Szybka piątka #20 – Ulubione filmowe destrukcje, eksplozje i kataklizmy | FILM.ORG.PL

Szybka piątka #20 – Ulubione filmowe destrukcje, eksplozje i kataklizmy








11.11.2013


Destrukcje, eksplozje, kataklizmy – to esencja kina akcji, do tego okraszona efektami specjalnymi lub najwyższej klasy pirotechniką. Przyglądamy się najciekawszym, najbardziej spektakularnym scenom, od których drżą ściany sal kinowych, a my trzymamy się krawędzi fotela. Są to sceny z klasyków, ale i dostrzegamy bardzo silną reprezentację z ostatnich lat. Swoje typy wpisujcie w komentarzach. 

backdraft-walk-into-fire

Rafał Oświeciński

Skupię się na klasyce, bo dzisiejsze efekty – choć spektakularne – nie wywołują tylu emocji, co kiedyś, gdy się było po prostu młodszym :)

Ognisty podmuch – cały film był niezwykle widowiskowy, a finałowy pożar to esencja grozy, spektakularności i znakomitych (wówczas) efektów specjalnych. „That’s my brother” Kurta Russella wyciska łzy z oczu, a muzyka Hansa Zimmera zachwyca.

Dzień niepodległości – wybuchające kartonowe domki. Nigdy wcześniej nie było tak spektakularnych wybuchów – Empire State Building i Biały Dom rozbijane w drobny mak to podpis Rolanda Emmericha.

Żołnierze kosmosu – żołnierze kontra robale. Do dnia dzisiejszego efekty specjalne wyglądają znakomicie, a atak robali wciąż robi wrażenie rozmachem.

Czas apokalipsy – napalm, wiadomo i kultowe „Kocham zapach napalmu o poranku”.

Predator – najwięksi twardziele kontra dżungla, w której teoretycznie coś się czai, ale nikt nie wie, co to, ale na wszelki wypadek każdy ładuje, ile może, co skutkuje poszatkowaniem roślinności.

 

pacific-rim-121

Maciej Niedźwiedzki

Pacific Rim – każda scena destrukcji w obrazie Guillermo del Toro jest kapitalna. Wybieram pierwszą, ponieważ wtedy wróg nie jest jeszcze do końca znany. Najlepiej też działa efekt zaskoczenia. Ujęcie z perspektywy kierowcy samochodu nadaje tej scenie wiarygodności. Tajemniczość buduje nasza niewiedza o wyglądzie przeciwnika. Widzimy jedynie ogromną łapę niszczącą most. Jest to ujęcie majestatyczne.

Terminator 3 – trzecia część Terminatora jest słabsza od dwóch filmów Jamesa Camerona. Mimo tego, film Mostowa dodał całemu universum tego, czego potrzebowało – wspaniałą, rozbudowaną scenę destrukcji (jest to chyba też mój ulubiony fragment T3). Ucieczka Johna Connora przed kierującą dźwigiem i zastępem radiowozów T-X jest spektakularna. Nie ma obiektu, który by nie ucierpiał. W trakcie całej sekwencji napięcie stale się podnosi. Moment, gdy Schwarzenegger chwyta się haka i wisząc przewraca furgonetkę, a potem zniszczone zostaje całe zabudowanie, jest zdumiewający. Scena jest niezwykle efektownie zmontowana i nakręcona.

Titanic – można tego filmu nie lubić. Rozumiem argumentację przeciwników filmu Camerona. Jednak trudno mi wyobrazić sobie widza, który z obojętnością ogląda ostatnie półtorej godziny, gdy Titanic nieuchronnie zaczyna zmierzać na dno oceanu. Pod względem technicznym jest to majstersztyk, a inscenizacja i reżyseria zachwyca. Czuć ogromny ciężar całego statku, wszystkie jego elementy ulegają zniszczeniu. Widzimy tragedię w skali makro i mikro. Od łamania się statku na pół po przewracanie się krzeseł, a to wszystko zmieszane z chaosem, paniką i dramatem człowieka. Immersja w tę historię jest niespotykana. Do dziś oglądając ten film mam wrażenie, że tonę razem z pasażerami Titanica. [TUTAJ ZOBACZYSZ SCENĘ]

Gniew oceanu – scena, gdy ogromna fala atakuje kuter kapitana Billy’ego Tyne’a, ma w sobie moc. Oglądając tę scenę czuję się osaczony i bezradny. Sytuacja zdaje się być bez wyjścia. Cała sekwencja jest również bardzo podniosła i groźna. Film Wolfganga Petersena świetnie obrazuje to, jak mały i bezsilny jest człowiek w konfrontacji z siłą natury.

Pojutrze – również sekwencja z potężną falą (mam chyba słabość do tego żywiołu). Nowy Jork w amerykańskim kinie był niszczony wielokrotnie. Najbardziej zapamiętałem tego typu scenę z filmu Emmericha. Jest to też chyba jeden z jego bardziej udanych projektów. W obliczu fali ogromny NY wydaje się być małym miasteczkiem. Ucieczka jego mieszkańców przed wodą jest bezcelowa. Dodatkowo towarzyszy temu budowany przez muzykę patos i uczucie ogromnego zagrożenia.

star-wars-031

Marcin Cedro

Szklana pułapka – mam słabość do tego filmu. Dla mnie to klasyk kina akcji, który ogląda się z przyjemnością nawet po setnym razie. Monitor zrzucony do windy, a potem wielkie boom. Może sama scena lekko przesadzona, ale doskonale pasuje do ogólnego charakteru tego gatunku.

Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja – bez tego filmu moje dzieciństwo byłoby niezwykle ubogie. Choć urodziłem się dużo później, niż produkcja trafiła na ekrany, to po tylu latach ciągle można zachwycać się pomysłem i samym wykonaniem. „Nowa nadzieja” to również mnóstwo niezapomnianych scen. Jedną z nich na pewno jest zniszczenie Gwiazdy Śmierci przez Luke’a Skywalkera. Gdy Obi-wan przemawia do niego „Use the force, Luke” czujemy się, jakby to do nas były kierowane te słowa i wspólnie z młodym Jedi niszczymy wroga.

Pojutrze – wśród filmów katastroficznych to na pewno jeden z moich ulubionych. Pomijając pewne błędy, to i tak wizja zamarzniętego świata budzi we mnie lęk, a same efekty specjalne są na wysokim poziomie. Do tego przeszywająca nas muzyka, budująca klimat przez cały seans. Ten film to również przestroga dla ludzi, którzy wobec potężnej mocy natury są bezsilni.

Człowiek demolka – już sama nazwa wskazuje, że będzie niezła destrukcja. W pierwszej scenie mamy wielki wybuch, a potem przez resztę seansu jesteśmy świadkami, jak Stallone i Snapes niszczą wszystko co mogą, by widz nie czuł nudy.

Dzień zagłady – nie wierzę w to, że pewnego dnia Obcy przybędą na naszą planetę i zabiją całą ludzkość. Dlatego też wolę filmy, gdzie naszą ukochaną Ziemię niszczy np. kometa. Brzmi to po prostu o wiele wiarygodniej niż straszenie potworkami z Marsa. „Dzień zagłady” to produkcja może i nie najwyższy lotów, ale ogląda się ją w napięciu do końca.

Otachi_versus_gipsy_danger

Szymon Pajdak

Pacific Rim – za całokształt. Od początku do końca ten film to jedna wielka radosna rozwałka. Jeżeli miałbym coś wyróżnić, to na pewno akcję w Hong Kongu. Najpierw walka dwa na dwa, a później efektowna naparzanka w porcie i na ulicach miasta. Sypiące się wieżowce, miażdżone samochody i statek towarowy użyty w charakterze kija bejsbolowego – moje 12-letnie ja właśnie zrobiło w gacie.

2012 – czego by nie mówić o filmie Emmericha, to ukazanie apokalipsy wyszło mu całkiem sprawnie. Jeżeli odsuniemy na bok dziurawy scenariusz, beznadziejnych bohaterów i suche dialogi, to dostaniemy doskonałe kino katastroficzne. Początkowa ucieczka limuzyną przez sypiące się miasto nie może NIE zrobić wrażenia.

Wojna światów – ostatni seans miesiąc temu uświadomił mi, jak bardzo ten film jest niedoceniany. Kapitalna jest zwłaszcza pierwsza połowa i to, co dzieje się po wyłonieniu pierwszego Tripoda spod ziemi. Panika, ludzie zmieniający się w kupkę popiołu i scena ucieczki głównego bohatera z rodziną, w której most zostający za ich plecami zostaje efektownie zmieciony z powierzchni Ziemi.

Transformers: The Movie – i nie, nie chodzi mi o film Baya. Chodzi o klasyk z 1986 i najlepszy film animowany, jakie moje oczy widziały. Postacie z G1, świetna kreska, muzyka DiColi pomieszana z hitami Stana Busha oraz finałowa walka z Unicronem, w której Hot Rod ratuje Cybertron i całą resztę przed zagładą wysadzając giganta od środka. „Till all are one!”.

Gwiezdne Wojny IV: Nowa nadzieja – zniszczony R2D2, Vader na ogonie i strzał, który doprowadził do eksplozji pierwszej Gwiazdy Śmierci i dał nadzieję na pokonanie Imperium.

Gravity-Image-2

Krzysztof Walecki

Grawitacja – film jest świeżutki, dlatego nie chcę za dużo spojlerować, ale gdzieś w połowie seansu dochodzi do totalnej destrukcji rosyjskiej stacji kosmicznej. Na początku widzimy tylko, jak jest dziurawiona przez odłamki satelity, aby w niedługim czasie zostać rozerwana na strzępy. Jej części przypominają złoto-srebrne konfetti, jednak daleko temu obrazowi do nastroju karnawałowej zabawy – byłem już na filmie Cuarona dwa razy i za każdym razem ta scena odebrała mi oddech, tak perfekcją realizacji, jak i grozą kosmosu.

Szklana pułapka – doczepienie C4 do monitora i zrzucenie go na krześle z 30. piętra przez szyb windy prowadzi do gigantycznej eksplozji, która wstrząsa fundamentami, wywala większą część okien na dole budynku oraz nieco wyrównuje szanse McClane’a w walce z Hansem i jego radosną gromadką. Plus bezcenny komentarz głównego bohatera: „Dosolę bydlakom!”.

Nic śmiesznego – trudny wybór, bo film Marka Koterskigo ma dwa pamiętne wybuchy, ale stawiam most nad wychodkiem nie tylko ze względów czysto estetycznych. Już sam tytuł filmu nad którym pracuje Miauczyński jest wymowny („Klęska”), lecz sposób, w jaki główny bohater doprowadza do zniszczenia mostu, wydaje się tu najważniejszy – wciąż pomijany „drugi” chce się przypodobać kierownikowi producentowi, ale skoro ten nie zwraca na niego uwagi, trzeba pokazać coś, czego ważniak nie zapomni. Podsumowaniem wybuchu mostu, który pochłonął lwią część budżetu, będzie niedowierzanie producenta („To nie był ten most”) i pamięć o Miauczyńskim do końca życia. Sam tego chciał.

Zabójcza broń 3 – nie chodzi o samo pokazanie eksplozji, lecz o takie właśnie rozpoczęcie filmu. Riggs i Murtaugh przy próbie rozbrojenia bomby są tacy sami, jak przy zwykłej rozmowie – pierwszy wciąż żartuje i ryzykuje, zaś drugi stara się zachować spokój i rozsądek. Koniec końców zawsze jest tak samo, ale w tym przypadku żart zamienia się w potężną eksplozję i zniszczenie wieżowca. Reszta filmu już nie jest tak dobra, ale ta jedna scena pięknie tłumaczy intencje twórców całego cyklu – im większe zniszczenia, tym większy ubaw. Szaleństwo;)

The Incredible Hulk – nie jestem jakimś szczególnym fanem filmu Leterriera, ale miał on przednie sceny akcji, zwłaszcza pościg za Bannerem w Rio. Natomiast ostatnie 20 minut, gdy Hulk walczy z Abomination, sprawiły mi niesamowitą frajdę rozmiarem zniszczeń, jakie spowodowały dwa potwory. Chyba chodzi tu o umiejscowienie ich pojedynku – w dużym mieście obserwujemy prawdziwy armageddon, którego nie uświadczymy, gdy Hulk walczy na pustyni lub na obrzeżach miasta. Później powtórzył to Wheedon w „Avengers”, zdając sobie sprawę z faktu, że zielony olbrzym musi mieć co niszczyć. [TUTAJ ZOBACZYSZ]

Extra:

Człowiek ze stali – końcowa rozpierducha z pewnością przejdzie do historii kina ze względu na skalę. Takich zniszczeń kino jeszcze nie widziało.

Ekipa KMF

Ekipa KMF

Tekst redakcji Film.org.pl
Ekipa KMF






  • etam

    Nie wierzę! Nikt nie napisał o epickim spaleniu Rzymu w epickim obrazie Kawalerowicza :)

    • etam

      było to tak niesamowite, że musiałem użyć dwa razy słowa „epickie” ;)

  • Qba_23

    1. Piraci z Karaibów: Na krańcu świata: wzięcie flagowego okrętu Becketta w ogień krzyżowy przez „Perłę” i „Holendra”.
    2. Anioły i demony: wybuch antymaterii nad Watykanem
    3. Człowiek ze stali: walka Es vs Zod
    4. Władca Pierścieni: Powrót Króla: upadek Barad-dûr
    5. Władca Pierścieni: Dwie Wieże: zniszczenie muru w Helmowym Jarze przez Uruk-hai

  • Karol

    Fala słoneczna na końcu „Zapowiedzi” :)

  • rob

    włąsciwie dowolna godzila (japońska oczywiście) toż w każdym filmie mamy demolkę i z czym ona sobie nie radzi nawet z ostrzałem czarnymi dziurami ;))

  • Perfik

    Nie ma tsunami z Impossible? Zakop ;)

  • Kamil Wa

    Poza wymienionymi (szczególnie Backdraft !) w pamięci utkwiła mi początkowa scena z kiepskiego Swordfish:

  • Nano

    A ja najbardziej lubię scenę końcową z Fight Club. Piękna i zarazem kameralna apokalipsa.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Class of 92 - trailer

Następny tekst

Fota #94 - The Pit and the Pendulum



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE