Koniec wieńczy dzieło czyli filmy ze spapranym finałem | FILM.ORG.PL

Szybka piątka #15 – Koniec wieńczy dzieło czyli filmy ze spapranym finałem








08.09.2013


Ile razy oglądaliśmy w skupieniu, napięciu i fascynacji film, który raptem, ni z tego ni owego, skręca nie tam, gdzie moglibyśmy się spodziewać i oczekiwać, a tam, gdzie rządzą ograne tysiące razy klisze, znane schematy i to, co z grubsza wywołuje na twarzy grymas niedowierzania? Miało być idealnie – wyszło kiepsko, nie tak, jak miało być. Spaprany finał może zniszczyć skrupulatnie budowany klimat, a widza pozostawić w stanie dużego rozczarowania.

Poniższe zestawienie zawiera – co oczywiste – spojlery. 

 

Piotr Han

1. „Autor Widmo”.  Nie zrozumcie mnie źle – samo w sobie zakończenie tego filmu było bardzo dobre i pomysłowe, zaś ostatni kadr zahacza o geniusz. Nie podoba mi się jednak swoista łopatologiczność epilogu. W momencie, gdy prawdopodobnie każdy widz już doskonale wiedział, o co chodzi, to rozwiązanie zostało mu raz jeszcze wyłuszczone i to Wielkimi Literami. Nieładnie. Zawsze, gdy wracam myślami do tego doskonałego filmu, to jest mi smutno, że Roman Polański aż tak zwątpił w moją inteligencję i domyślność.

2. „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”. Lubię ten film, naprawdę lubię. W przeciwieństwie do reszty wszechświata, nie uważam, żeby znacząco odstawał na tle serii (może dlatego, że nigdy nie byłem jej psychofanem). Jednak epilog tej części był zły i zagmatwany. Do dziś dzień nie jestem pewien, co się tam właściwie wydarzyło. Chciałbym to zrozumieć, ale po prostu nie potrafię. Może przy drugim podejściu mi się uda.

3. „Zapach kobiety”. Końcowe przemówienie Ala Pacino jest jedną z najbardziej patetycznych i denerwujących mów w dziejach cywilizacji. Nie umiem o niej myśleć bez nienawiści. Nawet w wieku 12 lat, gdy zasadniczo lubiłem tego typu motywy, czułem zażenowanie podczas oglądania tej sceny.

4. „Łowca androidów”. Sposób, w jaki producenci zakończyli wersję kinową tego genialnego filmu woła o pomstę do nieba. Jak można było tak okaleczyć tę wspaniałą historię? Na szczęście istnieje wersja reżyserska, dzięki niej świat jest odrobinę lepszym miejscem.

5. „Lot„. Przez cały seans miałem nadzieję, że ta historia nie skończy się tak, jak się spodziewam. Na serio, wierzyłem, że uda się tego uniknąć. Niestety: nie udało się.

 

Dux

1. „Matrix” – Jak to, zapytacie, przecież „Matrix” miał kapitalne zakończenie – kilka obłędnych sekwencji akcji + Neo wzbijający się w ostatniej scenie w powietrze – i pozostawił cały temat wybrańca w arcyciekawym punkcie zawieszenia. I właśnie na tej otwartej furtce do sequeli powinien zakończyć się rozdział kina pod tytułem „Matrix”. Kontynuacje, które miały wieńczyć dzieło, niepotrzebnie (tak, wiem, kasa) rozwlekły i wyczerpały temat, zdzierając z niego szaty tajemnicy i niedopowiedzeń. Owszem, w dwójce znalazł się najlepszy pościg samochodowy w historii X muzy, a w trójce wyczepiste Mechy + widowiskowa obrona Zionu, ale reszta to przekombinowanie, masło maślane, masa wepchniętych na siłę nowych postaci, Neo w stroju księdza i nuuuda w dialogach. Ideałem byłoby więc, gdyby obydwie wyżej wymienione sekwencje były już w części pierwszej. Obrona Zionu jako retrospekcja z ataku maszyn na kryjówkę ludzi, a pościg na autostradzie… scenarzyści bez problemu by go gdzieś wetknęli ;).

2. „Wodny świat” – Większość budżetu wpakowano w budowę atolu, więc nie ma się co dziwić, że zabrakło pieniędzy na wielki finał. Niby w finale wybucha tankowiec Smokerów, ale – nie oszukujmy się – ta scena torby nie urywa. Jeszcze gorszy jest finał finału, gdzie Deacon i dwóch jego ludzi decyduje się na samobójstwo przez zderzenie czołowe na skuterach (byli tak rozpędzeni, że zderzyliby się niezależnie od tego, czy byłaby tam Enola, czy nie), a Mariner, który w kilka sekund organizuje linę do bungee (przecież inna, nierozciągliwa urwałaby mu nogi), i odmierza co do centymetra odpowiednią długość, po czym skacze po Enolę, dopełnia głupoty tej sceny. No i wreszcie finał finału finału, czyli dotarcie bohaterów na Suchy ląd – to bajkowe, szczęśliwe zakończenie zupełnie nie pasuje do postapokaliptycznej atmosfery „Wodnego świata”.

3. „Blady strach” – Horror palce lizać! Ale finałowy mega twist, gdzie kobieta ścigana przez psychopatycznego mordercę, okazuje się… tym mordercą, nijak nie pasuje do wydarzeń, których byliśmy świadkami. Szkoda, że taki fajny horror zarżnięto bezsensownym i nielogicznym zwrotem akcji, na siłę, na przekór logice, byle tylko zaskoczyć widza.

4. „Mgła” – Cały film był jak najbardziej spoko, ale zakończenie zamiast mną wstrząsnąć, rozbawiło. Oto bowiem bohaterowie wyruszają samochodem przez mgłę, auto się psuje, a oni natychmiast postanawiają popełnić samobójstwo, zamiast poczekać na ewentualny ratunek (lub opadnięcie mgły), do momentu wycieńczenia z głodu lub całkowitej utraty szans na ratunek. Skoro i tak chcieli się zabić, mogli chociaż w ostatnim akcie desperacji wysiąść z auta i pobiec przed siebie – a nuż się uda. Ale nie, trzeba sobie od razu palnąć w łeb, choć ocalenie w postaci wojska było o kilka metrów dalej. Zamiast wstrząsającego tragizmu, wyszło komicznie. Aż mi się przypomniała scena z „South Parku”, kiedy bohaterowie zostali odcięci od świata przez śnieżycę i już po kilku godzinach w izolacji zaczęli rozważać zjedzenie jednego z nich żeby nie umrzeć z głodu ;).

5. „Full Metal Jacket” – Ilekroć oglądam ten film, staram się przekonać do jego „części wietnamskiej”. I za każdym razem utwierdzam się w przekonaniu, że cała aktorska i reżyserka para poszła w „część szkoleniową”. Zawsze, gdy po kulminacyjnej scenie w kiblu przenosimy się do Wietnamu i dociera do mnie, że na ekranie nie pojawi się więcej rozwrzeszczany sierżant Hartman ani szeregowy Pyle, dla mnie film się kończy. Tak naprawdę nie wiem dlaczego, po prostu nie lubię drugiej połowy „Full Metal Jacket”, trochę tam wieje nudą i odrobinę śmierdzi popłuczynami po „Plutonie”.

 

Piwon

1.”Planeta małp” (2001)– Uwielbiam zakończenie oryginalnej Planety małp z 1968 roku. Scena, w której Charton Heston klęka przed ruinami Statuy Wolności i odkrywa, że przez cały czas przebywał się na swojej rodzimej planecie, jest dalece symptomatyczna i zapisała się złotymi zgłoskami w historii kina SF. W remaku z 2001 roku nie uświadczymy już takiej magii. Finał filmu Burtona został tak idiotycznie przekombinowany, że nie dość że brakuje mu sensu, to jeszcze całkowicie zmienia wydźwięk całości. Nic, tyko klasnąć w czoło. I to właśnie od spapranej końcówki tego filmu z reguły zaczyna się wyliczankę jego wad.

2.”Misja na Marsa”– Ja nawet potrafiłbym polubić ten film. Wszak, przez większość minut jego trwania ogląda się całkiem dobrze skrojone i wciągające hard SF. No ale ten finał…. Von Dankien by się uśmiał!

3.”Sherlock Holmes: Gra cieni”– To chyba oczywiste, że finałowy pojedynek Sherlocka z odwiecznym przeciwnikiem, Moriatym, winien być czymś godnym i epickim. Twórcy woleli jednak rozłożyć bohaterom szachownicę i zainicjować pojedynek „intelektualny”. Jakież to pomysłowe! Pogrążyło to jednak finał filmu w bezkresie nudy i obojętności.

4.”Pasażer 57″– Akurat ostatnio miałem okazje sobie przypomnieć ten obraz, a nie pamiętałem, jak źle poprowadzony jest jego finał. Rozchodzi się o to, że przez cały czas trwania filmu widz jest utwierdzany w przekonaniu, iż czarny charakter musi być tym wyjątkowym okazem przebiegłego drania, który z pewnością nie da się tak łatwo pojmać. Okazuje się jednak, że w czasie gdy rozkręca się finałowa akcja, czyli gdy Wesley wkrada się na powrót do samolotu, wówczas widz nie może wyjść do toalety, bo po powrocie może już zastać tylko planszę z napisami końcowymi. Końcówka tego filmu niech posłuży za przykład tych zbyt szybkich i nieprzemyślanych zakończeń filmów akcji, robionych „na odpieprz” i pozostawiających widza z uczuciem niedosytu.

5.”Matrix Rewolucje”– Trylogie Wachowskich uwielbiam, ale jej finał mógł być lepszy. Rozczarowuje głównie dlatego, ponieważ jest zbyt enigmatyczny i nieczytelny. I pomimo faktu, że ja dość dobrze odnajduje się w labiryncie matrixowej symboliki, wolałbym, aby przy kolejnej powtórce ostatniej części nie musiał tak skrupulatnie przypominać sobie co było wcześniej i jakie to miało znaczenie etc. Bo gdy choć na chwilę podczas seansu zdarzy mi się wyłączyć mózg, nie zrozumiem z niego kompletnie nic. To nie tak, że finał ten kompletnie mi się nie podoba, ale po prostu rozumiem krytykę innych, przez co zgodzę się, że rodzeństwo Wachowskich mogło przysiąść nad nim odrobinę dłużej.

 

Fidel

1. „A.I. Sztuczna inteligencja” – epilog „A.I. Sztuczna inteligencja” to apogeum taniego sentymentalizmu. Gdyby film skończył się w momencie, w którym David zamarza w rozbitym samochodzie byłoby idealnie, tak pozostaje niesmak i niedowierzanie, że Spielberg mógł zepsuć finał aż tak bardzo.

2. „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” – ostatnia część przygód Indiany nie była zbyt udana, ale nie jestem wśród tych, którzy uważają ją za kompletną tragedię. Tragiczne było jednak zakończenie. Spielberg powinien zachować latające spodki na inne filmy.

3. „Gwiezdne wojny: Część VI – Powrót Jedi” – Ewoki nie były aż tak straszne. W sumie nic do tańczących misiów nie mam. Zwieńczenie starej trylogii znajduje się w tym zestawieniu ze względu na kombinatorstwo Lucasa. Podmienienie Anakina? Naprawdę George?

4. „Dystrykt 9” – Blomkamp przez cały czas sili się na to, aby przekonać widza, że „Dystrykt 9” to hard sci-fi, w którym nie ma miejsca na tanie zagrywki. Finał niweczy jego działania. Zmiana w krewetkę i scena z kwiatuszkiem to totalne nieporozumienie.

5. „500 dni miłości” – film jest doskonały, ale moment, w którym główny bohater kończy znajomość z Summer i spotyka kolejną dziewczynę, która ma na imię Autumn to tanie zagranie, które zupełnie nie pasuje do pozostałej części filmu. Zupełnie niepotrzebna scena.

desjudi

1. Sunshine – klimat, jaki zbudował Danny Boyle, jest niesamowity przez jakieś ¾ filmu. Po czym następuje zwrot akcji z tandetnym bad-guyem. I całe dobre wrażenie się ulatnia. Przez tak oklepane rozwiązania pełne irytujących klisz filmy, które mogły stać sie klasykami w swoich gatunkach, okupują półki z filmami „straconych szans”.

2. „Kontakt” – świetny film o niesamowitej ambicji i wierze w coś, co niewielu wierzy. Dowód pojawiający się na koniec, w postaci rozmowy Jodie Foster z jej ojcem, to chwila kiczowato ujętych emocji i religijnych banałów, których film przez długi czas bardzo unikał.

3. „Forgetting Sarah Marshall” – jedna z najlepszych komedii romantycznych – odważna, brawurowa, czasami absurdalna, a chwilami głupkowata. Uwielbiam ten film praktycznie w całości do czasu końcówki właśnie – ckliwej, łzawej i typowo romantycznej, co zwyczajnie nie pasuje do tak przewrotnej, pełnej ironii historii.

4. Source Code – inteligentna rozrywka, która jest niszczona tanim, sentymentalnym pocałunkiem. Takie sceny zawsze, zawsze zgrzytają i stoją w opozycji do zaskakującej fabuły.

5. Znaki – jeden z najlepszych i najinteligentniejszych filmów Shyamalana zniszczony dosadnym, bezpośrednim finałem z prawdziwymi ufokami w roli głównej. Po co, się pytam, po co?

 

Arahan

1. Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki – wiadomo było o czym będzie ten film, więc końcowe sceny nie były jakimś wielkim zaskoczeniem, a jednak sposób ich przedstawienia sprawił, że na mojej twarzy zagościł grymas zażenowania. CGI szkielety, CGI kosmici i rozczarowanie towarzyszące finałowi. Chyba nigdy nie zapomnę wzroku przyjaciela podczas sceny w komnacie, wzroku wyrażającego więcej niż 1000 słów.

2. Znaki – film dobry, momentami nawet bardzo. Chyba jeden z najdojrzalszych obrazów M. Night Shyamalana, którego finał sprawia, że człowiek nie wie czy ma się śmiać, czy płakać. Już nie chodzi tutaj o sam wygląd kosmitów, istot zaawansowanych technologicznie, ale o to, że pokonuje je woda (inwazja na planetę składającą się w 80% z tego co może ich zabić) i koleś z kijem bejsbolowym. W razie czego wiemy, że nasze blokowiska są bezpieczne.

3. Cast Away – aktorski popis Toma Hanksa, współczesny Robinson Crusoe, który w finale filmu oddaje paczkę, dzięki której „przetrwał” tak długi czas na wyspie. Czy tylko mnie końcówka wydaje się totalnie mdła? A co jeżeli w paczce był telefon satelitarny?

4. Zapowiedź – kolejny film w którym obca cywilizacja zsyła na nas apokalipsę, tym razem postanawia jednak uratować dzieci i zapewnić im nowy początek. Ok, nie mam nic przeciwko, ale ostatnie sceny na jakiejś obcej planecie z dziwnym, białym drzewem na środku pola zalatują kiczem i tandetą.

5. Wojna Światów (2005) – familijna końcówka. Nie miałbym do tego filmu absolutnie żadnych zastrzeżeń, gdyby nie finał w którym syn głównego bohatera, jak gdyby nigdy nic, pojawia się w ostatnich scenach żeby być razem z rodziną. Koleś wszedł w sam środek walki w której żołnierze dostawali ostry łomot i wyszedł z tego bez szwanku? Dajcie spokój…

 

Bucho

1. „The Abyss” – surowe, realistyczne kino s-f, którego finał zostaje zaorany łopatologicznie przedstawionymi intencjami kosmitów. Mogę wybaczyć sceny na statku obcych ( mają momenty), absolutnie akceptuje design obcych (jako kontrast dla topornej techologii ludzkiej), ale ten całus na tle zachodzącego słońca i płacząca załoga powodują u mnie cukrzycę. Koszmar!

2. „Strange Days” – jeden z najlepszych  filmów science-fiction lat 90. Zimny, brutalny, odważny, obłędnie sfilmowany, z nawałnicą genialnych dialogów i niezapomnianych scen akcji. Jest tylko problem, scenariusz Jamesa Camerona, który zamiast kończyć film przewidywalnym, ale niezłym twistem, sili się na happy ending  z mokrym buziolem, fajerwerkami i fruwającym konfetti – tanie, przesłodzone, niepotrzebne.

3. „Lord Of The Rings: Return Of The King” – wspaniałe, powalające widowisko, które cierpi z powodu zbyt wielu zakończeń, które trwają tyle, co średniej długości film. Jasne, Jackson zrobił wszystko, aby tak potężną opowieść zamknąć sensowną klamrą, ale finał jest miejscami mdły i rozwodniony – zwłaszcza scena  gdy Sam wchodzi do pomieszczenia i rzuca przebudzonemu Frodo „that very fucking gay look”. Wiem, to Hobbici, ale Randal „Unabonger” Graves nie może się mylić.

4. „Planet of the Apes” (2001) – krótko,  Ape-raham Lincoln. Ciekawe, czy w małpiej wersji wujaszek Ape dostał kulkę w teatrze, czy może jednak w cyrku?

5. „No Country for Old Men” – Tommy Lee miał sen…super emocjonujące i powalające zarazem. Nie wiem, czy bracia Coen chcieli być wierni książce, czy bali się, że bez „głębi”  ta produkcja nie zostanie doceniona, ale praktycznie perfekcyjny film zakończyli bezjajecznym, wydumanym, artsy fartsy finałem – skaza na perskim dywanie.

 

 

 







  • janisz

    Tak, „Zapach kobiety” to film o najbardziej SPAPRANEJ końcówce w historii kina.

  • patyczak

    Mogę zrozumieć, że ufoki w końcówce Znaków mogą się nie podobać, ale pytania „po co?” nie rozumiem. Przecież bez tego kosmity w finale nie mógłby wybrzmieć główny sens filmu, przynajmniej ja sobie tego nie wyobrażam:)

    • „Po co”, bo mogło być inaczej, mniej dosłownie. Oczywiście to współgra z całością, ale gdyby oprzeć się na niedopowiedzeniu byłoby zdecydowanie lepiej. To podobny przypadek jak z AI.

      • rebelmale

        Moim zdaniem kosmici w finale rzeczywiście spaprali sprawę. To już lepiej poradził sobie z tego co pamiętam Scott Stewart w „Dark Skies” (z tego roku). Film o podobnej tematyce, choć może nie tak znany (choćby z uwagi na obsadę) i rozpropagowany jak „Znaki”, ale według mnie daje radę.

  • Lawrence

    Ciekawe, ciekawe, choć np. uważam końcówkę „Sherlocka Holmesa i Gry Cienii” za mocną stronę tego filmu. Zamiast efekciarstwa wciągający pojedynek w szachy. I co do „A.I.” to oczywiście, że ta końcówka jest niepotrzebna, ale to jakby co pomysł Kubricka. Samemu Spielbergowi też się ona nie podobała, ale chciał być wierny wizji Kubricka.

    • duk

      A to nie było odwrotnie? Czy to nie Spielberg dodał tą końcówkę na własne życzenie?

      • Deina

        Spielberg zarzekał się, że to był pomysł Kubricka, ale rzecz w tym, że nikt mu nie uwierzył;)

  • Alchem1st

    „Prawo zemsty” (Law Abiding Citizen) – film wręcz genialny, aż do ostatnich 15 minut, gdzie pałeczkę przejęła typowo hollywoodzka zagrywka… Ponieważ Kraina Snów ciągle boi się pokazać zemstę jako coś pozytywnego.

    • Matiel

      właśnie ta końcówka sprawiła u mnie takie „WTF?”. cała intryga i genialny plan głównego bohatera biorący w łeb. Byłem juz przygotowany, że rozwali wszystkich, a potem z szelmowskim uśmiechem założy na nos lustrzanki i wymaszeruje w kierunku napisów końcowych na tle eksplozji :P tak dokładnie miał to wszystko rozegrane i rozplanowane, że nie wierzyłem, że nie wypali. Więc nie uważam , że zakończenie było aż tak słabe.

  • wujo444

    Nikt nie wspomniał o łopatologicznej, niszczącej całą zabawę końcówce „Człowieka z Ziemi”?

    • puff

      Nikt.

    • zulombo

      rzeczywiście jedno z bardziej psujących zakończeń filmowych. „I’m your father” i śmierć…

  • Jaro

    jeśli idzie o Cast Away, to mnie najbardziej nie podobał się sam motyw z jedyną paczką, której Tom nie otworzył. no na litość boską, czy ktoś uwięziony na bezludnej wyspie bez żadnej możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym mógłby przez 4 lata wytrzymać ze świadomością, że w tej jednej paczce może znajdować się coś, co wydatnie ułatwiłoby mu przeżycie? bez jaj

    • pred895

      Zrobił to ku chwale FEDEXU :D pewnie nie zgodzili się aby ich firma została pokazana w tak złym świtle i jedną paczuszkę musiał na końcu dostarczyć :D

    • John Wayne

      Ta paczka i poczucie misji związane z jej dostarczeniem dała mu siłę by przetrwać.
      Taki łącznik z realnym światem.
      Jak rozumiem, połowa populacji otworzyłaby paczkę i zeżarła parówki.
      Co potem?

      • Jaro

        „Ta paczka i poczucie misji związane z jej dostarczeniem dała mu siłę by przetrwać.”

        wszystko bardzo pięknie, tylko takie rzeczy w rzeczywistości się NIE DZIEJĄ. nikt w takiej sytuacji nie będzie sobie myślał „no, to tej paczki lepiej ruszać nie będę, bo jak już mnie uratują nie będzie żadnego dramatycznego akcentu”

  • Mefisto

    No nie powiem, jest się na czym wyżyć :D

    1. Mgła – przecież o to chodziło, że walczyli przez tyle czasu, ale widok ogromnego straszydła na ileś tam pięter totalnie zabił ich wiarę w jakiekolwiek przetrwanie – zwłaszcza, że końca mgły nie było widać. Stąd podjęcie decyzji, że lepiej zginąć od kuli tu i teraz, aniżeli dać się za moment rozerwać na strzępy przez potwory (o wojsku przecież nie wiedzieli, bo skąd). A po chwili… błąd, taki błąd, jak mogłem do tego dopuścić jako ojciec? Mega zakończenie, które kopie w jaja. Nie pojmuję, jak może to się komuś wydać śmieszne.

    2. Znaki – owszem, pod względem technicznym czysty kicz, ale tutaj jednak zakończenie jest wręcz miażdżone symboliką i trudno wybrać sobie lepsze.

    3. Cast away – o to chodziło! Oddał paczkę, bo tylko dzięki niej przetrwał tyle czasu na wyspie. Co dostał w zamian? Przecież wyraźnie widzimy, kto jest odbiorcą :) Wspaniałe zakończenie. A co do zawartości paczuszki, to nie jest tajemnicą, bo Zemeckis wielokrotnie się wypowiadał, iż był tam właśnie wodoodporny telefon satelitarny na baterie. Można to oczywiście traktować, jako żart, wszak to rzecz marginalna (i głupia, bo co by się stało? bohater otwiera paczkę i koniec filmu: WOW! 30 oscarów!), ale można jak i ironię życia. Tak czy siak otwarta końcówka Cast away to rzecz piękna i kropka. Wstyd, Arahan, wstyd :P

    4. Kontakt – Des, jaki dowód? Raczej mnóstwo wątpliwości tu na Ziemii i bynajmniej nie jest to rozwikłana tajemnica. Jodie owszem, gada z jej ojcem, ale, co dokładnie powiedziane w filmie, jest to jedynie specyficzna wizja, która ma za zadanie ułatwić jej kontakt, a nie przyprawić o palpitację serca, co zapewne miało by miejsce, gdyby kosmici ujawnili się od razu. Religijny banał, serio? No chyba, że mówimy o jakiejś innej scenie, której nie pamiętam? :)

    • patyczak

      Mogę się podpisać pod każdym podpunktem;)

      A Mgła ma jedno z najlepszych i najbardziej miażdżących emocjonalnie zakończeń jakie widziałem.

      • Wojciech Olczyk

        popieram

    • rob

      co do kontaktu to w książce zakończenie jest takiej nazwijmy to bardziej mistyczne ;)ale nie będę spoilerował

  • Cerko8080

    O ile dobrze pamiętam, to finał w PLANECIE MAŁP Burtona był taki sam (albo bardzo podobny) jak w książce, więc reżysera należy tu winić ;)

    • Cerko8080

      *nie reżysera należy tu winić ;)

  • Macc

    Jest taki filmik- Gunbus. Cała fabuła kręci się wokół kajzerowskiego supersterowca. Na końcu zamiast zniszczenia molocha mamy scenę gdzie główni bohaterowie zmuszają załogę do poddania się. Całkowicie zniszczone zakończenie.
    Co do Planety Małp, zakończenie wersji Burtona jest jak najbardziej wierne książkowemu finału, więc jak kto woli…. Zakończenie znaków mi się bardzo podoba, ale jak widzę jestem w mniejszości.

    Mgła w książce kończy się pesymistycznie i nie dlatego że główni bohaterowie popełniają zbiorowe sepuku, tylko dlatego że gdzie się nie ruszyli wszędzie była mgła, a w filmie ten akurat wątek zakończył się happy endem.

    Artykuł jak najbardziej na plus!

  • Mariusz Michalczyk

    Zakończenie „Mgły” spaprane? Ta przejmująca muzyka i dobijający wydźwięk końcówki tej sceny powoduje, że do dzisiaj uważam, że jest to jeden z najbardziej przekonujących i wbijających w fotel finałów filmów.

    • Wojciech Olczyk

      ummmm Host of Seraphim… :)

  • Qba_23

    1.Superman (1978)- i finał godny Monty Paython’a, czyli cofnięcie czasu przez Esa poprzez… zmianę ruchu obrotowego Ziemi. Największa skaza na tym skądinąd udanym superhero movie.

    2. Wojna światów-było świetnie: klimatyczne kino sci-fi, Cruise broni nie losów świata tylko własnej rodziny, Ziemianie przegrywają i zostają zepchnięci do podziemia i nagle.. skórę naszym ratują patogeny. OMG.

    3. Iron Man 3- sorry ale nie kupuję tego, że Stark wysadza wszystkie swoje zbroje bo są Święta a on kocha Pepper, ratuje rzeczoną dziewczynę z macek Extremis (był genialny ale bez przesady), serwuje sobie operację usunięcia reaktora łukowego dopiero w „trójce” choć powinien to zrobić już 1-szej części (toż on umierał z powodu tych odłamków, a w cz. 2 był zmuszony pić palad) i jeszcze wzorem mody narzuconej przez Bruce Wayne’a z TDKR, rezygnuje z fachu (chyba).

    4. Saga Zmierzch: Przed świtem cz. 2- właściwie zastrzeżenia nie do schematycznego zakończenia (żyli długo i szczęśliwie) tylko finałowego starcia, które stanowi parodię decydującej epickiej potyczki tych „dobrych” ze „złymi”. Tak, winny jest pierwowzór książkowy, ale akurat ten punkt programu należało zmienić i postarać się przynajmniej w ten sposób NIECO uratować tą nieszczęsną sagę.

    5. Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki-kosmici i Indiana po prostu do siebie nie pasują.

    Bonusy:

    6. Titanic- te nieszczęsne „jednoosobowe” drzwi

    7. Prometeusz-małe WTF?

    8. Znaki- w Wojnie światów kosmitów pokonywały bakterie a tutaj…woda.

    9. Mgła-tragikomiczny finał, który z jednej strony bawi z drugiej smuci. Pomysł i na plus i na minus.

    10. Prawo zemsty-bo szkoda postaci Gerarda Butlera. Facet był dobry, miał rację, wskazywał minusy i absurdy sytemu, którego padł ofiarą.

    • Radzimir

      Odniosę się tylko do „Wojny światów” opartej na powieści H.G. Wellsa, gdzie było to samo zakończenie (kosmici pokonani przez drobnoustroje). Więc kogo tutaj winić?

      • Qba_23

        Scenarzystów, którzy nie mieli obowiązku sztywno trzymać się fabuły powieści. Zresztą i tak sporo pozmieniali. Zakończenie też się o to prosiło.

    • Tomasz Kocot

      Co do IM3 – ja rozumiem to tak, że zaaplikował sobie udoskonalonego extremisa na czas operacji, a potem i sobie i Pepper to świństwo usunął z organizmu.

    • rob

      to że ratują patogeny to akurat nie pomysł reżysera tylko autora powieści H.G.Wellsa w tej wersji i tak ją złagodzono bo było dużo bardziej religijnie w wersji z l 50 swoją drogą nawet fajna może ktoś z redakcji przypomni nam postać pana pala ;)

      • Qba_23

        Wyżej była mowa o winie SCENARZYSTÓW nie reżysera. I oczywiście, że pierwowzór napisał Wells. To informacja tak powszechna jak ta że Tolkien napisał „Władcę…”. Chodziło mi o to, że książki nie trzeba traktować jak instrukcji obsługi i podążać ściśle wg jej treści. Przykładem niech będzie wymieniana kilkakrotnie „Mgła”, inne adaptacje twórczości Kinga (ostatnio serial „Under the Dome”), „Anioły i demony” na podstawie Browna i x innych przykładów.

    • Wojciech Olczyk

      5. – tak samo jak lata 50te i kosmici do siebie nie pasuja? i bomby atomowe? i komuniści?

      • Qba_23

        „kosmici i Indiana po prostu do siebie nie pasują”- Indiana w sensie bohater, archeolog-zawadiaka grany przez Forda, nie seria filmowa. Tak jak ktoś napisał wyżej, uważam, że obcych Spielberg powinien wykorzystać w innym obrazie. A o komunistach i bombach atomowych nic nie pisałem, to już Twoje słowa.

        • Wojciech Olczyk

          A czym sie roznia kosmici od arki przypierza od JHWH ktora roztapia twarze, magicznych kamieni czy niesmiertelnego krzyzowca? Indiana jest niezmywanie zwiazna z seriami z lat 30 i 40 o poszukiwaczach niesamowitych skarbów i osadzajac Indiane w latach 50 tych MUSIAŁEŚ z przymusu dać kosmitów bo to było na topie w tamtym okresie… patrz na filmy scifi-adventure w tamtym okresie tez….

          • Qba_23

            Arka Przymierza, Święty Graal, kamienie Sankary to artefakty historyczne/legendarne, które pasują do uniwersum o przygodach archeologa. Bomby atomowe i komuniści z l.50 też-jako tło. Natomiast kosmici to czyste sci-fi i tam jest ich miejsce.Teorie spiskowe o Roswell itp. do dziś nie są potwierdzone. Kupuje strefę 51 jako magazyn „niezwykłości” w Indianie. Natomiast krzyżowanie drogi Indyego z przybyszami z obcej galaktyki (wymiaru) jest pomysłem chybionym. To mniej więcej tak jakby Jack Sparrow, żyjący podobnie jak Indy w świecie z elementami fantasy i mitologii (w Piratach: syreny, Kraken, klątwy, załoga „Latającego Holendra) spotkał w jednej części kosmitę. Oh, please!

          • Wojciech Olczyk

            spoko niech ci bedzie… jak dla mnie artefakty to tez czyste sci-fi…

  • Zakrza

    A gdzie Mroczny Rycerz Powstaje?!

    • TheUnfinished

      To nie końcówka jest jego problemem.

      • Zakrza

        To oczywiście też prawda, ale końcówka jest jednym z najsłabszych elementów, a gdyby rozegrano ją inaczej to i cała ocena filmu by wzrosła.

  • Szamian

    Slumdog – nie potrafię kupić faktu, że pytanie za milion było aż tak proste (mimo że bohater nie znał odpowiedzi)

    • Mefisto

      W polskich milionerach też było proste i też koleś nie wiedział :)

  • Zbożowy

    Mnie trochę rozczarowało zakończenie „Monhy Pythona i Świętego Graala”. Cały film jest wybitną komedią, ale sama końcówka z rozganiającymi wszystkich policjantami delikatnie mnie rozczarowała :)

    I a prpopo „Full metal jacket”. Finałowy pojedynek ze snajperem jest jak dla mnie mega klimatyczny. Co człowiek to gust.

  • Piotr Kocięcki

    1. A.I. – Przy pierwszym oglądzie pokochałem ten film… do momentu tandetnej, nachalnej i niepotrzebnej końcówki. Plotka głosi, że sam Kubrick chciał, żeby film zakończył się w ten sposób, co boli jeszcze mocniej.
    2. Ludzkie dzieci – Nie chodzi tu o rozwiązanie fabuły, a o ostatnie ujęcie, pokazujące, że statek, którego wszyscy szukali, naprawdę istnieje. Wolałbym skończyć film parę sekund wcześniej i zostawić widza w niepewności.
    3. Labirynt Fauna – Oglądałem dawno temu, więc mogę się mylić, ale końcówka sugerowała, że główna bohaterka naprawdę była księżniczką magicznego królestwa. Ileż byłoby ciekawiej, gdyby ta historia została niedopowiedziana…
    4. Mroczny rycerz powstaje – Trzeci Batman to najsłabszy film w dotychczasowej karierze Nolana, i mniej więcej od połowy staje się coraz słabszy, ale scena wybuchy bomby atomowej, pogrzebu Wayne’a (który jakimś cudem umarł w tym samym czasie co Batman) i odsłonięcie pomnika Batmana to cios w krocze dla tak dobrze zbudowanej wcześniej serii.
    5. Iron Man 3 – Cały film był taki sobie, ale końcówka jest bezsensowna. Po jaką cholerę pokazywać, że Tony Stark żegna się z rolą Iron Mana, skoro i tak wiadomo, że wróci do niej za dwa lata w Avengers?

    • Fidel

      W „Labiryncie Fauna” końcówka nie jest dosłowna, a jeśli już miałaby sugerować jakąś interpretację, to taką, wedle której świat Fauna był jedynie fantazją dziewczynki. Scena, w której dziewczynka przechodzi do zamku i zostaje okrzyknięta nową księżniczką jest przeplatana z ujęciami jej śmierci. Gdy bohaterka umiera (zamyka oczy, przestaje oddychać) znika również królestwo. Trzeba być wyjątkowym optymistą, aby dostrzec tu dowód na istnienie świata Fauna. Osobiście widzę raczej dziecko, które przebiera życiowe traumy w baśniowe szaty i w swojej kreacji jest konsekwentne aż do samego końca.

      • Piotr Kocięcki

        Tak, jak pisałem: Film oglądałem dość dawno i mogę się mylić. Pamiętam jednak, że nasunęła mi się taka a nie inna interpretacja…

  • zulombo

    Mroczne miasto- genialny stonowany film sci-fi z bezzensownie naładowaną efektami walką na koniec filmu.
    7 psychopatów- film bardzo przyjemny, ale końcówka lekko siada, nie jest zła, ale dużo słabsza od reszty filmu
    Indiana Jones 4- chyba każdy wie dlaczego
    Zakochani w Rzymie- film jest mocno taki sobie, ale Allen wątki pozakańczał strasznie amatorsko.

  • Ziemowit

    desjudi, chyba nie zrozumiałeś zakończenia „Kontaktu”. Ona nie gada ze swoim ojcem, ale z kosmitą, który przybrał taką formę, by pierwszy kontakt był łatwiejszy do przyjęcia.

  • Kozas

    Co do Znaków dziwię się, że tyle osób uważa go za dobry( ba! nawet bardzo dobry). Moja opinia jest mniej więcej taka jaką wyraził Nostalgia Critic – film bardzo słaby, mega idiotyczny ( na czele z kosmitami, którzy są w stanie podróżować w kosmosie, ale drzwi są dla nich przeszkodą nie do pokonania). Bredni w tym filmie jest tyle, że starczy na cały dzień. Zakończenie? Takie jak reszta filmu. Skąd przecież kosmici mogli wiedzieć, że ziemianie dysponują wodą, drzwiami i pałkami – to ich jedyne słabe punkty!

  • Grievous

    Mroczny Rycerz powstaje- mniej więcej od „wielkiego” twistu po sam koniec. Oglądałem ten film już chyba 3 razy i przy każdym seansie tak samo czułem to wielkie rozczarowanie. Ten film ma problemy, ale koniec końców są one do przełknięcia i ogląda się go bardzo dobrze, ale ten rollercoaster żenady w finale jest dla mnie nie do zaakceptowania.

    Purpurowe rzeki- oglądałem ten film dawno temu i pamiętam że miał cholernie fajny, ciężki klimat. Niestety całe rozwiązanie intrygi było na tyle spaprane, że do filmu już nigdy nie wróciłem.

    Bękarty Wojny- jak uwielbiam ten film, tak przy końcowej rozróbie w kinie, Tarantino niebezpiecznie zniżył się do poziomu swojego znacznie mniej utalentowanego przyjaciela Rodrigueza.

    Sherock Holmes: Gra cieni- chodzi mi o sam finał finałów, bo samo starcie z Moriartym uważam za mistrzowskie. Film mógł się skończyć w genialny sposób sugestywnym ujęciem na „the end?”. Niestety postanowiono nam wcisnąć, scenę z RDJ w kamuflażu. Zabawne? Tak. Ale rujnujące zakończenie.

    Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki- komputerowy ufoludek i mariaż Indiany. Jak nie uważam by ta część była jakoś szczególnie koszmarna (chociaż na pewno rozczarowująca), tak finał tego filmu woła o pomstę do nieba.

    Spider-Man 2- lubię serię Raimiego. Tak! Napisałem to. Ok, te filmy są ogólnie słabe, ale po prostu lubię je oglądać- o takie Guilty Pleasure. Zdecydowanie najchętniej wracam jednak do drugiej części, niestety ilość słodyczy w końcówce zawsze mnie odpycha. Kościelne dzwony i MJ w sukni ślubnej uciekająca z kobierca dla Petera… Jezu Chryste…

    Prawo Zemsty- zakończenie, to poprawny politycznie żart oraz znak czasów.

  • Mateusz Lyska

    Mroczny Rycerz Powstaje – w obecnych tu komentarzach wymienione są wszystkie problemy jakie mam do tego filmu.

    Equilibrium – twórcy się nie wysilili i zaserwowali prosty slasher na koniec, dzięki czemu wszystko co autorzy budowali przez pierwsze półtorej godziny runęło.

    Dom snów – lekko psychodeliczny klimat został zakończony bijatyką. Ale biorąc pod uwagę problemy przy produkcji, to i tak wyszedł nie najgorszy film.

  • Wojciech Rątczak

    Nie znalazłem nigdzie w komentarzach finałowego skoku w dół klatki schodowej i lądowaniu na manekinie w Tożsamości Bourne`a… totalnie spartaczona robota szczególnie gdy cały film robiony był bardzo na serio.

  • Rossellinique

    Aktualnie do głowy przychodzi mi tylko jeden film, który ma mega spapraną końcówkę.
    To „Mama” Co to w ogóle miało być. Jakieś fantasy czy co?






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Wszyscy mężczyźni Weroniki

Następny tekst

Replikant czy nie?



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE