Recenzje

Powidoki miesiąca #3 – marzec 2017

Po prostu najlepsze, co się widziało w danym miesiącu.

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Koniec jednego, a początek drugiego miesiąca to czas podsumowań – na Filmorg podsumowań filmowych, w cyklu, który powoli staje się naszym zwyczajem na dzielenie się od serca najlepszymi doświadczeniami z pogranicza X muzy. Oto nasze skromne topy marca 2017, czyli najlepsze, co udało nam się przez te 31 dni obejrzeć. 

Jacek Lubiński

  • Matinee – Niedoceniony, jeden z mniej (u)znanych filmów Joe Dantego, to przede wszystkim popis charyzmy Johna Goodmana oraz wiele miłości do starego kina klasy B. Dla fanów X muzy i praktycznych efektów specjalnych w akcji pozycja obowiązkowa.
  • Locke – idealna pozycja na wieczorny, domowy seans solo; nie jest to może arcydzieło, ani też ważkie kino, lecz wyciska maksimum z formy oraz tematu przy minimalnym nakładzie środków. Warto.
  • Bunny Lake zniknęła – Trudno pisać o filmie Otto Premingera bez zdradzania zbyt wiele. Napiszę zatem jedynie, że jest niezwykle magnetyzującym dziełem, z pięknymi zdjęciami i fantastyczną Carol Lynley w roli głównej.
  • Matewan – Zapomniane, swego czasu nominowane do Oscara kino o segregacji społeczno-rasowej, debiut Chrisa Coopera, w Polsce znany pod tytułem W szachu. Dobre, mięsiste, z doborową obsadą i całkiem odważną końcówką.
  • Mój brat Kain – przypomniany po latach broni się zaskakująco dobrze; jak zawsze u De Palmy mamy do czynienia z audiowizualnym mistrzostwem, a i fabularnie nie jest źle. Ogląda się na bezdechu.
  • Santa Clarita Diet – zachęcony tekstem koleżanki sięgnąłem, i choć nie połknąłem całości za jednym posiedzieniem, to i tak mogę się podpisać pod recenzją, bo to niezwykle rozluźniające, lekkie patrzydło z sympatyczną obsadą.
Mariusz Czernic

  • Witaj smutku – Kino z francuską duszą. Narracyjna lekkość gładko przemienia się w pełen smutku i zadumy dramat obyczajowy. W pamięć zapada rajska sceneria Lazurowego Wybrzeża i urocza Jean Seberg, będąca w swojej roli bardziej wiarygodna niż np. w sławnym nowofalowym Do utraty tchu. Reżyserował „amerykański nowofalowiec” austriackiego pochodzenia Otto Preminger.
  • Zimne piwo w Aleksandrii – Film pamiętany jeszcze z czasów dzieciństwa, do którego zdecydowałem się wrócić po dwudziestu paru latach od poprzedniego seansu. Prawdopodobnie dzięki tej realizacji J. Lee Thompson otrzymał propozycję zrealizowania Dział Navarony. Jest to pełna dramatyzmu i napięcia opowieść przygodowo-wojenna o przeprawie karetką pogotowia przez pustynię – z Libii do Egiptu.
  • Ostatni brzeg – Wysyp filmów postapo miał miejsce po wielkim sukcesie Wojownika szos, drugiej części przygód Mad Maxa. Ostatni brzeg Stanleya Kramera to jeden z prekursorów gatunku. Kino ambitne, bo skupiające się na charakterach postaci, ale jednocześnie efektowne ze względu na fragmenty z wyścigu samochodowego.
  • Cena władzy – Włosko-hiszpański western w stylu political fiction, w którym zamach na prezydenta USA Jamesa Garfielda został przedstawiony tak, by przypominał zamach na prezydenta Johna F. Kennedy’ego. W scenariuszu roi się od ciekawych postaci i motywów, będących podstawą do krytyki politycznych gier, społecznych niepokojów i uprzedzeń.
  • Taka była Oklahoma – Stanley Kramer po raz drugi. Tragikomiczna w tonie opowieść o pogoni za pieniądzem i daremności ludzkich działań. O dążeniu do absurdalnych celów kosztem tego, co najcenniejsze – najczęściej zdrowia, a niekiedy i życia.
  • Zasada domina – Jeszcze raz Stanley Kramer. Tym razem w gatunku paranoicznego thrillera, charakterystycznego dla lat siedemdziesiątych. Film wciąga, ale typowy dla thrillerów suspens ustępuje miejsca dramatowi jednostki uwikłanej w niezwykłą sytuację.
Berenika Kochan

Jeśli chodzi o obejrzane przeze mnie tytuły, w marcu nie było ich wiele – jednak długie odcinki This Is England mogły czasowo „nadrabiać” pół pełnometrażówki. Bez dalszego wstępu:

  • Mystic Pizza – dzięki tej roli Julia Roberts i koleżanki z obsady zapewniły sobie miejsce w kolejnych hollywoodzkich produkcjach. Nie jest to wybitna komedia romantyczna (nawet na miarę czasów), ale patrzy się przyjemnie.
  • This Is England – stanowiący kontynuację pełnometrażowego filmu, trzysezonowy serial ogląda się z zapartym tchem. Shane Meadows wie, jak zrobić porządny dramat – z podkreśleniem tego ostatniego. This Is England spełnia wszystkie kryteria wzorcowej produkcji dramatycznej, porywając widza do świata skinheadów lat 80. Długo będę pamiętać te emocje.
  • Pracująca dziewczyna – komedia romantyczna w reżyserii Mike’a Nicholsa może nie porusza dalszych strun emocji, za to roi się w niej od „smaczków”, scen, które na stałe weszły do klasyki kina. Z główną bohaterką wciąż możemy się utożsamiać.
Dawid Myśliwiec

  • Dźwięki muzyki – Oscar 1965 w kategorii najlepszy film to dzieło natchnione taką ilością ciepła i nadziei, że aż trudno się po nim nie uśmiechać; Julie Andrews jest wprost cudowna, także w licznych piosenkach, które później w znacznie bardziej przygnębiającym wydaniu pojawiły się w Tańcząc w ciemnościach Larsa Von Triera.
  • Tak długa nieobecność – Henri Colpi, reżyser nagrodzonego w 1961 Złotą Palmą filmu, musiał być duchowym i emocjonalnym bratem wczesnego Hasa, bowiem w Tak długiej nieobecności da się odczuć tę samą nostalgię i poczucie niespełnienia, co choćby w Pożegnaniach.
  • Kong: Wyspa Czaszki – Kong znów jest wielki, choć film Jordana Vogta-Robertsa sprawdza się tylko w kategoriach kinowego widowiska; fabuła i głębia postaci to pojęcia, które tutaj nie funkcjonują – ale i nie muszą.
  • Firmowa gwiazdka – chyba z wiekiem desublimuje mi się gust, bo niewybredna komedia Josha Gordona i Willa Specka konkretnie mnie rozbawiła. Co prawda gagów fekalno-genitalne mogłoby tu nie być, ale w Firmowej gwiazdce jest mnóstwo ciętych ripost i świetnego korpohumoru, który autentycznie bawi.
Jan Dąbrowski

  • T2: Trainspotting – w którejś recenzji tego filmu autor trafił w dziesiątkę stwierdzeniem, że bohaterowie zamienili uzależnienie od narkotyków na uzależnienie od nostalgii. W dodatku nie jest to wada, ale zaleta. Danny Boyle po latach wracając do postaci z kultowej pierwszej części pokazuje, jak dużo można z nich jeszcze wyciągnąć. Nowe przygody znanych bohaterów bawią i zajmują, a ich pokręcone życiorysy i charaktery zostają wzbogacone. Dodatkowy plus za soczystą krytykę rzeczywistości, od emigrantów i Unii Europejskiej po Facebooka. Wybierz życie.
  • Polowanie – taki Mads Mikkelsen, jakiego lubię i cenię najbardziej – z daleka od blockbusterów, Hollywood, za to w kameralnym kinie z ambicjami. Nauczyciel, którego wszyscy lubią, na skutek pomówienia z dnia na dzień staje się pedofilem osaczonym przez rozhisteryzowane społeczeństwo. Z jednej strony nic nowego, z drugiej strony dobry dramat ze znakomicie zagranym głównym bohaterem. Mikkelsen to wirtuoz gry szczegółami i pokazuje, jak zdolnym i wszechstronnym jest aktorem. Szkoda, że w amerykańskich filmach się tak oszczędza.
  • Manchester By the Sea – porządny dramat wyreżyserowany z szacunkiem i zaufaniem do widza. Historia rodzinna opowiedziana bez źdźbła zadęcia i sztuczności, nakręcona prawie jak film dokumentalny. Napięcie między postaciami umiejętnie rozładowuje humor, który przypomina o sytuacjach, w których każdy z nas kiedyś był. Żadne arcydzieło, po prostu rzetelne, mądre kino.
  • Odmienne stany świadomości – wizje pełne religijnej symboliki i transformacje godne wczesnej twórczości Davida Cronenberga, a wszystko osiągnięte tradycyjnymi efektami specjalnymi z mądrze użytą techniką komputerową. Bohater w typie szalonego naukowca badający na różne sposoby granice percepcji, bez względu na konsekwencje. Ken Russell połączył surrealizm z horrorem cielesnym i romansem. Od tego filmu zakręci ci się w głowie.
Łukasz Budnik

Po zakończonej powtórce Przyjaciół, o której pisałem w poprzednich Powidokach, nadszedł czas by powrócić do namiętnego pochłaniania filmów. Padło między innymi na twórczość Denisa Villeneuve.

  • Nowy początek – nie udało mi się obejrzeć na wielkim ekranie, a szkoda, bo wizualnie prezentuje się fantastycznie. Wciągająca historia i interesujące, odmienne podejście do tematyki inwazji obcych. Gęsta atmosfera od początku do końca. Na dokładkę świetna Amy Adams. Angażujące, wywołujące różne emocje, bardzo dobre kino.
  • Wrógdosłownie jednym zdaniem: bohater Jake’a Gyllenhaala odkrywa że ma swojego sobowtóra i postanawia go odnaleźć. Pod tym krótkim opisem kryje się ciężki, powolny i wymagający myślenia film, którego trudno wyrzucić z głowy zaraz po zakończeniu. Do interpretacji, analizy i przetrawienia. Warto spróbować.
  • Labiryntach! Mój faworyt z całej trójki. Niesamowicie intensywna i trzymająca w napięciu historia śledztwa w sprawie porwania dwóch kilkuletnich dziewczynek, okraszona fantastycznymi zdjęciami Rogera Deakinsa i porcją znakomitego aktorstwa całej obsady. Dwie i pół godziny które zlatują błyskawicznie, a podczas których nieraz siedzi się na skraju fotela.

Na dokładkę:

  • Logan – pokładałem w tej produkcji duże nadzieje i z uśmiechem oraz satysfakcją mogę powiedzieć, że zostały one spełnione. To świetny film, nie tylko w ramach kina superbohaterskiego. Soczysta, gorzka historia o przemijaniu, utracie i walce do ostatku sił. Wspaniali Jackman i Stewart, multum doskonałych scen i przemoc, która nie jest tutaj główną atrakcją, ale zdecydowanie urozmaica całość. Jeśli to rzeczywiście pożegnanie z postacią, to o lepszym nie mógłbym marzyć.
Mikołaj Lewalski

  • Manchester by the Sea – ten film zachwycił mnie jak mało który. Poruszająca historia ukazana z niebywałym wyczuciem, bez popadania w tani dramatyzm czy efekciarstwo, które zniszczyło w moich oczach niejeden dramat. Wiarygodne, świetnie zagrane postaci, wysmakowane zdjęcia i błyskotliwy scenariusz, który tragedię równoważy sprytnym poczuciem humoru – w mojej opinii to właśnie ten film zasługiwał na Oscara, którego ostatecznie dostał Moonlight. Casey Affleck pokazał zaś, że jest wielkim aktorem, który zasługuje na najwyższe branżowe nagrody i żaden skandal tego nie zmieni.
  • Little Miss Sunshine – na pierwszy rzut oka – kino drogi. Szybko jednak się okazuje, że mamy do czynienia z bardzo pouczającą i oryginalną produkcją o niezwykle barwnych postaciach, z których niemal każda zasługuje na swój osobny film. Fantastyczny humor, Steve Carell i Paul Dano dają niezwykły popis aktorstwa, a Abigail Breslin – tytułowa miss – prezentuje jedną z lepszych dziecięcych ról jakie miałem okazję widzieć.
  • Logan – dowód na to, że w kinie komiksowym jest miejsce na intrygujące pomysły. X-Meni w formie westernowego kina drogi to najlepsze przedstawienie superbohaterów/mutantów od czasu Mrocznego ryczerza. Kategoria wiekowa R również pomogła.
  • Invasion of the Body Snatchers (1978) – mrożące krew w żyłach kino sci-fi z doborową obsadą. Kapitalne przedstawienie porażającej paranoi i zakończenie powodujące opad szczęki.
  • Dług – mocne przedstawienie prawdziwej historii, która prowokuje wiele refleksji na temat moralnego uzasadnienia morderstwa w skrajnej sytuacji. Życiowa rola Andrzeja Chyry, który tutaj jest autentycznie odrażający.
  • Psy – klasyk nad klasykami a ja dopiero miałem okazję go obejrzeć. To intensywne, brudne kino pełne pamiętnych scen i cytatów. Bogusław Linda tworzy zaś prawdziwie kultową postać.
Krzysztof Walecki

  • Kolekcjonerka – próba sił między młodą i chętną Haydee, tytułową kolekcjonerką mężczyzn, a Adrienem, moralistą, który broni się przed zakusami dziewczyny. W rzeczywistości jednak ten arogant i manipulator łapie się we własną pułapkę i zamiast udowodnić wyższość swej postawy, ukazuje jej niewystarczalność.  Lekkie, mądre i na zawsze aktualne kino Erica Rohmera.
  • Legion – po ostatnim odcinku pierwszego sezonu mogę śmiało powiedzieć, że jest to jeden z najbardziej oryginalnych i pomysłowych seriali ostatnich lat. Żywy, zabawny, straszny, ekscytujący, psychodeliczny i komiksowy w najlepszy znaczeniu tego słowa. W warstwie wizualnej dzieje się często więcej niż na poziomie fabularnym, ale historia Davida Hallera, który nie potrafi odróżnić prawdy od fałszu, choroby psychicznej od super mocy oraz przyjaciół od wrogów, ma wystarczająco dużo zwrotów akcji i drażniących nasze myśli pomysłów, aby zapewnić spore pole do zabawy interpretacyjnej. Plus genialny duet Dan Stevens – Aubrey Plaza.
  • T2: Trainspotting – nie jest to film do końca udany. Sama nostalgia nie wystarczy, aby spoić historię powrotu Rentona do okradzionych przez niego przyjaciół i prób znalezienia z nimi wspólnego języka. Do tego mamy jeszcze zemstę, oszukanie Unii Europejskiej, niemożność odnalezienia się w dorosłym życiu, smutek i żal straconych szans oraz nadzieję na nieco lepsze jutro. Ale T2 ogląda się wspaniale przez cały seans, ma kilka rewelacyjnych scen i jestem gotów uwierzyć w postaci McGregora, Bremnera, Millera i Carlyle’a po tych 20 latach. Mam też dziwne przeczucie, że do kontynuacji będę wracał częściej niż do oryginału.

Ostatnio dodane