, w której spiker przekonuje, że wampiry istnieją naprawdę, została wycięta z powodu obaw przed zbulwersowaniem religijnej części społeczeństwa… Niestety ślad po niej zaginął i wszystko wskazuje na to, że nigdy nie zobaczymy prawdziwego zakończenia wzoru dla wszystkich późniejszych filmów o transylwańskim hrabim.

Lata 40. Porywacz ciał

Ponownie Bela Lugosi, tym razem w parze z inną gwiazdą horroru z tamtych lat – Borisem Karloffem. Było to ich ostatnie ekranowe spotkanie.

Lata 50. Inwazja porywaczy ciał

Nie ma żadnego związku między tym filmem a Porywaczem ciał. Przede wszystkim nie ma tu cmentarnych hien, są natomiast kosmici zainteresowani przejęciem naszej planety. W momencie premiery zainteresowanie wizją reżysera Brudnego Harry’ego było znikome, ale z czasem zaczął uchodzić za wyjątkowo trafną alegorię amerykańskiej polityki lat 50. W 1994 roku Inwazja porywaczy ciał trafiła do National Film Registry – spisu filmów tworzących kulturalne dziedzictwo Stanów Zjednoczonych.

Szymon Skowroński

Lata 40. Czarny narcyz 

Jeden z filmów idealnych. Łączy w sobie wspaniałą opowieść, egzotykę, zakazany romans, fenomenalną scenografię i nieograniczone pokłady reżyserskiej kreatywności duetu Emeric Pressburger i Michael Powell. Uwielbiam mieć świadomość, że część krajobrazów to dorysówki, wykonane przez niezwykle utalentowanego grafika. Uwielbiam Deborah Kerr w roli zakonnicy. Wreszcie uwielbiam korespondencję kultur, a w tym filmie niemal poetycko utrwalono styk dwóch różnych światów.

Honorowe wyróżnienie: krótkometrażowa animacja Koncert na cztery łapki. To ten film, w którym Tom urządza Jerry’emu koncert Liszta. Jeśli chcecie wiedzieć, co to znaczy idealnie zmontować film – obejrzyjcie to miniaturowe arcydzieło.

Lata 50. Rio Bravo

Dekada zbyt dobra, by była prawdziwa – a jednak! Mógłbym jednym tchem wymienić dwadzieścia tytułów, którym chętnie przyznałbym pierwsze miejsce. Ale skoro muszę się ograniczyć, to wskazuję western doskonały – Rio Bravo. Howard Hawks u zmierzchu gatunku nakręcił jeden z jego najbardziej klasycznych i istotnych przedstawicieli. Posągowa rola Johna Wayne’a zostaje tu wsparta przez świetny drugi plan z mistrzowskimi rolami Angie Dickinson, Deana Martina i Waltera Brennana. Howard Hawks opowiada po amerykańsku – w szerokich, statycznych kadrach. Dobrzy goście są tu dobrzy, źli goście są tu źli. Nigdy nie odpuszczę seansu tego dzieła!

Honorowe wyróżnienie: tak jak wspomniałem, byłoby tego zbyt dużo, więc zwrócę uwagę na mniej znany, lecz fenomenalny kryminał Na krawędzi prawa.

Lata 60. Psychoza

Wybór dość tendencyjny, ale jednak – w pełni uzasadniony. Alfred Hitchcock w 1960 nie musiał już nic nikomu udowadniać. Postanowił więc udowodnić samemu sobie, że za niecały milion dolarów (w większości – z prywatnych pieniędzy) zrobi czarno-biały film, dziejący się w większości wokół jednej lokacji i zabije główną bohaterkę przed połową seansu, a także, że pokaże kilka rzeczy, których amerykańska publiczność wcześniej w mainstreamie nie widziała: kobiece ciało w bieliźnie oraz muszlę klozetową. Co wyszło? Ponadczasowe arcydzieło, które oglądane po raz setny daje mi tyle samo emocji co zawsze. No cóż… we all go a little mad sometimes.

Honorowe wyróżnienia: polskie kino epickie, czyli Faraon Jerzego Kawalerowicza oraz amerykańskie kino zaangażowane – Lombardzista Sidneya Lumeta.

Lata 70. Annie Hall 

Wybór niezwykle prosty. Komedia romantyczna, która w dziewięćdziesięciu minutach streszcza całą życiową prawdę o związkach międzyludzkich. Dla neurotyków – pozycja obowiązkowa. Dla miłośników kina – pozycja obowiązkowa. Dla studentów montażu filmowego – pozycja obowiązkowa. Dla ludzi z poczuciem humoru – pozycja obowiązkowa. Dla antyfanów Woody’ego Allena – pozycja obowiązkowa.

Honorowe wyróżnienie: Cały ten zgiełk Boba Fosse’a.

Lata 80. Akira

Pierwszy seans mógłbym określić jako gwałt na mojej psychice. Co nie zmienia faktu, że nie mogłem, po prostu nie byłem w stanie, odkleić oczu od tego filmu. Wizja miasta, i w ogóle – świata niedalekiej przyszłości, jaką roztacza Katsuhiro Ôtomo, jest hipnotyczna. Historia ma wiele wątków, z których tylko część zostaje w pełni wyjaśniona (reszta jest w mandze), ale nie ma się wrażenia, że coś jest niepełne lub nieskończone. Te liczne detale po prostu budują olbrzymi, różnorodny, wielowarstwowy świat Akiry. Gdzieś w okolicach piątego seansu zauważyłem, że w malutkiej scenie w pralni jakaś epizodyczna bohaterka, która rozmawia przez telefon, macha sobie nogą, a na jej stopie podskakuje klapek. Czy tego szczegółu mogłoby tu nie być? Oczywiście… ale właśnie w takich detalach tkwi siła tego obrazu. Akira to także niewyczerpane źródło inspiracji dla kolejnych pokoleń twórców science fiction.

Honorowe wyróżnienie: Rób, co należy – bezkompromisowy głos Spike’a Lee w delikatnych kwestiach, zamknięty w ramach przemyślanego, świetnie skonstruowanego dramatu z niesamowitym wyczuciem wizualnym.

Dawid Konieczka

Lata 50. Dwunastu gniewnych ludzi

Film zbudowany niemal wyłącznie na dialogach, a mimo tego mało kto potrafi się od niego oderwać. Napięcie między bohaterami jest ogromne i z każdą chwilą wyraźnie się zwiększa, podobnie jak dramaturgia całego filmu. W Dwunastu gniewnych ludziach każda kwestia staje się podbudową dla kolejnych wniosków i przemyśleń, zarówno fantastycznie zagranych przysięgłych, jak i pochłoniętego bez reszty widza.

Lata 60. 2001: Odyseja kosmiczna

Największe arcydzieło w historii kinematografii. Dbałość o szczegóły, skrupulatność inscenizacyjna, doskonała kontrola tempa filmu, przełomowość technik realizacyjnych – Stanley Kubrick, znany przecież z perfekcjonizmu w podejściu do procesu twórczego, wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności. Do tego cała kopalnia interpretacji, symboli i przemyśleń o charakterze egzystencjalnym oraz transcendentnym, która potrafi zaprzątać głowę przez wiele tygodni od seansu. Absolutne mistrzostwo.

Lata 70. Obcy – 8. pasażer „Nostromo”

Co tu dużo mówić. Kultowa pozycja i doskonały mariaż horroru z science fiction, w którym ksenomorfa, przemierzającego stalowe korytarze statku „Nostromo”,  może nie widać za dużo, ale dzięki temu straszy najbardziej.

Lata 80. Idź i patrz

Najbardziej przerażający i… brudny film wojenny. Z perspektywy nastoletniego Flory obserwujemy upadek ideałów, podstawowych wartości i jakiegokolwiek człowieczeństwa. Elem Klimow skupia się na głównym bohaterze i pokazuje jego stopniową wewnętrzną dekonstrukcję – Flora nie staje się potworem, ale człowiekiem złamanym już za młodu, patrzącym pustym wzrokiem na otaczające go okrucieństwo. Poza tym, sekwencja bombardowania lasu nakręcona długimi ujęciami z „naziemnej” perspektywy do dziś wywiera piorunujące wrażenie.

Lata 90. Milczenie owiec

Thriller, który zapoczątkował modę na inteligentnych i szarmanckich psychopatów. Fascynująca para głównych bohaterów i dość niepokojąca chemia między nimi to zdecydowanie najbardziej pasjonujący element Milczenia owiec. Sama fabuła opowiadająca o poszukiwaniach mordercy obdzierającego ze skóry swoje ofiary, jakkolwiek niebezpiecznie wciągająca, jest oczywiście „tylko” pretekstem (gdyby każda pretekstowa fabuła stała na takim poziomie…).

Ostatnio dodane