Autor: REDAKCJA
opublikowano

NAJLEPSZE FILMY SF XXI WIEKU – Ranking TOP50

25. Mroczny Rycerz / The Dark Knight (2008)

Pewnego razu w Gotham. Stopień w jakim przez lata Mroczny Rycerz został poddany krytycznej analizie i rozłożony na czynniki pierwsze, jest proporcjonalny do lotnych ambicji filmu, a także nadanego mu w dniu premiery statusu komiksowej, złotej krowy. Film Nolana pręży się pod ciężarem wygórowanych oczekiwań i wytykania rzeczy, które w lżejszej adaptacji komiksowej, nie próbującej sięgać wysokich progów poważnej sensacji, puszczone zostałyby płazem. I choć Mroczny Rycerz jest w szczegółach boleśnie niedoskonały, kłuty ze wszystkich stron ostrzami mniejszych i większych niedociągnięć, posiada on jednak świetny zarys fabularny i tematyczny, który w większości został wzorcowo wykorzystany. Pomimo wad wynikających ze specyfiki filmu, Mroczny Rycerz, to wciąż waga ciężka adaptacji komiksowych. Posiadający ciężar, napięcie, nieszablonową formę, mocne tempo przykuwające uwagę widza do samego końca, oraz zasób klasycznych już scen. Poziomu komiksowej „Gorączki” może nie udało się osiągnąć, ale sama inspiracja wyszła filmowi na dobre, w sposób, który wyróżnia go wśród standardowej oferty superbohaterskiej. Wbrew niektórym opiniom, film nie jest nadmiernie pretensjonalny, jest po prostu nieco niezgrabny w swej ambicji (granicę pretensji Nolan przeskoczył dopiero cztery lata później, przy zakończeniu trylogii). Niesprawiedliwością byłoby stwierdzić, że Mroczny Rycerz byłby niczym bez Ledgera, bo Joker w jego wykonaniu, nie jest osobliwym elementem filmu, którego można od reszty łatwo oddzielić i skontrastować. On jest punktem podparcia dla wszystkich pozostałych motywów fabuły, które z niego wyrastają i razem pomagają zbudować świetny obraz kilku szalonych, napiętych dni z życia Gotham City, razem wplatając Batmana w kryminalną, miejską tragedię, moralitet w sosie superbohaterstwa. Niedoskonały, trochę gromkopierdny, ale wciąż potężny. [Adam Nguyen]

RECENZJA MROCZNEGO RYCERZA

24. X-Men 2 (2001)

Doskonała intryga, świetnie przeplatające i łączące się wątki, znakomity bad guy z dobrym planem, motywacją i głową na karku, seria niezapomnianych scen i postaci, dobra dawka nienachalnego humoru, ale raczej poważny ton ze znakomitym finałem na czele. [Phil]

Autorzy stanęli przed klasycznym problemem kolejnych części, czyli miało być tak samo, ale inaczej, lepiej, więcej, mocniej i bardziej widowiskowo. Rozbudowano przychówek prof. Xaviera o wielu młodych Mutantów, znanych dotychczas tylko z komiksów Marvela. Większy nacisk położono na problematykę nietolerancji, izolacji i nienawiści wobec Mutantów. Uwolniono się w znacznym stopniu od przedstawiania postaci dla widzów nieobeznanych z tematem. Od strony realizatorskiej wzrosła ilość plenerów, dekoracji, kostiumów i efektów specjalnych. Bryan Singer wreszcie mógł zabrać się za tematykę X-Men, na poziomie niedostępnym pierwszemu filmowi. [Adrian Szczypiński, fragment analizy]

ANALIZA EFEKTÓW SPECJALNYCH W X2

23. Na skraju jutra / Edge of Tomorrow (2014)

Paradoksalna sytuacja, gdzie użycie znanego motywu wywołało niesamowity efekt świeżości. Dawno nie było sci-fi, który tak umiejętnie bawił się swoim gatunkiem. Brudny, militarny, technologiczny setting zestawiony z przewrotnym patentem dał olbrzymie możliwości twórcom w prowadzeniu fabuły. Szkoda, że koniec końców sprawdzili to do banału, bo dało się całość przedstawić bardziej nieoczywiście. Pozostała tylko bardzo dobra rozrywka. To i tak dużo. [srebrnik]

Motywy atakujących Ziemię kosmitów oraz podróży w czasie zostały w kinie „ograne” na pozornie wszystkie możliwe sposoby, a jednak „Na skraju jutra” pokazuje, że wciąż można z nich wykrzesać sporo świeżości. A zresztą, nawet gdyby film Douga Limana był do bólu wtórny, to i tak obroniłby się walorami czysto rozrywkowymi. Tom Cruise i Emily Blunt nie pozwalają się nudzić, a docenić należy też twórców za ograniczenie do niezbędnego minimum efektów komputerowych w scenach kaskaderskich. [und3r]

To miał być kolejny, gówniany film z Tomkiem Cruisem, a dostaliśmy zapierający dech w piersiach film akcji. Dzień świstaka w połączeniu z Obcym. Do tego postać Emily Blunt totalnie mnie kupiła. [Mikołaj Augustynowicz]

Świetne połączenie akcji i science fiction przy zachowaniu sporej dozy humoru. Bardzo fajny koncept fabularny i jego realizacja. [Mikołaj Lewalski]

RECENZJA NA SKRAJU JUTRA

BIOGRAFIA EMILY BLUNT

22. K-PAX (2001)

Dowód na to, że można zrobić dobre, angażujące i niebanalne kino s-f bez statków kosmicznych, podróży w czasie i laserów. Nie jest to może najlepszy reprezentant gatunku, lecz wszystko w K-PAX po prostu gra – począwszy od znakomitych zdjęć i świetnej muzyki (dzieło życia Edwarda Shearmura), a skończywszy na rewelacyjnej grze dwóch gigantów kina: Jeffa Bridgesa i, zwłaszcza, Kevina Spaceya, który bez problemu udowadnia w tym wypadku trafność swojego nazwiska. To wszystko byłoby jednak bez znaczenia, gdyby nie wspaniale poprowadzona, pełna niuansów, magii i niedopowiedzeń historia z pięknie dwuznacznym finałem. Mały, wielki film.[Jacek Lubiński]

21. Equilibrium (2002)

Niedoceniany obraz dystopii, może nieco za bardzo opierający się na frazesie „historia lubi się powtarzać”. A może właśnie w tym tkwi siła filmu? Ciężko przewidzieć, w jakim kierunku podąży ludzkość, ale dotychczasowe działania naszego gatunku nie wróżą najlepiej.[Damian Halik]

Odświeżona wersja orwellowskiej wizji Wielkiego Brata sprawiła, że Christian Bale stał się jednym z moich ulubionych aktorów. [Dawid Myśliwiec]

Ostatnio dodane