Ranking

ONI TO MY. 7 oryginalnych i nietypowych filmowych podejść do tematu RASIZMU

Autor: Jakub Piwoński
opublikowano

Rasizm – już samo brzmienie tego pojęcia wywołuje przypływ negatywnych emocji. W dzisiejszym świecie istniejące między rasami różnice wciąż stanowią zarzewie konfliktów i napięć. Swego czasu istniała nawet nauka, frenologia się zwała, która dzięki analizie czaszki miała udowodnić wyższość jednej rasy nad drugą. Co było później, wszyscy wiedzą. Historia niewiele nas nauczyła.

Przyglądając się temu, mam wrażenie, że uprzedzenia rasowe są niczym innym jak echem trudnych do sprecyzowania pierwotnych instynktów, nastawionych na obronę własnego stada, zgrupowania, zbiorowości. Tak działającego odruchu raczej nie da się kontrolować. I choć wciąż istnieje, niewiele ma wspólnego z cywilizacją oraz leżącym u jej podstaw humanizmem.

Ale odłóżmy na bok oczywistości. To nie jest tekst służący analizie rasizmu jako takiego. To tekst, który ma opowiedzieć o tym, czy kinematografia potrafi w ciekawy i daleki od nachalnego politykowania sposób o tym zjawisku opowiedzieć. I tak się składa, że potrafi. Znają go m.in. twórcy fantastyki, ale także innych popularnych gatunków. By pozostać nietuzinkowym, wystarczy bowiem zręcznie uciec się do alegorii, stworzyć komunikat niejednoznaczny, który o wiele lepiej zabawi się z inteligencją widza, zachęcając do wystosowania osobistego stanowiska.

Dokładnie tak, jak od lat czyni to serial Star Trek, który prócz tego, że porusza wyobraźnie w kontekście przyszłych podróży kosmicznych, jest też pochwałą systemu federacyjnego, w którym zarówno te ziemskie, jak i pozaziemskie rasy zdołały odnaleźć płaszczyznę porozumienia i współpracy. Iście marzycielska to wizja.

Cenie sobie takie filmy jak Missisipi w ogniu, Kolor purpury czy Więzień nienawiści, ale mam wrażenie, że filmowy rasizm, jako temat niezwykle drażliwy, o wiele lepiej działa nie tyle rzucony wprost, co przy użyciu niedopowiedzenia. Zapoznajcie się zatem z moimi typami – zaznaczam, że ułożone są chronologicznie.

Planeta Małp

Kultowa seria SF jest dla mnie jednym z ciekawszych filmowych głosów dotyczących apartheidu.

Ten film, jak cała seria, która za jego sprawą powstała, do dziś spędza sen z powiek tym wszystkim, którzy do dziś nie mogą wybaczyć Karolowi Darwinowi koncepcji, wedle której człowiek może mieć cokolwiek wspólnego z małpą. Przy użyciu typowego dla science fiction wyolbrzymienia teoria ewolucji została postawiona na głowie, dzięki czemu w przyszłości to ciemiężeni stali się ciemiężycielami. Cykliczność historii jest zatem bezwzględna. Do dziś kultowa seria SF jest dla mnie jednym z ciekawszych filmowych głosów dotyczących apartheidu jako ruchu nawołującego do rasowego podziału.

Mój własny wróg

Fantastyka kontaktowa, czyli jedna z bardziej charakterystycznych odmian SF, za motyw przewodni wzięła doprowadzenie do spotkania człowieka z przedstawicielem obcej rasy. Ale nie tej ziemskiej, tylko kosmicznej. W podtekście jednak komunikat ten często ma służyć jako burzyciel rasowych uprzedzeń. Jednym z lepszych tego przykładów jest film Mój własny wróg, który pod pretekstem kosmicznego konfliktu, ukazuje spotkanie przedstawicieli dwóch, skrajnie odmiennych ras, zmuszonych do wywieszenia białej flagi i nawiązania ze sobą nici porozumienia. Rezultat tego niespodziewanego spotkania potrafi wlać wiele nadziei do serc tych, którzy obawiają się o przyszłość międzyrasowych relacji. Jeśli człowiek ma wybór, zawsze wybierze źle. Jeśli jednak los postawi go pod ścianą, wówczas rośnie szansa na zrozumienie, że inny nie zawsze znaczy gorszy.

Dystrykt 9

Przebojowy film Neilla Blomkampa, otwierający mu drzwi do kariery, nie przez wszystkich odbierany jest przez pryzmat przesłania, jakie sobą niesie. Dystrykt 9 pierwsze wrażenie robił przede wszystkim kapitalnym połączeniem dwóch, radykalnie odmiennych stylistyk – surowych, paradokumentalnych zdjęć oraz realistycznych efektów specjalnych. Pod warstwą tej niesamowicie dopracowanej oprawy wizualnej Blomkamp schował jednak wyjątkowo świeży komunikat o antyrasistowskim wydźwięku. Wychowując się na ulicach Johannesburga i przyglądając rasowym segregacjom, reżyser po latach postanowił ustosunkować się do tego przy udziale alegorycznych możliwości science fiction. I w równym stopniu co z problemem źle interpretowanej odmienności, Dystrykt 9 rozlicza się także z historią, nawiązując do holocaustu. Ani na moment jednak film nie stosuje patosu, dzięki czemu na zawsze zachowa aktualność.

Ostatnio dodane