Autor: REDAKCJA
opublikowano

NAJLEPSZE FILMY SUPERBOHATERSKIE. Top 30

Filmy superbohaterskie bezapelacyjnie zawładnęły kinem rozrywkowym, chociaż są w nim obecne od przynajmniej kilkudziesięciu lat. Widzowie są podzieleni – jedni pokochali przygody zamaskowanych bohaterów, inni zarzucają im infantylizację kina. Bez względu na podejście trudno zignorować ten światowy fenomen, który od kilku (a nawet kilkunastu) lat daje nam kolejne i kolejne produkcje spod znaku maski i peleryny.

Wspólnie z wami, drodzy czytelnicy, udało nam się wybrać trzydzieści najlepszych filmów superbohaterskich. Tak jak się spodziewaliśmy, ile głosów, tyle interpretacji, kim superbohater jest, i chociaż zdarzały się typy co najmniej zaskakujące, to razem udało nam się stworzyć ciekawą i zróżnicowaną listę. Czy oddaje ona gatunkowi sprawiedliwość? Oceńcie sami i dajcie znać w komentarzach!

Dziękujemy za udział w głosowaniu.

30. miejsce

Dredd 3D

Dredd (2012), reż. Pete Travis

Świetne postapokaliptyczne kino sensacyjne. Prosta historia twardej szczęki Karla Urbana. Niesamowicie odświeżające w zalewie kolorowego trykociarstwa. [Radosław Pęziński]

Jeśli lubicie dobre kino akcji, klasycznych ekranowych twardzieli, którzy wolą po prostu przeorać komuś twarz kolbą lub odstrzelić głowę, niż o tym gadać, oraz brudny i śmierdzący świat wielkich miast, to udajcie się do kina. Współczesny film potrzebuje tak bezpretensjonalnych, a jednocześnie szczerych i inteligentnych rozlewów krwi. [Radosław Pisula, fragment recenzji]

29. miejsce

RoboCop

RoboCop (1987), reż. Paul Verhoeven

W czasach, gdy pojawił się w kinach, musiał być wielkim szokiem i zaskoczeniem. Niesamowicie mroczna produkcja, przedstawiająca surowe, zatopione w przestępczości Detroit. Brutalne, dosadne, ze świetną oprawą muzyczną i jednym z najlepiej zagranych czarnych charakterów – Boddickerem na czele. [daf]

Nie jest adaptacją komiksu, lecz twórcy dużo przy nim z nich czerpali, chociażby z Powrotu Mrocznego Rycerza Franka Millera oraz komiksów Sędziego Dredda. Wielu może ze mną polemizować, czy to arcydzieło science fiction jest filmem o superbohaterze, czy też nie. Ja jestem na tak i nie mogło zabraknąć go na mojej liście. Paul Verhoeven zrobił w swojej karierze kilka świetnych filmów, ale to przy RoboCopie osiągnął absolutną perfekcję. Gra w nim wszystko: wciągająca historia, sposób narracji, surowy klimat, krwawe sceny akcji, czarny charakter, humor, Oscarowe udźwiękowienie i legendarna muzyka Basila Poledourisa. To nieśmiertelny klasyk, którego zdarzyło mi się obejrzeć nawet trzy razy w ciągu dwóch dni! Zakończę banałem: takich filmów już się nie robi. [Juby]

Przezabawna, spektakularna, a przy tym chwilami autentycznie poruszająca mieszanka futurystycznej akcji i satyry na Stany Zjednoczone lat 80. (która jednak pozostaje wciąż aktualna, na pewno bardziej niż nijaki remake z 2014). Połączenie amerykańskiego heroizmu supergliny i europejskiego dystansu reżysera okazało się mieszanką iście wybuchową. Poza tym jak można nie kochać (i jednocześnie nienawidzić) Clarence’a Boddickera, jednego z najlepszych czarnych charakterów w kinie superbohaterskim? [Paszczak]

28. miejsce

Spider-Man: Homecoming

Spider-Man: Homecoming (2017), reż. John Watts

Zabawny film z masą wdzięku. Gdyby Stan Lee stworzył Spider-Mana teraz, zapewne tak by ta postać wyglądała. [MJanota]

Prawdziwa komiksowa stylistyka. Lekkość historii. [Art Kwiatkowski]

Były Spider-Many Sama Raimiego, były Spider-Many Marca Webba, ale Pająk zawsze lepiej działał, kontrastując z innymi superbohaterami. Jako fan czułem się, jakbym znowu był dzieckiem i czytał zeszyty TM-Semic. [Jasiek Bryg]

Jon Watts nie silił się na stworzenie niezapomnianego dzieła, co też należy docenić jako swego rodzaju szczerość, mówiącą nam wprost: bawcie się tym, co widzicie. Rozkminy są dla fanów DC. I nawet jako fan tegoż kupuję odświeżoną wersję Spider-Mana. [Damian Halik, fragment recenzji]

27. miejsce

Człowiek ze stali

Man of Steel (2013), reż. Zack Snyder

Nie przepadam za Zackiem Snyderem i jego filmografią, ale Człowiek ze stali jest tutaj wyjątkiem. To nie jest idealne przedstawienie Supermana, wiem – ale nie miało takim być. To jego nowa interpretacja, tak jak Daniel Craig był innym Bondem od poprzednich. I ja ją kupuję. Mimo kilku problemów pokochałem ten film od pierwszego obejrzenia. Uwielbiam ogromną skalę wydarzeń, soundtrack Hansa Zimmera, obsadę, świetne zdjęcia, mnóstwo emocjonujących scen i prężącego swoje muskuły Henry’ego Cavilla w roli tytułowej. To znakomity blockbuster, mocno niedoceniony. Do pełni szczęścia brakuje mi jedynie spokojniejszej wersji rozszerzonej. [Juby]

Naprawdę lubię ten film, ma to, na co długie lata czekałem – Superman w efektownej akcji, ale nie ukrywam, że muszę na wiele rzeczy przymykać oko. Mimo wszystko za każdym razem przyjemnie mi się to ogląda. No i za Cavilla i Amy. Zod też jest naprawdę dobrym i dobrze zagranym przeciwnikiem. Jak dotąd najlepszy film z Supermanem. [Gieferg]

26. miejsce

Maska

The Mask (1994), reż. Chuck Russell

From zero to (super)hero. Chyba mało kto dzisiaj pamięta, że już 22 lata przed Deadpoolem mogliśmy podziwiać komiksową komedią o antysuperbohaterze przełamującym czwartą ścianę. Tym bohaterem był Jim Carrey w szczytowej formie, jego kobietą była piękna jak nigdy Cameron Diaz, a tym filmem jest Maska, którą mogę oglądać o każdej porze, każdego dnia, a po seansie kręci mi się w głowie tylko jedno: „Chick-chicky-boom, chick-chicky-boom, chick-chicky-boom!”. [Juby]

W Masce mamy i trochę z noir, i z kina superbohaterskiego, i z kina gangsterskiego, a wyliczankę można by kontynuować, składa się na to, że film Russella ogląda się z przyjemnością. Mimo upływu lat i fabularnych płycizn scenariusza opowieść o Stanleyu Ipkissie i jego niecodziennym znalezisku wciąż daje widzowi dużo kinowej radochy. [Filip Jalowski, fragment recenzji]

25. miejsce

Hellboy

Hellboy (2004), reż. Guillermo del Toro

Del Toro stworzył w swoim filmie świetny świat pełen pełnokrwistych bohaterów, a Ron Perlman to według mnie najlepiej zagrana postać superbohatera w historii kina. Świetny, solidny film przygodowy. Zdecydowanie zbyt mocno niedoceniany. [daf]

Nieszablonowy superbohater jak Hellboy zasługiwał na nieszablonowego reżysera i takiego dostał. Del Toro wprawdzie uprościł i ugrzecznił trochę historię, ale pod względem wizualnym trudno cokolwiek jego wizji zarzucić. [Łukasz Koperski]

Jeśli jesteś miłośnikiem komiksów i znasz dobrze tę serię, odnajdziesz wiele smaczków z poszczególnych zeszytów wydanych przez Dark Horse Comics. Natomiast pozostali, którzy nie mieli styczności z twórczością Mike’a Mignoliego, mimo niewątpliwych wad powinni zobaczyć film dla Rona Perlmana. [Michał Klimaszewski, fragment recenzji]

24. miejsce

Kruk

The Crow (1994), reż. Alex Proyas

Kino zemsty, akcji, horror, (melo)dramat. Czego tu nie ma? Obraz już kultowy, do czego przyczyniła się po części, nie da się zaprzeczyć, ironicznie tragiczna historia odtwórcy głównej roli. Eric Draven umiera w filmie, Brandon Lee umiera w rzeczywistości. W tej samej scenie. [shamar]

Dla wielu Kruk został i pozostaje filmem kultowym. Opinie na temat, czy by takim był, gdyby Brandon Lee nie został zastrzelony na jego planie, są podzielone. Pozwolę sobie jednak przyklasnąć tym, którzy twierdzą, że i bez tego tragicznego dodatku film, oddający tak dobrze ducha punkrockowych lat 90., zyskałby sobie to miano. Jest bowiem zbyt dobry – nawet po dwudziestu latach – żeby zostać zapomnianym lub zapamiętanym tylko ze względu na szokującą śmierć młodego człowieka. [Agnieszka Stasiowska, fragment recenzji]

23. miejsce

Superman

Superman: The Movie (1978), reż. Richard Donner

Dla mnie film wyjątkowy, bo pomógł mi pokochać kino. [Jeremi]

Owszem, film mocno się postarzał (nie tylko pod względem efektów specjalnych), ale ja całkowicie kupuję jego naiwną konwencję, w której Lex Luthor, Otis i Miss Teschmacher potrafią przejąć bomby atomowe od wojska, a superbohater ratuje koty z drzew. Jest to lekkie kino nowej przygody niesione mocą genialnej muzyki Johna Williamsa, ze znakomicie dobraną obsadą (Gene Hackman!, Warren Beatty, Marlon Brando, Jackie Cooper, Margot Kidder), humorem i przede wszystkim SUPERMANEM (Christopher Reeve). [Juby]

Nie jestem wielkim fanem filmu, ale oddanym Christophera Reeve’a. Prawdziwy Superman, bez mrocznego filtru Snydera. [Filip Pęziński]

Byłem zbyt młody, żeby w ogóle rozumieć ideę superbohatera, ale seans Supermana Richarda Donnera to coś, co czaruje kilkuletniego chłopca i zapada w pamięć na długo. A po latach warte zobaczenia chociażby dla Gene’a Hackmana i Marlona Brando. [Szymon Skowroński]

22. miejsce

Strażnicy Galaktyki Vol. 2

Guardians of the Galaxy Vol. 2 (2017), reż. James Gunn

Autorskie, postmodernistyczne kino z robotami-prostytutkami w Disneyowskim filmie za 200 milionów dolarów? Warto było zaryzykować, bo to najlepszy film z kinowego uniwersum Marvela. Zwariowany, zabawny, oryginalny, a w finale niezwykle wzruszający. James Gunn daje czadu! [Filip Pęziński]

Nie pokochałem drugich Strażników od razu. Wręcz przeciwnie. Początkowo przeżyłem ogromny zawód. Zupełnie rozczarowała mnie fabuła. Przy drugim podejściu jednak zrozumiałem, że to bardzo nietypowe kino. Zwłaszcza kiedy mówi się o kinie superbohaterskim. Nazwałem to swego czasu psychologiczną mieszanką szopa-mutanta, zielonej wojowniczki, kosmicznego mięśniaka, tańczącego awanturnika, niebieskiego przywódcy najemników i jeszcze żywej planety. I nadal uważam, że absurdalność tego podejścia jest ogromną siłą tego małego arcydzieła. Jasne – mniej tu zabawy niż w brawurowej i fantastycznej części pierwszej. Jednak emocjonalne petardy, jakie sprzedaje mi Gunn w drugiej części, są dla mnie czymś fenomenalnym. Kocham tych bohaterów tak samo jak reżyser. [Mikołaj Nowosad]

21. miejsce

X-Men: Pierwsza klasa

X-Men: First Class (2011), reż. Matthew Vaughn

Rewelacyjne wznowienie mutantów na dużym ekranie. Ciekawe wplecenie historii do prawdziwych wydarzeń, niezwykła chemia pomiędzy postaciami i wciągająca akcja. [Badus]

Matthew Vaughn ma talent do opowiadania historii, do tworzenia postaci i do tworzenia scen akcji. Świetna robota. [Kuba]

Bardzo udany powrót do X-Menów, będący wzorowym origin story niejednej postaci, a całej grupy, połączonej misternie utkaną siecią wzajemnych relacji, osadzonej w większej (nomen omen) historii. [Dawid Konieczka]

Za drugim razem podobał mi się jeszcze bardziej niż za pierwszym! X-Meni idealnie balansują między radosną, marvelowską sieczką a mrocznym klimatem Batmana. W Pierwszej klasie cenię świetnie napisane postacie Xaviera i Lensherra, ich dualizm i wewnętrzny konflikt. Parę rozwiązań inscenizacyjnych (np. nagła zmiana osi akcji w gabinecie Sebastiana Shawa) zasługuje na najwyższe słowa uznania dla reżysera. Świetne kino.

Ostatnio dodane