Autor: REDAKCJA
opublikowano

NAJLEPSZE HORRORY XXI WIEKU. Top 50

10. miejsce

Mgła

The Mist (2007), reż. Frank Darabont

Mgłę polecam zarówno tym, którzy niejedną noc spędzili na nerwowym przewracaniu kolejnych stron zapełnionych historią mistrza grozy, jak i tym, którzy nigdy nie mieli z jego twórczością styczności. Jest ona doskonałym horrorem i skuteczną odtrutką na ekranową ekspansję bladolicych maszkar z kruczoczarnymi włosami rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni. Darabont potwierdza, że jest bezapelacyjnie najlepszym adaptatorem tekstów Stephena Kinga – miejmy nadzieję, że jeszcze kiedyś do nich powróci. [Filip Jalowski, fragment recenzji]

Kolejny horror oparty na prozie Stephena Kinga, nie wszystko w nim może zagrało idealnie, ale zakończenie broni się świetnie. [Mariusz Michalczyk]

Najlepsza współczesna adaptacja mistrza Kinga. Rewelacyjnie przeniesiona na język filmowy, ostatecznie wywracająca zamysł opowiadania, ale w równie, jak nie w lepszym stopniu uderzająca w widza, no i te smakowicie wplecione lovecraftowskie smaczki. [Przemysław Smolnik]

9. miejsce

28 dni później

28 days later (2002), reż. Danny Boyle

Chciałoby się powiedzieć, że świat w obrazie Brytyjczyka, pozbawiony wykształconych przez społeczną i technologiczną ewolucję więzów, stanął na głowie, i byłaby to racja; byłaby to racja dla nas, którzy wyrośliśmy w spętanym konwenansami środowisku, w którym społeczna umowa staje się obowiązującym prawem. W rzeczywistości jednak to, co dzieje się w postapokaliptycznym świecie, to powrót do naturalnego stanu rzeczy, w którym rządzą najprostsze prawa, a w zasadzie ich brak. Dobór naturalny – przetrwać może jedynie najsilniejszy, trzeba zabijać, by przeżyć. Człowiek zostaje sprowadzony do swojej pierwotnej roli, staje się jednocześnie myśliwym i obiektem polowania. Zamiast jednak jednoczenia się w obliczu niebezpieczeństwa, łączenia sił, widzimy postępująca degradację, moralny rozkład i zezwierzęcenie. Priorytety ulegają przewartościowaniu, a zaspokajanie najprymitywniejszych instynktów staje się istotą egzystencji. [Edward Kelley, fragment recenzji]

To znamienne, że w ciągu 15 lat, które upłynęły od premiery filmu Danny’ego Boyle’a, niewiele równie dobrego wydarzyło się w zombie horrorze. Nigdy nie wyrzucę z głowy zdjęć opustoszałego Londynu, a smaczkiem są tu kreacje niezbyt jeszcze wtedy znanych aktorów, Cilliana Murphy’ego czy Naomie Harris. [Dawid Myśliwiec]

Prawdopodobnie najlepszy film o zombie, jaki kiedykolwiek powstał. Mówię tu oczywiście o produkcjach zrealizowanych na poważnie, gdyż wśród tych z większą dawką humoru bezapelacyjnie królują Planet Terror, Powrót żywych trupów i Wysyp żywych trupów. [Wojciech Wieczorek]

 

8. miejsce

Piła

Saw (2004), reż. James Wan

Początek najbardziej popularnej serii horrorów w obecnym wieku. [Kacper Kulhawik]

Film Jamesa Wana, dziś poprzez masę coraz to gorszych kontynuacji nieco zapomniany, a dla mnie to do dziś jeden z bardziej zaskakujących horrorów XXI wieku, stanowiący sam w sobie klasę. [Przemysław Smolnik]

Choć nie jestem fanem całej niekończącej się serii, „jedynkę” oglądałem z zapartym tchem. Porażała okrucieństwem, ale i pomysłowością, a genialna ścieżka dźwiękowa (kompozycje Charliego Clousera!) potęgowała efekt imponująco brutalnego widowiska. [Dawid Myśliwiec]

Pobudka w obskurnym, nikło oświetlonym pomieszczeniu. Posmak metalu w ustach. Chłód łańcuchów na kończynach. Panika. Dezorientacja. Rozpacz. Nim zdążysz zrobić cokolwiek, telewizor przed tobą uruchamia się, a ty widzisz na ekranie kukiełkę o złowieszczym wyglądzie i równie nieprzyjemnym głosie. Kukiełka grzecznie się wita i zwraca do ciebie imiennie – wszak kultura ważna jest w każdej sytuacji – a następnie informuje cię, że za chwilę zagracie w grę. Zasady? Cóż, musisz poczuć ból – pozbawić się części ciała na przykład. Stawka? To proste: twoje życie. Ewentualnie śmierć. [Łukasz Budnik, fragment artykułu]

7. miejsce

To

It (2017), reż. Andres Muschietti

O remake’u ekranizacji kultowego dzieła Stephena Kinga napisano już i powiedziano wszystko. To jest horrorem na miarę naszych czasów: dynamicznym, wulgarnym, pulsującym energią i niedającym odetchnąć nawet na chwilę. Niespotykanie długi jak na horror film Andy’ego Muschiettiego z pewnością wejdzie do kanonu gatunku. [Dawid Myśliwiec]

Myślę, że jeśli obejrzę To po raz drugi, nie zrobi na mnie tak dużego wrażenia. Zbyt dużo tu straszenia na zasadzie „bu!”, które nie robi na mnie wrażenia. Ale! Adaptacja powieści Kinga to idealny horror – nazwijmy go umownie – rozrywkowy z idealnie wyważonymi proporcjami między strachem i śmiechem. Od lat nie bawiłem się tak dobrze, oglądając dzieciaki na ekranie. Genialnie poprowadzeni młodzi aktorzy, kilka absolutnie mistrzowskich scen. Już czekam na drugą część – być może bardziej mroczną. [Szymon Pewiński]

To jest filmem wyjątkowym, bo mimo brutalności nie zostawia w widzu uczucia, że zaserwowano szpanerską katarstyczność, która polegać miała jedynie na reagowaniu na straszaki czy zrywaniu i ponownym budowaniu poczucia bezpieczeństwa. Tutaj chodzi o coś więcej, bo chociaż na ekranie dzieją się coraz to brutalniejsze rzeczy, tylko wspólnota i autoterapia mają szansę przeciwstawić się temu horrorowi. Ta pobudka świadomości udziela się widzowi podczas seansu – fobie wydają się słabnąć, obsesje są kwestionowane, a czystość w sercu dziecka pozostaje nieskażona. Podparcie seansu odpowiednim komentarzem mogłoby przynieść wiele dobrego jako narzędzie w filmoterapii. Strach blednie, natręctwa są coraz mniejsze, a obok przyjaciele. Dokładnie tak, jak wujek Stephen King przykazał. [Jakub Koisz, fragment recenzji]

 

6. miejsce

Pozwól mi wejść

Låt den rätte komma in (2008), reż. Tomas Alfredson

Zakres tematyki podjętej w filmie to wielobarwny wachlarz, na którym twórcy rozwinęli szereg motywów, od przyjaźni, tożsamości, inicjacji, po refleksję na temat natury, czasu i przemijania. Wszystkie wątki znakomicie się uzupełniają, tworząc kolejne poziomy interpretacji. Twórcy wodzą widza za nos, podsuwając mu następne treści i pytania, pozostawiając go samego w poszukiwaniu odpowiedzi. By się do nich dokopać, należy oglądać uważnie, bez pośpiechu, odrzucając wyniesione z blockbusterowej łopatologii wykładanie wszystkiego na błyszczącej tacy. Pozwól mi wejść wciąga, czaruje, ostateczną drogę interpretacji pozostawiając każdemu z osobna, w pewnym momencie jednak uświadamiając, że powrót na szwedzkie osiedle będzie nieodzowny. [Dariusz Kuźma, fragment analizy]

Najlepszy wampiryczny film od czasu Wywiadu z wampirem, maksymalne stężenie emocji i atmosfery jakie do dziś widziałem we współczesnym horrorze. [Przemysław Smolnik]

Podręcznikowo opowiedziana, trzymająca się kupy, historia grozy z nienachalnym plot twistem i wspaniałym klimatem. [Filip Filewski]

Jeden z najbardziej oryginalnych filmów o wampirach, gdzie obok klasycznego horroru znajdziemy wspaniałą opowieść o przyjaźni młodych outsiderów rozegraną w scenerii spowitych śniegiem, ponurych szwedzkich osiedli. Niespieszne, klimatyczne, subtelne kino, jakże inne od hollywoodzkiego (Hollywood zresztą nie oparło się pokusie remake’u, ale nic szczególnego z tego nie wyszło). Nie należy może do najstraszniejszych przedstawicieli gatunku (bo jeśli się boimy, to nie wampira, a o wampira), jednak w przypadku tego tytułu nie jest to żadną wadą. [Łukasz Koperski]

Przepiękna opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie. Ukazana w tym filmie relacja człowieka z wampirem wyprzedza pretensjonalny i przereklamowany Zmierzch o trzy długości basenu. [Artur Langer]

O przyjaźni dziecka-wampira z szykanowanym w szkole nieśmiałym chłopcem. Umówmy się – fabuła Pozwól mi wejść nie jest specjalnie odkrywcza. Ale zupełnie nie o to chodzi. Ten film jest brutalny i czuły jednocześnie. Nawet ojciec, który zabija i spuszcza krew z ofiar, żeby jego dziecko nie musiało tego robić. [Szymon Pewiński]

 

5. miejsce

Krąg

The Ring (2002), reż. Gore Verbinsky

 

Wśród kinomanów przeważa zdanie, że to japońska wersja jest lepsza. Mnie podobały się obie – to trochę inne filmy – a amerykański remake obejrzałem jako pierwszy i rzeczywiście – jako rewelacyjny straszak – zadziałał na 100 procent. Jasne, można narzekać na widok Samary – potwora, ale za to tę kiczowatą scenę rekompensuje scena na promie. Surrealistyczna i niesamowita. [Szymon Pewiński]

Jedyny udany remake pośród zalewu przeróbek azjatyckiego kina grozy. [Łukasz Opaliński]

Inaczej do tematu podchodzi Nakata, inaczej Verbinski. Ten pierwszy stawia na formalny minimalizm i realizm, co upodabnia jego film do produkcji telewizyjnej, choć maestrią w tworzeniu grozy mógłby stanąć w jednym rzędzie z Williamem Friedkinem. Verbinski natomiast kręci wysokobudżetowe, dopieszczone pod względem wizualnym kino, które od samego początku ma dać widzowi wrażenie A-klasowej produkcji. Twórca późniejszych Piratów z Karaibów myśli o horrorze w tych samych kategoriach, co o filmie przygodowym – należy oddać gatunkowi sprawiedliwość przez realizacyjną perfekcję i efektowność obrazu. Szlachetne podejście, choć w kinie grozy niekonieczne chodzi o wystawność. Akurat w tym przypadku nie będę czynił z tego zarzutu. Amerykański Krąg wygląda wspaniale, odchodząc od taniości i amatorskości, z jakimi horror często jest kojarzony. [Krzysztof Walecki, fragment artykułu]

4. miejsce

Inni

The Others (2001), reż. Alejandro Amenábar

Przedefiniowanie podgatunku ghost horror, klimat, klimat i jeszcze raz klimat. [Przemysław Smolnik]

Co prawda Alejandro Amenabar spóźnił się dwa lata (Szósty zmysł), żeby tak naprawdę mocno zaskoczyć zakończeniem, choć pewnie w przypadku większości widzów i tak mu się to zupełnie nieźle udało. A już abstrahując od finałowego twistu, połączone siły amerykańsko-hiszpańskie przyniosły tu kawał rewelacyjnego kina, dalekiego od straszenia dosłownością, maszkarami czy hektolitrami krwi. Inni to horror stylowy, elegancki, ze znakomitym scenariuszem (świetnie zrealizowanym, dodajmy), ale gdy trzeba, potrafiący także skutecznie wystraszyć. [Łukasz Koperski]

Pozbawiona efektów, a dzięki temu pozostawiająca po sobie duże wrażenie opowieść o nawiedzonym domu – bardzo oszczędna w formie i pomysłowo skonstruowana. Widać tu starą szkołę horroru, gdzie najważniejsza jest umiejętność kreowania mrocznego nastroju. [Mariusz Czernic]

Są w filmie momenty autentycznie straszne, zaś napięcie budowane jest po mistrzowsku, lecz największy niepokój wzbudziła we mnie dziwnie melancholijna atmosfera braku… czegoś. Czegoś trudnego do sprecyzowania, czegoś znajomego, czego obecności byłem nieświadomy. Szok był na tyle silny, że wychodząc z kina w ciemną i zimną noc, wybrałem dłuższą niż zwykle drogę do domu. Coś mną wtedy szarpnęło. Nie wiem, czy jakikolwiek inny kinowy seans zrobił ze mną to samo. [Krzysztof Walecki, fragment recenzji]

Ostatnio dodane