Ranking

SIŁA, WOLNOŚĆ, ZJEDNOCZENIE. Najbardziej inspirujące filmowe monologi

Autor: Karolina Chymkowska
opublikowano

Wszystko sprowadza się do wyboru, Skazani na Shawshank

Można marzyć o spokojnym życiu nad oceanem i pielęgnować w sobie nadzieję, że kiedyś karta się odwróci, ponieważ zapłaciło się z nawiązką za własne błędy. Można też pogrążać się w niebycie, wmawiając sobie, że oczekiwanie czegokolwiek więcej to krzywda dla nas samych i niepotrzebne narażania się na rozczarowanie. Kwestia wyboru.

Chciwość jest dobra, Wall Street

Gordon Gekko bez pardonu uderza w biurokrację, która tłamsi przedsiębiorczość. Wszyscy oczywiście wiemy, że Gekko to „ten zły”, ucieleśnienie kapitalisty bez sumienia, ale jego monolog o chciwości jest trafiony w punkt. Ta „chciwość” to przecież „pożądanie czegoś, pragnienie zdobycia czegoś”, podstawa działania i w gruncie rzeczy – podstawa rozwoju. Pasja i gniew pobrzmiewające w monologu Gekko są tak przekonujące, że ucieka gdzieś wrażenie, iż rozwiązanie jest jednak trochę za proste. Wystarczy spojrzeć na iskry, które zapalają się w spojrzeniu Buda Foxa, granego przez Charliego Sheena.

Obstrukcja parlamentarna, Pan Smith jedzie do Waszyngtonu

Pasja, pasja i jeszcze raz pasja. Rzadko już widujemy ją w kinie w takiej formie. To jeden z tych legendarnych filmowych monologów, które chwytają za serce autentyzmem. Wierzymy w Jeffersona Smitha. Wierzymy w to, że reprezentuje nie tylko swoje prawa, których tak zaciekle broni, ale również nasze, w pierwszym rzędzie prawo do wolności wypowiedzi. Wycieńczony, osłabiony, postawiony pod ścianą walczy nadal, chociaż sytuacja wydaje się być beznadziejna, a sprawa przegrana. Prawdziwe pokrzepienie serc i popis aktorski Jima Stewarta.

Zapomnijmy o różnicach, Dzień niepodległości

Łopot amerykańskiej flagi w pełnej krasie. Przestają się liczyć różnice, które nas dotąd dzieliły, przekonuje prezydent o twarzy Billa Pullmana, nadszedł czas na to, by się zjednoczyć i ruszyć wspólnie do walki o nasze prawo do życia i istnienia. Niepodległość nabiera globalnego znaczenia, a bronimy jej, złączeni, wszyscy razem! Takie sytuacje mają miejsce tylko w filmach niestety, ale dlatego też wybaczamy im przesłodzenie i patos, bo po prostu miło jest pielęgnować nadzieję, że ludzkość faktycznie byłaby do tego zdolna.

Nie odbiorą nam wolności, Braveheart

William Wallace staje naprzeciw ludzi, których morale upadło. Boją się śmierci, boją się porażki, czują się przytłoczeni liczebną przewagą wroga. Trudno też powiedzieć, żeby Wallace’owi ufali, bo gdzie te jego siedem stóp wzrostu? A jednak jest w stanie do nich przemówić, prosto do ich serc, i poruszyć uśpioną strunę: przekonanie, że za wolność zawsze warto walczyć i warto za nią umrzeć.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane