Szybka piątka #3 - Najlepsze tytuły filmów (oryginalne) | FILM.ORG.PL

Szybka piątka #3 – Najlepsze tytuły filmów (oryginalne)








15.06.2013


Szybka piątka to najnowsze przedsięwzięcie KMF-u, rodzaj bezpretensjonalnej zabawy w osobiste rankingi / zestawienia filmowe bez związku z niczym szczególnym, raczej z przymrużeniem oka niż poważnie i na baczność. Ot, redakcja wspomina i przypomina – najzupełniej subiektywnie o tym, co było, co jest i co będzie w świecie filmu. Każdy ma swoich pięć typów pasujących do z góry określonego tematu, a owych tematów jest niezliczona liczba. 

W tym odcinku przedstawiamy tytuły filmowe w oryginalnych wersjach, które skradły nasze filmowe serca z różnych powodów.

W komentarzach wpisujcie swoich faworytów ;)

Radosław Pisula

1. Kiss Kiss Bang Bang – Tytuł, który idealnie opisuje fabułę filmów Duccia Tessariego i Shane’a Blacka – jest miłość, wystrzały, czego chcieć więcej? Dodatkowo świetnie brzmi, gdy się go wypowiada. Nic dziwnego, że w latach 60. James Bond był znany pod pseudonimem „Mr. Kiss Kiss Bang Bang”.

2. The Adventures of Buckaroo Banzai Across the 8th Dimension – Tytuł, który tak samo miło łechta uszy za dzieciaka, jak i w czasie gdy dziadziejemy. Dostajemy zapowiedź przygód w surrealistycznie niezwykłym świecie oraz maksymalnie wystylizowane imię i nazwisko głównego bohatera. Całość jest dynamiczna i podkreśla unikalność tego dziwacznego widowiska.

3. There Will Be Blood – Czysty testosteron z klasycznym zacięciem. Lubię tytuły, które tak elegancko spoilerują film. Wiemy, że krew się poleje – to nieuniknione. Trzeba wygodnie rozsiąść się w fotelu i śledzić rozwój zdarzeń.

4. I’m a Cyborg, But That’s OK. – Niezwykle zabawny. Wyobraźcie sobie „Robocopa” pod taką nazwą. Film jest bardzo dobrą absurdalną komedią romantyczną, ale bez tego tytułu zdecydowanie straciłby pazur. Polecam.

5. Romeo Must Die – Sam film pamiętam jak przez mgłę, kojarzę jedynie Jeta Li tłukącego jakichś leszczy (co można powiedzieć w sumie o każdej produkcji, w której ten aktor występuje). Ale sam tytuł zwyczajnie ciekawi i z góry ustala fabułę obrazu. W tym miejscu mógłby się równie dobrze znaleźć jeszcze bardziej wypełniony testosteronem „Bring Me the Head of Alfredo Garcia” Sama Peckinpaha, ale ironiczne wykorzystanie imienia szekspirowskiej ikony bardziej łechta moje małe serduszko.

Arahan

1. Se7en – Świetny motyw z wpleceniem cyfry między litery. Na plakacie, razem z wymienionymi grzechami i postaciami aktorów, wygląda to kapitalnie.

2. Black Hawk Down – Tytuł, który po prostu świetnie brzmi. Wymawiając go mam przed oczami scenę z filmu Scotta, w której Black Hawk zostaje zestrzelony i w kłębach dymu, obracając się wokół własnej osi spada.

3. Armageddon – Miejsce, gdzie odbędzie się odwieczna wojna dobra i zła czy mega widowiskowy film Michasia Zatoki? Wszystko jedno, ważne, że czuć moc.

4. I Spit on Your Grave – Filmu nigdy nie widziałem, ale tytuł jest ostry i bezkompromisowy. Zapowiada, że nikt się z nikim nie opierdziela.

5. Constantine – Bo jeżeli zna się film i wymówi się tytuł szeptem, to powoduje ciary na plecach, a przed oczami staje piekło.

Piotr Han

1. Where the Buffalo Roam – Słowo „bizon” zdecydowanie zbyt rzadko występuje w tytułach filmów.

2. Match Point  – Tytuł przewrotny, tak jak sam film. Przed seansem widz spodziewa się, iż odnosi się on do profesji głównego bohatera– tenisisty, z czasem okazuje się, że jednak chodzi o coś zupełnie innego.

3. Invasion of the Body Snatchers – Film o takim tytule po prostu nie może być zły. Dlatego też słaby remake nosi nieco inną nazwę.

4. The  Day the Earth Stood Still – Dobry tytuł powinien przede wszystkim intrygować, prawda?

5. Before Devil Knows You’re Dead – Stara zasada mówi, że dobry film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi.  Czasami zdarza się, że ów wstrząs następuje jeszcze przed rozpoczęciem seansu. Dzieje się tak między innymi dzięki takim tytułom, jak ten.

Crash

1. The Adventures of Buckaroo Banzai Across the 8th Dimension – Czyli „Przygody Buckaroo Banzaia”. Tytuł, który dużo obiecuje, lecz niewiele dostarcza. Kino Nowej Przygody z ciekawymi postaciami i fantazyjnym scenariuszem, lecz zrobione bez polotu i ze zdecydowanie za małym budżetem.

2. Beetlejuice – Za dzieciaka „Sok z żuka” wydawał się dziwacznym tytułem, potem zaś spowszedniał. Widziałem ten film już ze 30 razy, a nadal nie wiem, skąd ta nazwa. I mam nadzieję, że nigdy się nie dowiem;)

3. Highlander – Nikt tego nie wymawia tak dobrze, jak Sean Connery. Powinien być „Góral”, ale ktoś poszedł po rozum do głowy i nazwał film „Nieśmiertelny”. Wolę jednak angielski tytuł. Jest równocześnie unikalny i majestatyczny.

4. Die Hard with a Vengeance – Wspaniała gra słów, choć u nas to po prostu „Szklana pułapka 3”. Uwielbiam moment, w którym ten tytuł pojawia się na ekranie w takt „Summer In The City”.

5. Versus – Czyli siła prostoty. No bo jak inaczej nazwać film, w którym aż roi się od pojedynków wręcz, strzelanych i na miecze?

Deina

1. Requiem for a Dream – Jeden z najsmutniejszych tytułów filmowych, jakie znam. Piękny i ostateczny.

2. Eternal Sunshine of the Spotless Mind – Cytat z poematu Alexandra Pope’a “Eloise to Abelard” jest oryginalny, intrygujący, ponadto wyjątkowo celnie w paru słowach podsumowuje, o czym film jest i dlaczego do tego doszło. Spokojnie może służyć za motto całości, a uzupełnione resztą strofy – za podsumowanie.

3. Se7en – Urok tkwi w prostocie, a w tym przypadku – w zapisie. Przemawia do wyobraźni. Pamiętne.

4. Cool Hand Luke – Bo też czy można w ogóle wyobrazić sobie lepsze i bardziej wyczerpujące określenie postaci Newmana? I jako filozofia życiowa też całkiem niezłe.

5. The Good, the Bad and the Ugly – Tytuł symbol. Chociaż potem w filmach miało się zaroić od dobrych, brzydkich i złych w rozmaitych konfiguracjach, był tylko jeden Blondie, jeden Tuco i jeden Angel Eyes :)

Desjudi

1. There Will Be Blood  – Tytuł, który wprost idealnie współgra z treścią filmu Andersona oraz z czcionką, która ozdabiała plakat (jakby zdjętą z okładki Biblii). Tytuł ikoniczny, silny, nawiązujący do najlepszej klasyki literatury amerykańskiej, do wielkich powieści i wielkich narracji. I tytuł, który może być również odbierany na kilku poziomach: tam, gdzie ropa, tam pojawia się krew; tam, gdzie grzech, pojawia się krew.

2. Between the Devil and the Deep Blue Sea  – „Między młotem a kowadłem” – w ten sposób powinno pewnie brzmieć polskie tłumaczenie, ale bardzo się cieszę, że postanowiono zachować enigmatyczny tytuł oryginalny („Między złem a głębokim, błękitnym oceanem”), który wspaniale oddaje złożoność sytuacji, w jakiej znalazł się Stephen Rea. Mały, nieznany szerzej film o wielkim tytule.

3. The Straight Story – Cudowna gra słów, która idealnie współgra na poziomie dosłowności (bo to historia Alvina Straighta), jak i metapoziomie (bo to piękna historia o prostych i najważniejszych sprawach w życiu każdego człowieka, szczególnie w momencie, gdy życie zmierza ku końcowi).

4. Idiocracy – Nie wiem, czy to twórcy tego filmu wpadli na pomysł tak przenikliwego tytułu, czy skądś go ukradli. Tak czy siak słowo weszło niejako do – przynajmniej mojego – słownika jako synonim intelektualnej biedoty, z której robi się – chcący lub niechcący – złotego cielca.

5. The Assassination of Jesse James by the Coward Robert Ford – prosty, dosłowny tytuł o sporej sile rażenia, bo najzwyczajniej w świecie obiecuje wiele i – co najważniejsze – z obietnicy wywiązuje się z nawiązką. Film Andrew Dominika to jeden z najciekawszych i najoryginalniejszych westernów XXI wieku.

Dux

1. Blade Runner – Tytuł mojego ulubionego filmu perfekcyjnie oddaje charakter zajęcia, jakim para się jego główny bohater. Ściganie przewyższających go pod każdym względem przeciwników to istne bieganie po ostrzu. Przyznaję temu tytułowi pierwsze miejsce nie tylko za tę fantastyczną metaforę; „Blade Runner” brzmi do tego bardzo dźwięcznie, a czcionka, którą został napisany, jest rozpoznawana przez każdego kinomana.

2. Once Upon a Time in The West – Tytułów z cyklu “Once Upon a Time…” jest kilka (choćby in America czy in China), ale dla mnie najlepiej brzmi właśnie „Once Upon a Time in The West”. Kojarzy mi się z nostalgicznym wspomnieniem, tęsknotą za czymś, co już nie wróci, z powrotem do minionych czasów i wydarzeń. Ten tytuł stanowi zapowiedź niezwykłej bajki dla dorosłych.

3. Star Wars – Tak, jak w dzieciństwie nazwiska Spielberg i Lucas kojarzyły mi się niemal odruchowo z fantastycznym kinem przygodowym pełnym efektów specjalnych, tak na hasło „Star Wars” przed oczami staje mi odległa, odległa galaktyka dawno, dawno temu, słyszę brzęczenie mieczy świetlnych, dźwięk silnika X-Winga i odgłosy laserowych strzałów. Star i Wars, te dwa proste sklejone do kupy słowa, nawet dziś, po potknięciu w postaci „nowej trylogii”, mają swój potężny, pozytywny wydźwięk. I tak bardzo kojarzą mi się z efektami specjalnymi, kosmosem, potyczkami gwiezdnych myśliwców i istotami nie z tej ziemi, że między science fiction a „Star Wars” bez zastanowienia stawiam znak równości.

4. The Terminator – Wychowałem się na Predatorze, Robocopie i Terminatorze, wszystkie te magiczne, bardzo ważne w mojej edukacji filmowej tytuły postawiłbym w jednym rzędzie. Szczególnie wyróżniam jednak „Terminatora”, bo nie pamiętam, abym na jakimkolwiek innym filmie sikał ze strachu po nogach już na napisach początkowych. Animowane litery, składające się ostatecznie na złowrogo brzmiący tytuł, podparte niepokojącą muzyką Brada Fiedela, budowały tak niesamowity nastrój, że nawet jakby na nich kończył się film, to i tak dodałbym go do najlepszych, jakie kiedykolwiek widziałem.

5. Frankenstein – Jedno proste słowo, dziesiątki filmów, gigantyczne, nieskończone uniwersum. Ten tytuł-hasło zna i kojarzy każdy kinoman. Za każdym razem gdy widzę/słyszę to słowo w kontekście filmowym, tętno mi podskakuje, a jeśli ma związek z nową ekranizacją, stanowi najpiękniejszą melodię dla moich uszu. Aha, słowo „Frankenstein” pada w mojej książce dokładnie 1786 razy, pewnie dzięki temu dziś potrafię napisać je na klawiaturze w ciągu pół sekundy;)

Piwon

1. One Flew Over the Cuckoo’s Nest – Uwaga, ośmielę się rzucić śmiałą tezę: to jeden z bardziej intrygujących tytułów w historii kina. Zdanie to wyrobiłem sobie dzięki prostym obserwacjom. Zauważyłem, że spośród wielu dyskusji na temat tego wybitnego filmu, prowadzonych czy to przeze mnie, czy przez innych, nie pamiętam takiej, w której ktoś nie zadałby pytania o znaczenie tytułu. Głośny obraz, zatytułowany w wysoce niekonwencjonalny sposób. Ja już znam rozwiązanie tej zagadki, a ty?

2. Pulp Fiction – Może i banał, ale właśnie o to chodzi. Założę się, że jest wielu fanów tego filmu, którzy do dzisiaj nie wiedzą, co oznacza jego tytuł. Tarantino zatytułował swoje opus magnum w sposób odpowiedni zarówno do treści, jakie przekazuje, jak i stylu, w jakim zostało zrealizowane. Bo „pulp”, to nic innego, jak fikcja niskiego lotu, mało od odbiorcy wymagająca, ale jednocześnie przez niego czytana, oglądana i kochana. Ten tytuł to jawna pochwała esencji postmodernizmu – pochwała treści powielanych, odnawianych i twórczo przetwarzanych. Ten tytuł to triumf banału i dla podkreślenia tego efektu powinien kończyć się wykrzyknikiem.

3. Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową – Uważam, że to jeden z najoryginalniejszych tytułów  spośród filmów rodzimej produkcji. Pamiętam, że nie od razu dotarło do mnie jego unikalne znaczenie. To jeden z tych tytułów, które nie tylko wzbudzają zainteresowanie swoją niecodzienną długością, ale i zmuszają do refleksji nad treścią jeszcze przed  obejrzeniem. Konkluzja płynąca z tytułu, jak i całego filmu, jest gorzka i bezkompromisowa, acz ważna, bo przywodzi na myśl rzeczy ostateczne. Warto zauważyć, że Zanussi zawsze starannie dobiera tytuły do swoich dzieł, a to się chwali.

4. Lost in Translation – Film Sofii Coppoli wprost uwielbiam, a jego tytuł stanowi jeden z wielu pierwiastków tego uwielbienia. I tyczy się to zarówno tytułu oryginalnego, jak i tego polskiego – rewelacyjnie przetłumaczonego („Między słowami”). Opowieść o mężczyźnie i kobiecie, zagubionych w wielkomiejskim chaosie i odnajdujących się dzięki wzajemnemu przyciąganiu, można było zatytułować w sposób wszelaki. Cieszę się, że wybrano tak nietuzinkowy wariant. Podkreśla bowiem, że clou relacji dwójki bohaterów opiera się na przewadze gestu względem słowa. Bo jak zwykł śpiewać Dave Gahan: „Words are very unnecessary. They can only do harm”.

5. The Long Kiss Goodnight – Tytuł, który niejako pomógł mi trwale polubić film, do którego się odnosi. Bo uwielbiam sposób (ten polski przede wszystkim), w jaki tytuł ten rozbrzmiewa w mojej głowie. Serio. To dobry przykład na to, jak ważny w procesie nazywania dzieła jest umiejętny i pomysłowy dobór słów. Co z tego, że do samej fabuły filmu tytuł pasuje dość wątpliwie. Szeregowy thriller akcji? Z takim tytułem już nie taki szeregowy.

Aaron

1. Eternal Sunshine of the Spotless Mind – Jak dla mnie idealny tytuł dla komedii romantycznej. Zwłaszcza takiej, która wyszła spod ręki Charliego Kaufmana. Ten tytuł idealnie opisuje to, co dzieje się z sercem (a właściwie umysłem) w chwili zakochania, podobnie jak…

2. Punch Drunk Love – … Paul Thomas Anderson, który zapożyczył tytuł swojego filmu wprost z terminologii bokserskiej, opisujący uraz mózgu, którego bokserzy doznają od ciągłych uderzeń w głowę. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na polskie tłumaczenie tytułu, które, co się rzadko zdarza, trafnie oddaje jego pierwotne znaczenie.

3. Dr. Strangelove or: How I Learned to Stop Worrying and Love the Bomb – No czyli po prostu Kubrick i czy trzeba coś tutaj dodawać? Nikt tak jak on nie opowiedziałby o nuklearnej zagładzie, już samym tytułem wywołując uśmiech na twarzy.

4. Funny Games – Michael Haneke bawi się z widzem, nie tylko każąc mu wyobrazić sobie przemoc, której tak naprawdę na ekranie nie widać. Już samym tytułem sugeruje, że albo będzie to dobra zabawa lub po prostu, że przemoc to dobra zabawa.

5. The Nightmare Before Christmas – Tytuł o wiele więcej mówiący, niż jego odpowiednik w polskim tłumaczeniu. Na samo jego brzmienie aż dostaję gęsiej skórki. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na to, jak rewelacyjnie wygląda z czcionką, którą jest zapisany.

Motoduf

1. Faster, Pussycat! Kill! Kill! – Trudno o tytuł, który bardziej zachęcałby do seansu i jednocześnie lepiej streszczał fabułę tego klasyka spod ręki Russa Meyera.

2. Dr. Terror’s House of Horrors – Rymowany tytuł nieco przykurzonej antologii grozy z Christopherem Lee i Peterem Cushingiem. Zapada w pamięć, zachęca do seansu i brzmi urokliwie złowieszczo. W polskiej wersji brzmiał równie ciekawie – „Gabinet grozy doktora Zgrozy”.

3. John Dies at the End – Teoretycznie tytuł-spoiler to strzał w stopę. W praktyce jest jednak na odwrót – tego typu niekonwencjonalne zagranie niezwykle zachęca do seansu.

4. Eyes Without a Face – Nie wiem, co dokładnie jest w tym tytule, ale wydaje mi się, że to jeden z najbardziej przerażających tytułów filmowych w historii kina. Jest specyficznie tajemniczy, dziwny, sugerujący coś niepokojącego i strasznego.

5. Die, Monster, Die! – Urokliwa ramota na podstawie opowiadania Lovecrafta i z Borisem Karloffem w roli głównej. Tytuł jest tak ekspresyjny, że aż ma się ochotę obejrzeć film, który się za nim kryje.

Ciuniek

1. Lock Stock and Two Smoking Barrels – Czyli jak w zgrabny sposób uchwycić sedno intrygi i źródło filmowych problemów – zabytkową dubeltówkę – zamykając je w parafrazę utartego powiedzenia. A na dodatek ten tytuł ma taki fajny rytm, który świetnie słychać, kiedy wypowiada się go na głos.

2. Going Postal – Tu trochę oszukuję, bo najpierw była książka Terry’ego Pratchetta, a sam film to technicznie rzecz biorąc miniserial, ale błyskotliwa dwuznaczność tego tytułu zawsze rozkładała mnie na łopatki. „Going Postal”, czyli zaczynamy zajmować się zdezelowaną pocztą. A może… „Going Postal” – na skutek piętrzących się przeciwności losu nabieramy ochoty do zatłuczenia pierwszej nadarzającej się osoby sztachetą wyrwaną z pobliskiego płotu?

3. Face/Off – I znowu fajna dwuznaczność. Z jednej strony „pojedynek”, a z drugiej dosłowne „zdjęcie twarzy”. I obie wersje idealnie pasują do treści.

4. Event Horizon – Kolejny tytuł, który uwielbiam głównie dlatego, że po prostu bardzo podoba mi się jego brzmienie. Niby „Horyzont zdarzeń” to tyle samo sylab, ale „Event Horizon” brzmi jakoś tak… elegancko.

5. Sudden Impact – Tytuły wszystkich części Brudnego Harry’ego są fajne, ale słysząc o „Nagłym zderzeniu” natychmiast odczuwam jakąś iskrę geniuszu, która musiała być zaczątkiem procesu myślowego scenarzysty. Moc w najczystszej postaci.

Ekipa KMF

Ekipa KMF

Tekst redakcji Film.org.pl
Ekipa KMF






  • Małgorzata

    Świetne tytuły. Dodałabym jeszcze „No country for old men” – pesymistyczny, wzmocniony puentą; „Melancholia” – która współgra ze zbliżającą się zagładą i tempem filmu; „Streetcar named desire” – wiem, że to film na podstawie sztuki, ale według mnie tytuł jest świetny, intrygujący, erotyczny; „Remains of the day” – gdy faktycznie głównemu bohaterowi, granemu przez rewelacyjnego Hopkinsa, z całego dnia pozostawały jedynie okruchy…

  • Karol

    Michael Bay to nie Jaś Zatoka lecz Michał Zatoka… Jaś to raczej John. :)

  • Lizergamid

    @Karol tam pisze Michaś Zatoka, nie Jaś. No chyba, że wcześniej tak to właśnie wyglądało.

    Ja jestem jakiś dziwny, nie mam ulubionych tytułów, mam za to ulubione filmy.

  • John Wayne

    Sunshine – Blask Słońca
    Dziwne rzeczy dzieją się w świetle Absolutu…

  • Mariusz

    Mój ulubiony epicki tytuł (choć filmu jeszcze nie widziałem) to: „Perché quelle strane gocce di sangue sul corpo di Jennifer?” czyli „Skąd wzięły się te dziwne krople krwi na ciele Jennifer?”

    Ponadto francuska komedia „Ty mnie trzymasz, ja cię trzymam za bródkę” oraz włoski komediodramat „Porwani zrządzeniem losu przez wody lazurowego sierpniowego morza” :D

  • Michał

    12 Angry Men – jeden z najlepszych filmów w historii kinematografii, w którym nawet tytuł jest zupełnie minimalistyczny a przy tym tak ekspresyjny.

    Kingdom of Heaven – kolejny z tytułów, który może być odczytywany wielopłaszczyznowo.

    Prince of Egypt – Czyli określenie Mojżesza chyba ostatnim tytułem jakie to możliwe.

    Symetria – bardzo wymowny i intrygujący

    No Country for Old Men + fenomenalny tytuł jak zawsze w przypadku dzieł C. Mccarty.

  • janko

    Jeszcze otym należałoby wspomnieć: „Assassination of Jesse James by the Coward Robert Ford”

    • Gamart

      Desjudi wspomniał ;)

  • Kozas

    Nikt nie wspomniał o wężach w samolocie? Filmu nie widziałem tak jak chyba większość, ale i większość tytuł kojarzy. Dlaczego? Bo jest tak niesamowicie absurdalny, że aż wdziera się do umysłu. Zdecydowanie mój number one

  • Mefisto

    Aż dziw, że nikt nie wymienił Die Hard numero uno.

  • Łukasz

    „Hang ’em High” – ten tytuł ma w sobie moc.

  • Robert

    Interstella 5555: The 5tory of the 5ecret 5tar 5ystem :0

  • Frost

    Tak na świeżo: „Only God forgives”

  • Patryk Głażewski

    Wszystkie tytuły serii Star Trek – każdy z nich wymieniany kolejno po sobie brzmi świetnie i intrygująco, że mam wrażenie jakbym wyczytywał po kolei rozdziały książki. Nawet pierwszy tytuł „Star Trek – The Motion Picture” w porównaniu do wyświechtanego „The Movie” każe sugerować coś o klasę wyższego.

    Filmy Woody’ego Allena – ponownie ciężko mi wybrać jeden szczególny, bo przyjemność sprawia same przebieranie wśród nich.

    Pewnie znajdzie się wiele innych (mam zwłaszcza sympatię do długich tytułów), ale to wymagałoby większego zastanowienia, a opisane wyżej wpadają mi do głowy jako pierwsze.

  • Adam

    1.The Good, The Bad and The Ugly
    2.Die Hard
    3.The Texas Chain Saw Massacre
    4.A Clocwork Orange
    5.Star Wars






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Teledyskowy Leonard Nimoy, czyli Spock jest spoko

Następny tekst

#10 Pewnego razu na Dzikim Zachodzie



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE