Recenzje

Powidoki miesiąca #2 – luty 2017

Po prostu najlepsze, co się widziało w danym miesiącu.

Autor: REDAKCJA
opublikowano

Nowy miesiąc – stare seanse, czyli kontynuujemy zapoczątkowany TUTAJ cykl mini-recenzji. Filmów, seriali, sztuk telewizyjnych, reklam, widoków za oknem… – słowem wszystkiego, co z przyjemnością obejrzeliśmy w minionym miesiącu i czym chętnie chcemy się podzielić z innymi. Ot, szybka piłka i swoiste „the best of luty 2017” okiem redakcyjnym. Lecim z tym koksem!

Jacek Lubiński

  • The Kentucky Fried Movie – trio ZAZ i John Landis oferują zwariowany zestaw skeczy, które w większości potrafią rozbawić do łez.
  • Deadpool – powrót do zeszłorocznego hitu okazał się równie udany, co dziewiczy seans. Niezwykle odprężające kino, dobre na każdą okazję.
  • Jankesi – mało znany, nietypowy film wojenny Johna Schlesingera. Nierówny, ale warty uwagi ze względu na doskonałą relację (i kreacje) Vanessy Redgrave i Williama Devane’a.
  • Szpiedzy – kino akcji od Fritza Langa, więcej tutaj.
  • John Wick 2 – sequel być może nie doskonały, ale z pewnością wyróżniający się zarówno na tle oryginału, jak i całego współczesnego kina akcji made in USA.
  • W kleszczach lęku – majstersztyk kina grozy, wspaniale dwuznaczny, pięknie nakręcony.

Karolina Chymkowska

Nie widziałam w tym miesiącu niczego, co mogłoby się równać ze Zwierzętami nocy. Ba, może być i tak, że długo nie zobaczę. Emocjonalnie drenujący, intensywny, fantastycznie zagrany film z hipnotyzującą ścieżką dźwiękową, do którego wciąż wracam pamięcią, zwłaszcza do ostatniej sceny – tylko za nią Amy Adams należała się nominacja do Oscara, ponieważ pokazała, jak wiele można oddać i wyrazić maksymalnie oszczędnymi środkami. Na drugim miejscu bardzo przyjemny powtórkowy seans z Burzą lodową Anga Lee – filmem o powolnym rozpadzie związków międzyludzkich i rodzinnych tam, gdzie nie ma szczerości i komunikacji, a wszystko narasta pod powierzchnią, by w końcu dramatycznie wybuchnąć. Ponadto najjaśniejszym punktem miesiąca był niezapomniany koncert mistrza Morricone w Krakowie, wydarzenie nie tylko miesiąca, ale i całego roku.

Dawid Myśliwiec

slon-iko

W trakcie oscarowych przedbiegów skupiałem się zwłaszcza na nadrobieniu pozycji nominowanych do nagrody Akademii, ale to nie one zrobiły na mnie największe wrażenie (no, może poza kolejnymi seansami La La Land). Spośród tytułów, które obejrzałem w ramach dziennikarskiego researchu, najbardziej urzekł mnie wciąż znakomity Człowiek słoń Davida Lyncha, ze świetnymi kreacjami sir Johna Hurta i sir Anthony’ego Hopkinsa, i Polne lilie Ralpha Nelsona, wspaniała, ciepła komedia z bardzo ważnym przekazem, która przyniosła upragnionego Oscara sir Sidneyowi Poitierowi. Zachwyciłem się też najnowszą animacją Disneya, Vaianą. Skarbem oceanu, która dla legendarnego studia jest wielce oczekiwanym powrotem do formy.

Karolina Nos-Cybelius

  • Tom – moim zdaniem najlepszy z dotychczasowych filmów Xaviera Dolana (nie miałam jeszcze okazji obejrzeć To tylko koniec świata). Hipnotyzujący od pierwszej sceny. Z duszną, opresyjną atmosferą. Do tego szczypta czarnego humoru i absurdu. Obraz wyjątkowo niejednoznaczny. Mam ochotę obejrzeć ponownie. Dziesięć gwiazdek.
  • TrupAutopsja Jane Doe trochę mnie rozczarowała. Film nie jest zły, ale zapowiadał się znacznie lepiej. Za to kilka dni po obejrzeniu najnowszego horroru Andre Øvredala, natknęłam się na mało znany hiszpański thriller z 2012 roku w reżyserii Oriola Paulo, który można nazwać rewersem Autopsji… Większość akcji dzieje się w kostnicy, ale zamiast pojawić się, zwłoki znikają… Sfingowana śmierć, złodziej zwłok, zacieranie śladów po morderstwie, a może duchy? Zgadujcie, ale i tak nie zgadniecie. Mistrzowsko poprowadzona intryga. Nic tu nie jest takie, jak się wydaje. W tytułowej roli znana z Sierocińca i Oczu Julii Belén Rueda.
  • Kosmos – ostatni film Andrzeja Żuławskiego. Obraz kręcony w Portugalii, z francuską obsadą, a mimo to genialnie reinterpretujący literacki oryginał Gombrowicza. Uwspółcześniona wersja antykryminału z galerią szalonych postaci. Książce nie dorównuje, ale i tak warto obejrzeć.
  • Głosy – nie spodziewałam się, że zobaczę coś podobnego. Gadające – dosłownie – głowy, psy i koty. Ryan Reynolds jako morderca, który zamiast grozy, budzi czułość i litość. Makabryczna historia w nadspodziewanie udany sposób łącząca krwawy horror z komedią. Gatunkowy miszmasz.
  • Śnieżny ptak  – niepokojący dramat/thriller ze zjawiskową Evą Green w zaskakującej roli. Film o małomiasteczkowej rodzinie, z naciskiem na portret dorastającej córki. Momentami lekko przerysowana, ale w ogólnej wymowie autentyczna opowieść o stracie i niepewności. Finał mocno zaskakuje.

Łukasz Budnik

Luty w dużej mierze upłynął pod znakiem powtórki Friends. Lek na każdy gorszy dzień, ale i doskonałe uzupełnienie tych dobrych. Fantastycznie napisany i zagrany sitcom. Komedia w najwyższej formie – piekielnie inteligentna i nigdy nieuciekająca się do humoru niskich lotów, a nieraz i scenariuszowo zaskakująca i przewrotna. Z kolei jak dochodzimy do życiówki i tonów dramatycznych, to ich prawdziwość daje w twarz. Do końca powtórki jeszcze trochę, ale już wiem, że na końcu znów będzie mi smutno.

Krzysztof Walecki

Bonnie i Clyde – wielki klasyk nadrobiony. Beatty jak zwykle niezawodny, ale to Dunaway robi tutaj największe wrażenie. Jej Bonnie, siła napędowa tytułowego duetu, jest z jednej strony prowodyrką i kusicielką, z drugiej całkowicie niewinną, nieco nawet zagubioną postacią. Genialna rola.

Cienie zapomnianych przodków – całkowicie nieplanowany seans filmu, który znałem tylko z tytułu. Doznanie jedyne w swoim rodzaju, gdyż to poetyckie kino skupia się w dużej mierze na ruchu i niespotykanie gorączkowym rytmie. Nigdy też nie widziałem, żeby czerń była w filmie tak intensywna.

John Wick 2 – cudnie nakręcone kino akcji, próbujące uczynić z licznych strzelanin, pościgów i bijatyk formę sztuki. Nie bezzasadnie.

Radosław Pisula

  • Zwierzęta nocy – Próba ciekawego mariażu konwencji, ale trochę zbyt napuszony artyzm przegrywa tutaj ze znakomitą pulpą. Michael Shannon świetnie gra Jeffa Bridgesa.
  • Mężczyzna imieniem Ove Odlot spotyka Gran Torino, czyli szwedzki Clint Eastwood chce się zabić, ale mu nie wychodzi, bo ludzie żyją. I dobrze. Zostawcie coś po sobie.
  • Czerwony żółw – Życie w pigułce – bez słów, na ograniczonym obszarze, a jednak nasycone emocjami. Bardzo Ghibli. Nawet jeśli forma w pewnym momencie zaczyna zjadać treść.
  • Kubo i dwie strunyWhile My Guitar Gently Weeps to najlepsze podsumowanie filmu, jakie może wymyślić człowiek na ziemskim poziomie egzystencji.
  • Męczeństwo Joanny d’Arc – Lepszych zbliżeń nie będzie.

Ostatnio dodane