Ranking

PARADA OSZUSTÓW, czyli kombinowanie po polsku

Autor: Jan Dąbrowski
opublikowano

Z jednej strony o Polakach mówi się, że jeśli wpuścić ich na pustynię, to po tygodniu piachu zabraknie. Były też powiedzenia o kradzionych samochodach, nadużywaniu alkoholu i parę innych, niezbyt przychylnych. Z drugiej strony Napoleon podobno stwierdził, że jeśli coś jest niemożliwe, należy dać to do zrobienia Polakom. Niezależnie od tego, czy się z nas kpi, czy podziwia, najczęściej przypisywaną cechą jest szeroko pojmowana zaradność. Biorąc pod uwagę historię, położenie na mapie świata i relacje z sąsiadami na przestrzeni lat, trudno się dziwić, że wyrobiliśmy sobie taką zdolność. Jednak od zakończenia II wojny światowej Polacy musieli się zdrowo nakombinować, żeby móc w miarę normalnie funkcjonować. I choć zaradność niejedno ma imię, w PRL-u kojarzyła się dość jednoznacznie. Siłą rzeczy w rodzimym kinie nie zabrakło ponadprzeciętnych spryciarzy, którzy od XX-lecia międzywojennego przez lata 90. po dzisiejsze czasy wyróżniali się na tle ogółu niebywałym polotem, charyzmą i niekiedy bezczelnością.

Oto szczęśliwa siódemka wybranych kombinatorów obecnych w polskim kinie.

1. Wielki Szu – Wielki Szu

Kiedy po wyjściu z więzienia karciany oszust nazywany Wielkim Szu (Jan Nowicki) zastaje w domu żonę z papierami rozwodowymi, jedzie do małego miasteczka w Sudetach, by kupić dom i zamieszkać na uboczu świata. To podstarzały, lecz wciąż przystojny mężczyzna o uśmiechu ostrym jak brzytwa i sporym bagażem doświadczeń. Po latach kantowania przy pokerowym stole szuka jedynie spokoju. Jednak prowincjonalni oszuści próbują go wykorzystać, nie wiedząc, że zaczynają grę z największym szulerem w PRL-u. Patrząc na niego, trudno zobaczyć w nim niezwykłą cierpliwość i przenikliwość. W ciemnym garniturze, z przerzedzonymi, szpakowatymi włosami i melancholijnym spojrzeniem przypomina raczej nudnego księgowego, z którym nie bardzo jest o czym rozmawiać. Pozory jednak mylą – to piekielnie inteligentny i oczytany człowiek, a także zapalony szachista. Siadanie z nim do gry jest bardzo ryzykowne, ponieważ ten facet, kiedy zechce, zawsze wygrywa.

2. Henryk Kwinto – Vabank

W swojej pierwszej dużej produkcji Juliusz Machulski postawił na połączenie kina retro z komediowym heist movie, czyli filmie o napadzie, w tym przypadku na bank. Udział w nim bierze nie byle kto, bo sam Henryk Kwinto (Jan Machulski), nazywany przez kolegów po fachu pierwszym kasiarzem Rzeczpospolitej. Potrafi bez specjalistycznych przyrządów otworzyć niejeden sejf i zniknąć bez śladu. Zdarzyła mu się jedna wpadka – były wspólnik, Gustaw Kramer (Leonard Pietraszak) pomógł policji złapać Kwintę na gorącym uczynku, co zakończyło się sześcioletnim pobytem w więzieniu. Po odsiedzeniu kary pierwszy kasiarze Rzeczpospolitej postanawia odpłacić cwanemu koledze, który w międzyczasie otworzył własny bank.

Henryk Kwinto wyróżnia się nie tylko nienagannym wyglądem, lecz także wysoką kulturą osobistą i – w przeciwieństwie do Kramera – kodeksem honorowym. Łamie prawo, lecz nie krzywdzi ludzi, którzy na to nie zasłużyli, choć potrafi zabijać z zimną krwią. I świetnie grać na trąbce.

3. Jarosław Bronko, znany także jako hrabia Branicki – Wielka wsypa

Gdyby za oszustwa dawali tytuły szlacheckie, bohater filmu Jana Łomnickiego dostałby chyba każdy z możliwych. Zuchwały, wręcz bezczelny i pewny siebie, kombinujący na wszystkie strony zarówno przed 1989 rokiem, jak i po transformacji ustrojowej. Jarek Branicki (Jan Englert) to złotousty czaruś, który każdą sytuację potrafi obrócić na swoją korzyść. Kiedy za nielegalny obrót walutą trafia do więzienia – zawiera tam dużo przydatnych znajomości, zarówno wśród więźniów, jak i personelu. Po wyjściu z więzienia w porozumieniu z byłymi funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa, Milicji Obywatelskiej i Służby Więziennej otwiera nowy, oczywiście lipny interes. To Kasa Branickiego, która oferuje klientom wysokie oprocentowanie. Czerpiąc ze swoich kontaktów, smykałki do kombinowania i partyjnej przeszłości, bohater staje się gwiazdą biznesu, a rosnąca popularność przekłada się na zyski. Wielką wsypę świetnie się ogląda z perspektywy czasu. Ponadto jest to chyba jedyna rola Jana Englerta, gdzie ma w sobie tyle luzu, arogancji i cwaniackiego uroku. A same wydarzenia bazują na prawdziwej historii, co pozostawia słodko-gorzkie wrażenie, zwłaszcza w kontekście współcześnie badanych afer finansowych w Polsce.

4. Fred Kampinos – Halo, Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy

Elokwentny i przebojowy inżynier-filantrop, który w ostatniej chwili ratuje teatr rewiowy „Czerwony młyn” przed bankructwem. W rzeczywistości to najbardziej poszukiwany włamywacz w II Rzeczpospolitej, mężczyzna o pseudonimie Szpicbródka (Piotr Fronczewski). Jest szarmancki, budzi zaufanie i wyraźnie interesuje się jedną z wodewilowych tancerek, Anitą (Gabriela Kownacka). Coraz bliższa więź zarówno z nią, jak i z zakupionym teatrem nie przeszkadza mu w organizowaniu podkopu pod znajdujący się naprzeciwko Bank Dyskontowy. Wszystko idzie zgodnie z planem Freda, który jest specjalistą w swoim fachu. Nawet naciski ze strony zleceniodawcy całej akcji nie zaburzają osądu kasiarza Szpicbródki. To zawodowiec, który potrafi rozdzielić swoją uwagę pomiędzy skomplikowany włam i relacje z kobietą, co nie przeszkadza mu w prowadzeniu teatru i bawienie się wieczorami na wystawianych spektaklach. Kolejny na liście dżentelmen-włamywacz, kolejna znakomita rola, kolejny bohater stworzony w oparciu o prawdziwą postać, tym razem legendę polskiej przestępczości, Antoniego Cichockiego, zwanego Szpicbródką.

5. Jan Laguna, sędzia – Piłkarski poker

Swego czasu był dobrym graczem, nawet zapisał się w historii piłki nożnej kilkoma efektownymi bramkami, a jako sędzia szczyci się uczciwością i nieustawianiem meczów. Niestety realia, w których pracuje, są dalekie od jego idealistycznej postawy – wszędzie panuje korupcja i handel wynikami, a wartością nie jest sport i rywalizacja, tylko pieniądze. Laguna (Janusz Gajos) zrezygnował z grania przez kontuzję, a swoje problemy topi w alkoholu. Kiedy szefowie kilku klubów chcą zorganizować się w spółdzielnie korupcyjną, by kontrolować wyniki meczów, Jan postanawia utrzeć wszystkim nosa i przy okazji na tym zarobić. Próbuje wykorzystać nieuczciwe metody przeciwko oszustom, tym samym staje się jednym z nich. Wielopoziomowa intryga Laguny wymaga sporo sprytu i inteligencji, a także poświęcenia – dla doświadczonego sędziego z długoletnią karierą to też poświęcenie i postawienie na jeden, być może szczęśliwy strzał.

6. Czesław Wiśniak – Konsul

Co trzeba zrobić, by zostać austriackim konsulem? Okazuje się, że w PRL-u wystarczyła zaradność i dar przekonywania. Czesław Wiśniak (Piotr Fronczewski) swoją charyzmą i sprytem mógłby obdzielić kilku prawdziwych konsulów. Od momentu warunkowego wyjścia z więzienia we Wrocławiu na różne sposoby próbuje zarobić pieniądze, lecz uczciwe sposoby nie przychodzą mu do głowy. Woli brać na targu zaliczki za fikcyjne spodnie, a kiedy trzeba poszukać pracy na etacie, przekonująco wciela się w technologa z dyplomem Akademii Górniczo-Hutniczej. Bazując na własnym uroku osobistym i ufności innych, zaczyna zarabiać coraz większe pieniądze. Kiedy Wiśniak trafia do szpitala, gdzie wykorzystuje sytuację na swoją korzyść, podając się za brata wysokiej rangi urzędnika partyjnego. Nikt nie kwestionuje prawdomówności oszusta – po części pod wpływem jego daru przekonywania, po części ze strachu – a co, jeśli faktycznie ma powiązania z funkcjonariuszami państwa. Widząc, jak łatwo i bezkarnie można zmieniać tożsamość, Wiśniak podaje się za austriackiego konsula. Pomógł mu talent do fałszowania dokumentów i umiejętność odnalezienia się w absurdalnych realiach PRL-u. Niesamowite przygody cwaniaka i kpiarza z Wrocławia zdumiewają tym bardziej, że w dużej mierze bazują na sensacyjnej historii Czesława Śliwy, kolejnego wytrawnego oszusta w historii Polski.

7. Ryszard Ochódzki – Miś

Prezes Klubu Sportowego „Tęcza” Ryszard Ochódzki (Stanisław Tym) to chyba najmniej rozgarnięty kombinator w polskim kinie. To pocieszny, ale ograniczony facet, który najprostszej sprawy nie umie załatwić normalnie. Nie chce mu się pracować w biurze, więc nastawia w szafie magnetofon, żeby pracownicy mogli nagrywać dla niego wiadomości. Kiedy musi polecieć do Londynu po spadek, a w jego paszporcie brakuje kartek, zaczyna szukać swojego sobowtóra. Żyje w absurdalnym i niedorzecznym świecie, którego reguły przyjmuje z całym dobrodziejstwem inwentarza i dostosowuje się do nich. Ochódzki to ofiara systemu, w którym funkcjonuje – trzeba kombinować, by dotrzymać kroku innym kombinatorom, a jeśli nie umiesz kombinować, to nic nie załatwisz. Godzi się z tym i próbuje ugrać dla siebie jak najwięcej. Próbuje wyłudzić pieniądze, zamawiając budowę dużego, drewnianego misia, którego potem się spali, a w ogóle to i tak nikt nie będzie wiedział, po co on był. A jeśli nikt nie wie, to nie ma ryzyka, że ktoś zapyta. I choć Ochódzki to tylko pretekstowa postać dla pokazania (i wyśmiania) barwnego tła, jakim był PRL, wszystkie wydarzenia utwierdzają widza w przekonaniu, że Polak to cwaniak i kombinator, który w świecie, gdzie nic nie ma, potrafił załatwić wszystko.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane