FILMY, KTÓRE AŻ PROSZĄ SIĘ O REMAKE | FILM.ORG.PL

Szybka piątka #10 – Filmy, które aż proszą się o remake








05.08.2013


Remake to filmowa zakała naszych czasów.

Ot, odgrzewa się po raz kolejny celuloidowego kotleta, najczęściej z najważniejszego powodu na świecie: pieniądza. Widzowie lubią bowiem to, co znają i nie ma nic przyjemniejszego jak powrót do dobrze znanych okolic, tylko tym razem odpowiednio wypielęgnowanych. Kłopot w tym, że najczęściej rimejkuje się w sposób odtwórczy, po linii najmniejszego oporu (czyli zgodnie z gustem przeciętnego widza), co skutkuje docenieniem tego, co… oryginalne, bo rzadko zdarza się tak, że kopia jest lepsza od pierwowzoru. Tym razem w Szybkiej Piątce idziemy tropem poszukiwania takich filmów, których remake mógłby się udać, mógłby zaciekawiać, intrygować.

Gamart

1. Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejsza (1957) – Świetny film Jacka Arnolda miał przełomowe efekty specjalne i rewelacyjną stronę fabularną – dosadnie zamkniętą zadziwiająco nihilistycznym zakończeniem. Idealny temat do przypomnienia w dobie szalejącego, czasami nawet hiperrealistycznego CGI. Ta niezwykła wizja dałaby całkiem nowe pole do popisu specom od kreowania sztucznych światów, bo – co ciekawe – mikroskopijne przygody najczęściej wykorzystywane są przez animacje dla dzieci i ciężko w ostatnich 50. latach znaleźć inny film równie brawurowo prezentujący przygody pomniejszonego człowieka. I równocześnie taka produkcja przypomniałaby ludziom o klasycznej wersji, która do dziś praktycznie się nie zestarzała.

2. Fantastyczna podróż (1966) – Stara wersja ma niesamowicie powolną narrację, która dzisiaj zwyczajnie nudzi. Ale sam pomysł jest fenomenalny i bardzo mnie dziwi, że jeszcze nie postanowiono go zrimejkować. Tylko trzeba zostawić w jakiś sposób wszystkie sceny z Raquel Welch.

3. The Most Dangerous Game (1932) – John Woo zrobił już świetną wariację na ten temat swoim pociesznym „Nieuchwytnym celem” (1992), ale chciałbym zobaczyć wierniejszą wersje, która rozgrywa się w takich samych warunkach jak oryginał. Ludzie zagubieni na wyspie psychopatycznego milionera muszą wykorzystać swoje umiejętności i ze zwierzyny zamienić się w łowców? Kupuję ten pomysł zawsze. Chociaż nikt nie podniesie tak złowrogo brwi jak Leslie Banks.

4. Atak kobiety o 50 stopach wzrostu (1958) – Klasyczna wersja ma fenomenalny pomysł i plakat. Niestety sam film zawodzi na wszystkich poziomach, stając się nużącą telenowelą w której gigantka pojawia się na jakieś sześć sekund. A gdyby tak z tego zrobić porządne kino katastroficzne, gdzie wielka kobieta naprawdę robi bajzel w jakiejś metropolii? Chcę!

5. Noc myśliwego (1955) – Oryginał jest bardzo dobry, ale z chęcią zobaczyłbym tą uniwersalną fabułę w czasach współczesnych (bo remake telewizyjny z Richardem Chamberlainem też już ma swoje lata). Szczególnie, że jest kilku aktorów, którzy mogliby ciekawie odegrać rolę Harry’ego Powella. Z Park Chan-wookiem na stołku reżyserskim, który aż się o to prosi o świetnym „Stokerze”.

 

Arahan

1. Fantastyczna podróż (1966) – ten film, aż się prosi o remake. Pamiętam, że w dzieciństwie siedziałem przed TV podczas seansu jak zahipnotyzowany. Nic dziwnego, wszak pomysł jest naprawdę świetny: wprowadzić pomniejszoną ekipę medyczną w głąb ciała w celu usunięcia zakrzepu mózgu, którego nie można zlikwidować przez zwykłą operację. Film niestety trąci myszką i to bardzo, dlatego uważam, że przy obecnych możliwościach technicznych wyszło by z tego coś naprawdę świetnego! No bo kto nie chciałby zobaczyć podróży przez całe ludzkie ciało od wewnątrz?

2. Podróż Sindbada do Złotej Krainy (1973) – jeden z filmów mojego dzieciństwa! Dziwię się, że kino tak rzadko sięga po tego legendarnego żeglarza. Historie z jego udziałem mają ogromny potencjał i wręcz proszą się o ekranizacje. „Podróż do Złotej Krainy” to esencja kina przygodowego ze wspaniałą animacją poklatkową mistrza Harryhausena, jednak pomimo całej mojej sympatii dla tej produkcji chciałbym zobaczyć jej nową wersję. Walka z 6 ramiennym posągiem, centaurem czy gryfem – wszystko musiało by wyglądać wspaniale, gdyby nakręcono to na nowo. No i ten klimat morskiej przygody! Chyba założę szerokie spodnie i nawalę się rumem

3. Czerwona Sonja (1985) – bo skoro zrobiono całkiem niezły remake Conana to dlaczego nie spróbować i z Sonją? Silny rudzielec, odpowiednio seksowny, świetnie władający mieczem – kupuję to! Podobno ktoś w Fabryce Snów próbował podjąć temat, ale nie wyszło. Szkoda!

4. Green Lantern (2011) – jeżeli DC chce na poważnie uwikłać się w wojnę z Marvelem, a skoro zapowiedzieli wspólny film Supermana i Batama to chyba mają taki zamiar, powinni zrobić remake tego potworka. Nudny i miałki – to słowa, które najlepiej określają film Martin Campbell. Jedyne co bym zostawił to Reynolds, lubię gościa i tyle. Cała reszta do wyrzucenia. Niech się za to biorą, bo chciałbym zobaczyć Ligę Sprawiedliwych na dużym ekranie.

5. Spawn (1997) – znakomity, pełen potencjału komiks Todda McFarlane’a, który został totalnie spierdzielony! Autor oryginału sam zresztą miotał się po premierze i tłumaczył, że musiał nieco zmienić wydźwięk filmu. Brednie! MARNE efekty, kiepskie dialogi i fatalne aktorstwo, a także John Leguizamo jako Violator – to jedyne elementy, które zapamiętałem z tej produkcji. Dajmy tej postaci szansę raz jeszcze zagościć na ekranach kin, tylko niech weźmie się za to ktoś, kto ma pojęcie o oryginale.

Piwon

1. Ucieczka Logana (1976) – Plany na remake już są, ale wciąż pozostają zbyt enigmatyczne i bez gwarancji realizacji (ponoć tworzy się scenariusz). Oryginał mocno się postarzał, irytuje pstrokacizną, kiczem, tanimi efektami specjalnymi (przez co m.in. trudno było mi go dodać do mojego zestawienia najlepszych filmów postapokaliptycznych). Swój socjologiczny wydźwięk ma jednak ponadczasowy, dlatego to idealny materiał do odświeżenia i będę pierwszym, który kupi bilet do kina, by zobaczyć tego efekt.

2. Zielona pożywka (1973) – sytuacja podobna jak w przypadku „Ucieczki Logana”. Jakieś plany są, ale konkretów brak. A to następny kawał cholernie wartościowego SF, którego forma niestety uległa zużyciu.

3. Krull (1983) – Ten film to dziś efektowna parada kiczu, ale nie można zapominać w jak ciekawej konwencji została osadzona. To przecież klasyczny przykład podgatunku space fantasy, którego godnych uwagi filmów jest stosunkowo mało (pomijając oczywiście sagę „Gwiezdnych wojen”). Nową wersję „Krulla” widziałbym w nieco mroczniejszym klimacie i z lepiej rozbudowanym uniwersum. Powinno zadziałać.

4. 20 000 mil podmorskiej żeglugi (1954) – Wiele bym dał, za możliwość zobaczenia na dużym ekranie nowej, najlepiej spektakularnej, wersji klasycznej powieści Juliusza Verne’a. Z pośród kilku ekranizacji, wciąż najbardziej znaną i cenioną wersją jest ta z 1954 roku. Najwyższy czas tchnąć nowe życie w tę fascynującą, podwodną wyprawę. Zwłaszcza, że odświeżanie Verne’a okazuje się być w cenie, co pokazały filmowe podróże „…do wnętrza Ziemi” i „…na tajemnicza wyspę”.

5. Zakazana planeta (1955) – Niewiele osób wie, że scenariusz tego klasyka SF, opiera się na słynnej sztuce Szekspira, „Burzy”. Co prawda powstało mnóstwo jej adaptacji, ale aż dziw, że do dzisiaj nie zainteresowano się odświeżeniem najciekawszej z nich.

Aaron

1. Mroczny rycerz (2008) – Ten film jeszcze nie zdążył się zestarzeć, ale należało by wnieść do niego kilka poprawek. A że żadnej wersji reżyserskiej nie dostaniemy, także remake byłby wskazany. Po pierwsze wywaliłbym największy facepalm tego filmu, czyli scenę z barkami i zastąpiłbym ją krwawą jatką, gdzie przyzwoici mieszkańcy Gotham mordują się wzajemnie razem z nieprzyzwoitymi rezydentami z Arkham i Blackgate. Po drugie, nie wiem jak Wam, ale mi cholernie przeszkadzał ten rozgadany policjant w scenie pościgu kiedy Joker próbuje przechwycić eskortowanego Harveya Denta. Jego bym w szczególności wypieprzył, bo jego komentarze działają widzowi na nerwy. W roli Batmana ponownie widziałbym Bale’a, tutaj nie ma żadnej niespodzianki. Natomiast w roli Jokera widziałbym Bena Fostera. Tylko ten koleś jest w stanie dorównać Ledgerowi, a może nawet mógłby po przerosnąć. Za kamerą najlepiej niech zasiądzie Zack Snyder i niech zrobi kino w stylu „Watchmenów”.

2. Ojciec chrzestny (1972) – Po pierwsze nie robiłbym z tego trylogii. Dwa następujące po genialnym filmie, przyznaje bez bicia, nie poruszyły mnie tak jak część pierwsza. Po drugie za kamerą widziałbym Andrew Dominicka, albo Sama Mendesa. Na miejscu Marlona Brando chciałbym zobaczyć Philipa Seymour Hoffmana. Brzmi jak szaleństwo, ale myślę, że może coś by z tego wyszło.

3. Pojedynek na szosie (1971) – Za kierownicą widziałbym Josha Brolina, a całość w modnym przecież 3D. I tak jak nie przepadam za tą technologią, tak na ten film poszedłbym bez marudzenia.

4. Spawn (1997) – Ekranizacja jednego z najlepszych komiksów jakie powstały w reżyserii Mark A.Z. Dippéto była katastrofalna pomyłka. Za kamerą powinien stanąć Guillermo Del Toro. Wydaje mi się, że to jedyny twórca, który potrafiłby w odpowiedni sposób wyczuć klimat pierwowzoru. Za scenariusz fajnie gdyby odpowiada sam Todd McFarlane,ale ja bym pokładał nadzieje w Andrew Kevin Walkerze, który podrzuciłby trochę brudnego klimatu rodem z „Siedem”. Z oryginału nie zmieniłbym tylko Johna Leguizamo w roli Violatora.

5. Smętarz dla zwierzaków (1989) – Moja ulubiona książka Stephena Kinga, a film Mary Lambert wyszedł co najwyżej średni. Główna bolączką tego filmu było kiepskie aktorstwo. Jak czytałem powieść to przed oczami w roli dr Louisa Creeda widziałem Kevina Spacey. Za kamerą nowej wersji widziałbym Fede Alvareza, który w nie tak dawno udany sposób odświeżył „Martwe zło” albo Toma Saviniego, który odpowiedzialny jest za najlepszy remake jaki kiedykolwiek powstał, czyli „Noc żywych trupów”.

 

Crash

1. Książę Ciemności (1987) – Jeden z niewielu filmów Carpentera, któremu remake się należał już w chwili powstania. Nie jest to szczytowe osiągnięcie reżysera „Halloween” – dobry pomysł wyjściowy tonie w zalewie nieciekawych scen, a i przydałby się większy budżet. Dziś jednak, gdy niemal wszystko Carpentera jest powielane (z gorszym efektem), ten jeden tytuł mógłby spokojnie zastąpić oryginał.

2. Phenomena (1985) – Bardzo głupi film Dario Argento (choć nie tak zły jak te, które kręci obecnie), prawdziwy misz-masz udanych i chybionych pomysłów. Najłatwiej usunąć chłopca-mutanta i finał z małpą, a zostawić główną bohaterkę, która potrafi kontaktować się z owadami; gorzej z ponownym wykreowaniem niesamowitej atmosfery oryginału.

3. Twierdza (1983) – Szkoda, że Michael Mann nie potrafi kręcić horrorów. Ten aż się prosi o nową wersję – ciężko powiedzieć, kto jest głównym bohaterem, o co w filmie chodzi i dlaczego nie straszy. A literacki oryginał to naprawdę fajna i oryginalna historia fantastyczna osadzona w realiach II wojny światowej. Jedyne czego by mi brakowało w nowej wersji to soundtrack Tangerine Dream.

4. Ucieczka Logana (1976) – O remake’u słyszymy już od dobrych kilku lat, lecz wciąż nie powstał. A szkoda, bo oryginał ma świetny scenariusz i mocno kiczowaty wygląd. Nowa wersja jak najbardziej wskazana.

5. Operacja Piorun (1965) – Jeden z tych Bondów, któremu trudno coś zarzucić poza toporną reżyserią. Ale prawda jest taka, że „Operacja Piorun” jest widowiskowa, choć nudna – gdybym miał się zabierać za remake’owanie przygód 007, ten film poszedłby na pierwszy ogień. Łatwiej jednak ponownie nakręcić „OP” niż którąkolwiek część z Moorem.

 

desjudi

1. Metropolis (1927) – Ja wiem, wiem, klasyka niemieckiego ekspresjonizmu nie powinno się tykać. Nawet myśleć nie wypada o jakiejkolwiek nowej wersji historii, która sama w sobie jest perfekcyjna, wciąż wyjątkowa, niepodrabialna. Ale wiem, kto mógłby zrobić remake filmu Fritza Langa – i to zrobić tak, aby oddać cześć oryginałowi i jednocześnie stworzyć wizję diametralnie odmienną. To Joseph Kosinski, autor „Tron: Dziedzictwo” i „Niepamięci”. Człowiek o niezwykłej wyobraźni, z odpowiednim poczuciem estetyki, ze spójną wizją, z wyjątkowym wyczuciem stylu, potrafiącym bezbłędnie komponować kadry i w inteligentny sposób używać efektów specjalnych. „Metropolis” w jego wykonaniu mogłoby być dziełem na wskroś współczesnym, podporządkowanym –inaczej niż w pełnym przepychu oryginale – minimalizmowi. Nie wiem, czy film by mu wyszedł, ale wiem, że chciałbym to zobaczyć.

2. Ewa chce spać (1958) – Kompletnie nie rozumiem, jak tak pomysłowa, inteligentna i niebanalna komedia Tadeusza Chmielewskiego nie może doczekać się swojej współczesnej wersji. Aaaa już wiem… nie mamy niestety w Polsce kogoś pokroju Jean Pierre-Jeuneta albo Michela Gondry, a wrażliwość wizualna, którą proponują Francuzi, byłaby idealna. Remake byłby odmienny od oryginału – ale właśnie o to chodzi!

3. Człowiek demolka (1993) – Miła w oglądaniu tandeta, która, podobnie jak inna ramota z udziałem Sywlka, czyli „Sędzia Dredd”, domaga się nowej wersji – brudnej, brutalnej i efektownej. Czyli jak zeszłoroczny „Dredd 3D”.

4. Uciekinier (1987) – Pocieszny film ze Schwarzeneggerem i nie tak ikoniczny, jak „Predator”, „Terminator” czy „Commando”, więc spokojnie nowa wersja mogłaby powstać i nikt by za bardzo nie biadolił. Intrygujący pomysł, który – o ile zrobiony jak dla dorosłych – mógłby korespondować z miałkimi „Igrzyskami śmierci”.

5. Wśród nocnej ciszy (1978) – film Tadeusza Chmielewskiego (o którym była mowa w naszym suplemencie do rankingu najlepszych filmów lat 70.) to rasowy thriller – zbrodnia, dochodzenie, dramat rodzinny, dramat małej społeczności. Materiał wprost idealny dla takiego Wojciecha Smarzowskiego, który mógłby remakiem osiągnąć dwie rzeczy – przypomnieć światu o istnieniu znakomitego kina gatunkowego w Polsce oraz stworzyć najlepszy swój film, w którym jest miejsce i na mrożącą krew w żyłach akcję i na Polaków portret własny.

 

Motoduf

1. Cut-Throats Nine – Nihilistyczny i skrajnie pesymistyczny eurowestern ze znakomitym scenariuszem i rewelacyjnie zbudowanym klimatem osaczenia. Ale jednocześnie western tak niesamowicie pokraczny i tani pod względem technicznym, że momentami niezamierzenie zabawny. Jakiś czas temu planowano remake z Madsem Mikkelsenem i Harveyem Keitelem w rolach głównych, ale projekt nie został sfinalizowany. Wielka szkoda.

2. BloodRayne – Uwe Boll zrobił z tego nieoglądalną chałę, a tymczasem ta gra to materiał na świetne połączenie horroru z kinem akcji, w dodatku z nazistowskimi eksperymentami w tle.

3. Prometeusz – Marzy mi się porządny prequel „Obcego”, nakręcony przez kogoś, kto rozumie, że w oryginale chodziło o subtelnie budowaną atmosferę grozy i nieziemski klimat, a nie o bezsensowne i nieprowadzące do niczego filozofowanie na temat początków ludzkości. Mogłoby się wydawać, że kimś takim będzie reżyser rzeczonego oryginału, ale – jak pokazał „Prometeusz” – tak niestety nie jest.

4. Obcy: Przebudzenie – Każda część „Obcego” zrealizowana została według konkretnego pomysłu, który wprowadzano w życie z co najmniej dobrym skutkiem. Poza czwartą.

5. Zew Cthulhu – Może nie tyle remake, co po prostu ponowna ekranizacja, bardziej współczesna, zrealizowana przez kogoś, kto ma duży talent do budowania dusznego, porażającego widza klimatu.

Ekipa KMF

Ekipa KMF

Tekst redakcji Film.org.pl
Ekipa KMF






  • patyczak90

    Kto jest jest Rob Foster (może chodzi o Bena?) we fragmencie o „Mrocznym Rycerzu” Aarona? W ogóle jego dwie pierwsze propozycje są dosyć zabawne:)

    • Error

      Rob Foster to dość znany aktor, jednak troszkę stary już. Zapewne o Bena chodziło.

      • Aaron

        Tak chodziło o Bena Fostera. Sorry, za literówkę.

  • rob

    po kolei atak 50stopowej kobiety ma remake z darryl hannah nawiasem scena w samochodzie została sparodiowana w kill bill 2 co do pomniejszonego człowieka był serial irvina allena (przydałby się artykuł o tym panu)planeta gigantów nazwa mówi sama za siebie uciekinier miał wersje w eric robertsem coś koło 2000r fantastyczna podróż miała swoją wersje aczkolwiek jedno osobową w l80 czyli interkosmos ;))moja lista byłaby taka:świat dzikiego zachodu,mucha,krótkie spięcie ,głupcy z kosmosu;))i saturn 3

    • Gamart

      Ale ”Mucha” ma przecież znany remake ;P „‚Atak…”’ ma remake, ale taki made for TV. Ja chcę Blockbuster katastroficzny. Tak samo z „‚Planetą Gigantów”, która nie ma nic wspólnego z filmem Arnolda – nawet ludzi zmniejszonych brakuje ;)

      • rob

        ale mamy jednak maleńkich ludzi i tytułowych gigantów ;))(co prawda tu jest powód kosmiczny a nie napromieniowanie)a co do zmniejszających się ludzi co prawda z własnej woli to przypomniałem sobie misfits?of science serial z przełomu l 80 i 90 dziś chyba już nieco zapomniany ;)pozdrawiam

  • Nox

    Zatrważająco dużo wśród propozycji „remaków” jest powtórnych adaptacji książek i komiksów. To są dwa odrębne zjawiska!

  • Zakrza

    Ten Aaron to tak poważnie?
    Może jeszcze dorzuci „Titanica”, bo zakończenie było za smutne?

    I czy czasem nie było już remaku Metropolis?

    • Piotr Kocięcki

      Była wersja anime Metropolis

      • be

        I to świetna, warto dodać!

  • asr

    „Operacja Piorun” doczekała się remake’u. W 1983 r. Connery ponownie (i po raz ostatni) wcielił się w „nieoficjalnego” Bonda w „Nigdy nie mów nigdy”, bazującym na tym samym scenariuszu.

    • Krzysztof Walecki

      Fakt, i może dlatego wybrałem tego Bonda, bo już raz został zrimejkowany, z jeszcze gorszym skutkiem.

      • Lupus

        Gdyby nie Rowan Atkinson byłby rewelacyjny, a tak był zaledwie dobry, ale o całe lata świetlne lepszy od papierowego „Thunderball”.

  • Jokullus

    Ostatnio powtórzyłem sobie „Gremliny rozrabiają” i w sumie fajnie byłoby to zobaczyć w nowej wersji, z nieco żywszym głównym bohaterem.

    • Rafał Donica

      I z cyfrowymi gremlinami zapewne. Dziękuję, postoję :)

      • Jokullus

        Nie, nie o to mi chodziło, cyfrowe gremliny zepsułyby cały film, chociaż zapewne współcześni twórcy i tak próbowaliby to zrobić. Więc w sumie może masz racje… Chyba lepiej sobie darować ;)

  • Grievous

    Ja też nie wiem co mają do remake ponowne adaptacje komiksów. Ogólnie strasznie dużo tutaj rzeczy które podpadają pod reboot.

    A jeżeli chodzi o mnie:

    1. Krull- ten film miał niesamowity potencjał ze względu na dosyć ciekawy koncept świata, ale utonął w dosyć miałkiej i nudnej historii. Na stołku reżyserskim nowej wersji widziałbym Gore Verbinskiego.

    2. Rodan- klasyczny Monster Movie od wytwórni TOHO który zestrzał się niemiłosiernie, ale prawdę mówiąc to zawsze był kiepski film, a szkoda bo Rodan to fajne monstrum. Może jak nowa wersja Godzilli odniesie sukces, to Legendary zdecyduje się na stworzenie nowych wersji klasycznych potworów od TOHO z Ptakiem Śmierci na czele?

    3. Darkman- dosyć sympatyczna produkcja w komiksowych klimatach od Sama Raimiego, ale też dosyć mocno się zestarzała. Nie obraziłbym się gdyby Raimi sam się wziął za remake swojego filmu.

    4. Quest- pamiętam jak swego czasu ten film się mieliło na VHS i w TV. Postanowiłem więc jakiś czas temu odświeżyć sobie tę produkcję i niestety poczułem się jak by ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Porządny remake mógłby być powrotem kina kopanego na salony.

    5. Człowiek Demolka- wcześniej o tym nie pomyślałem, ale rzeczywiście jakiś mroczniejszy, brutalny remake byłby wskazany. Jak dla mnie ten film zajmuje pierwsze w miejsce w kategorii „najbardziej wkur****ąca wizja przyszłości” ;)

    Jeżeli chodzi o rebooty i inne adaptacje to:

    1. Ghost Rider- Czacha zdecydowanie zasługuje na porządny film, albo chociaż drużynową produkcję w stylu „The Midnight Sons” czyli team up takich postaci Marvela jak Ghost Rider, Blade czy Morbius. Mógłby to być ciekawy krok Marvel Studios.

    2. Blade Runner- nie chodzi mi remake filmu Scotta, a o wierną adaptację powieści Dicka (Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?), najlepiej w formie jedno sezonowego serialu od HBO.

    3. Wiedźmin- najlepiej w stylu animacji Bagińskiego do gry CD Projekt RED.

    4. Transformers- wywalcie Baya, zresetujcie franczyzę i zróbcie film w stylu „Wojny o Cybertron”.

    5. Mortal Kombat- lubię pierwszy film, ale kontynuowanie tego sensu nie ma. Przydałaby się ultrabrutalny reboot mocno wzorowany na najnowszej odsłonie gry (minus podróże w czasie ;)).

  • Andriej

    „Uderz w stół…” a fanboye Nolana się odezwą, he he. W zasadzie to były chyba najmocniejsze punkty tego zestawienia. Swoją drogą „Człowiek demolka” tandetą? Przerobiony a’la „Dredd 3D”? O niee, nic z tego. Tandetą to są filmy oparte na komiksach Marvela, koniec kropka, fanboye samym paplaniem tego faktu nie zmienią. Poza tym czy tylko ja uważam, że „Dredd 3D” jest potwornie przereklamowany (tylko dlatego, że źle się sprzedał więc pokochali go hipsterzy)?

    • Szymon Pajdak

      tak, tylko Ty

  • SilverAG

    Najlepszy remake to „Noc żywych trupów” Saviniego??? Raczej „Coś” Carpentera…

  • Macc

    1.Powrót żywych trupów – orginał nadal jest genialny, ale już się trochę zestarzał. Jest kilku reżyserów którzy mogli by go zrimejkować i to spokojnie ( twórca Zombielandu aby nie szukać daleko).

    2.Śmiertelny rejs – lubię filmy o morskich potworach, a ten choć powstał niedawno był najbliższy spełnienia moich oczekiwań. Trochę zawiodłem się na wyglądzie potwora, jednak w rimejku można byłoby to naprawić.

    3.Ludzie koty- doskonały czarno-biały film grozy który mimo swoich lat na karku potrafi jeszcze wzbudzić gęsią skórkę. Warto byłoby go odświeżyć ( rimejk z Kinską nie był zbyt dobry).

    4.WHO CAN KILL A CHILD – z racji tematyki. Czy dzisiaj w XXI wieku mogłoby się to powtórzyć?

    5.DEATH SHIP- pływający obóz koncentracyjny to genialny pomysł na film grozy, a ten horrorek pokazał że potencjał nadal istnieje i jest nie wykorzystany.

  • Piotr Kocięcki

    1. Wiedźmin: Chyba nikt nie zasłużył na drugą szansę na srebrnym ekranie tak, jak Geralt. Nasz rodzimy film jest ścierwem pierwszego sortu, a szkoda, bo proza Sapkowskiego to materiał na pierwszorzędne fantasy. Chociaż ciężko powiedzieć, kto miałby w Polsce taki remake zrobić. Postawiłbym na duet Komasa-Bagiński. Pierwszy potrafi grać na emocjach widza (świetna Sala samobójców), a drugi rozumie, na czym polega efektowne kino. Szkoda, że remake Ojca Chrzestnego jest bardziej realny niż powrót Białego Wilka.

    2. Star Wars Episodes 1, 2, 3: Fani zasługują na coś więcej niż marne wypociny Lucasa, które nawet efektami specjalnymi nie zachwycały w chwili premiery…

    3. V jak Vendetta: Film z 2005 roku jest oglądalny tylko dzięki charyzmatycznemu głównemu bohaterowi, który zasłużył na dużo lepszy, wierniejszy oryginałowi obraz.

    4. Godzilla kontra King Kong: Chętnie bym zobaczył, jak te dwa monstra ścierają w pył Nowy Jork, Tokio albo Seul. Film z lat 50 był pocieszny i zabawny, ale zdecydowanie się postarzał i przydałby mu się kop w postaci dobrego CGI i reżyserskiego talentu Del Toro lub Jacksona.

    5. Better tomorrow – Pierwszy film gangsterski Johna Woo postarzał się bardzo. Trzeba mieć cierpliwość do wszystkich jego technicznych niedoskonałości, żeby móc się cieszyć tym dziełem. Jakiś zręczny rzemieślnik mógłby nakręcić ten film od nowa, nadać mu mroczny, poważny, zbliżony do Infernal Affairs ton i obsadzić w jakieś roli Chow Yun-Fata. Byłoby ciekawie.

  • Qba_23

    Jak dla mnie, to remake powinno robić się tylko wtedy, gdy oryginał w zupełności nie spełnił oczekiwań i rozczarował. Stąd mam tylko dwa typy:

    1. Dragon Ball.
    2. Wiedźmin.

  • Mefisto

    Za pseudo-remake Fantastycznej podróży (która trąci myszką? co ja słyszę?) można uznać Innerspace. Poza tym wątpię, żeby można było w tym temacie pokazać coś nowego. Dostalibyśmy jedynie CGI zamiast praktycznych efektów i brak czerwonych krwinek, bo wszak PG-13 zobowiązuje. No i bez Raquel musieliby chyba skrócić tytuł do zwykłego: Podróż. Słowem: dziękuję, nie. W ogóle Gamart ma jakieś spaczone myślenie – połowa jego filmów, to, jak sam twierdzi, tytuły, które się praktycznie nie zestarzały, ale chce je remakować, bo tak :P

    • Gamart

      Bo to filmy które zwyczajnie proszą się o efektowną otoczkę. Fantastyczna oraz Zmniejszający są świetnymi filmami, ale technicznie to już relikty swoich epok (a film Fleischera narracyjnie jest przeraźliwie archaiczny). Nic nie stoi na przeszkodzie żeby je uwspółcześnić i odkurzyć wizualnie – klasycznym wersjom to nie zaszkodzi. I one nie zestarzały się dla mnie i dla ciebie pewnie też, ale wiem, że niestety lwia cześć współczesnej widowni nie wysiedzi nawet 10 minut teatralnego „The Most Dangerous Game”, tak jak nie zniesie 6 godzin słuchania pikania urządzeń pokładowych w „Fantastycznej…” ;P Dlatego nie rimejkować „bo tak”, ale rimejkować bo to cholernie dobre fabuły, których uwspółcześnienie nikomu nic złego nie zrobi, a może nam dać widowiskowe filmy. Mads Mikkelsen polujący w dżungli na Fassbendera? Mefisto c’mon, wiesz, że z dobrymi twórcami na pokładzie moglibyśmy dostać świetne produkcje ;)

      • Mefisto

        Wiem, ale szansa, że nie zepsuje tego studio jest zerowa. Poza tym nie zgodzę się, że Fantastyczna i Zmniejszający się, postarzały się technicznie – przecież te efekty są świetne, bo są prawdziwe (może poza momentami miniaturyzacji)! Nie sądzę więc, żeby CGI coś tu dodało, prócz sztuczności, nie mówiąc już o tym, że w dzisiejszych czasach pewnie i tak z tych potencjalnie zajebistych projektów wyszłaby infantylna debiliada.

  • Khaosth

    Moja piątka wyglądałaby tak:
    1. „Gatunek”/”Splice” – Pomysł na to by zrobić współczesną wersję „Frankensteina” w otoczce horroru SF, a tytułową postać podmienić na cud niewiastę był genialny. „Gatunek” fajnie pokazał historię małej Sill, która ot tak została przeznaczona do zabicia bo nie ma sensu dalej kontynuować eksperymentu, więc musi uciekać i osamotniona, w obcym świecie, nie rozumiejąc targających nią popędów, powoli przeistacza się w bestię. Niestety „Gatunek” zaoferował też kilka zbędnych scenek łóżkowych, kiepską zgraję ścigającą Sill oraz kiepskie efekty specjalne. „Splice” był o tyle ciekawy że skupił się na moralności samych naukowców, ale niestety miał nieco zbyt szybkie tempo, zbyt dużo fartownych mutacji Dren i finał rodem z najtańszych horrorów. Połączenie i dopracowanie obu historii powinno zaowocować świetnym filmem SF który wszedłby na stałe do kanonu gatunku.
    2. „Prometeusz” – ten film wyraźnie cierpi na brak zdecydowania twórców. To miał być prequel tego horroru, czy filozoficzny traktat w sosie SF? Wyszedł dramat. Potwory nie straszą, postacie są płaskie i podejmują głupie decyzje, ciekawsze sentencje pojawiają się bez celu w losowych miejscach filmu bez żadnego pogłębienia, a ksenomorf został sprowadzony do roli nic nie znaczącej zapchajdziury przed napisami. To był materiał na coś znacznie lepszego.
    3. „Thriller – en grym film” – ponoć klasyka rape & revenge i jeden z najbardziej surowych filmów. Nikt nie wspomina że przy tym także jeden z najbardziej monotonnych i bezsensownych. W zapowiedzi filmu jest wszystko czego do szczęścia potrzeba – piękna i doświadczona przez los dziewczyna z dodającą charakteru opaską na oku wymierzająca bezpardonowo sprawiedliwość, strzelaniny, pościgi, bijatyki i slow motion! Niestety w samym filmie żaden z tych elementów nie prezentuje się tak jak powinien (może poza dziewczyną). Pocieszny finał z koniem pasuje do całości jak pięść do nosa.
    4. „Iron sky” – to mogła być dobra satyra na politykę, na PR i na filmy SF. I po części była. Niestety wiele żartów zaproponowanych przez scenarzystę było ogranych lub zwyczajnie prymitywnych co rzutowało dość mocno na przyjemności z oglądania filmu. Do tego finałowy Meteorblitzkrieg powinien być znacznie bardziej widowiskowy i inaczej obejść się z Bushem – aż się o to prosił.

    5. „Jezus Chrystus – łowca wampirów” – Twórcy popełnili grzech śmiertelny – obcięli Jezusowi włosy! Podkręcone tempo (zwłaszcza w rozwinięciu), długie jezusowe włosy i jeszcze ze dwie sceny musicalowe stworzyłyby film idealny!

    Poza listą „Blade runner”, a właściwie ponowna – tym razem wierniejsza – adaptacja „Czy androidy śnią o elektronicznych owcach” Dicka z żoną Deckarda, Merceryzmem i przyjaznym Busterem.

    Pozdrawiam KMF – Wasze teksty czytam od dawna, ale dopiero teraz skleciłem pierwszy komentarz.

  • Łukasz Szerejko

    Czy Wyspy z Ewanem Mcgregorem nie można traktować jako swego rodzaju remaku Ucieczki Logana? Nowa Pamięć Absolutna pokazuje że remake nie musi mieć dużo wspólnego z oryginałem jeżeli chodzi o świat i realia.

  • Patyk

    Nazwijcie mnie człowiekiem małej małej wiary, ale „Wśród nocnej ciszy” na bank by spierdzielili.

    I adnotacja czepialska do listy Aarona: nie „także” tylko „tak że” (bo tu nie chodzi o „również” tylko o „a więc”).

    Przede wszystkim jednak: świetny pomysł na zestawienie.

  • Krystian Miderski

    Remake „Ojca chrzestnego”? Najgorszy pomysł jaki może istnieć!






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Fota #55 - Dean Martin

Następny tekst

Transatlantyk 2013 - koncert z okazji 35-lecia Varese Sarabande



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE