Ranking

RADOŚĆ DLA OKA, czyli ikoniczne męskie klaty

Autor: Jacek Lubiński
opublikowano

Lou Ferrigno

Człowiek, z którym Arnold Schwarzenegger wielokrotnie konkurował i który jednocześnie stanowił dla niego inspirację w „pompowaniu żelaza”, to przede wszystkim telewizyjny Hulk, gdzie bez pomocy efektów specjalnych szalał jako tytułowy stwór. Jego klata była zatem cały czas w pełni zielona, co znacząco wyróżnia go spośród wszystkich innych. A ponieważ zielony to kolor natury, optymizmu i przede wszystkim pieniędzy, Lou przyciągał do siebie kobiety niczym lep na muchy (a przynajmniej tę jedną, z którą jest od ponad trzydzieści lat). Oczywiście świecił swoim potężnym torsem także na dużym ekranie – na przykład w powstałych w koprodukcji z Italią Przygodach Herkulesa (z których pochodzi powyższe, niszczące system zdjęcie) i Sinbada, gdzie jednym tylko wypięciem klaty potrafił rozstawić przeciwników po kątach.

Matthew McConaughey

Po sukcesie serialu Detektyw MMC stał się mistrzem życiowych dywagacji. Zanim jednak do tego doszło, był mistrzem klaty. Zresztą co tu dużo ukrywać – dalej nim jest, bo wciąż negliżuje się w co drugim filmie. Ba! Ziomkowi z Teksasu do prezentacji gładkiego jak pupcia niemowlęcia torsu kino nie jest nawet potrzebne, bo notorycznie czyni to także poza planem. Jak wieść niesie, tylko dlatego urządza co piątek grilla dla znajomych na swoim ranczu. Oczywiście nie da się wymienić wszystkich produkcji i/lub sytuacji, w których McConaughey obnażał swoje jankeskie wdzięki – robił to wszak, nawet będąc w służbie Boga w Kontakcie! Przykładem nie do przeskoczenia wydaje się jednak w tym wypadku Magic Mike, gdzie ku uciesze fanek Matt rozbierał się za pieniądze jako Dallas, który ku uciesze pań rozbierał się dla pieniędzy – po prostu nie pogadasz, taka filozofia.

Sacha Baron Cohen

Mały rodzynek w temacie, który znalazł się tu za sprawą kultowego już wyczynu z Borata: Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej (to się nazywa tytuł!). Jako zagraniczny, nieokrzesany gość z osobliwego kraju na zadupiu Europy, przechadzając się po plaży w widocznym powyżej, nietypowym… eee… zielonej gumie z babcinych szortów, udowodnił za jednym posiedzeniem, że ma jaja i nie ma wstydu. No i pokazał, że nie trzeba być napompowanym niczym Arnold S. lub przyciągać wzrok pokaźną wycieraczką, aby zyskać zainteresowanie kobiet. Zresztą nie oszukujmy się, drogie panie – większości z nas bliżej właśnie do Borata niż Bruce’a Lee. I to też jest piękne.

Sean Connery

W żadnym rankingu tego typu nie może oczywiście zabraknąć Bonda, Jamesa Bonda. Agent 007 w tajnej i tak dalej różnił się na przestrzeni dekad, a każdy kolejny odtwórca pracownika MI-6 ukazywał swoją klatkę piersiową średnio dwa razy na film. Zatem można dywagować długo i namiętnie o tym, która klata jest lepsza od której – szczególnie, że każda była inna. Palma pierwszeństwa musi jednak powędrować do Connery’ego, i to nie tylko dlatego, że był pierwszym Bondem dużego ekranu. Sir Sean zaliczył przede wszystkim jedne z najbardziej ikonicznych momentów bez koszulki w historii serii – jak chociażby połowa intrygi Dr. No – a w dodatku bardzo nonszalancko obnosił się ze swoją klatą, jakże w dodatku… skromną. Ale też i w sumie idealną. Bond Connery’ego nie był tak napakowany jak Craig, ale też nie tak chuderlawy jak Timothy Dalton. Nie był również wydepilowany niczym Roger Moore, a z drugiej strony daleko mu było do futerka Brosnana. 007 w jego wydaniu nie musiał się przesadnie prężyć ani też wciągać brzucha i generalnie nic udowadniać płci przeciwnej. Ot, sama natura, którą Szkot z chlubą prezentował także w innych swoich filmach – na przykład w Zardozie. Choć tego „dzieła” może akurat lepiej nie wspominać…

Auć!

Sylvester Stallone

Skoro był Arnold, to nie mogło zabraknąć także Stalowego Sylwka, który nad swoim rywalem przewagę w temacie miał w sumie od samego początku. A to za sprawą bokserskiej sagi, która już w samym założeniu miała na celu promowanie muskulatury Włoskiego Ogiera. Parę lat później doszła do tego inna seria, w której Sly również rozbierał się od pasa w górę niejako z obowiązku – a mowa, rzecz jasna, o Rockym i Rambo. I chociaż po latach gwiazdor z powodzeniem prezentował swoją ładnie przyozdobioną tatuażami klatę w Niezniszczalnych, to właśnie dwie wspomniane marki przyniosły mu nieśmiertelność. A konkretnie, kolejno część czwarta i trzecia rzeczonych cykli, w których to odpowiednio naoliwiony, dopakowany aż do przesady Stallone owijał swój tors amerykańską flagą (no, bo czymże innym?) i zabijał nim wszelką nadzieję u przeciwników. W obu przypadkach czynił to już nawet na plakatach zapowiadających owe filmy (z jednego z nich Schwarzenegger bezskutecznie nabijał się w Bliźniakach), co wydatnie przyczyniło się do ukucia ulicznego terminu: „twardy jak suty Slaja”.

Bonus:

ekipa 300

W tym wypadku fotka mówi sama za siebie – cały film Snydera to właściwie opus magnum w temacie. I w slo-mo. Czegóż chcieć więcej?

A wam co staje przed oczami, gdy mowa o klatach bądź torsach? Szturmujcie komentarze!

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane