Szybka piątka #34 – Największe filmowe zaskoczenia | FILM.ORG.PL

Szybka piątka #34 – Największe filmowe zaskoczenia








REDAKCJA
03.04.2016


Szybka Piątka tym razem w odsłonie pełnej zaskoczeń. Bo zdarza się często, że spodziewamy się wiele dobrego po jakimś filmie (bo nagrody, bo odpowiednio wysoki status reżysera, aktorów, bo świetne zwiastuny itd.), a dostajemy coś naprawdę kiepskiego, zupełnie nie pasującego do powszechnych opinii o dziele. I odwrotnie – coś, co nie miało być dobre (bo gatunek, którego generalnie nie lubimy, bo aktorzy, których nie cierpimy)  okazało się wyśmienite pod wieloma względami.

I o takich miłych i niemiłych zaskoczeniach dzisiaj.

The-Dark-Knight-Rises

Maciej Niedźwiedzki

1. Mroczny Rycerz powstaje – to nie jest zły film, ale po Mrocznym Rycerzu miałem niezwykle wygórowane oczekiwania. Za mało w tym filmie mocy, zamiast podniosłości jest ckliwość. Za dużo wysilonych nawiązań do Batman Begins, za mało Batmana w Batmanie. Mroczny Rycerz powstaje cierpi na to, że bardziej chce być zwieńczeniem trylogii niż samodzielnym filmem.

2. Skyfall – wyczekiwałem tej premiery, choć fanem Bonda nie jestem. Genialne Casino Royale i zalew entuzjastycznych recenzji filmu Mendesa sprawiły, że spodziewałem się czegoś wyjątkowego. W kinie przeżyłem szok. Skyfall ma niezaprzeczalnie piękne zdjęcia. Jednak scenariusz to kuriozum, którego nie potrafię zrozumieć i zaakceptować.

3. Odlot – gdyby film Pixara skończył się w połowie mógłby być najlepszą animacją w historii studia. Pierwsze 45 minut uwielbiam i klęczę oglądając. Jednak gdy lądujemy w Ameryce Południowej, pojawiają się gadające psy to ja pakuję walizki i wracam. Jeden seans. Zachwyt i rozczarowanie jednocześnie.

4. DrogówkaWesele to perła, Dom zły to kino spełnione i wielkie, Róża nie słabsza, kino historyczne jakiego w Polsce nam brakuje. Trzy wybitne filmy. Drogówka to nieznośny formalnie, efekciarski, głupawy i niesmaczny chyba_film. Wpadka, której tak bardzo nie spodziewałem się po Smarzowskim.

5. Pod Mocnym Aniołem – poznęcam się nad Smarzowskim jeszcze. Myślałem, że Drogówka to będzie wyjątek, wypadek przy pracy. Nie oczekiwałem oczywiście poziomu jego pierwszych filmów, ale wyraźnego skoku formy w górę. Okazało się, że jest jeszcze gorzej. Pod Mocnym Aniołem to kino puste i uważam, że wręcz przypadkowe. Zawiodłem się tak bardzo.

mad_max_fury_road

Jacek Lubiński

Zaskoczenia kojarzą mi się czysto pozytywnie, więc będzie tylko przyjemnie (i ze względów praktycznych ograniczam się do jedynie do tytułów obejrzanych w ostatnim czasie).

1. Mad Max: Fury Road – nie spodziewałem się po tym filmie nic wielkiego w sumie. Niby był szał krytyków, niby docierały optymistyczne wieści zza oceanu. Nic nie przygotowało mnie jednak na tak iskrzącą się energią jazdę bez trzymanki, która prostymi środkami potrafi docisnąć emocjonalny gaz na… cóż, maksa. Podziwiam.

2. The End of the Affair – samotny wiosenny wieczór. Zapuszczam więc sobie film Neila Jordana, bo ponoć niezły. I generalnie siedzę z tępym wzrokiem całą pierwszą godzinę, bo owszem, obraz to stylowy, lecz fabularnie sprowadzający się do prostego romansu jakich wiele. A potem siedzę drugą godzinę przyklejony do ekranu z rozdziawioną paszczą, gdyż romans i owszem, ciągnie się dalej, jednak reżyserowi wystarcza jedna scena, pozornie nic nie znaczący myk, by tanie kopulowanie po godzinach zamienić w emocjonalny wulkan, w którym nic nie jest proste. Kocham.

3. Yip Man – ot, miał to być taki luźny seansik na niedzielne popołudnie. Sztuki walki – nie można się nudzić, spieprzyć to też trudno. A tymczasem dostaję pełnokrwiste kino historyczne, jak się potem okazało oparte o fakty z życia legendarnej postaci. Kino, w którym wymachiwanie łapami na lewo i prawo jest tylko wisienką na torcie zwyczajnie wciągającej opowieści z dalekiego kraju. Szanuję (nawet mimo drobnego patosu na koniec).

4. Holy Motors – kino artystyczne, solidnie lobbowane, ale jednak pachnące tanią eksperymentatorką, dziwacznymi fantazjami. Co mi jednak szkodzi spróbować – zwłaszcza, że kadry wyglądają intrygująco, a epizod zalicza Kylie Minogue. I wiele bym się nie pomylił. Zaskoczyła jednak ostatnia scena, tak przepięknie abstrakcyjna, jakże filmowa, mocno nieoczekiwana i nieoczywista, fantazyjna. Doceniam.

5. Dope – znowu film o nastolatkach, narkotykach i wyrywaniu lasek? Jaaa cię sorryyy! Ileż można? A tymczasem wyszło nad wyraz wciągające, żywe, świeże, a zarazem zaskakująco olskulowe i optymistyczne kino, które ma szansę zostać nowym klasykiem gatunku. Lajkuję więc.

MV5BMTM3MzAxMTY2Nl5BMl5BanBnXkFtZTcwODMxOTIyNw@@._V1__SX1303_SY605_

Agnieszka Stasiowska

Zaskoczenia bywają różne, więc u mnie też różnie.

1. Chłopaki na bok (1995) – Lato, skwar, nuda jak diabli, idziemy z kumpelą do kina na – według radosnej zajawki – „typową amerykańską komedię”. Dwie godziny później wychodzimy z kina zasmarkane, zaryczane, z silną potrzebą nabycia wielkiego kubła lodów śmietankowych i co najmniej dwóch dziesięciopaków chusteczek higienicznych. Komedia twoja mać! Wyciskacz łez na miarę Stalowych magnolii

2. Wyspa tajemnic (2010) – Bardzo dobrą książkę Lehane’a znałam, chciałam sprawdzić, czy ekranizacja jej dorówna. Jak wiadomo, udaje się to rzadko. Film mnie nie rozczarował, oglądałam sobie z przyjemnością, było dobrze, dobrze, a potem… Ostatnia kwestia wypowiedziana przez diCaprio, której nie było w książce, zrobiła z tej historii absolutny majstersztyk, wywróciła wszystko do góry nogami i sprawiła, że zbierałam szczękę z podłogi przez czas dłuższy. Genialne.

3. Teksańska masakra piłą mechaniczną (2003) – Lubiło się horrory, nie powiem. Nawet o gore się czasami trącało. Się patrzyło przez palce, przez kilka dni po seansie zapalało wszystkie światła w mieszkaniu, a potem wracało się do normy. Do czasu Teksańskiej masakry. Tę obejrzało się z oczami szeroko otwartymi, z dzikim przerażeniem w sercu i wątrobie, i się ją zapamiętało tak dobrze, że nie chce się już widzieć jej nigdy więcej, a w ogóle to nie chce się już oglądać żadnych horrorów. Nie, nie i nie.

4. Kac Vegas (2009) – Nie przepadam za komediami i co do zasady unikam ich jak ognia. Zaciągnięta na seans Kac Vegas usiadłam na kanapie z kwaśną miną i mocnym postanowieniem nie roześmiania się ani razu z niewątpliwie prymitywnych i wulgarnych żartów. Nietrudno odgadnąć, jak się skończyło, rechotałam prymitywnie i wulgarnie przez cały film i nie wstydzę się do tego przyznać.

5. Battleship: Bitwa o ziemię (2012) – Nie, nie jest tak źle, że spodziewałam się po tym filmie jakiejś głębi. Spodziewałam się filmu akcji klasy B-, okraszonego miłą dla mego oka buzią Rihanny. Aż tak słodko nie było, do buzi Rihanny nie dotrwałam, bo konstrukcja scenariusza i drewno gry aktorskiej plasują to dzieło znacznie bliżej kategorii D-. I jednego tylko do dziś przeżyć nie mogę – co, u licha, robił tam Liam Neeson…?!

aguirrewrathofgod

Jan Dąbrowski

1.Aguirre, gniew boży

Z całym moim szacunkiem dla Herzoga – którego Nosferatu, Fitzcarraldo i Niezwyciężonego bardzo lubię i cenię – akurat Aguirre, gniew boży był dla mnie ciężką przeprawą. Najdłuższe 95 minut w moim życiu, płynąca szerokim strumieniem nuda i Kiński z niezadowoloną miną. Spore rozczarowanie.

2. Joy

Spodziewałem się schematycznego „od zera do bohatera”, dostałem manifest feministyczny z jaskrawym podziałem na złych (tzn. leniwych, cwanych, fałszywych, etc) facetów i dobre (tzn. wrażliwe i zdolne, lecz ciemiężone przez mężczyzn) kobiety. Fuj.

3. Dante’s Inferno (2007)

Uwielbiam tradycyjną animację, a ta zanosiła się na naprawdę oryginalną i świeżą. Zachęcający materiał ze zwiastuna rozciągnięty na pełen metraż okazał się pozbawiony polotu, a pomysłowe fragmenty wędrówki Danego i Wergiliusza poprzetykane są kiepskimi żartami i nudnymi wstawkami, co – niestety – psuje film okropnie, aż przykro patrzeć.

4.World of tomorrow

Krótkometrażowa animacja nominowana ostatnio do Oscara. Prościutka formalnie, pełna absurdalnego, ciętego żartu. Kilkanaście minut wypełnionych po brzegi dobrą zabawą i zdumieniem nad kreatywnością twórców. Nierozgarnięta mała dziewczynka pouczana przez swojego klona z przyszłości bije na głowę ckliwą historyjkę o misiach (która wygrała z World of tomorrow)

5. Sierpień w hrabstwie Osage

Słyszałem, że dobry, ale zraziła mnie obecność Meryl Streep w obsadzie (miałem wrażenie, że gra wszędzie i wszystko). Niedawno zobaczyłem i jestem zachwycony! Pomijając doskonałą obsadę, kameralny dramat rodzinny ogląda się świetnie dzięki dialogom bogatym w szermierkę słowną, która chwilami przechodzi w maraton ciętej riposty.

signs

Karolina Chymkowska

1. Znaki

Mel Gibson, pole kukurydzy i inwazja Obcych – wielkich oczekiwań to nie miałam. W zasadzie przyjęłam, że można się z powodzeniem spodziewać skrajnych głupot. Jakie miłe zatem spotkało mnie zaskoczenie, gdy w filmie odnalazłam masę inspiracji i nawiązań, mniej i bardziej bezpośrednich, do jednej z moich najukochańszych książek: Modlitwy za Owena Johna Irvinga. Tak, tego nie spodziewałam się zupełnie.

2. To właśnie miłość

Myślałam, ot, komedia romantyczna jakich wiele, czego można oczekiwać po tym gatunku? A tymczasem otrzymałam film, który z niezmienną przyjemnością powtarzam sobie co roku i wciąż mnie bawi.

3. Piła

Zaskoczenie negatywne. Słysząc wokół same zachwyty, nastawiłam się na horrorowy szał. Niestety, już pierwsza odsłona zmęczyła mnie i wynudziła. Takie życie.

4. Donnie Darko

Pierwszy seans na klubowym zjeździe, kumpel mówi melancholijnie, jak bardzo mi zazdrości, że obejrzę po raz pierwszy, bo on też by chciał cofnąć czas i przeżyć to jeszcze raz. Myślę sobie, że chyba troszkę przesadza, tymczasem pełne zaskoczenie. Film mnie zaczarował, opętał, porwał i mimochodem wkradł się do grupy ulubionych.

5. Wyścig (2013)

Nie spodziewałam się, że film oscylujący wokół tematu, który generalnie w ogóle mnie nie interesuje i nie pociąga – Formuły 1 – może być tak wciągający i tak nabuzowany adrenaliną, żeby przykuć mnie do ekranu od pierwszej do ostatniej minuty, a jednak się udało.












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Głośniej od bomb - kłamcy w Cannes

Następny tekst

Grzeszne rozkosze #5. Critters



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE