Ranking

CIERPIENIA MELA G.

Autor: Jacek Lubiński
opublikowano

Ach, ten Mel! Aktor kochany i celebryta znienawidzony, gwiazda na samym szczycie i niepokorny duch na samym dnie. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych niekwestionowana ikona kina, o której trudno było choćby pomyśleć złe słowo. W nowym wieku takich gorzkich słów zdecydowanie się namnożyło, a połowa z nich wypłynęła z ust samego Gibsona, który nagle znalazł się na celowniku całego świata (w czym nie pomógł mu także nowy imidż kloszarda). Doszło do tego, że w ostatnich latach zaczął przyjmować role złoczyńców – często pół serio, w filmach z przymrużeniem oka, jakby w ramach odpowiedzi na medialną nagonkę.

Persona non grata Mel Columcille Gerard Gibson stał się zresztą niedługo po swoim najbardziej kasowym i zarazem najbardziej kontrowersyjnym tytule – Pasji, w której szczegółowo odtworzył ostatnie chwile Jezusa Chrystusa (sequel już w toku!). Film, który wielu widzów odrzucił, głównie ze względów estetycznych (w końcu droga krzyżowa to nie przelewki), to poniekąd idealny przykład sadystycznego znęcania się zarówno nad widzem, jak i bohaterem. Trzeba jednak przyznać, że i sam Mel nacierpiał się na dużym ekranie równie mocno (co być może doprowadziło go w końcu do tej szewskiej pasji). Jak bardzo? Przyjrzyjmy się szczegółom. Od końca. I bez uwzględnienia tytułów, w których Mel jest O.K.

SPOILERY! SPOILERY! SPOILERY! SPOILERY! SPOILERY! SPOILERY! SPOILERY! SPOILERY!

Blood Father

07-blood-father.w1200.h630

Poziom cierpienia: 70%

Na początek (czy też raczej koniec) nie ma lekko – zwłaszcza że Mel zdaje się grać niemalże we własnej autobiografii. Jako John Link ma więc poważny problem alkoholowy, przez który trafił do pudła, niejednokrotnie usiłował samobójstwa, rozwaliła mu się rodzina i zaginęła córka (niekoniecznie w tej kolejności). Ta w końcu się pojawia w jego nowym, uporządkowanym życiu, ale rezultatem tego tylko więcej problemów dla Mela, któremu źli ludzie szybko rozwalają dom, a do niego samego strzelają. To ostatnie z każdą minutą wychodzi im coraz lepiej – zabijają mu przyjaciela, a w końcu i Mel otrzymuje kulkę w nogę, brzuch oraz klatkę piersiową. Umiera gdzieś na pustyni, uprzednio jeszcze zdradzony przez swojego dawnego mentora. Niczym Jezus, Mel czyni to jednak w imię poświęcenia dla innych.

 

Niezniszczalni 3

Mel_ex3

Poziom cierpienia: 45%

U Stallone’a natomiast Mel całkiem dobrze sobie radzi – jako Stonebanks ma do dyspozycji całą armię pomagierów i bynajmniej nie tańczy, jak mu inni zagrają, tylko sam wystukuje rytm, z reguły za pomocą pistoletu. Nawet gdy zostaje lekko poturbowany w zakończonej kraksą furgonetki próbie schwytania, ma się nieźle. Potem jednak jego oddziały wesoło kosi tytułowa ekipa, a sam Mel trafia na Sly’a, który spuszcza mu łomot, a następnie wypełnia ołowiem po stosownym one-linerze. W przeliczeniu na czas ekranowy Mel nie cierpi zatem dużo, ale jego ostatnie minuty są wystarczająco bolesnym doświadczeniem, z którego wszak nie wychodzi żywo (o kolejnym sequelu póki co cisza). W przeciwieństwie do Jezusa Mel nie doczekuje się bowiem obiecanego procesu. W dodatku dowiadujemy się, że już wcześniej został zdradzony, postrzelony i zostawiony na pewną śmierć przez Sly’a. Sytuacja zatem raczej nie do pozazdroszczenia – nawet jak na bad guya.

 

Maczeta zabija

Mel_machete

Poziom cierpienia: 30%

Filmu oczywiście nie da się brać na poważnie, ale melowski arcyłotr Voz zdaje się całkiem nieźle sprawdzać. Naznaczony darem przewidywania przyszłości i sporą dawką psychozy (niczym Jezus chce być prorokiem i zbawcą ludzkości) jest odpowiednio trudnym przeciwnikiem – nawet dla takiego kozaka, jak Maczeta, któremu udaje się jedynie raz walnąć mu z byka oraz… spalić pół twarzy w bezpośrednim pojedynku. To ostatnie jest najbardziej bolesnym doświadczeniem, które zmusza Voza do paradowania przez resztę czasu ekranowego w specjalnej masce. Udaje mu się jednak nie tylko uciec z życiem, ale i wziąć kilku zakładników. Jego los pozostaje nieznany, gdyż trzecia część póki co nie powstała. Nakręcone zawczasu zajawki nie pozostawiają jednak większych wątpliwości co do miejsca i ewentualnych okoliczności śmierci Voza. Wszak Maczeta zabijać ma w… kosmosie.

 

Dorwać gringo 

aka How I Spent My Summer Vacation

Mel_gringo

Poziom cierpienia: 20%

Dla bezimiennego kierowcy o twarzy Mela z pewnością nie są to najpiękniejsze wakacje – niemal od razu, po dotkliwej kraksie samochodowej na granicy meksykańskiej, kończy w tamtejszym pierdlu, gdzie już na dzień dobry zostaje pobity oraz „torturowany” muzyką mariachi. Niemniej im dalej w las, tym radzi sobie coraz lepiej. Nie licząc kilku uderzeń z liścia i jednego z piąchy, prosto w twarz (i do tego od kobiety!) oraz niedoszłej egzekucji, Mel wychodzi na swoje. Chociaż strzelają do niego, on strzela celniej. I kończy nie tylko z torbami pełnymi gotówki, ale i z czymś na kształt kochającej się rodziny. Bueno!

 

Podwójne życie

Mel_beaver

Poziom cierpienia: 85%

Jak na tak spokojny, kameralny film obyczajowy, dzieje się tu więcej, niż w niejednym akcyjniaku z najlepszych lat aktora. Walter Black w osobie Mela już od pierwszych scen nie wygląda dobrze – cierpi na permanentną depresję, która kończy się dla niego dwoma próbami samobójczymi i zrzuconym na głowę telewizorem (auć!). O jego makówkę roztrzaskana zostaje także gitara i lampka, a on sam wdaje się bójkę ze swoim wewnętrznym ja (czyli Panem Bobrem), co z kolei owocuje odciętą lewą ręką. Całość ubawiają jeszcze kiepskie relacje z rodziną, która również cierpi. Różowo zatem nie jest. Podobnie jak Jezus, Walter ma smykałkę do dłubania w drewnie.

 

Furia

mel_edge

Poziom cierpienia: 70%

Thomasowi „Melowi” Cravenowi zabijają na oczach córkę, która, jak się okazuje, i tak w sumie zmarłaby od napromieniowania – już na starcie wesoło nie jest. Wychodzi na jaw, że mała okłamywała starego, który dochodząc prawdy, zostaje także podstępem napromieniowany oraz (już całkowicie jawnie) postrzelony w klatkę piersiową i w rezultacie umiera. W międzyczasie Mela dopadają jeszcze pomniejsze „przyjemności”, jak nagłe potraktowanie paralizatorem, przykucie kajdankami do łóżka czy okazjonalna bójka. O mało nie potrąca go również rozpędzone auto, a on sam lekko traci zmysły – gada do zmarłej córki i wyobraża ją sobie w dziecięcej postaci. Ostatecznie odchodzi z nią wspólnie w stronę światła. Ale co się nacierpiał, to jego.

 

Śpiewający detektyw

Mel_detective

Poziom cierpienia: -10%

Ten film to tour the force cierpienia Roberta Downeya Jr., więc Dr. Gibb(s)on ma wolne.

 

Znaki

Mel_signs

Poziom cierpienia: 10%

U Shyamalana Mel szczęśliwie cierpi tylko duchowo. Jako pastor Graham Hess po śmierci żony nie potrafi specjalnie odnaleźć się w życiu i przechodzi kryzys wiary (to po tym filmie powstała Pasja – przypadek?). Fizycznie cierpią natomiast jego bliscy, co on sam oczywiście mocno przeżywa. Szczęśliwie finał daje nadzieję na lepsze jutro. Całkiem spoko jak na niespodziewaną inwazję kosmitów, którzy zabijają mu psa i to samo chcą uczynić z synem.

 

Byliśmy żołnierzami

Mel_soldiers

Poziom cierpienia: 18%

Mel jako wcielenie rzeczywistego podpułkownika Harolda Gregory’ego Moore’a cierpi zaskakująco mało, zważywszy na to, w jak krwawym i zaciętym starciu przychodzi mu uczestniczyć. Co więcej, jako głównodowodzący bynajmniej nie chowa się za swoimi podwładnymi, tylko nie raz i nie dwa staje na pierwszej linii ognia. A mimo to nie zostaje w sumie chyba nawet draśnięty (a przynajmniej tego nie widać), podczas gdy wokół niego padają wciąż to nowe ciała (razem naliczono ich trzysta pięć). Niemniej Mel – jak rzadko kiedy – płacze na widok poległych młodzieńców, których wziął do walki, a ich cierpienie i ból wyraźnie odciska na nim piętno. Gdyby zatem za każdego martwego żołnierza amerykańskiego liczyć mu punkt, nie starczyłoby skali. Ponieważ jednak film koloryzuje nieco historyczne wydarzenia, ostatecznie Mel zalicza dokładnie tyle procent, ile Moore faktyczne stracił ze swoich oddziałów.

 

Czego pragną kobiety

Mel_women

Poziom cierpienia: 40%

Macho i szowinistyczna świnia Nick Marshall w wydaniu Mela pewnego dnia poznaje myśli kobiet i… już to jest dla niego prawdziwą udręką; istnym koszmarem, z którym nie może sobie poradzić. Z uwagi na byłą żonę, dorastającą córkę i masę jednorazowych kochanek, dostaje mu się też trochę po dumie i ego, ale nie jest to nic, z czym Nick by sobie nie poradził. Fizycznie z kolei trzykrotnie kopie go prąd, a on sam przebiera się za kobietę i dwukrotnie decyduje się na amatorską depilację prawej nogi woskiem oraz naśladuje akcent Seana Connery’ego. Przede wszystkim jednak kłamie w żywe oczy Marisie Tomei, twierdząc, że jest gejem – i to tylko po to, by się jej pozbyć na rzecz Helen Hunt. Taaa, coś jest poważnie nie tak z tym filmem. I Melowi się za to obrywa.

 

Patriota

Mel_patriot

Poziom cierpienia: 85%

Zacznijmy od tego, że im film dłuższy, tym Mel więcej cierpi – a w wersji rozszerzonej Patriota liczy sobie prawie trzy godziny! W tym czasie Gibsonowski Benjamin Martin – postać fikcyjna, ale z historycznymi naleciałościami – musi sobie przede wszystkim radzić z nękającymi go demonami przeszłości oraz gromadką dzieci, po tym jak zmarła mu żona. Wśród nich dwóch niesfornych synów, którzy kolejno giną na jego oczach, zabici przez tego samego, sadystycznego pułkownika brytyjskiej armii. Facet grozi bronią także Melowi, po czym podpala mu dom i tym samym wyzwala w nim naturę ostatniego Mohikanina i rozpoczyna krwawą jatkę w jego wykonaniu (najwyższy body count Mela zaraz po Braveheart – 21 trupów). Mel, wkraczając na wojenną ścieżkę, walczy jednocześnie o niepodległość Ameryki, zatem przez jego partyzanckie działania cierpią również inne postaci, w tym cała masa niewinnych obywateli. On sam natomiast dopiero w ostatniej potyczce odnosi bolesne rany, kiedy otrzymuje solidne ciosy szablą w oba ramiona, nogę oraz plecy, a także zalicza uderzenie w twarz i pomniejsze rany bitewne. A ponieważ to produkcja Rolanda Emmericha, toteż ból Mela ma wymiar wręcz międzynarodowy. Podobnie jak Jezus, Benji nosi długie włosy (acz upięte w kucyk – hipster!). Nie ma natomiast smykałki do dłubania w drewnie – rozwala krzesło własnej produkcji.

 

Million Dollar Hotel

Mel_hotel

Poziom cierpienia: 60%

Jako agent specjalny FBI, detektyw Skinner, Mel cierpi niemalże cały czas, gdyż chodzi w specjalnym urządzeniu na szyi, które wspomaga mu kręgosłup. To oraz pokaźne blizny na plecach to pozostałość po jakimś tajemniczym wypadku, który nie zostaje w sumie wyjaśniony. W przebiegu akcji raz obrywa też deską w tył głowy, przez co nabywa parę nowych siniaków. Poza tym cierpi też trochę jego duma, gdyż daje się wyprowadzić w pole grupie ekscentrycznych przygłupów oraz traci punkty (a być może także i cały związek) u swojej narzeczonej. Ale przynajmniej wychodzi z niego „swój chłop”.

 

Godzina zemsty

Mel_payback

Poziom cierpienia: 90%

Zdecydowanie jeden z najbardziej bolesnych występów Mela, którego Porter już w prologu zostaje postrzelony w plecy i przechodzi operację na żywo – bez znieczulenia i, co gorsza, w niezbyt higienicznych warunkach. Poza tym co i rusz nadziewa się na liczne ciosy oraz kopniaki w twarz i brzuch, zostaje też parokrotnie (i celowo) potrącony autem (wcześniej, po czołowym zderzeniu, które sam spowodował, krwawi z głowy, ale to akurat rana powierzchowna). W finale miażdżą mu młotkiem palce prawej nogi, a w wersji reżyserskiej dodatkowo zalicza postrzał w bebechy i jego przyszłość maluje się w czarnych barwach. W dodatku jego żona, po tym jak go zdradziła, przedawkowuje narkotyki. Słowem: niewesoło.

 

Teoria spisku

Mel_conspiracy

Poziom cierpienia: 60%

Mel jako cierpiący na paranoję Jerry Fletcher zostaje m.in. przykuty kajdankami do łóżka, pobity, związany, przyklejony do wózka inwalidzkiego i przesłuchiwany (podtapianie, odurzanie narkotykami i oślepianie silnym światłem stroboskopowym przy jednoczesnym rozszerzeniu powiek taśmą klejącą); spada na tymże wózku ze schodów; wbija mu się w brzuch metalowy pręt. Ostatecznie zostaje postrzelony w klatkę piersiową i ginie (a następnie, podobnie jak Jezus, zmartwychwstaje). Aha, i zakochuje się bez szans na związek. Cóż, mogło być gorzej…

 

Dzień ojca

mel_father

Poziom cierpienia: 5%

Wyjątkowo lajtowa produkcja. Mel zalicza jednoscenowe cameo niejakiego Scotta, który na własne życzenie nosi na szyi obrożę, ma kilka dziar i zakolczykowaną twarz oraz (w domyśle) tak zwane części intymne – wedle słów samego zainteresowanego bolało tylko to drugie. Jezusa w końcu też. Pikuś.

 

Okup

Mel_ransom

Poziom cierpienia: 85%

U Rona Howarda Mel gra milionera Toma Mullena, który własnymi rękami od podstaw zbudował lotnicze imperium. Nic zatem dziwnego, że kiedy porywają mu jedynego syna, pęka mu nie tylko serce, ale i duma. Bez swojej pociechy cierpi w praktycznie każdym ujęciu i ten ból z łatwością przelewa się na widza. Co więcej, gdy dochodzi do niego, że jego arogancja mogła przyczynić się do śmierci małego Seana, o mało nie traci zmysłów, ledwo może oddychać. Poza tym niemałą próbę przechodzi także fizycznie sensu stricte – dwukrotnie zostaje uderzony w twarz, z czego raz pistoletem i już to skutkuje krwawiącą wargą oraz szramami na twarzy. Kolejnych dorabia się w finale, kiedy podczas bójki zostaje potrącony przez taksówkę, a po wpadnięciu w okno sklepowej wystawy ranny w głowę i ogólnie poturbowany. Co jeszcze? Niespodziewany, silny kopniak w brzuch, dwa potężne uderzenia z liścia od filmowej żony i brutalne sprowadzenie do parteru przez dużego Murzyna, jakim jest wszak pomagający mu Delroy Lindo. Dodatkowo o mały włos nie zostaje zabity we własnym salonie. Z kolei w trakcie produkcji filmu Mel musiał przejść operację usunięcia wyrostka robaczkowego, za co zbiera bonusowe punkty. W końcu nikt nie powiedział, że sława i pieniądze to pestka.

Ostatnio dodane