Autor: REDAKCJA
opublikowano

NAJLEPSZE FILMY SF XXI WIEKU – Ranking TOP50

20. Źródło / The Fountain (2006)

Bo jest najwspanialszą, najbardziej oszałamiającą wizją obsesji wywołanej lękiem przed utratą ukochanej osoby. [Dawid Myśliwiec]

Filozoficzna rozprawa o sile miłości, rozgrywająca się na przestrzeni kilku tysięcy lat, przedstawiająca losy kolejnych wcieleń tych samych kochanków. Film niesamowicie niedoceniony, niezrozumiany, ba, większość odbiorców uważa go także za przekombiowany i zbyt skomplikowany. A jest po prostu piękny i poetycki. Jeden z dwóch współczesnych przykładów filmowych, udowadniających, że można skutecznie dokonać fuzji gatunków sci-fi i dramatu romantycznego. [Dariusz Dulko]

ANALIZA ŹRÓDŁA

 

19. Marsjanin / The Martian (2016)

Przestroga dla osób, które marzą o kosmicznych podróżach. W ciągu najbliższych 20 lat NASA zamierza stworzyć bazę na Marsie – ale co, jeśli „kolonizacja” nie ma sensu, a w trakcie misji pojawią się komplikacje? Jak samotny człowiek poradzi sobie 230’000’000 km od domu? [Damian Halik]

Zaskakująco lekka i pełna humoru tonacja, kapitalny Damon i reszta obsady, audio-wizualny majstersztyk, nauka podana w bardzo interesujący sposób. [Mikołaj Lewalski]

Multum humoru, niewiele głupot, dużo dynamiki. [Szymon Białek]

RECENZJA MARSJANINA

BIOGRAFIA MATTA DAMONA

NAJLEPSZE FILMY O MARSIE

 

18. Grawitacja / Gravity (2013)

Ciasne wnętrza i skąpe majteczki działają nawet bez ósmego pasażera (przynależność do sci-fi jednak trochę naciągana, ale ducha nie można odmówić) [Negatywny]

Za możliwość emocjonującej podróży w przestrzeń kosmiczną, bez ruszania się z fotela kinowego.[Grzegorz Paluchowski]

Kim chciałeś być jako dziecko? Jeśli kosmonautą, to pewnie jest to najbliższe temu doświadczenie jakie można osiągnąć. Jeżeli nie widziałeś w kinie w 3D ( choć jestem przeciwnikiem tego formatu) to straciłeś masę wrażeń. [Marek Łabanowski]

RECENZJA GRAWITACJI

17. Arrival. Nowy Początek (2016)

Stonowane i „mądre” podejście do tematu, chwytająca za serce Adams, ciągłe napięcie pomimo braku wybuchowej akcji. Zakończenie zaskakuje i daje do myślenia. [Mikołaj Lewalski]

Wydawało mi się, że ciężko będzie przełożyć opowiadanie mistrza Teda Chianga na ekran, w taki sposób by było atrakcyjne dla widza Villeneuve się to udało w sposób absolutnie cudowny. [Mikołaj Augustynowicz]

Nie wiem, czy nie umieszczam tego tytułu zbyt wysoko, ale uznajmy, że to ukłon w stronę Amy Adams. Film jest najlepszą produkcją, jaka przytrafiła się s/f dotyczącemu kontaktów z pozaziemską cywilizacją od czasów „Kontaktu” Zemeckisa, a nawet go przebija. [Damian Halik]

RECENZJA ARRIVAL

BIOGRAFIA AMY ADAMS

BIOGRAFIA DENISA VILLENEUVE

15. Raport mniejszości / Minority Report (2002)

Ekranizacja powieści Philipa K. Dicka o tym samym tytule, z rozmachem zrealizowana przez Stevena Spielberga, po 15 latach od premiery wciąż wygląda „świeżo”. Klasyczne motywy s-f stanowią solidną „ramę” dla wciągającej, wielowątkowej fabuły, okraszonej kilkoma rewelacyjnymi, zapadającymi w pamięć sekwencjami akcji, w których miłośnicy X muzy mogą rozpoznać rękę naszego rodaka Janusza Kamińskiego, odpowiedzialnego w Raporcie Mniejszości za zdjęcia. Do tego świetny Tom Cruise w roli szefa specjalnego oddziału policji, który działa w oparciu o wizje „wyhodowanych” w tym celu jasnowidzów. Pozycja obowiązkowa dla wielbicieli kina zarówno efektownego, jak i angażującego szare komórki.[und3r]

Jedna z lepszych powieści mistrza literatury s-f wyreżyserowana przez jednego z najlepszych reżyserów w historii kina. Dynamiczny, filozoficzny thriller osadzony w antyutopijnej wizji społeczeństwa, z bardzo solidną obsadą, zagadką kryminalną i niezłym twistem na koniec. Obok „Indiany Jonesa” i „Listy Schindlera” mój ulubiony film Spielberga. [Kuba Kowalik]

Typowy przedstawiciel gatunku, który wartką akcję ma podszytą rozważaniem nad tym, na ile władza może zaingerować w życie przeciętnego człowieka, ufając jedynie technologii. [Damian Halik]

RANKING FILMÓW STEVENA SPIELBERGA

BIOGRAFIA TOMA CRUISE’A

16. Donnie Darko (2002)

Donnie Darko to film o wielu płaszczyznach interpretacyjnych. Dlatego jest również gatunkowo płynny, ponieważ można na niego patrzeć zarówno jak na film science fiction, jak i na horror, dramat psychologiczny, a pewnie i kilka innych szufladek by się znalazło. Do żadnej nie pasowałby całkowicie. Formuła science fiction odgrywa tu jednak istotną rolę z uwagi na książkę Babci Śmierć, teorie podróży w czasie i alternatywnych rzeczywistości. Niezależnie od tego, czy Donnie faktycznie został wybrany i pełni rolę przekaźnika, czy też może śni albo jest nastolatkiem z problemami zmagającym się z traumą, film jest znakomity, klimatyczny, intrygujący, zapada w pamięć i prowokuje do refleksji. W zależności od tego, w jakim punkcie życia znajdujemy się akurat przy kolejnym seansie, inna interpretacja jest nam bliższa. Dlatego właśnie można go bez znudzenia oglądać wielokrotnie. [Karolina Chymkowska]

ANALIZA DONNIE DARKO

BIOGRAFIA JAKE’A GYLLENHAALA

14. Dredd (2012)

Dla mnie film roku 2012. Darzę go miłością absolutną i nie zmieniłbym w nim ani jednej sekundy. Mógłbym go oglądać codziennie bez znużenia. Uwielbiam motyw sędziów i samego protagonistę (pomimo że jest służbistą z kijem w dupie) i jestem zakochany w sposobie, w jaki przedstawiono amerykańską dystopię (której mroczna wizja nie przeszkadza w epatowaniu żywymi kolorami). Jednak przede wszystkim Dredd sprawił, że znowu poczułem się jak zafascynowany dzieciak, który z rozdziawioną buzią po raz pierwszy oglądał klasyki kina Sci-Fi/akcji. [Wawrzyniec]

Film z lat 80. który jakimś cudem powstał w 2012 r. Gęsty klimat, prosta historia, epicki bohater. Dredd w wykonaniu Urbana imponuje spokojem i zimnym profesjonalizmem, co powoduje większy strach niż skuteczność jego broni. I tylko żal że nie doczekamy sequela… [SonnyCrockett]

Niewielu spodziewało się, że „odgrzanie” po latach komiksowej postaci Sędziego Dredda (pamiętacie „klasyk” z Sylvestrem Stallone?) okaże się filmem tak udanym – pewnym jest bowiem, że przebija swojego kinowego poprzednika pod praktycznie każdym względem, czyniąc z fabularnej prostoty największy atut. Dredd zapewnia półtorej godziny bezpretensjonalnej rozrywki, gdy z satysfakcją śledzimy jak rozprawia się z kolejnymi, wyjętymi spod prawa (a przynajmniej tak im się wydaje) gangsterami, terroryzującymi futurystyczny apartamentowiec. Nastrój dystopii kontrastuje z nutką nadziei w osobie świeżej rekrut Anderson, towarzyszącej Dreddowi w ramach „praktyk zawodowych” i chcącej przede wszystkim „zmienić miasto na lepsze” – brzmi banalnie i takie jest ale zapewniam, że więcej w tym przypadku nie trzeba.[und3r]

Cholernie niedoceniony. Wizualizacja marzeń każdego (już dorosłego) dzieciaka, który chciałby zobaczyć ekranizację jakiejś retro platformówki, z dużą dawką przemocy. To jest The Raid w wersji science fiction. [Marek Łabanowski]

Przepiękny mariaż stylistyki bliskiej oryginalnemu „RoboCopowi” z konwencją pierwszej „Szklanej Pułapki”. Faszystowska maszyna do zabijania w skórze wiecznie skrzywionego Karla Urbana (z garnkiem na kartofle na głowie!) kontra mega-blokowisko pełne wszelakich „patusów”. Najlepszy film 2012 roku. [Hitch]

Bezkompromisowe, mocne i diabelnie satysfakcjonujące kino, które śmiało nazwać można duchową kontynuacją „RoboCopa” Verhoevena. A to komplement ostateczny. [Phil]

RECENZJA DREDDA

13. Zakochany bez pamięci / Eternal sunshine of the spotless mind (2004)

„Eternal Sunshine of the Spotless Mind” zagląda do umysłu głównego bohatera (wspaniały Carrey) i oferuje niezwykle wnikliwą, słodko-gorzką, ale i przezabawną historię jego związku z genialnie zagraną przez Winslet Clementine. Sci-fi to niezwykłe i nietypowe, bo bardzo „przezroczyste”, nienarzucające się widzowi i skupione całkowicie na bohaterach, ale jednocześnie dające do myślenia. A jak wy, skorzystalibyście z usług Lacuny? [Mierzwiak]

Długo zastanawiałem się, czy wrzucić go do tego zestawienia – ciekawa sytuacja, bo motyw sci-fi jest jednocześnie dla filmu niezbędny (na nim opiera się akcja), ale nie jest istotą tego dzieła. Cholernie osobistego, szargającego emocje i próbującego zadawać pytania, które każdy sobie zadaje będąc w związkach. Odpowiedzieć na nie bez banałów to sztuka. [Jerzy Dankowski]

Bo chyba nigdy serce nie pękło mi tak mocno, jak na myśl o wykasowaniu wspomnień o ukochanej osobie. [Dawid Myśliwiec]

BIOGRAFIA KATE WINSLET

 

12. Interstellar (2014)

Christopher Nolan posiada obecnie tak specyficzny status w popkulturze, że jego filmy przychodzą obciążone własnym „bagażem”, tworząc pole bitwy pomiędzy ludźmi widzącymi w wizjach Nolana objawienia guru kinematografii, a tymi, którzy do każdej jego produkcji pochodzą ze sceptyczną niechęcią, wymagając by reżyser sprostał absurdalnym oczekiwaniom. „Interstellar” – być może niesprawiedliwie zapowiadany jako sci-fi na miarę „Odysei Kosmicznej” – był chyba najjaśniejszym przykładem owej unikalnych dla Nolana, medialnej otoczki. Otoczki pod której ciężarem ten, stosunkowo prosty film, ugina się. Fani twardego sci-fi, nie znajdą tu konceptów na miarę Kubricka, a reklamowana wierność nauce wcale nie ratuje filmu od logicznych dziur. Jak wszystkie blockbustery reżysera, jest to film boleśnie niedoskonały, sięgający wysokich progów i czasem się o nie ocierający, ale zawsze potykając się po drodze. Pokazujący widzowi spektakularne obrazy, tylko po to by ich kiepska konstrukcja dała o sobie znać przy bliższych oględzinach. Jednak jeżeli podejść do Interstellar bez wspomnianego „bagażu” i spróbować odebrać film na jego własnych warunkach, bez oczekiwań, można wtedy dostrzec to co ta opowieść oferuje, zamiast tego rzekomo obiecała. Bo „Interstellar”, pomimo litanii wad, to nadal spektakularny, przygodowy film o eksploracji. O duchu odkrywania tego co kryje się za horyzontem. Przywołujący ducha dawnych, kinowych spektakli, na które chodziło się w czasach, gdy nie byliśmy jeszcze tak popkulturowo wszystkowiedzący i cyniczni i pozwalaliśmy się twórcom porwać. To science fiction z gatunku tych, które wraz z bohaterami zabierają widza w podróż w nieznane, w której każda kolejna sytuacja, każda kolejna sekwencja scen, budzi wyobraźnię, sprawia, ze człowiek zastanawia się nad naukowymi, humanistycznymi implikacjami, a jednocześnie nie może się doczekać by zobaczyć, co czeka nas za kolejną przeszkodą. Wszystko to oblane pewną stylistyczną i inscenizacyjną teatralnością, nadającej całości odpowiedniego patosu i pompy. Zgrzytaj zębami na dźwięk farmazonów o miłości pokonującej czas i przestrzeń, roń autentyczne łzy w scenie odsłuchiwania rodzinnych wiadomości. „Interstellar” nie musi być drugą „Odyseją Kosmiczną”. Wystarczy, że jest drugim „Kontaktem”, ale z większym przytupem. [Adam Nguyen]

Po potężnym sukcesie swoich „Batmanów”, Christopher Nolan postanowił wykorzystać pozycję w Hollywood i spróbować sił w projekcie wysokobudżetowego, „filozoficznego” s-f na podstawie własnego, oryginalnego scenariusza, ewidentnie inspirowanego Odyseją Kosmiczną w reżyserii Stanleya Kubricka. Ambitnie? Owszem. Czy przerosło go to wyzwanie? Cóż, w pewnym stopniu tak, lecz jedynie minimalnie, co przy takiej skali przedsięwzięcia i tak jest nie lada osiągnięciem. Interstellar to swoista synteza najlepszych cech gatunku, choć czuć też w filmie Nolana jego indywidualną wizję i pomysł na kosmiczną przygodę z domieszką metafizyki. Dużo tu mogło nie wyjść, a wyszedł Nolan… obronną ręką. [und3r]

Znowu Nolan, tym razem bardziej metafizyczny i klimatyczny. Mniej efekciarstwa, znacznie więcej dbałości o wiarygodność inscenizacji i pytań o istotę miłości.[Dawid Myśliwiec]

Cudowny kllimat, dający nadzieje dla ludzkości na przyszłość. [Tomasz Foryś]

ANALIZA INTERSTELLAR

ODWAŻNA INTERPRETACJA

11. WALL-E (2008)

WALL-E: Waste Allocation Load Lifter-Earth-class (po naszemu: Wysypiskowy Automat Likwidująco Lewarujący. E-klasa), to twór magików z Pixara – jeden z wielu, ale na wskroś wyjątkowy. Jak zwykle czarują oni widza od pierwszej do ostatniej minuty – choć tym razem z dużo większym, epickim wręcz zacięciem – pozostawiając go absolutnie rozkochanym w przedstawionym świecie. I tym bardziej w jego bohaterze. Jak na film głównie dla najmłodszych, to zaskakująco ambitny projekt, którego cały pierwszy akt obywa się bez słów i nie pędzi na złamanie karku. Co prawda im bliżej końca, tym film robi się bardziej sztampowy, Hollywoodzki, ale nie zmienia to faktu, że w WALL-E’m udało się pixarowskim czarodziejom zawrzeć więcej dobra, niż „dorosłym” twórcom w niejednym aktorskim saj-faju.[Jacek Lubiński]

Jedna z najlepszych animacji pełnometrażowych. Wizualnie zapiera dech. Idealny przykład rozrywki dla najmłodszych z treścią która przyda się równiez wielu dorosłym. Poza tym takie intro bez użycia słów. Czapki z głów. [Marek Łabanowski]

Szkoda, że tak nisko, ale na liście musi być. Szkoda, że druga część jest dość sztampowa, ale sekwencje na Ziemi zabijają klimatem, melancholią i nostalgią. [Dr Strangelove]

Pixar robi z nami bardzo nieładne rzeczy – zostawia dorosłych ludzi z „bajką”, od od której nie tylko nie mogą się oderwać, ale jeszcze zmuszeni są do ukradkowego ocierania łez. Nie, nie. Mnie nie wzruszył los zakochanego robota. Oczywiście, że nie! [Phil]

RANKING FILMÓW PIXARA

Ostatnio dodane