Ranking

SZYBKA PIĄTKA #45. Najpiękniejsze zdjęcia

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Tym razem w Szybkiej Piątce nie ma łatwo – bierzemy bowiem pod lupę dokonania najważniejszych ludzi stojących za kamerą, praca których stanowi sedno istnienia kinematografii. Wszak X muza nie mogłaby istnieć bez obrazu zapisanego na taśmie (a wraz z postępującą technologią na dysku twardym). Wkład operatora to przy tym także zdecydowanie coś więcej niż zwykłe rejestrowanie zainscenizowanych wydarzeń. To od jego wprawnego oka zależy klimat filmu, jego kolorystyka, a nawet i cała dramaturgia, narracja. To właśnie operatorskie sztuczki przyciągają w pierwszej kolejności do ekranu, a zdjęcia bardzo często przesądzają o odbiorze danej produkcji. I choć to naprawdę karkołomne zadanie wybrać zaledwie pięć przykładów z ponad stuletniej historii kina, poniżej nasze typy. Rzecz jasna zachęcamy także do podania swoich w komentarzach.

Jacek Lubiński

  1. Niebiańskie dniprawdziwe arcydzieło. To, co dla Terrence’a Malicka wykonał hiszpański operator Néstor Almendros, jest istną kwintesencją hasła „ruchomy obraz”. Wyciskając maksimum z minimum lokacji Almendros wspaniałe oddał otaczającą człowieka naturę i uchwycił jedne z najbardziej zachwycających zachodów/wschodów słońca. W pełni zasłużony Oscar.
  2. Droga do zatracenia – ostatni projekt legendarnego Conrada L. Halla okazał się być może jego najbardziej zachwycającym (tutaj Złoty Rycerz przypadł twórcy już pośmiertnie). Ten film to prawdziwa maestria ruchomych kadrów, z których każdy kolejny wydaje się jeszcze piękniejszy od poprzedniego. W obiektywie Halla nawet zgnilizna rozkładających się zwłok osiąga znamiona doskonałości.
  3. Blade Runneropus magnum Jordana Cronenwetha, który posępny świat przyszłości spowił dymem i rozświetlanym przez liczne kolorowe neony półmrokiem. Efektem tego najpiękniejszy film science fiction w historii, o atmosferze, której mógłby mu pozazdrościć niejeden reprezentant kina noir.
  4. Pewnego razu na Dzikim Zachodzieepickie widowisko Sergia Leone to w obiektywie jednego z najlepszych włoskich operatorów – Tonino Delli Colli – przede wszystkim pamiętne, zapierające dech w piersiach zbliżenia na oczy głównych bohaterów. Ale nie tylko. To definitywne spojrzenie na spalony słońcem, zbudowany z drobnych elementów różnych kultur Dziki Zachód. Wspaniałe panoramy i niesamowite ujęcia, jakby żywcem wyjęte z pionierskich czasów.
  5. Wesele (1973) i coś z polskiego podwórka, które przecież samo w sobie jest kolebką wielkich talentów. Ze wszystkich pięknie sfotografowanych przez kolegów po fachu filmów, praca Witolda Sobocińskiego zasługuje na wyróżnienie już choćby dzięki wspaniałej scenie zabawy lampą naftową. Czysta poezja!

Honorowa wzmianka: Trzy kolory: Niebieski, Lecą żurawie, Motyl i skafander.

Filip Pęziński

  1. Skyfall – Skyfall nie grzeszy inteligencją, ale jest to stylistycznie film absolutnie wyjątkowy, którego strona wizualna znacząco wpływa na odbiór całości i wpływa na narrację filmu. Przepiękne, często oparte na kontrastach, światłach i cieniach dzieło Rogera Deakinsa to idealny przykład zdjęć świadomych swojej wagi. Polecam poszukać w sieci analiz zdjęć do pierwszego Bonda Sama Mendesa.
  2. Wszyscy ludzie prezydenta – Gordon Willis pracuje kontrastem – jasną redakcję kontrastuje z z pozbawionym świateł garażem, zbliżenia na bohaterów z ogromem Biblioteki Kongresu i ostrością – zleca stworzenie specjalnej, przesuwanej soczewki, która pozwala widzieć pierwszy plan i tło. Mówi się, że zdjęcia Willisa doskonale zintensyfikowały klimat paranoi obecny w całym filmie.
  3. Django (2012) – Quentin Tarantino latami krążył wokół westernu i kiedy w końcu się za niego bezpośrednio zabrał, pamiętał, że zdjęcia są bardzo istotnym elementem tego gatunku. Przepiękne pejzaże i doskonałe kompozycje gwarantują opad szczęki.
  4. Gwiezdne wojny: Część V – Imperium kontratakuje – odległa galaktyka nigdy nie wyglądała lepiej. Jest dostojnie, chłodno, mrocznie, a kiedy trzeba olśniewająco pięknie.
  5. Drive – spotkałem się z opinią, że zdjęcia do Drive są tak doskonałe, że można mówić o przeroście formy. Stety-niestety, o ile rozumiem termin „niespójności stylistycznej”, tak „przerost formy” jest dla mnie pojęciem niezrozumiałym.
Mikołaj Lewalski

  •   (poza konkurencją) Blade Runner 2049 – nowy obraz Dennisa Villeneuve to kompletne arcydzieło i niemały udział mają w tym zachwycające zdjęcia. Ten rozmach! Te kolory! Te genialne, wżynające się głęboko w pamięć kadry! Mam ich teraz tyle w głowie, że nawet nie wiem, które zasługują najbardziej na wyróżnienie. O stronie wizualnej tego filmu można napisać długą pracę i jestem pewien, że niejedna taka powstanie.
  1. Zjawa – to, co w tym dziele Alejandro G. Iñárritu osiągnął z Emmanuelem Lubezkim, nie przestaje mnie zadziwiać. Powalające na kolana plenery, niesamowite wykorzystanie naturalnego oświetlenia, zapierające dech długie ujęcia – to najpiękniejszy film, jaki widziałem. Obcując z nim niezwykle łatwo zapomnieć, że oglądamy fikcję. Niesamowity autentyzm podziwianych obrazów i subtelny montaż sprawiają, że ma się wrażenie śledzenia prawdziwych wydarzeń.
  2. Tylko Bóg wybacza – jako że Drive został już wymieniony, postanowiłem przywołać inny film Nicolasa Windinga Refna, który jest twórcą dość kontrowersyjnym, ale też obdarzonym niesamowitą wrażliwością estetyczną. Granie barwami, symbolizm ujęć i fantastyczne oświetlenie czynią ten film wizualną perełką, której obrazy nie opuszczają pamięci nawet lata po seansie.
  3. Mad Max: Na drodze gniewu – już pierwszy kadr tego filmowego wariactwa zasługuje na wydrukowanie w dużym formacie i powieszenie na ścianie. Sceny kraks i eksplozji to czysta ekranowa poezja, bezbłędnie zaplanowana i zmontowana. Już za samo wykorzystanie koloru niebieskiego i pomarańczowego oraz sceny w Oazie Mad Maxowi należy się ogromne uznanie.
  4. To nie jest kraj dla starych ludzi – Roger Deakins to zdecydowanie jeden z moich ulubionych operatorów. Tutaj zachwyca surową wizją spalonego słońcem Teksasu i mrokiem bezbłędnie korespondującym z tonacją filmu. Osiągnięty w ten sposób naturalizm w znacznym stopniu przyczynił się do powalającego efektu całości.
  5. Droga – niełatwo znaleźć równie przygnębiającą, ale zarazem pięknie nakręconą wizję świata w całkowitej ruinie. Łyse drzewa, panoramy zgliszczy cywilizacji i wszechobecny szarobury popiół. Jeśli człowiek kiedykolwiek sam położy kres swojemu istnieniu, to będzie to wyglądać właśnie w ten sposób.

1.Obcy – 8. pasażer „Nostromo” – poza jednym ujęciem kosmicznego wybuchu, zdjęcia tego filmu nie postarzały się ani trochę, ba! spychają w kąt wiele współczesnych produkcji sci-fi. Idealne operowaniem światłocieniem (refleksy na okrągłej czaszce Obcego), oszczędna kolorystyka i precyzyjne ruchy kamery pomagają zbudować gęstą atmosferę horroru, zainspirowaną wizjami Gigera i Girauda. Nidy nie zapomnę pierwszego wrażenia, jakie zrobił na mnie ten film i cieszę się, że miałem okazję zobaczyć go w kinie, na wielkim ekranie.

2.Kto się boi Virginii Woolf? czarno-biały obraz z niespotykaną dynamiką i dramaturgią. W momencie, kiedy Hollywood masowo przerzucało się na kolor, twórcy Virginii – reżyser Mike Nichols i operator Haskell Wexler – postawili na klasyczne rozwiązanie. Efekt jest niesamowity. Obraz opiera się na skali szarości i głębi, które idealnie współgrają z charakterami postaci, a cienie spowijające scenografię i twarze bohaterów wzmacniają dramat rozgrywający się w małżeństwie Marthy i George’a.

3.Samsara – kronika naszej planety, zarejestrowana na 65mm taśmie filmowej, ociekająca bogactwem kolorów i szczegółów, pobudzająca wyobraźnie ruchem, otwierająca oczy na ogrom, którego jesteśmy udziałem, ale nie mamy okazji być świadkiem. Pozbawiona historii lub standardowej narracji mozaika ujęć z kilkudziesięciu zakątków świata jest doświadczeniem, którego nie można zapomnieć.

4.Cienie zapomnianych przodków Siergiej Paradżanow zabiera widza w historyczną podróż do Karpat. Film wygląda jak połączenie kwasowego tripu z wystawą etnicznych kostiumów. Kamera niemal wsiąka w akcję, wykonując akrobatyczne ruchy – na długo przed wynalezieniem steadicamów – a feeria barw i ruchów uchwycone przez obiektyw Jurija Ilijenki stanowią niema dokumentalny zapis huculskiej tradycji.

5.Czas apokalipsy – zdjęcia do tego arcydzieła Francisa Coppoli pozwoliły na ujrzenie wietnamskiej Wojny w całkowicie nowym świetle. Podróż grupki żołnierzy do dżungli nosi tu znamiona symbolicznej wyprawy do piekła, którym rządzi skąpany w cieniu Marlon Brando. Obraz wygląda jak paleta kolorów obłąkanego malarza – a jednak wszystko ma tu swój cel i uzasadnienie.

Honorowe wzmianki: Cienka czerwona linia, Ida, Czarny Narcyz, Poza prawem.

 

Łukasz Budnik

  1. Genialny klan – mój ulubiony film Wesa Andersona może poszczycić się całą serią doskonałych kadrów. Trudno oddać słowami, jak przemyślane jest tu każde, pojedyncze ujęcie. Warto samemu prześledzić ich kompozycję i sposób rozstawienia aktorów oraz rekwizytów, nieraz zwracając uwagę na to, co dzieje się w tle danej sceny. W połączeniu z charakterystycznym dla Andersona ciepłym, żółtym filtrem każde z tych ujęć jak najbardziej nadaje się do powieszenia na ścianie.
  2. Osada – zawsze będę powtarzać, że M. Night Shyamalan osiągnął w Osadzie szczyt swojej wrażliwości i stworzył piękną, a jednocześnie cudownie subtelną miłosną historię. Relacja Luciusa i Ivy tworzy się w dialogach i drobnych gestach, a zamknięta jest w kadrach urzekających prostotą, która mówi jednak cholernie dużo. Sama przyjemność oglądania i oczywiście słuchania – każda okazja jest dobra by przypomnieć ideał, jakim jest muzyka w tym filmie.
  3. Między słowami – dzieło Sofii Coppoli należy do ścisłej czołówki moich ulubionych, w czym również zasługa zdjęć. Przepięknie sfotografowane jest tu nocne Tokio! Najbardziej jednak ujmuje mnie, jak dobrze ukazano w kadrach samotność postaci Billa Murraya i Scarlett Johansson. Wszystkie momenty, gdzie śledzimy ich sposoby spędzania czasu odznaczają się niezwykłym nastrojem i znakomicie podkreślają, jak mali są bohaterowie w obliczu ogromu nieznanego im świata. No, chyba że spędzają czas we dwoje. Wtedy z ekranu bije fantastyczne ciepło.
  4. Źródło – film, który zostaje w głowie na długo, a strona wizualna to tylko jeden z powodów takiego stanu rzeczy. Kolorystyka, gra świateł, a nawet zbliżenia na twarze aktorów – wszystko podane z urzekającą wrażliwością, cieszące oczy i pozwalające na dobre zatopić się w tę historię. Uwielbiam kadr z Drzewem Życia oświetlonym promieniami zachodzącego słońca.
  5. Kometa – podczas seansu spierały się we mnie dwa odczucia. Pierwszym było absolutne znudzenie, bo historia nie wciągnęła mnie ani trochę – i, szczerze, nie bardzo już pamiętam o czym była – drugim zachwyt nad zdjęciami. Fenomenalna jest przede wszystkim gra kolorami i zastosowana paleta barw (błękit, czerwień, żółć). Kadry zbudowane są nietypowo, ale bardzo konsekwentnie. Ktoś miał bardzo dobry pomysł na stronę wizualną. Szkoda, że tylko na nią.
Dawid Konieczka

  1. Drzewo życia – można Terrence’owi Malickowi zarzucać, że im starszy, tym bardziej pławi się we własnym przeintelektualizowaniu i stacza się w coraz większą pretensjonalność. Każdy jednak musi przyznać, że jeżeli istnieje coś takiego jak poezja kadru, jak malarskość i po prostu dosłowne piękno kina, to Malick nie ma sobie równych. Wyczucie koloru, współgranie światła i cienia, znaczące perspektywy kamery — w Drzewie życia Emmanuel Lubezki, wraz z reżyserem, osiąga apogeum wizualnej maestrii. A trudno opowiedzieć o życiu jako takim i nie pokazać jego niezwykłości.
  2. Amelia – obraz dość typowy dla Jean-Pierre’a Jeuneta, ale jakże magiczny. Reżyser we współpracy z Bruno Delbonnelem stworzył świat niezwykły choć pozornie codzienny. Każdy kadr przesiąknięty jest tu optymizmem tytułowej bohaterki objawiającym się w skąpaniu wszystkiego w złocistym, słonecznym blasku. Amelia to sztandarowy przykład tzw. feel good movie, a subtelnie kontrastowe kadry, wydobywające ciepłe, żywe barwy walnie przyczyniają się do tego faktu.
  3. Łowca androidów – Jordan Cronenweth nie ma na koncie wielu głośnych filmów, ale swoimi zdjęciami do klasyka science fiction Ridleya Scotta na stałe zapisał się w historii kina. Brudny, niebezpieczny świat futurystycznego Los Angeles nie robiłby takiego wrażenia, gdyby nie doskonałe operowanie światłem i ciemnością. Jedno i drugie przenika deszczową metropolię Łowcy przywodząc na myśl głównie klasyki kina czarnego, a jednocześnie tworząc na swój sposób intymną atmosferę.
  4. John Wick – film udowadniający, że nadal można nakręcić trzydziestosekundową scenę akcji i nie robić w niej piętnastu cięć. Obraz odniósł tak wielki sukces w dużej mierze właśnie dzięki fantastycznym zdjęciom pozwalającym przyjrzeć się morderczemu tańcowi bohatera. Na tym potencjał filmu się oczywiście nie kończy. David Leitch i Chad Stahelski wykazują się niezwykłą pomysłowością wizualną, przez co niejednokrotnie John Wick przypomina teledysk — stylowo, ale z wyczuciem.
  5. Labirynt fauna – nie wybaczyłbym sobie, gdybym nie umieścił na liście arcydzieła del Toro. W tej wojennej baśni dominują trzy główne tonacje barwne, każda sygnalizująca inny porządek rzeczywistości, operująca inną paletą kolorów, kontrastami i oświetleniem. Zdjęcia współgrają doskonale ze starannie dopracowaną scenografią i kostiumami, co udowadnia, że meksykański reżyser jest jednym z największych artystów współczesnego kina (ktoś w ogóle wątpił?).

Ostatnio dodane