Autor: REDAKCJA
opublikowano

NAJLEPSZE FILMY SF XXI WIEKU – Ranking TOP50

Oto wyniki głosowania na najlepsze filmy SF XXI wieku. Zasady były proste: film musi pochodzić z lat 2001 do dzisiaj, musi być długometrażowy i może pochodzić z dowolnego kraju, może być zrobiony dowolną metodą. Głos oddało 98 osób na 158 filmów. Dzięki!

Oczywiście gatunek SCIENCE FICTION jest bardzo pojemny i swoje miejsce znajdą tutaj kosmiczne eskapady bliższe lub dalsze, postapokaliptyczne światy, podróże w czasie, zabawy z technologią i ze sztuczną inteligencją, kontakt z obcą cywilizacją i polowanie na potwory, wgląd w psychologiczne niuanse z mniej lub bardziej fantastycznym sztafażem w tle. Na poważnie lub niepoważnie, skromnie lub widowiskowo, względnie naukowo lub bezwzględnie zabawowo.

Wbrew pozorom trudno odnaleźć pojęciowy klucz do gatunku science-fiction, bo czystość gatunkowa nie istnieje i inne gatunki – od horroru, przez komedie i kino akcji, na melodramatach kończąc – czerpią pełnymi garściami z fantastyki naukowej. Dlatego szalenie trudno precyzować co jest, a co nie jest SF. Nie ma sprawiedliwych miar, które wskażą, jaka jest prawidłowa zawartość science w fiction i fiction w science. Dlatego poniższe zestawienie to miks różnych gustów, różnych poglądów na to niejednoznaczne zjawisko. Czy sprawiedliwe? Sami osądźcie.



 

*

50. Transformers (2007)

Choć w dniu premiery film Baya może i pod pewnymi względami rozczarowywał (szczególnie ortodoksyjnych fanów klasycznej kreskówki i komiksów), to jednak z każdym kolejnym seansem jego problemy stawały się dla mnie coraz mniej istotne, a walory zyskiwały na znaczeniu. Jest to przede wszystkim bodaj ostatni film, jaki zdołał zwalić mnie z nóg mocą efektów specjalnych, które osiągnęły tu rewolucyjny wręcz poziom, a nienagrodzenie ich oscarem to jedna z największych, o ile nie największa z pomyłek Akademii jeśli chodzi o tę konkretną kategorię. Co więcej, dziś, po blisko dziesięciu latach od premiery wcale się nie zestarzały, czego nie można powiedzieć o efektach w wielu innych, znacznie wyżej cenionych filmach. Choć fabuła niepozbawiona jest dziur i zgrzytów, choć niektóre wątki czy postacie są tam wciśnięte na siłę i pewnie z powodzeniem obeszlibyśmy się bez nich, a humor (choć ogólnie udany), miejscami skręca w rejony, w których nie czuję się zbyt komfortowo, to jednak pierwsze „Transformery” są ucieleśnieniem magii kina – takie sceny jak przybycie Autobotów na ziemię, czy starcie na autostradzie pozostają w pamięci na długo. Biorąc pod uwagę, że jest to także film do którego wracałem częściej niż do jakiegokolwiek innego Sci-Fi powstałego po 2000 roku, nie sposób go pominąć w tym zestawieniu. Mówiąc krótko, marudy niech sobie marudzą i obrzucają Baya błotem, ale Transformers to wciąż jeden z jego najlepszych filmów, fun w czystej postaci z wizualiami nie do pobicia, zapadającą w pamięć muzyką i bohaterami (mówcie co chcecie, ale Shia się tu doskonale sprawdził, a i Megan Fox chyba nigdy nie wyglądała lepiej). Gdyby tylko sequele trzymały podobny poziom… [Gieferg]

49. Wojna Światów / War of the Worlds (2005)

Wojna Światów, to jeden z tych filmów, które łatwo mogą człowiekowi przelecieć pod radarem. Ogólna koncepcja odnosząca się do najbardziej klasycznych szablonów inwazji obcych, jest zbyt wyświechtana jak na dzisiejsze standardy. W dniu swojej premiery, film wydawał się wręcz spózniony o jakieś dwie dekady. Jednak tym co wybija Wojnę Światów ponad jej prosty zarys fabularny, jest reżyseria Spielberga, który umiejętną inscenizacją wyciska z tego prostego konceptu ostatnie soki, robiąc to nie przez zabawę tematyką czy podważanie schematów, lecz przez nadanie wszystkiemu odpowiedniej wagi i emocji. Film ten jak mało który o podobnej tematyce, oddaje uczucie przerażenia, desperacji, niemocy i niewiedzy w obliczu nieludzkiego wroga, którego nie da się poznać ani pokonać. Wszystko to na tle rozrywanego na strzępy społeczeństwa, ze scenami kipiącymi od emocji i napięcia, przedstawionymi w ryzach kategorii PG-13, a mimo tego z ciężarem, którego pozazdrościłby niejeden film z „Rką”. Do tego wyśmienite aktorstwo (Cruise stanowi tu kwintesencje określenia „everyman”) i chwytający za gardło obraz rodziny jako jednostki próbującej przetrwać w obliczu walącego się w okół nich świata. Wojna Światów fabularnie jest najprostszą wersja konceptu, który w hollywood został już ograny na dziesiątki cudacznych sposobów, ale pochwalić się może największym kunsztem w jego przedstawieniu.[Adam Nguyen]

Jeden z najbardziej niedocenianych filmów Spielberga? Dość oklepany temat, czyli inwazja obcych na Ziemię, a do tego adaptacja klasycznej i dobrze znanej powieści Wellsa. Cóż w tym fascynującego dla kogoś, kto mógłby zrobić wszystko? Jednocześnie to film, który jest powrotem Spielberga w rejony fantastyczne po chwilowym oddechu w postaci Terminalu i Złap mnie, jeśli potrafisz – co wcale nie musiało zwiastować wielkiego przełomu, biorąc pod uwagę niejednoznaczne opinie o Raporcie mniejszości i A.I.. Czy więc Wojna światów się udała? Na pewno jest w nim kilka elementów wręcz genialnych: elektryzująca zapowiedź inwazji, atak obcych widziany głównie z pozycji głównego bohatera (bez spektakularnych inscenizacji jak w Dniu niepodległości), surowa forma, za jaką odpowiadali Janusz Kamiński oraz Tom Cruise, który daje z siebie naprawdę wiele w roli odpowiedzialnego ojca. [Rafał Oświeciński]

Fabularnie kulawy film z mistrzowską realizacją monumentalnych scen katastroficznych. Jest tutaj trochę Spielberga, którego da się uwielbiać.[srebrnik]

RANKING FILMÓW STEVENA SPIELBERGA

48. Serenity (2005)

Zanim Joss Whedon nakręcił dwie części Avengers, stworzył niepozorną historię o załodze okrętu kosmicznego Firefly, która na tle wielu podobnych okazała się zaskakująco wciągająca. Niech nie zwiedzie was kinowy zwiastun, po którym można by się spodziewać przeciętniaka w stylu studia Asylum. To doskonała rozrywka z poczuciem humoru, jakim kilka lat później zaraziło się Marvel Studios.[Jarosław Kowal]

Filmowa kontynuacja i jednocześnie epilog dla kultowego serialu „Firefly”. Ciekawa koncepcja Dzikiego Zachodu w kosmosie, doskonale rozpisana i zagrana ekipa pod wodzą Kapitana Reynoldsa, nieziemski (hehe) klimat przygody i perfekcyjnie zrealizowane sceny akcji. Aż chce się więcej, ale nie będzie więcej, bo Whedon zajęty jest przeskakiwaniem z Marvela do DC oraz krzyczeniem, że Trump lada dzień wymorduje wszystkich gejów. Eh, wracaj w kosmos, Joss. [Hitch]

Recenzja FIREFLY

47. Melancholia (2011)

Oryginalna wizja końca świata jaką zafundował nam (nie bójmy się tego słowa) jeden z największych współczesnych reżyserów zrobiła na mnie ogromne wrażenie (prawie takie, jakie swego czasu wywarł na mnie „Czarny Łabędź” Darrena Aronofsky’ego), zmusiła do myślenia i pozostała w głowie na długo po seansie. Film mnie wciągnął do tego stopnia, iż mimo wiedzy o tym jak cała ta historia się skończy nie mogłem oderwać wzroku od ekranu.[Wojciech Wieczorek]

Kosmiczna katastrofa Larsa von Triera jest przejmująco smutna, ale i porażająco piękna. Kryje się się w niej coś więcej, aniżeli planetarna kolizja, czy – o zgrozo – studium depresji. Trier przemawia do nas jako człowiek i artysta. „Melancholia” jest krzykiem bezsilności niepostrzeżenie zamieniającym się w akt kreacji, który – paradoksalnie – jest jedynym sposobem na powstrzymanie wrzasku. [Filip Jalowski, fragment tekstu]

ANALIZA MELANCHOLII

46. V jak Vendetta / V for Vendetta (2005)

Krótko: postać V to jeden z najlepszych bohaterów kina ostatnich lat. I to wielu lat. Jego głos, wygląd, zachowanie, działania. V intryguje, fascynuje i ciągnie cały film.[srebrnik]

Nigdy nie lubiłem tego filmu – wydawał mi się naiwny, efekciarski i niedorastający do pięt komiksowemu oryginałowi. 5 listopada urządziłem sobie powtórkę w momencie, kiedy prawię już filmu nie pamiętałem, nie wspominając o tym, że czytając oryginał Moore’a czułbym się, jakby był to pierwszy raz. Pewnie dlatego, ale pewnie też, co przykre, dlatego, że przez kilkanaście lat kino blockbusterowe weszło na takie wyżyny pretensjonalności i efekciarstwa, że film Wachowskich (produkcja i scenariusz) wydał mi się bardzo elegancki, stonowany i przede wszystkim wciągający i ujmujący. [Phil – forum]

 

45. Snowpiercer: Arka przyszłości (2013) 

Na Dalekim Wschodzie powstają najdziwniejsze filmy znane ludzkości, to niezaprzeczalny fakt, a wpuszczenie jednego z najbardziej nieprzewidywalnych umysłów Korei Południowej do Hollywood okazało się strzałem w dziesiątkę. Joon-Ho Bong stworzył film akcji wolny od schematów; brutalne, szaleńcze science-fiction rozgrywające się w świecie, jakiego dotąd żaden inny reżyser nie ukazał.[Jarosław Kowal]

„Metropolis” naszych czasów – tylko w miniaturze. Wszyscy teraz jadą po tym filmie lecz za kilka(naście) lat będzie on czczony jak bóstwo – mark my words. [Jarosław Pikalski]

RECENZJA SNOWPIERCER ARKA PRZYSZŁOŚCI

 



44. Batman – Początek / Batman Begins (2005) 

Christopher Nolan całkowicie zmienił dotychczasowe podejście do postaci człowieka-nietoperza, kierując go w kierunku kina przygodowego, a ostatecznie w kierunku typowego widowiskowego kina akcji. Jego wizją było przedstawienie Batmana (jak i innych bohaterów), w którego my – widzowie – moglibyśmy uwierzyć. Stylistyka realistycznego świata zaowocowała tym, że niektórzy – o czym dowiedziałem się z internetu trzy lata po premierze filmu – nie potrafili przeboleć zbyt fantastycznego jak na tę konwencję urządzenia jakim był emiter mikrofali, potrafiący odparować wodę z otoczenia, ale z organizmów żywych już nie. Ja nigdy nie miałem z tym problemu, tak samo jak nie mam go ze stukilogramowym facetem w czarnym kostiumie, który lata nad miastem na pelerynie, która pod wpływem przepuszczenia przez nią prądu sztywnieje i zmienia się w lotnię. To jest właśnie magia [i]Batman Begins[,i] i coś czym przebija pozostałe filmy z Mrocznym Rycerzem (nawet znakomity sequel z 2008 roku). Nolan znalazł w nim doskonały środek, idealnie zbalansował konwencję wzmożonego realizmu z elementami stricte komiksowymi i oddał ducha komiksów z Batmanem jakie czytałem jak nikt inny. Dlatego mimo 12 lat i pewnie przeszło trzydziestu seansów, pierwszy kinowy Batman Nolana jest dla mnie wciąż jego najlepszym filmem, najlepszym filmem akcji i sci-fi XXI wieku, jednym z moich najulubieńszych filmów w ogóle.[Juby]

RECENZJA BATMANA – POCZĄTEK

BIOGRAFIA CHRISTIANA BALE’A

43. Ja, robot / I, robot (2004)

Naprawdę zacna ekranizacja Asimova. No i ujęcie robota na zniszczonym moście pod koniec, z tłumem innych robotów wpatrzonych w niego jak w Mesjasza. Kult i epa [Dr Strangelove]

Bardzo ciekawa, intrygująca i dość niebanalna wizja rozwoju sztucznej inteligencji. Co prawda ekranizacja prozy Isaaca Asimova jest wypełniona kliszami ogranymi w kinie sensacyjnym, niektóre rozwiązania fabularne są grubymi nićmi szyte, Will Smith prezentowałby się lepiej, gdyby nie śmieszkował. Całość wyglądałaby jeszcze atrakcyjniej, gdyby reżyser, Alex Proyas, zdecydowałby się na posępniejszy klimat (w końcu zrobił Mroczne miasto!) Mimo wszystko to jest bardzo dobre kino SF, którego jakość wypada docenić po kilkunastu latach od premiery – już choćby ze względu na Sonny’ego, jednego z najciekawiej skonstruowanych wirtualnych bohaterów. [Rafał Oświeciński]

42. Geneza Planety Małp / Rise of the Planet of the Apes (2011)

Rupertowi Wyattowi i scenarzystom udała się tym filmem nie lada sztuka. Nie tylko pokazali, że reboot znanej marki może być czymś więcej niż typowym skokiem na kasę mającym wycisnąć z niej resztki potencjału kasowego, ale nomen omen genezę Planety Małp uczynili na nowo interesującą i świeżą. Świeżą do tego stopnia, że to sci-fi skrzętnie ukryte, przynajmniej do pewnego momentu, pod dość przejmującym dramatem zarówno po stronie małpich jak i ludzkich bohaterów.[Mierzwiak]

Kto by pomyślał, że kolejne podejście do tematu zaowocuje tak znakomitym filmem? [Dr Strangelove]

RECENZJA GENEZY PLANETY MAŁP

41. Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz / Captain America: The Winter Soldier (2014)

Cieszę się, że Marvelowi udało się zrobić tak czysty gatunkowo film sci-fi. Perfekcyjnie odświeżyli sprawdzone patenty ubierając je w swoją kreowaną od lat bajkę. Jest to też szczytowe osiągnięcie studia, jak chodzi o opowiedzenie w filmie jego własnej historii, jak i istotne pchnięcie mitologii serii w dalszym kierunku. Przede wszystkim jednak to rewelacyjnie zrealizowany film z genialnymi scenami walk, zapadającą w pamięć muzyką i dającymi się wręcz uwielbiać bohaterami. Na koniec plusik za bardzo inteligentne wplecenie obserwacji tego, jak w czysto fizycznym aspekcie mogłoby wyglądać działanie nadludzi w prawdziwym świecie. [srebrnik]

Jedyny Marvel, na którym byłem więcej, niż raz i jedyny Kapitan Ameryka, który ostatecznie przekonał mnie do głównego bohatera. Poważniejszy ton, doskonałe sceny akcji, tytułowy Zimowy Żołnierz i świetny komentarz dotyczący łatwości z jaką ludzie dzielą się prywatnymi informacjami w sieci.[Wawrzyniec]

RECENZJA ZIMOWEGO ŻOŁNIERZA

RANKING FILMÓW MARVELA

 

Ostatnio dodane